Poker
Kilku znajomych spotyka się na partyjkę pokera
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Sobota wieczór, żadnych więcej zleceń na dziś. W lodówce chłodziły się piwa, a na stole obok tali kart i pudełka z żetonami stała wielka misa z chipsami. Dzisiaj mieli wpaść kumple na partyjkę pokera, no może kilka partyjek pokera. Lila siedziała przed telewizorem oglądając jakiś stary film z Brucem Willisem. Co jakiś czas spoglądała na mnie jak krzątam się po mieszkaniu. -No co? –nie wytrzymałem w pewnym momencie i spojrzałem na nią rozkładając ręce. -Nic, nic. Tylko podchodzisz do tego jak do jakiegoś święta. –wzruszyła ramionami. -Tych kolesi bardzo ciężko ściągnąć do Gliwic, a mają dużo kasy, którą zdarza mi się czasem przejąć. -Czasem? Czyli nie zbyt dobrze grasz w pokera. -Nie, to oni nie chcą za często ze mną grać, bo przegrywają. Naszą konwersacje przerwał dzwonek do drzwi. -Goście przyszli. –oznajmiłem i poszedłem otworzyć drzwi. W na korytarzu stało dwóch postawnych mężczyzn jeden w długich włosach, ramonezce i wytartych jeansach, opierał się o framugę. Drugi w krótkich włosach, ciemnej marynarce, koszuli rozpiętej pod szyją, na nogach miał nienaganne czarne lakierki. -Lucjan, Mietek jak się macie! –uśmiechnąłem się serdecznie. -Jako tako. –odparł Lucjan poprawiając mankiety koszuli. -A gdzie Bolek? –gestem ręki zaprosiłem ich do środka. -Nie mógł dzisiaj wpaść, ma kupę roboty, ale mamy zastępstwo. –przesunął się i wpuścił przodem kobietę w małej czarnej, z kruczoczarnymi włosami sięgającymi zgrabnych pośladków. -Witaj… -powiedziała przechodząc przez próg. -My się chyba jeszcze nie znamy? -Lidia –podała mi rękę. -Maks, zapraszam. Już chciałem zamknąć drzwi, gdy ktoś je powstrzymał. -A mnie nie wpuścisz? –mężczyzna w białym garniturze i ciemnych okularach opierał się o laskę, bynajmniej z powodu wieku, po prostu taki miał image. -A tego kto zaprosił? -Nikt, sam się wprosił. –odpowiedział Mietek wzruszając ramionami. -Maks nie chciałbym cię więcej razy upominać. –powiedział, a ja prawie ugiąłem się pod jego głosem. -Michał spokojnie, nie trzeba się od razu denerwować, proszę wejdź. –zrobiłem gest ręka. –Poznajcie moją siostrę, o to Lilka. Wszyscy pomachali jej z cichymi słowami cześć. Jedynie Michał chwycił ją za rękę i spojrzał w oczy. -Czeka cię wielka przyszłość młoda damo. Naprawdę wielka. –uśmiechnął się nonszalancko i usiadł przy stole, opierając swoją laskę o blat. Lilka jakby zapomniała języka w gębie, poruszała jedynie bezgłośnie ustami. -To czego się napijecie? –Mietek podniósł rękę i chciał coś powiedzieć, ale spojrzenie Michała sprawiło, że nie dokończył. -Coś bezalkoholowego. –powiedział Michał a Mietek tylko burknął pod nosem, coś w stylu: „Pieprzony abstynent”. -Z tym może być problem… Nie spodziewałem się tak zaszczytnych gości, więc nie mam soku z gumijagód –powiedziałem zaglądając do lodówki. -Maksymilianie czy ty ze mnie kpisz? –powiedział srogim tonem. -Nie gdzież bym śmiał! –zarzekałem się patrząc na roześmiane gęby Mietka i Lucka. -Lila skoczysz do Żabki? -Ok. Co mam kupić? –poderwała się z kanapy. -Jakąś cole. -I wodę nie gazowaną jeśli mogę prosić… -wtrącił Michał. -Prosić zawsze można. –powiedziałem po cichu. -Słyszałem to! –powiedział i spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem podstarzałej bibliotekarki gdy oddajesz zaległe książki. -I wodę… -powiedziałem do Lilki. Wzięła portfel i wyszła. Ja usiadłem na wolnym miejscu przy stole. -I co tam panie w polityce słychać? –zagadnąłem do Michała. -Wszystko po staremu. -No tak. Wy to jesteście straszni tradycjonaliści. –powiedziałem odpalając papierosa. -Chyba nie będziesz palił? –powiedział Michał. -Owszem, jestem u siebie. -Zgaś go, ładnie cię proszę. –nachylił się nad stołem. -I widzisz Michał, to jest twój problem. Wchodzisz do cudzego domu i zaczynasz się panoszyć, dlatego nikt cię nie lubi. Prawda chłopaki. –pokiwali przecząco głowami. -My cię uwielbiamy Michał –powiedział Lucjan. -Tak, jesteś naszym najlepszym kumplem. –zawtórował Mietek. -Koledzy… -popatrzyłem na nich z pogardą. -Otwórz przynajmniej okno. To była nowość, zasadniczy i konserwatywny Michał pozwolił mi palić. Bez chwili wahania otworzyłem okno na oścież. Słońce chyliło się ku zachodowi, piękny widok można by rzec, gdyby nie nagłe kłębowisko czarnych chmur, które zasłoniło ten wspaniały pejzaż. Sekundę potem kilka błyskawic przetoczyło się przez niebo, nad wyraz blisko mojego bloku. -Niech to szlag… -wyrzuciłem połowę papierosa i z wielkim hukiem zamknąłem okno. -Coś się stało? –zapytał Michał. -Nie, nic… Znaki na niebie i takie tam nakazały mi rzucić chwilowo palenie. –wziąłem karty ze stołu i zacząłem je tasować. –To co gramy? –wszyscy przytaknęli. Każdy zagłębił się w swoich kartach. Totalne skupienie, jak ktoś siedzący na kiblu z zatwardzeniem. -Co myślicie o ostatnich wyborach? –rzuciłem luźny temat. Wszyscy, prócz Michała, nagle zastygli i spojrzeli na mnie podejrzliwie. -Możemy to przemilczeć? –spytał Lucjan. -Tak tylko rzuciłem, aby rozładować atmosferę. Milczycie jakby był jakiś pogrzeb. To ma być przyjemność. -Przyjemność? Jaką ty widzisz przyjemność z przegrywania. Ja żadną –burknął Mietek. Znów nastała cisza, że mogłem usłyszeć brzęczenie lodówki z kuchni. Pierwszy w kolejce do obstawiania był Michał. Zagrał za stówę. Każdy po kolei równał. Po czym nastąpiła wymiana kart. Lucjan miał fula, niskiego, ale miał. Mietek małego strita. Koleżanka Lidia… No, cóż okaże się w kilku następnych rozdaniach. A Michał najprawdopodobniej dwie pary. Skąd to wiedziałem? Lucjan gdy miał dobre karty odkładał je na stół i stukał palcami o blat. Gdy blefował też odkładał je na blat ale drapał się po głowie, nosie i czym tylko mógł. A wtedy co chwila stukał i drapał się po swojej blond czuprynie. Natomiast Mietek gdy dostawał dobre rozdanie, przynajmniej gdy mu się wydawało, że było dobre, włączało mu się małe ADHD. Z Lidią jeszcze nigdy nie grałem, więc ciężko powiedzieć. Z kolei Michał ni cholery nie umiał grać. Uwielbiałem tych ludzi… Dużo kasy, zero umiejętności i tymczasowy Alzheimer. -A co powiecie o ostatniej grze naszych piłkarzy? –wypaliłem nagle bez zastanowienia. Teraz nawet Michał opuścił swoje ciemne okulary i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczyma. -Czy musimy rozmawiać na tak drastyczne tematy? –powiedział poprawiając okulary. -No to co będziemy siedzieć jak banda szachistów? –rozłożyłem ręce ukratkiem spoglądając w swoje karty. -Możemy porozmawiać o ostatnim wystąpieniu papieża –zaproponował Michał. Znów nastała chwila ciszy. -No dobra. A o czym było, bo chyba wyleciało mi z pamięci. –podrapałem się po brodzie. -O roli kościoła i Boga w życiu codziennym człowieka. –oznajmił z uśmiechem. -Nie mów przy mnie o Bogu. –wykrzywił się Lucjan. -O co ci chodzi? –oburzył się Michał. -Jeszcze pytasz? -Dalej masz do mnie żal? -O to że mnie upiłeś, a potem wrobiłeś w najgorszą robotę na świecie? Hmmm… -zamyślił się. –Tak! -Nie przesadzaj, nie jest chyba aż tak źle –starałem się trochę załagodzić sprawę, bo z tej dyskusji nie mogło wyniknąć nic dobrego. -Chcesz się zamienić? Ja bardzo chętnie? -Chyba nie… Wydaje mi się, że mogło by to przerosnąć moje możliwości. Do mieszkania wpadła Lilka, i dobrze bo mogło by dojść do rękoczynów. -Już jestem. –weszła do kuchni aby po chwili wrócić z butelką wody i pepsi. -A kupiłaś może jakieś chipsy? -Tak. Ja myślę o wszystkim. –powiedziała triumfalnie. -Jestem zaskoczony! Ty myślisz! –powiedziałem i poczułem nagły ból głowy. –Za co?! –spojrzałem na Michała jak odstawiał swoją laskę. -Trochę manier Maks. –powiedział spokojnie. Roztarłem guza, który powstał na czubku mojej Głowy, Lilka uśmiechnęła się szyderczo i usiadła przed komputerem. -Wiecie, mam dziwne wrażenie, że o czymś zapomniałam. –Lidia odezwała się po raz pierwszy od przekroczenia progu mojego mieszkania. -Ja też –Lucjan spojrzał na nią. –Ale to pewnie nic ważnego skoro zapomniałem. –wzruszył ramionami. W dalszym milczeniu przekładali karty, jakby ustawienie kart miało jakieś znaczenie. -Michał? – spojrzałem na niego, kiwnął przecząco głową. –Lucjan? –też się powstrzymał od dalszej licytacji. –Lidia? -Dalej –powiedziała. -Mietku? –zamyślił się na chwilę. -Ja o dwieście. –rzucił żetony na środek stołu. -To tu jest twoje dwieście, i moje… -wziąłem kilka żetonów w rękę, zsumowałem –Dwa tysiące –delikatnie położyłem na stole kilkanaście krążków. -Pas! –Chłopaki momentalnie jak jeden mąż krzyknęli i rzucili karty na stół. Jedynie Lidia zdezorientowana dzierżyła w dłoni swoje rozdanie. -Co się dzieje? –spytała. -Jeśli Maks gra na dzień dobry tak wysoko, to znaczy, że ma mocną kartę. –powiedział Mietek. -Albo blefuje –dodał Lucjan –Ale my nie chcemy tego sprawdzać. -A ja owszem –Kobieta uśmiechnęła się zawadiacko w moją stronę. –O to twoje dwa tysiące, i moje dwieście. –Bingo! -Równam i sprawdzam. –Zaskoczona, że tak szybko kończę rozdanie położyła karty na blat. -Full. –powiedziała triumfalnie, damy na asy… nieźle. -Para króli –pokazałem dwie karty. Podrapałem się z zakłopotaniem po głowie. –Myślałem, że ty też blefujesz. -A niech mnie! –powiedział Lucjan –Ktoś cię w końcu wykiwał. -Zdarza się nawet najlepszym –ale nie mi. Powinienem dostać oscara za aktorstwo. Bo tak właściwie do tej pary królów, którą pokazałem miałem jeszcze dwa na ręce. A że nie sprawdzili reszty moich kart, no cóż… Może straciłem jakieś dwa patyki, ale zyskałem opinie nieostrożnego i omylnego gracza w oczach wszystkich, przynajmniej chwilowo. A to zaowocowało otwartością w grze chłopaków. Teraz oni będą nie ostrożni, a ja ich ogram z większej gotówki. Przygotowałem talie do kolejnego rozdania. -Jak tam biznes, Michał. –spojrzał na mnie jakby wyrwany z letargu. -Dobrze, wiara czyni cuda. –powiedział z uśmiechem na ustach. -Patrząc na twój garniak to nie wątpię. –uśmiech zniknął z jego twarzy. -Chcesz powiedzieć, że… -Nic nie chcę powiedzieć, to był żart, nie musisz się od razu unosić. Graj –wskazałem na rozdane karty na stole. Nic już nie odpowiedział, wziął i przejrzał karty. Oczy mu zabłyszczały gdy zobaczył karetę asów. To takie banalne ale nie mogłem się powstrzymać. Gdy zobaczyłem te jego oczy, ogarnięte rządzą pieniądza na ułamek sekundy to odezwała się we mnie nutka złośliwości, i byłem gotów poświęcić całą tą kasę, którą planowałem wygrać, aby udowodnić Michałowi
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AgnarMarudson
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…