Wróć do katalogu

Pogromca Smoka cz. 7

Walka ze smokiem

Areivien, opublikowano , 23 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dwa czarne kształty gnają po pustkowiu – To Regin i Sigurd kłusują w nowiu. Przebyli wielkie północne równiny I bagna przez duchy złe odwiedzane. Za nimi już góry zamieszkiwane Przez górskie olbrzymy, Mimira braci, Z którymi ciężką batalię stoczyli – Krwawą i głupią, ale nie z ich winy, Gdyż na swojej drodze pełnej niewygód, Zdążyli napotkać już wiele przygód. Lecz dotąd żaden z nich życia nie stracił, Wszystkie trudne próby obaj przeżyli. Sigurd już nie raz chrzcił ostrze gramowe We krwi potworów wszelakiej już maści. Regin zaś służył mu radą i słowem. Tak zdołali przeżyć w każdej napaści. Wędrowcy przed niczym się nie ugięli. Dzięki temu celu swego dopięli: W końcu wkroczyli do nowej krainy, Tak niegościnnej i tak niepojętej Dla przybywającej do niej człeczyny. Sigurd ze zdumienia oczy przeciera Nigdy nie widział ziemi tak przeklętej. Przed jego oczyma się rozpościera Krajobraz dotknięty piętnem ciemności: Jałowe przestrzenie bez roślinności, Rzeki, strumienie martwe jak cmentarze, Zwierzęta chore od ciężkich poparzeń, Siarkowy odór w powietrzu wiszący, Smolisty dym niebo zasnuwający, Czerwone linie rozpalonej lawy Niczym tętnice na tkance rakowej. Czy właśnie tutaj Sigurd szukał sławy, Pośród tej prowincji wyjałowionej? Wśród dokonanego ogniem zniszczenia? Pośród samotności i opuszczenia? Lecz gdzieś być musi zła tego przyczyna. Wszak po czyjejś stronie być musi wina, Którą każda krzywda tutaj opiewa! I wreszcie wędrowcy na siebie zdani Ujrzeli w oddali serce otchłani: Spiczastą skałę jak źródło zarzewia W pogorzeliska wypalonym kręgu. Rycerz o tym miejscu niewiele wiedział, Gdyż niewiele o tym dotąd usłyszał. Toteż zapytał o to towarzysza: „Cóż to jest za miejsce na widnokręgu, Kędy ten dym czarny ku górze strzela?” – Regin natychmiast na to odpowiedział: „To? – cel twej wędrówki – to Gnitahea. Ta góra mroczna to bestii siedlisko. To tam się gnieździ plugawe smoczysko. Smok sobie zrobił przed laty mieszkanie W dawno wygasłym miejscowym wulkanie. Miejsce to szybko zamienił w trupiarnię, Gdzie jego ofiary cierpią męczarnie, By po wydaniu krzyków agonalnych Ostatecznie skończyć w brzuchu potwora. Nikt jeszcze nie wrócił z podziemi skalnych, O ucieczce stamtąd nie było mowy. A smok co wieczór ponawiał swe łowy – To jest największa tej krainy zmora. Nad tą równiną wisiało nieszczęście, Zawarte w smoczej, przeokrutnej zemście Za oko stracone za dni młodości, Będącej przyczyną niegodziwości, Która zamieszkała w duszy Favnego I dosięgała niemalże każdego, Kto nieopatrznie po zmierzchu wędrował W niedostatecznym odtąd oddaleniu, Nie wiedząc zgoła nic o zagrożeniu. Taki człowiek szybko swój błąd pojmował, Lecz gdy to już czynił, czynił na próżno, Bo na ocalenie było za późno. Smok zawsze zjawiał się niespodziewanie, Od razu biorąc zdobycz w posiadanie. Wówczas mądrzejsi za miecze chwytali, By umrzeć w walce z godnością, honorem, Ale ci tchórzliwsi na śmierć czekali, Nie podejmując się walki z potworem. Pierwsi ginęli jak bohaterowie, A co historia o tych drugich powie? Tych drugich zwlekano w głębię pod ziemię, Gdzie w lochach pełnych bezkresnej ciemności, Smok z wyszukanym sadyzmem odzierał Ciała ze skóry, a dusze z godności. Ten los był gorszy niźli potępienie, Acz niejeden głupiec sam go wybierał. Głupiec powiadam, gdyż nic nie rozumiał: Życie samo w sobie nie ma znaczenia, Może być nawet powodem zmęczenia. A więc przedłużanie go dla zasady Ma w moich oczach tylko same wady.” – Na te słowa Sigurd bardzo się zdumiał. Gdyż się nie zgadzał na taką ocenę, Acz nie przerywał mu tej retoryki, Aby jak najlepiej móc ją zrozumieć: „Żywota nudnego lepiej jest nie mieć, Więc przedłużanie go za wszelką cenę Jest pozbawione wszelakiej logiki. Inna jest sytuacja, gdy cel posiadasz. Jeśli znajdziesz cel, to życiu sens nadasz. Favne oszalały ma swoją zemstę, Ty chcesz natomiast wykazać się męstwem. Ja z kolei pragnę być bardzo znanym, Za swoje czyny w sagach pamiętanym. To dlatego wiedzą swoją ci służę I razem z tobą wyruszam w podróże. Choć cel mam dobry, a złą motywację, Wciąż po swej stronie mam moralną rację. Lepiej by ktoś zgładził smoka z chciwości, Niźli pozwalać na niegodziwości, Których ta bestia się tu dopuściła. Lepiej by ją zgładził ktoś nieszlachetnie Trucizną, podstępem, albo z ukrycia, By ona się w spazmach przedśmiertnych wiła. Lub niech jej ktoś gardło we śnie podetnie, Niźli pozwolić jej na odbieranie Niewinnym ludziom ich drogiego życia Oraz bezczelne kolekcjonowanie Szczątków doczesnych walecznych rycerzy. Ktoś musi jej w końcu karę wymierzyć!” – Tak Regin dalej o tym opowiadał. Tymczasem czas mijał i zmierzch zapadał. Konie powoli stąpały przed siebie, Pod dymem zasnutym brunatnym niebie. Wszyscy odczuwali chyba zmęczenie. Natura kolejny zaś dzień kończyła I resztką światła się tylko karmiła. Świat okalały szkarłatne promienie Zachodzącego nad padołem słońca, A droga zbliżała się już do końca, Bowiem przed oczyma szczyt im majaczył, Na którym wędrowcom ich los przeznaczył, Największą próbę, największe zadanie, Którego dobre lub złe wykonanie Pokaże każdemu czy jest coś warty, Czy też zasługuje by być pożarty. Godnych zwycięstwa jest bardzo niewielu. Rzadko też dążą do takiego celu I nie zdobywają się na te testy. Lecz ci dwaj są inni od całej reszty Ci dwaj chcą zdobyć dowód namacalny, Że są wybrani, że to właśnie oni. Toteż startują w tej dzikiej pogoni. Bohaterowie nieczęsto się rodzą. A kto chce nim być – ten będzie sprawdzany. Wyrok będzie jeden, nieodwracalny, Na tych dwóch śmiałków już wkrótce wydany. Pytanie tylko czy się z nim pogodzą…

Słońce chyliło się ku zachodowi, Lecz Sigurd nie był ani trochę pewny, Czy byli z Reginem obaj gotowi Na oczekujący ich los niepewny. Trwali w ukryciu za drzew parawanem, Czekając na wieczór zapadający, Nie będąc pewni, czy będzie im dane Obejrzeć jutrzejszy dzień nadchodzący. Toteż z niepokojem obserwowali, Regin ciemne wyjście z bestii pieczary, To majaczące za nimi moczary, Zaś Sigurd ostrą klingę swojej stali. To tylko mogło ich jeszcze ocalić, By Favnego zgładzić niespodziewanie, Nim zdąży ich swoim płomieniem spalić. Ale czas wciąż płynął nieubłaganie… Gdy zniknął ostatni promień słoneczny I smok ognisty głaz z jamy odwalił, Wyszedł z kryjówki i rycerz waleczny. Lecz gdy się zjawiła bestia straszliwa, Regina naszła trwoga przenikliwa. Choć wielokrotnie odwagą się chwalił, Widok smoka w całej okazałości Pozwolił zapomnieć mu o godności. Czmychnął więc co prędzej w gąszcze bagienne, By ocalić życie swoje bezcenne. Porzucił kompana, chociaż powtarzał, Że przyjaźń dla niego jest najważniejsza. Lecz przyjaciel nawet na to nie zważał, Bowiem była przed nim sprawa trudniejsza, Którą to ze smokiem był pojedynek, A potem wieczny, bądź nocny spoczynek. Koniec jednaki – więc się nie przejmował, Tylko przed tą walką się koncentrował. I kiedy już zebrał w myślach wszelakie Znane nowiny o okrutnym smoku, Pokazał, że był nie lada chojrakiem: Nawet nie zwolnił, lecz przyspieszył kroku. Sigurd dalej dumnie przed siebie kroczył, Aż wreszcie i Favne go także zoczył. Ucieszył się wielce z tego widoku, Bo jeśli rycerz nie ocali głowy, To będą na dzisiaj skończone łowy. Tymczasem wojownik rzucił wyzwanie: „Nazywam się Sigurd, nikczemny smoku. Nie myśl, że będziesz ogryzał me kości. Sprawi mi radość ciebie pokonanie, Boś jest zawadą dla całej ludzkości, Niczym w oku świata grużyna soli. Walcz ze mną o życie mroczny pomiocie!” – Smok natomiast odparł przeciwnikowi: „Takich jak ty głupców zabiłem krocie, Nie odmawiając nigdy człowiekowi. Będzie tak jak chcesz, wedle twojej woli.” – W końcu nadeszła więc oczekiwana, Zbyt długo zresztą już odwlekiwana, Godzina chwały, najwyższego męstwa I zasłużonego z dawna zwycięstwa, Albo wieczorna śmierć w czerwonym świetle, Złowrogim jak kolor płomieni w piekle. Sigurd zacisnął na głowni swej palce I obaj się starli w straszliwej walce. W tej chwili bogowie ich opuścili I na placu samych pozostawili, By pojedynek stoczyli uczciwy I z niego wyszedł zwycięzca prawdziwy. Smok od początku był pewny zwycięstwa, Więc oczekiwał od swego rywala, By walczył długo i dał dowód męstwa, Tak by po śmierci czekała go chwała. Lecz myślał, że on ulegnie z łatwością I padnie na twarz przed jego wielkością, Bezbronny błagając o swoje życie. Ale w tej kwestii smok się rozczarował, Bowiem Sigurd walczył niesamowicie I wszystkie ciosy smocze odparował. I nawet ośmielał się atakować. Favne nie mógł tego już tolerować. Wtedy skończyły się wstępne zabawy I bestia przeszła do kontrofensywy, Tak, aby rycerz żałował wyprawy I wkrótce upadł na ziemię nieżywy. W ruch poszły szpony, kły oraz pazury, Skrzydła powzniecały popiołów chmury I człowiek słabszy, od potwora mniejszy W tej kurzawie stał się jeszcze niklejszy. Smok zrobił także użytek z ogona Zabójczego niczym żądło skorpiona. Uderzał mocno, często z zaskoczenia Chcąc doprowadzić wroga do zmęczenia, By potem łatwiej nad nim zapanować I znużonego w końcu skonsumować. Lecz wszystko to jeszcze nie wystarczyło I wyniku walki nie przesądziło. Sigurd wciąż stawiał czoła potworowi, A jego miecz ciągle był niebezpieczny, W swej ostrości równał się pazurowi, Który odcięty legł opodal niego. Dla smoka za wiele już było tego, Więc sięgnął po środek swój ostateczny. Oczy zapłonęły mu dziwnym blaskiem I zionął ognia rubinowym paskiem. Tu już było blisko rycerza końca – Niemal dosięgła go fala gorąca. Acz chociaż odskoczył w ostatniej chwili, To płaszcz się zdążył zająć od płomieni I dogorywa strzępami na ziemi. Tymczasem smok jeszcze raz się wysilił. Raz jeszcze powtórzył czynności srogie I płomieniami odgrodził mu drogę. Sigurd przyciśnięty został do skały: Na lewo i prawo ognie buchały, Za nim opoka trwała niewzruszona, Natomiast z przodu bestia rozjuszona W swoim triumfie kroczyła powoli, By z pokonanym sobie poswawolić, Co nic dobrego na pewno nie wieszczy… Rycerz na samą myśl dostawał dreszczy: Wszak wiedział dobrze jak inni kończyli, Jak przeklinali to, że jeszcze żyli, Że im nie dano szybkiej śmierci łaski. Lecz przecież życie ma cienie i blaski… Sigurd pogodził się z tym dawno temu, Ale ulegać nie chciał Skrzydlatemu. Choć zdawał sobie sprawę z beznadziei, To nie chciał umierać tam w Gnitahei. Dlatego odrzucił żelazną zbroję, Aby ostudzić choć trochę zmęczenie I by uruchomić nowych sił zdroje . Smok myślał, że rycerz już się poddaje I teraz czeka na swe przeznaczenie. Nie wiedział jednak, że on to udaje I teraz czeka tylko sposobności, By jednym ciosem stalowego Grama Położyć kres smoczej niegodziwości. Choć ucieczka także była nęcąca, Chociaż dobrego nic nie oznaczała: Dawała życie, honor odbierała… Zaś bestia zazwyczaj przerażająca Teraz zdawała się być roześmiana. Co więcej rzeknę – wręcz zadowolona. Ta nagroda była dziś zasłużona. To jej zwycięstwo było więcej warte Niż wszystkie te skarby wcześniej wydarte Miernym rycerzom z rozmaitych klanów. Sigurda miecz będzie perłą kolekcji. Lecz nim się to stanie Strażnik wulkanu Musi udzielić mu ostatniej lekcji. Smok powoli wstąpił na podwyższenie I przeciwnikowi dał przemówienie: „Przegrałeś rycerzu ten pojedynek, Więc musisz umrzeć – taka kolej rzeczy. Musisz się udać na wieczny spoczynek. Być może twa śmierć mą duszę uleczy?...…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych