Podróż rozdział 3
Zmiany, zmiany, zmiany.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dni leciały nieubłaganie, czas przepływał mi przez palce. Co jakiś czas kontaktowałam się z Pawłem, jednak robiłam to bardzo rzadko, coraz rzadziej. Paweł czuł, że to nie oznacza niczego dobrego. Bardzo tęsknił, cały czas powtarzał jak bardzo mnie kocha, jak bardzo boli Go ta rozłąka. Czekał na każdy telefon, na każdy e-mail, każdą próbę kontaktu z mojej strony, a ja nie wiedziałam jak mu powiedzieć, że zapominam o Nim, że moje szczęście jest tu, że tu się odnajduję. Chciałam tu zostać, na zawsze. Wiedziałam, że sprawy formalne, takie jak wiza mnie ograniczają, ale starałam się żyć chwilą, każda godzina musiała być wypełniona wrażeniami. Tu zresztą nie dało się inaczej. Życie w Nowym Jorku każdego dnia jest ekscytujące jak pierwszego dnia i za każdym razem coś zaskakuje. Każdego dnia wieczorem siadałam w oknie, albo wychodziłam przez okno na schody pożarowe i spisywałam w notesie każdą chwilę przeżytą danego dnia. Pomyślałam, że gdy wrócę już do Polski, będę mogła wspominać to, co tu przeżyłam. Chwile są ulotne, więc warto je spisywać. Myślałam, że może wydałabym w Polsce taki przewodnik albo napisałabym książkę na podstawie tych wspomnień, do tego dodałabym zdjęcia i gotowe. Pomyślałam, że jest to jakiś sposób na życie, w końcu pisanie książek to moje kolejne marzenie. Pomyślałam wtedy, że Bóg wynagradza mi ten ból i pustkę w taki właśnie sposób- spełniając moje marzenia. Kolejne dni upływały na zwiedzaniu ciekawych miejsc. Jenny dość często zabierała mnie ze sobą na wieczorne spotkania z Jej przyjaciółmi w jakiś fajnych, modnych klubach. Nie wszystko, co tam zobaczyłam podobało mi się, ale byłam dumna, że ja jako jedyna potrafię odmówić. Byłam jedyną osobą, która nie brała narkotyków, ani dla zabawy, ani nałogowo. Lubiłam zapalić sobie papierosa, wypić dobrego drinka, ale nie miałam ochoty na spróbowanie cięższego kalibru używek. Nigdy mnie to nie pociągało, a w dodatku nie byłam osobą, która zrobiłaby wszystko, żeby towarzystwo mnie zaakceptowało. Zauważyłam, że Jenny zabawia się to z jednym, to z drugim kolegą, wspólnie palą jakieś świństwa. Nie podobało mi się to i jak to ja, powiedziałam Jej o tym. Bałam się trochę o to, że ktoś może mi czegoś dosypać do drinka i może mi coś zrobić. Dlatego pilnowałam swojej szklanki, wszędzie ją zabierałam, papierosy miałam swoje, żeby ktoś nie poczęstował mnie jakimś świństwem. Wiele razy rozmawiałam z tymi wszystkimi ludźmi o tym, co wyprawiają, niestety nic do nich nie docierało. Jenny też traktowała to wszystko jako dobrą zabawę, a nie jak zagrożenie. Wiedziałam jedno, ja jestem wobec siebie w porządku i to wystarczy, całego świata nie zbawię. Nadszedł dzień, kiedy Jenny zaproponowała mi, żebym z Nią poszła na wieczorny pokaz, w którym miała wziąć udział. Ja, szara myszka, przemykająca ulicami Nowego Jorku w trampkach i wygodnych dresowych spodniach, na pokazie mody- nie wierzyłam. - chodź ze mną, znajdziemy Ci jakąś kreację i nie będzie widać różnicy między Tobą a tymi wszystkimi gwiazdami, które się zjawią. Po pokazie będzie impreza, pobawimy się, może poznasz kogoś interesującego?- mrugnęła do mnie porozumiewawczo, - jakoś nie mam ochoty na nowe znajomości, ale na takim pokazie jeszcze nigdy nie byłam, chętnie się przejdę- odpowiedziałam. Wybrała mi bardzo ładną sukienkę od jakiegoś znanego tu projektanta- tak szczerze to ja nigdy o nim nie słyszałam. Muszę przyznać, że wyglądałam olśniewająco, już dawno nie widziałam siebie w takim wydaniu. Kiedy już byłyśmy gotowe wsiadłyśmy do taksówki i pojechałyśmy na pokaz. Już na wejściu poczułam się jak prawdziwa gwiazda, czerwony dywan, dziesiątki fotografów, pięknie ubrani ludzie. Musiałyśmy się pospieszyć bo na Jenny już czekali za kulisami, żeby przygotować ją do pokazu. Ja postanowiłam porozglądać się, podejrzeć jak to wygląda od środka. Zamieszanie było straszne, ktoś biega, ktoś kogoś woła, czuć było napięcie. Kiedy modelki były już gotowe a sala zapełniała się gośćmi, stanęłam przy wybiegu, żeby dobrze widzieć całe widowisko. Rozpoczęło się, zabrzmiała muzyka, zaczęły pojawiać się na ścianach obrazy, mrugające światła, pierwsze modelki wyszły na wybieg. Rozejrzałam się po ludziach, którzy siedzieli przy wybiegu, rozpoznałam kilka twarzy, patrzyli na kreacje z zaciekawieniem, niektórzy coś notowali. Przeżycie było niesamowite, dla Jenny codzienność, dla mnie wielki świat, widziany tylko w telewizji. Po pokazie bardzo Jenny podziękowałam, przede wszystkim, że pomyślała o tym, że mogłabym tam z Nią pójść i oczywiście, że miałam możliwość uczestniczenia w tym wydarzeniu. Jak obiecała wcześniej poszłyśmy na imprezę, na której byli Ci wszyscy znani ludzie z pokazu, modelki, projektanci, cała nowojorska śmietanka. Z drinkiem w ręku stałam przy barze i obserwowałam to całe towarzystwo. Poczułam nagle, że ktoś mi się przygląda. Rozejrzałam się uważnie i zobaczyłam mężczyznę, który patrzył na mnie i uśmiechał się delikatnie. Odwzajemniłam uśmiech, ale odwróciłam się, nie chcąc niczego prowokować. Po chwili usłyszałam: - cześć, jak masz na imię? Kiedy się obejrzałam okazało się, że to On. Patrzył na mnie swoimi wielkimi, czarnymi oczami, Jego biały uśmiech dosłownie mnie oślepiał, do tego brązowa karnacja- ideał, dosłownie mój ideał. - cześć- odpowiedziałam- jestem Joanna, a Ty? - John- odparł- nigdy wcześniej nie widziałem Cię na żadnym pokazie, skąd jesteś? - przyjechałam z Polski, żeby poznać Nowy Jork, pozwiedzać, zawsze o tym marzyłam. A Ty kim jesteś? - nie znasz mnie? Nie wiesz kim jestem?- zapytał zdziwiony. Trochę mnie tymi pytaniami zirytował. Co za gbur, pomyślałam, pewnie jeden z tych ważniaków, co to myśli, że cały świat kręci się wokół Niego- już mi się odechciało z Nim rozmawiać. - nie, nie znam Cię- odpowiedziałam- nie interesuję się modą. Spojrzał na mnie zdziwiony. Nagle podeszła Jenny, przywitała się z Johnem, porozmawiali przez chwilę, przeprosiła Go i powiedziała, że musi mnie komuś przedstawić i chce mnie porwać. - ale wrócisz do mnie?- zapytał prosząco, - tak- odpowiedziałam. Kiedy odeszłyśmy kawałek Jenny bardzo podekscytowana zapytała: - o czym rozmawialiście? Wiesz kto to jest? - nie wiem, nie interesuję się modą. A porozmawiać nie zdążyliśmy, podszedł do mnie chwilę przed tym jak Ty mnie porwałaś, - Joanna to najbogatszy człowiek na tej sali. Spodobałaś mu się. Ty to masz szczęście, wiesz ile kobiet o Nim marzy? - a mnie jakoś nie interesuje, to pewnie kolejny facet, który ma się za bóstwo i myśli, że może mieć każdą, - dobra, dobra, idź lepiej do Niego, czeka przy barze na Ciebie. Poszłam. Zaczęliśmy rozmawiać. Pytał mnie co tak naprawdę tu robię, czym się zajmuję, czym interesuję. Długo rozmawialiśmy, okazał się zwykłym facetem, nie chwalącym się swoim majątkiem. Podczas rozmowy można było wyczuć, że ma dość tych wszystkich botoksowych lalek, które tylko czyhają na Jego majątek. Nawet nie wiem kiedy zrobiła się późna noc. Jenny już dawno była w domu. John zaproponował, że mnie odwiezie. Kiedy wyszłam przed lokal okazało się, że czeka tam na nas limuzyna. Nigdy wcześniej nie jechałam takim autem, więc z miłą chęcią skorzystałam. Odwiózł mnie do domu i zaproponował, że następnego dnia po mnie przyjedzie i zawiezie wszędzie, gdzie tylko będę chciała. Zgodziłam się, bo miałam już trochę dosyć jeżdżenia taksówkami, metrem- wszędzie było daleko. ASIU… KOCHAM CIĘ… Następnego dnia przyjechał jak obiecał. Tym razem był swoim sportowym i bardzo drogim autem. Kiedy otwarłam drzwi stał z bukietem pięknych kwiatów, które wręczył mi mówiąc, że jestem równie piękna jak one. Zrobiło mi się duszno, a Jenny o mało nie padła z wrażenia. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy coś zjeść. Podjechał pod restaurację. Już na pierwszy rzut oka było widać, że to bardzo wykwintne i drogie miejsce. Kiedy weszliśmy do środka kelner przywitał Johna- od razu było widać, że jest tu stałym gościem- i zaprowadził nas do stolika. Zamówiłam homara, zawsze chciałam go spróbować, ale nigdy nie miałam takiej okazji. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, patrzyliśmy na siebie i rozmawialiśmy o wszystkim. - masz kogoś?- zapytał wreszcie- chłopaka, narzeczonego, męża? A może dziewczynę? - nie- odpowiedziałam (nie bardzo wiedziałam jak mam myśleć o Pawle)- miałam męża i trójkę dzieci, - i co się stało? Rozstaliście się? Odebrał Ci dzieci? - to nie tak jak myślisz- doparłam zastanawiając się czy mam powiedzieć mu prawdę, - a co się stało? Powiedz proszę, - mój mąż i dzieci zginęli w wypadku samochodowym, tylko ja przeżyłam. Długo nie mogłam sobie z tym poradzić, chociaż nadal ten temat wywołuje we mnie spore emocje i pewnie tak już będzie, - bardzo mi przykro- odpowiedział. Zauważyłam, ze dziwnie zaszkliły mu się oczy. - staram się żyć dalej. A Ty jesteś sam? Pewnie kobiety się za Tobą uganiają?- zapytałam, - tak, każda chce mojego majątku. Każda widzi we mnie stan mojego konta, moje auta, dom, wszystko- tylko nie mnie. Z żadną nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil jenny35
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…