Wróć do katalogu

"Podwójna siła..." rozdział 16

Maleńkie stoliczki przyozdobione były tradycyjnymi serwetami. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające koty zastygłe w niekończącej się zabawie.

Psutki, opublikowano , 33 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

16. Początek końca

Wreszcie nadeszły długo wyczekiwane egzaminy. Najpierw odbyła się część pisemna. Przebrani na galowo uczniowie siedzieli trzy godziny w klasach męcząc się nad podkręconymi zadaniami z mniej lub bardziej ważnych przedmiotów. Potem niektórzy płakali, bo okazało się, że prace były podzielone na grupy, więc kto ściągał, miał wszystko źle. Największe jełopy pocieszały się, że wkrótce odbędą się egzaminy sprawnościowe, które z zasady szły im o wiele lepiej. Niektórzy, na przykład Oniteusz, byli zwolnieni z tej części jako laureaci olimpiad. Niestety nie zaliczali się do nich ani Mat, ani Nutria. Thaviol doszedł wprawdzie daleko w olimpiadzie z nekromancji, ale niestety zdołał wskrzesić tylko owego motyla, kiedy laureat ożywił wróbla - przeżył aż dwa tygodnie – to prawdziwy sukces zaś kontrolowany umysłem zombie przeszedł się aż do sklepu i zdołał wyartykułować prośbę o świeży chleb. Nutria natomiast startowała w olimpiadzie łucznictwa i runów, ale i jej się nie powiodło. Za to egzaminy napisała bardzo dobrze i ze spokojem oczekiwała części praktycznej. Do szkoły jednak szła z bijącym sercem – w końcu miała tam spotkać Mata. Wydawało się, że dał jej spokój i do reszty oddał się nauce. Podczas trzech godzin pisania ani razu na nią nie spojrzał, a później ulotnił się gdzieś z Zanem i Lin. Teoretycznie była zadowolona, ale w głębi serca trochę żałowała, że ta namiętna chwila była tylko maleńkim epizodem, o którym on już nie chce pamiętać. Raz nawet, po wyjątkowo trudnym egzaminie z matematyki, próbowała sobie wyobrazić jego w roli swojego chłopaka. Owinęła się wtedy w kołdrę i marzyła o romantycznych uniesieniach i spełnionej miłości. Po godzinie jednak szybko wygrzebała się spod pierzyny, wzięła łuk i klnąc na siebie poszła ćwiczyć strzelanie. Matrixowi zapewne na niej nie zależało. On chciał po prostu „przelizać się” z jakąś panienką, a ona była akurat pod ręką. Wymaganie czegoś więcej było niemożliwe. Może Nutrii nie odpowiadało bycie „tą pod ręką”, ale nie mogła już nic na to poradzić. Kto wie, w przyszłości i ona kogoś tak „wykorzysta”. Nie miała ochoty się z nim widzieć. Była mu bardzo wdzięczna za to, że jej unikał. Musiała się skupić na egzaminach i to było najważniejsze. Od tygodnia trwała część praktyczna. Były to pojedynki uczniowskie z wykorzystaniem czarów, broni białej oraz wszystkiego naraz. Każdy dostawał kartkę, na której miał wypisane dni walki oraz swoisty kod. Partnerzy mieli oczywiście być tajemnicą, ale uczniowie i tak próbowali dowiedzieć się, z kim przyjdzie im walczyć. W ten sposób Nutria wiedziała, że egzamin z zaklęć ofensywnych zdaje z Lin. Stanęły naprzeciw siebie w środę rano. Miały na sobie obowiązkowe ubrania do ćwiczeń, ochraniacze oraz amulety osłaniające. Przewodnicząca trzyosobowej komisji – Helena Wiż we własnej osobie, założyła dziewczynkom blokady na ręce. Pozostali dwaj nauczyciele byli im nieznani – jeden uczył w innych klasach, a drugi był spoza szkoły, przydzielony do tej komisji przez kuratorium. - Powodzenia! – szepnęła Lin. - I nawzajem! – elficzka mrugnęła do niej. Weszły na specjalnie przygotowane alchemiczne koło, które miało dodatkowo kontrolować ich zdolności magiczne i moc zadawania ran. Gwizdek obwieścił początek egzaminu. Rozpoczęła się walka. Nutria błyskawicznie rzuciła czar oplątania na krasnoludkę. Lin zaskoczył ten nagły atak, nie zdążyła w porę zareagować. Punkt dla elficzki. Gdy przeciwniczka ponownie odzyskała władzę nad sobą, natychmiast rzuciła na siebie czar lustrzanego odbicia. Teraz zamiast jednej Lin było ich cztery. - Nieźle – syknęła Nutria i również się rozdzieliła. Komisja uważnie czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Lin zaczęła formować zaklęcie słupa oślepiającego blasku. Nutria zorientowała się, jakiego zaklęcia chce użyć, w końcu ruchy poczwórnej dziewczyny były łatwiejsze do odczytania. Ale też trudno było zgadnąć, która jest prawdziwa. Nutria zaryzykowała i wysłała szybkie zaklęcie sopli lodu na pierwszą z brzegu. Pudło, hologram zniknął, a Lin dokończyła zaklęcie. Ostre światło oślepiło elficzkę, a zaraz po nim nadleciała ognista kula. Dwa punkty dla krasnoludki. Nutria zacisnęła zęby. Lin jakimś cudem wiedziała, w którą postać celować. Widocznie znała czar pozwalający jej na rozpoznanie prawdziwego czarodzieja. Elficzka niestety nic takiego nie pamiętała. Za to zawsze dobrze radziła sobie z tworzeniem iluzji, które potrafiły atakować i walczyć za nią. Przywołała do siebie wielkiego psa i rozpoczęła tworzenie ogromnego żuka. Lin źle odczytała ruchy sądząc, że chce ponownie zaatakować, więc zabezpieczyła się ścianą, ale pies zgrabnie wyminął mur i podbiegł po pierwszej z lewej przeciwniczki. Ściana znikła, a wraz z nią drugi hologram. Tymczasem Nutria wywołała żuka i zrezygnowała z pozostałych postaci. Zabierały jej zbyt wiele energii. Dwie wywołane istoty świetnie spełniły swoje role. Lin musiała nawet przerwać następne zaklęcie i skupić się na nich. To dało dodatkowy czas Nutrii, która posłała krasnoludce zaklęcie spowolnienia. Iluzje w końcu znikły, ale elficzka prowadziła. Lin dostała wypieków. Zebrała całą swoją moc i wyczarowała wielką kulę z kwasem, która popędziła w stronę przeciwniczki. Nutria wyciągnęła obie ręce przed siebie. Kula roztrzaskała się o niewidzialną ścianę, a kwas rozlał się po arenie nie tykając elficzki. Teraz obie panny srzuciły jednocześnie silne zaklęcia: Lin błyskawicę, Nutria lodową lancę. Zaklęcia spotkały się na środku i wzajemnie unieszkodliwiły. Komisja pokiwała z uznaniem głowami. Obie dziewczyny użyły równą ilość mocy. Następne zaklęcia wyglądały tak samo: spotykały się na środku i niszczyły. Potem uczennice wywołały zwierzęta: Lin lwa, Nutria wielkiego węża. Zwierzęta rzuciły się ku sobie, kiedy ich panie obrzucały się zaklęciami osłabiającymi. Skończyło się na tym, że panna Lafiflet została otumaniona zaklęciem ociemniałości, a panna Otzed Ciszą. To był koniec egzaminu praktycznego trwającego całe piętnaście minut. Uczennice podeszły do komisji. Pani dyrektor zdjęła im blokady i pogratulowała ładnej walki. Spytała, czemu Nutria zasłaniała się aż tyloma iluzjami – w prawdziwym świecie poszukiwaczy przygód takie zagrania uważane są za pewien rodzaj tchórzostwa. - Nie przejmuj się – Lin poklepała ją przyjaźnie po ramieniu. – I tak prowadziłaś jednym punktem. Masz chwilę czasu? Chodź, posiedzimy na ławce, a ty odpoczniesz przed kolejnym starciem. Usiadły nieopodal świątyni boga wojny, gdzie odbywał się egzamin – walka dwóch chłopców na bronie. - Mat się o ciebie pytał. Nutria poczuła, jak napinają się jej wszystkie mięśnie. - Tak, i co? - Nic. Pytał, kiedy kończysz egzaminy. On teraz ma tor przeszkód, a potem walczy z bronią. Pytał, jak się czujesz, czy nie jesteś na niego zła… - I co mu powiedziałaś? – Nutria próbowała przybrać swobodny ton, ale głos jakby odmawiał jej posłuszeństwa i wiązł w gardle. - A co mogłam? Przecież nawet nie wiem, za co byłabyś na niego wściekła. Choć ty i on zawsze znajdziecie temat do kłótni… ale musiało o coś ważnego pójść, skoro aż wypytywał o ciebie. Wolno mi wiedzieć, co to takiego? - Ehm… nie, to nic… tak tylko… po prostu… - nienawidziła siebie za to jąkanie. – Wpadliśmy przez przypadek do jeziora i jego mama pożyczyła mi ubrania… pewnie chce je z powrotem… - Bardzo możliwe – krasnoludka pokiwała głową i zatopiła zęby w kanapce. - A co u ciebie i Zana? – zagadnęła szybko Nutria. - Ach – Lin zaczerwieniła się. – Wszystko w porządku. Załatwił mi roczną praktykę w rodzinnej świątyni. Będziemy oboje służyli, zanim rozejrzymy się za czymś więcej. A ty, z tego co wiem, wyjeżdżasz do słynnej „szkoły superbohaterów”. - T-tak – zaczerwieniła się. – Dostałam od nich stypendium. - O, to świetnie. Ale wiesz, że Mat też tam się wybiera? Przez elficzkę przebiegł dreszcz. - Nie, nie wiedziałam. Naprawdę? - No oczywiście! Wydaje mi się, że po części robi to dlatego, że ty tam będziesz. - Oj, Lin, przestań snuć takie głupie insynuacje! Już nie chcę słuchać o Macie i jego perspektywach na przyszłość! Dobiłaś mnie tym, że będę musiała go jeszcze oglądać! A teraz mam ostatni egzamin z jakąś Anną Kowalską. Życz mi powodzenia. - Nie jest ci potrzebne, ale: powodzenia! Nutria spojrzała na zegarek i poszła na ostatni egzamin. Walka miała się odbyć również na świeżym powietrzu, na boisku do siatkówki zamienionym na arenę. Standartowo ograniczało ją widoczne pole alchemiczne. Trzyosobowa komisja siedziała przy długim stole prezydialnym. Tym razem przewodniczącą była bardzo przejęta swoją rolą Chondria Ptyś. Na jej palcu połyskiwał złoty pierścionek zaręczynowy – od dowódcy policji. Nutria podeszła do niej i wręczyła jej kartkę z kodem. Zaraz za nią przyszła jej przeciwniczka. Jeden rzut oka i pod elfką ugięły się kolana. Była to tzw. „czarna dziura”, dziewczyna, która wraz ze swoją bandą prześladowała Nutrię. Teraz też ubrana była według najnowszej mody – krótka czarna bluzka oraz obcisłe ciemne dżinsy odsłaniały jej biodra i część pośladków. Całą dolną część twarzy miała pokrytą ohydnymi zaropiałymi pryszczami – wynik nowego kolczyka na brodzie. Anka odwróciła się i również przyjrzała się przeciwniczce. - O nie! – jęknęła – Dlaczego musiałam dostać Barbie?! Nutria zatrzęsła się z gniewu, ale nic nie powiedziała. Nie może dać się sprowokować. Chondria uzbroiła każdą dziewczynę w miecz, tarczę oraz łuk i rzuciła dodatkowe zaklęcie kamiennej skóry. Poinstruowała również, gdzie leżą dodatkowe bronie, które będzie można przywołać do siebie podczas starcia. Udała się na swoją pozycję i przyjęła bojową postawę. Zanim jednak pojedynek rozpoczął się, Chondria przypomniała ogólne zasady egzaminu: - Wolno wam użyć do trzech rodzajów broni! Ilość wykorzystania zaklęć ofensywnych i defensywnych jest nieograniczona! Egzamin trwa piętnaście minut. Komisja może skrócić czas walki w nadzwyczajnych przypadkach na przykład kiedy jedna ze stron dozna uszkodzenia zagrażającego jej zdrowiu i życiu. Następnie włożyła gwizdek do ust i odgwizdała początek pojedynku. Nutria znów spróbowała z czarem oplątania. Anka, tak samo zresztą jak wcześniej Lin, nie spodziewała się ataku i została unieruchomiona na parę sekund. Tym razem jednak Nutria nie czekała na przyznanie punktu. Od razu sięgnęła po łuk i wystrzeliła. Strzała wbiła się w lewe ramię przeciwniczki. Anka odzyskała władzę nad sobą. Strzała blokowała część jej ruchów. - Głupia dziwka! – zaklęła na głos. Nutria uśmiechnęła się z ponurą satysfakcją. W jej umyśle zaczął rodzić się plan dotkliwego pobicia tej wykolczykowanej dziewuchy. Anka też spróbowała zaatakować. Wyczarowała przed sobą coś na kształt ohydnego, rozkładającego się zombie, który miał walczyć za nią. Jego wyglądem zapewne chciała przestraszyć Nutrię, ale na małej elficzce nie zrobił on najmniejszego wrażenia. Podbiegła do niego, odbiła się wysoko od ziemi, przy okazji omijając drobną lodową kulę, sięgnęła po miecz i stępionym ostrzem przecięła nagą czachę potwora. Wylądowała tuż przed Anką i od razu napadła na nią. Wywiązała się krótka walka na miecze. - Bijesz się jak baba, różowa laleczko – wysyczała „czarna dziura”. - No to zrobiłaś odkrycie idiotko! W rzeczy samej, jestem kobietą! W przeciwieństwie do ciebie, homo-niewiadomo! Te ciuchy kupiłaś na rynku i to w dodatku na stoisku męskim! Anka zaklęła głośno i podcięła elficzce nogi. Nutria nie spodziewała się tego, ale szybko pozbierała się i odskoczyła do tyłu. Przeciwniczka wysłała w jej kierunku płonącą czachę, ale Nutria rozbiła ją jednym machnięciem miecza. - Kto to słyszał, żeby się malować na walkę! – krzyknęła – Teraz masz cały tusz na policzkach! I w dodatku jesteś spocona! Anka ryknęła. Sięgnęła po łuk i zaczęła szyć strzałami. Nutria osłoniła się niewidzialną ścianą. - Nie spodziewałam się, że taka różowa pinda wytrzyma aż tyle! - Ja natomiast spodziewałam się, że jesteś taka beznadziejna! Nie potrafisz mnie pokonać, mimo że jestem nieszkodliwą Barbie! Anka zacisnęła zęby. Odłożyła łuk. Ta głupia elfica tylko ją prowokuje. Teraz to faktycznie Ania będzie spocona i cały jej ranny makijaż diabli wezmą. A przecież po egzaminach idzie ze swoją paczką do miasta. Nie, musi się skupić tylko na zaklęciach. Nutria podejrzewała, co kombinuje Anka. Dlatego postanowiła przede wszystkim zmusić ją do walki. Z ekwipunku przywołała do siebie młot bojowy. Był dla niej ciutkę za ciężki, ale i tak wzięła zamach nad głową i z całej siły grzmotnęła nim o arenę. Podłoże zatrzęsło się. Anka przerwała czar, który właśnie formowała. Trzęsienie zwaliło ją z nóg. W porę zauważyła nadlatujący miecz i w ostatnim momencie przeturlała się unikając śmiertelnego ciosu. Stanęła na równe nogi i wściekle spojrzała na Nutrię. To zagranie było aż nazbyt niebezpieczne – komisja powinna była przerwać pojedynek i przyznać tej c…e punkty karne! Egzaminatorzy jednak nie zrobili nic, żeby powstrzymać rozszalałą elficę. Miecz wrócił do rąk Nutrii, na krótko jednak, bo znów popędził w kierunku Ani. Dziewczyna zrobiła kolejny unik. Planowała użyć swego jednego z lepszych zaklęć, musiała jednak do tego jakoś się osłonić. Zasłoniła się więc tarczą i rozpoczęła wymawianie zaklęcia. Mogło się udać tylko w pięćdziesięciu procentach, ale lepsze to niż nic. Trzeba było jakoś powstrzymać tę wariatkę. Czar się udał i uderzył w nieświadomą niczego Nutrię. Na arenie zaczął formować się kształt. Z początku była to ciemna chmura, szybko jednak przybrała kształt dorosłego mężczyzny. Był to średniego wzrostu elf z wyjątkowo pięknymi, falowanymi blond włosami i błyszczącymi oczyma. Nutria spojrzała na niego zaskoczona. Wzięła tę iluzję za kolejnego sprzymierzeńca, wysłała w jego kierunku młot bojowy. Zjawa rozpłynęła się. Anka była zaskoczona. Oto użyła swojego ulubionego zaklęcia – materializacji najgorszych obaw ofiary. Sama widziała tylko cienisty zarys postaci, nie wiedziała, co zauważyła Nutria, ale była zaskoczona, że ten przerażający obraz nie wywarł na niej żadnego wrażenia. Tak ją to zszokowało, że zanim się obejrzała, była rozbrojona i klęczała przed Nutrią celującą stępionym ostrzem wprost w jej krtań. - Twoi znajomi przyglądają się walce – mówiła elfica. – I widzą, jak przegrałaś z największą ofiarą w szkole. Chyba już nie możesz należeć do ich elitarnej grupy. Wyciągnęła rękę i zaklęła umysł Ani. Dziewczynie zadzwoniło w uszach a w mózgu rozległ się rozdzierający pisk. Elfka zamachnęła się, ale Chondria odgwizdała koniec egzaminu. Przewodnicząca komisji jednym zaklęciem rozbroiła Nutrię. - Dosyć już tego Lafiflet! To tylko egzamin! Opamiętaj się. Nutria niechętnie odstąpiła od przeciwniczki. Anka upadła i trzymając się za uszy zaczęła tarzać się po ziemi. - Lafiflet, egzamin skończony! Zdejmij z koleżanki zaklęcie! Nutria zdjęła zaklęcie, ale widać było, że jest z tego bardzo niezadowolona. Obie podeszły do stołu prezydialnego. - Bardzo ładnie – zaczęła Chondria łypiąc groźnie na elficzkę. – Szczególnie spodobało mi się to ostatnie zaklęcie panny Kowalskiej. Ale chyba nie wyszło ci do końca, prawda? No, przynajmniej panna Lafiflet nie była przerażona. - Niby czego? – zapytała oburzona Nutria. – Miałam się przerazić iluzji dorosłego mężczyzny? - To bardzo dobrze o tobie świadczy, panno Lafiflet. Jak widać potrafisz panować nad swoimi lękami. Albo są one zbyt złożone. Nutria obrzuciła pogardliwym spojrzeniem Ankę. Nigdy nie czuła się tak dobrze jak teraz. Zgrabne usteczka wykrzywił grymas sadystycznej radości. Ania zacisnęła zęby. Była tak wkurzona, że gdyby była demonem, wywołałaby całą armię upiorów. Niestety, mogła się ograniczyć tylko do splunięcia elfce pod nogi. Następnie odwróciła się i dumnie pomaszerowała w kierunku swojej wiernej paczki. Zaraz razem powrzucają sobie na Nutrię i zrobi jej się o wiele lepiej. Może udało jej się wygrać ten marny pojedynek, ale co z tego, skoro i tak nie ma chłopaka, przyjaciół i jest najbardziej beznadziejną dziewczyną w szkole.

Serce Nutrii nie uspokajało się. Słyszała jego szybkie bicie jeszcze w szatni, kiedy przebierała się w normalne ciuchy. Była taka szczęśliwa, że wygrała ten pojedynek. Już nic nie mogło zmącić jej szczęścia. Czy na pewno? Gdy wyszła z przebieralni, wpadła wprost na Mata. Wyglądało na to, że na nią czekał. Przez sekundę zastanawiała się, czy nie wyminąć go i nie puścić się biegiem, ale…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych