Pojedynek
Lajdon, wojownik wędrujący przez czas stojący na straży równowagi. Oto część jego sagi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lajdon jeden z wybranych, jeden z, wielu, którzy zostali naznaczeni przez Boga, los, fatum, czy inną siłę rządzącą naszym światem od jego zarania. Wybrany, aby istnieć a przez istnienie doświadczać, uczyć się, oczekiwać wezwania. Oczekiwać tego jednego momentu, w którym wypełni się jego powołanie. Powołanie zachowania ładu, równowagi pomiędzy siłami dobra i zła, światła i ciemności, ładu i chaosu. On sam nie stoi po żadnej ze stron jest po prostu mędrcem, wojownikiem lub statystą opowiadającym się po stronie wymagającej wsparcia dla zachowania równowagi.
Lajdon Wojownik, Czarny Anioł, Demon Rzeźnik, Niszczyciel, to jedynie kilka przydomków, jakimi ochrzciła go gawiedź w ciągu stuleci. Przewija się przez historię ludzkości niczym duch, zawsze w wirze walki. Czasem jako zwycięzca czasem jako zwyciężony, czasem jako wyzwoliciel, czasem jako ciemięzca. Zawsze jednak wierny kodeksowi, zbiorowi niepisanych zasad rządzących spotkaniami wybranych. Spotkaniami, które decydują o dalszym losie nie tylko nas, ale również innych światów i wymiarów.
Spotkaniami, z których tylko jeden z wezwanych wychodzi bez szwanku. Reszta, no cóż nie wszyscy są niezbędni, każdego można zastąpić. W tym turnieju nie ma nagrody za drugie miejsce. Jest zwycięstwo lub porażka, nie zawsze śmierć czasem jednak coś gorszego, czasem tylko urażona ambicja w zależności od wymagań chwili.
Oto jego saga część Sagi Wybranych.
Siedzieli wokół ogniska. Grupa przyjaciół i znajomych taka zbieranina jak to zwykle na grill party, każdy kogoś przyprowadzi i nawet połowy nie znasz, pomimo że to właśnie twoje party.
Zaczynało zmierzchać, twarze oświetlone czerwonym blaskiem płomienia wyglądały jakoś tajemniczo, złowieszczo, w każdym bądź razie dziwnie, aż przeszedł ją dreszcz. Chłopak w ramionach, którego siedziała spojrzał na nią marszcząc brwi. To spojrzenie zdawało się pytać „zimno?”. Pocałowała go to wystarczyło za odpowiedź. Spojrzała przed siebie. W oczach dziewczyny siedzącej na przeciw ujrzała pożądanie, takie, z jakim dziecko patrzy na wystawę cukierni. Ona patrzyła na nich a raczej na niego, nie wywołało to zazdrości, raczej dziwne uczucie satysfakcji wymieszanej z triumfem. Przytuliła się mocniej, on należał tylko do niej. Przynajmniej na razie. Była troszeczkę dumna, nie to źle powiedziane, raczej czuła się lepsza, kiedy wszystkie przyjaciółki jej go zazdrościły. Nie byli zwykłą parą taką od sobotnich wieczorów w kinie kończących się na tylnym siedzeniu samochodu, byli raczej parą przyjaciół dążących się sympatią. On nie był zwykłym chłopakiem, tępym osiłkiem o wulgarnym języku z tak skrajnie różnych dziedzin, iż nie mieściło jej się to w głowie. Mimo to zawsze dzielił znajomych na dwie skrajne grupy jedni bardzo go lubili inni wręcz nienawidzili, traktując go jak alergik pylącą trawę. Ona czuła do niego sympatie pomieszaną z podziwem i ciekawością. Odkąd go poznała żyła trochę jak księżniczka albo królewna zawsze mogła na niego liczyć, zawsze był przy niej, kiedy go potrzebowała, traktował ją trochę staroświecko jak rycerz swą wybrankę, ale to się jej chyba najbardziej podobało i to chyba właśnie tego najbardziej zazdrościły jej koleżanki.
Kiedy tak siedziała wtulona w niego, nagle coś się stało nie umiała tego nazwać ani opisać, ale wiedziała, że coś jest nie tak. Gwałtownie napiął mięśnie zaczął lustrować otoczenie, ale nie jak człowiek cywilizowany raczej jak wilk wyczuwający nadciągającą nagonkę. Wiele razy opowiadał jej różne rzeczy o czarach magii i innych wymiarach, zawsze wówczas miał ten wyraz twarzy taki dziwny tajemniczy zupełnie jak teraz. Objął ją i przytuli, ale był jakiś dziwnie nieobecny odległy chłodny, jego oczy, kiedy w nie spojrzała natychmiast przerażona odwróciła wzrok, w tych oczach czaiła się pustka śmierci, pustka przemijania jeszcze nigdy go takim nie wdziała. Bardzo ostrożnie sięgną do kieszeni wyjął coś z niej i wepchnął to w jej zaciśniętą dłoń. Pocałował ją sucho jakby niedbale, po czym posadził obok zdejmując z własnych kolan. Sam usiadł w kwiecie lotosu i zaczął coś cicho recytować, mamrotać jakby odmawiał jakąś nie znaną jej modlitwę. Nie rozróżniała poszczególnych słów, wypluwał z siebie cały potok wyrazów żadnego specjalnie nie akcentując ani nie podkreślając, jak robią to osoby żarliwie się modlące. Kiedy tak siedział z zamkniętymi oczami modląc się jak kandydat na świętego wyglądał po prostu śmiesznie jakby zwariował albo coś w tym guście. Jego słowa na początku zupełnie nieme przeszły stopniowo w szept cały czas nabierając siły teraz wypowiadane zupełnie głośno zwróciły uwagę innych, dotychczas rozgadane i hałaśliwe towarzystwo nagle ucichło skupiając całą swą uwagę na jego dziwnym monologu. Pomimo tego, iż nie rozumieli ani słowa z owego dziwnie gardłowo szeleszczącego języka, jakim się posługiwał. Tyrada wywoływała raczej strach połączony z zaciekawieniem niż wesołość jak można by pierwotnie przypuszczać. Tymczasem jego głos przeszedł już do krzyku. Obserwowali w milczeniu jak wstał wyciągnął ręce do nieba wykrzykując jednocześnie swą dziwną modlitwę. Krzyk przeszedł we wrzask. Rozrywający bębenki pierwotny wrzask, odrzucona do tyłu głowa, wykrzywiona nienaturalnym grymasem twarz oraz spływające po jego ciele strugi krwi świadczyły o bólu, jakiego właśnie doznawał. Patrząc na to wszystko chciałoby się przestać w tym uczestniczyć, wycofać się, po prostu stamtąd uciec, jednak nikt z obecnych nie mógł się poruszyć przykuty mistycyzmem sytuacji.
Nagle ucichł. Wydawało się, że to już koniec, że już po wszystkim. Stali jednak nadal wpatrzeni w niego, oczekując jeszcze czegoś jakby instynktownie czuli, że to jeszcze nie koniec, że byli świadkami zaledwie prologu, wstępu do jakiegoś większego dzieła. On zdjął poplamioną krwią koszule wytarł nią resztki krwi, poczym koszula wylądowała w ognisku. Nagi od pasa w górę błyszczący w migotliwym oświetleniu ogniska, wyglądał teraz jak klasycystyczny posąg z brązu. Odwrócił głowę w jej kierunku, nie zniosła tego spojrzenia utkwiła wzrok w ziemi, te oczy ją przerażały, ta ukryta w nich żądza mordu nie podobna do niczego, co znała. Czuła na sobie jego wzrok, wtedy odezwał się.
-Talizman. Dałem ci go. Nie wypuść go. Nie wychodź poza krąg światła. Inaczej wszystko na nic.
Zacisnęła mocniej pięść wokół małego przedmiotu, który zdawał się jej jedyną realną rzeczą w całej tej zwariowanej sytuacji. Podniosła wzrok już nie stał spokojnie jak przed chwilą znów podjął recytacje teraz jednak raczej monotonnie śpiewał niż wypowiadał niezrozumiałe słowa. Wszyscy zbliżyli się do ognia uciekając przed gęstniejącym mrokiem w tą oazę światła. On tańczył w jakimś wynaturzonym rytuale śpiewając jednocześnie te podnoszące włosy na głowie wersety. Zatrzymał się ciężko oddychając, jak ktoś po szaleńczym wysiłku, stał tam z odrzuconą do tyłu głową, uśmiechał się, lecz nadal wyglądał jakoś nienaturalnie. Jego śmiech nabierał mocy jakby coś niesamowicie go w tym wszystkim bawiło. Śmiał się coraz głośniej, aż jego śmiech przerodził się w opętańczy spazm, który zdawał się trwać w nieskończoność. Padł na wznak. Upadek zakończył śmiech, lecz wyraz twarzy szaleńca zdradzał wesołość. Ciągle uśmiechnięty wyrecytował triumfalnie niezrozumiałą formułę wskazując jednocześnie palcem w ciemność przed siebie. W miejscu tym mrok począł falować gęstnieć, aby w końcu utworzyć sylwetkę mężczyzny. Przeszedł ją dreszcz w tym było coś nienaturalnego, aż czuła niemalże zło emanujące od przybysza.
-Witaj Lajdonie -przybysz zwrócił się do leżącego- nieźle naprawdę nieźle, jak na najemnika.
-Naprawdę myślałeś, że zaskoczą kogoś te jarmarczne sztuczki. Kim jesteś błaźnie?
-Wojownikiem w przeciwieństwie do ciebie.
-Po, co przybywasz wojowniku błaznów.
-Po życie. Twoje lub jej. - Z dziką satysfakcją w oczach przybysz wskazał na nią. - Wybór należy do ciebie.
Tego spojrzenia nawet nie próbowała wytrzymać, tego spojrzenia nawet znieść nie mogła, czuła się od niego brudna jakby splugawiona i śmiertelnie przerażona. To coś, co na nią patrzało to nie był człowiek to mógł być sam diabeł i chciał życia jednego z nich, ale dlaczego.
-Ty naprawdę uważasz, iż oddam swe życie w zamian za jakąś śmiertelną, a niby, dlaczego, boś tak sobie ubzdurał.
-Bo ją kochasz.
-Nie chciałbym niszczyć twego misternie przygotowanego planu, ale nie przekonałeś mnie.
-Nie przeciągaj Lajdonie, bo ona zginie. Mędrcy dobrze mnie przygotowali do tego zadania wyślę jej duszę w najgłębszą otchłań piekł i zostanie tam po wsze czasy.
-No to siup. Zaczynaj, na co czekasz bież ją i wynocha, nawet nie musisz mi wyjaśniać po coś wmieszał mnie w to wszystko, tylko zabierz już swą żałosną dupę z powrotem do tego piekła z któregoś wylazł.
Nieznajomy wydawał się wyraźnie zbity z tropu niczym dziecko, które właśnie odpakowało cukierka, ale papierek okazał się pusty. Wyglądał naprawdę idiotycznie z rozdziawioną gębą i miną rozgniewanego bachora.
-Coś nie tak. - Spytał sarkastycznie Lajdon.
-Blefujesz. - Wymamrotał przybysz. Teraz wyglądał naprawdę idiotycznie.
-O kurwa, filozof. Czego ty właściwie chcesz, jej czy mnie, jak mnie to zacząłeś ze złej strony, jak jej to, o co ci właściwie chodzi bierz ją i won do piekła, z którego wylazłeś.
-Ale mędrcy oni byli pewni. - Przybysz najwyraźniej nie mógł się pozbierać po tym jak rozleciał się jego plan.
-A, więc to mędrcy są odpowiedzialni za to całe zamieszanie. Niech zgadnę czyżbyś tak nazywał wielką czarą rade siedmiu bezimiennych, to ta banda starych pierników jeszcze nie rozsypała się ze starości. Trza mieć zacięcie tyle lat a oni wciąż u steru. Nie moglibyście tam od czasu do czasu przewietrzyć tych waszych piekieł. - Lajdon używał do woli na rozbitym przeciwniku.
-Będziesz tego żałował, mędrcy ostrzegali mnie, że będziesz blefował, wiesz, że ją odeśle. - Najwyraźniej nie mieściło mu się to wszystko w głowie.
-Ot upierdliwiec zabić cię to mało skończysz wreszcie.
-Jak chcesz. - Zaczął coś mamrotać w owym dziwnym języku.
Dopiero teraz do niej dotarło, iż to jej duszom tu się kupczy. Popatrzyła na niego był spokojny. Lajdon, co za idiotyczne imię i skąd oni obaj je wzięli, znała go bardzo dobrze, ale Lajdon. I ten cały diabli targ, o co tu chodzi. Obcy kończył właśnie swą formułkę. Ciemność wokół niego zaczęła gęstnieć wirować, on podlegał jakiejś wynaturzonej metamorfozie dość, że po niej przypominał bardziej nietoperza niż człowieka. Bezszelestnie rozwiną skrzydła i poderwał się do lotu. Jego spojrzenie spowodowało, iż serce jej stanęło krew ścięła się w żyłach i włosy stanęły dęba. To coś naprawdę chciało jej duszy, czuła to. Czuła również, iż nie jest w stanie się przeciwstawić chciała zacząć krzyczeć, uciekać, lecz coś jakaś niewidzialna siła trzymała ją na miejscu. To coś było już naprawdę obok, czuła przeraźliwy bijący od niego chłód, coś jednak zaczęło rozgrzewać jej ręce, to ciepło rozlewało się powoli po całym ciele. Powoli odzyskiwała możliwość poruszania się, czuła się pewniej już nie chciała uciekać teraz wiedziała, że on naprawdę ją kocha i nie pozwoli jej skrzywdzić. Ten jego amulet to on ją uratował. Wyciągnęła zaciśniętą pięść w kierunku nadlatującej bestii. Stwór zawył przeciągle zatoczył koło upadł na ziemię i zaczął zwijać się w konwulsjach. Nadal trzymała wyciągniętą przed sobą pięść nagłe krótko krzyknęła. Spomiędzy jej palców trysną promień niebieskiego światła, trafił w istotę na ziemi, po której pozostała jedynie czarna wypalona plama na trawie.
-Brawo maluszku. - Wrzasnął radośnie Lajdon - Wiedziałem, że to cię uratuje, ale nie podejrzewałem, że potrafisz togo użyć. - Mrugnął do niej porozumiewawczo.
Już chciała podbiec rzucić mu się na szyje, lecz jego oczy. Znów wypełniła je pustka, żądza mordu. Zatrzymał ją wyciągnięciem ręki.
-To jeszcze nie koniec gości. - Wycedził przez zaciśnięte zęby.
Znowu oddał się bez reszty rytuałowi tańcząc śpiewał tę ohydną pieśń, kręcił się wokół własnej osi cały czas przyśpieszając rytm pieśni i prędkość obrotów, jakby zmierzał do jakiegoś celu, jakiejś mrocznej kulminacji. Poczuła przejmujący chłód bijący do niego, emanujące pierwotne zło, które nakazywało uciekać jak najdalej, pamiętała jednak jego słowa „nie wypuszczaj talizmanu nie opuszczaj kręgu światła”, siłą woli zmusiła się do pozostania przy ognisku. Mrok dookoła począł gęstnieć, narastać, stał się niemal wyczuwalny, była pewna, że gdyby wyciągnęła rękę, mogłaby go dotknąć, ognisko zaczęło przygasać zupełnie jakby coś tłamsiło, niemal fizycznie pochłaniało jego światło. Na przeciw Lajdona pojawił się przybysz. Był zupełnie inny niż jego poprzednik, ten wydawał się bardziej dystyngowany, wyniosły. Choć biła od niego ta sama aura zła. Można było nawet stwierdzić, że jest przystojny, a jego wygląd jest przyjemny dla oka. Wysoki, lecz wyjątkowo proporcjonalnie zbudowany o klasycznych rysach twarzy zdawał się być męszczyzną w sile wieku. Długie czarne loki jego włosów sięgały łopatek, czarna jedwabna koszula luźno spływała po szerokiej piersi by zniknąć w dopasowanych, lecz nie obcisłych czarnych spodniach wykonanych ze skóry tak miękkiej, iż wyglądała niczym aksamit. Czarny płaszcz luźno spływający z ramion dopełniał obrazu nieznajomego.
-Witaj wojowniku.-Nieznajomy zwrócił się do Lajdona.
-Witaj.-Odparł Lajdon.-Kim jesteś? Po co przybywasz.
-Kim jestem. Wysłannikiem. Przybywam, ponieważ zostałem wezwany. Po co, no cóż zobaczymy, co zdołam uzyskać. Kim jesteś?
-Lajdon wojownik.-Odparł skłaniając głowę. - Ale to zapewne już wiesz. Pytaj, więc dalej.
-Widzę, że już nigdy nie zobaczę mojego nieco porywczego przyjaciela. - Wskazał wzrokiem na wypalony ślad.
-Nie podejrzewam, aby jeszcze kogoś niepokoił. Zgubiła go nadmierna wiara w mocodawców, cóż źle używane narzędzia często się niszczą.
-Więc uważasz, że ktoś się nim posłużył.
-Obaj dobrze wiemy, że nie miał najmniejszych szans. Przybył tu by zginąć przy okazji wybadać moje możliwości.
-A, jeżeli by mu się udało.
-Nie rozśmieszaj mnie rada, nie składa się z głupców. Gdyby byli pewni swych przypuszczeń nie był byś im…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lajdon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…