Pół litra grabarza.
Krótko i rzeczowo: C. R. Zafón + Frankenstein...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}Pół litra grabarza.{/i}
Nieuporządkowany wzór rdzy na potężnych, metalowych drzwiach co chwilę rozświetlał się blaskiem mrugającej w szaleńczym transie lampy. Marek zmierzył krzyczącą żarówkę ponurym wzrokiem i po raz kolejny westchnął. Lampa, niespodziewanie zanurzała ich w mroku, by zaraz potem desperacko szukać i wyławiać twarze przyozdobione groteskowymi maskami weneckimi.{i} Zabawne{/i}, zastanowił się przez chwilę,{i} zupełnie jakby nie była pewna, czy powinna nas przyjąć, czy może przepłoszyć{/i}. Marek nienawidził tu przychodzić. Gdy znów rozejrzał się, poczuł na nieosłoniętych przez maskę policzkach zatęchły oddech wszystkich pochowanych w tym miejscu ludzi, mających mu za złe fakt, że oddycha. W dali, wśród wyrastających z ziemi nagrobków dostrzegł przygarbione płaczem kontury drzew wyhaftowanych - rzec by można - z księżycowej, delikatnej przędzy i w końcu zdecydowanym ruchem wcisnął obślizgły, za każdym razem coraz bardziej odrażający dzwonek.
Na komunalnym było podobno najtaniej. Nie zamierzali jednak tego sprawdzać. Po co, skoro tu mieli swojego znajomego grabarza. Układ był jasny, precyzyjny i zadowalał obie strony. Pół litra grabarza – worek kości ich. Worek to może jednak zbyt patetyczne słowo – zwykła, pospolita reklamówka foliowa. Dodatkowym atutem był fakt, że kości były zmacerowane i wygotowane. Czyściutka robota. W idealnym stanie do rozprowadzenia wśród naiwnych, niezmienne spanikowanych i przestraszonych studentów pierwszego roku kierunków medycznych. Biznes najlepiej kręcił się w październiku, kiedy to popyt na czaszki zawsze przewyższał ich i tak ambitną podaż… Maski zakładali jedynie na wszelki wypadek…
Po chwili zwodniczo szepcącą, wabiąco szumiącą ciszę, która rozpełzła się nad starym i ponurym cmentarzem, rozgonił dochodzący zza drzwi, zdławiony odgłos kaszlnięć. Czekał na nich, jak zwykle zresztą.
- Znacie Johanna Konrada Dippela? – zapytał grabarz. Bez słowa wstępu, bez przywitania się, ledwie otworzywszy drzwi. Świdrująco wpatrywał się w przestrzeń, gdzieś w czasy poza nimi, może w przeszłość... Lecz Marek znał ten wzrok, to były oczy szaleńca. Sam miał dokładnie takie same za każdym razem, gdy rozmawiał z czajnikiem lub gdy prowadził ożywioną dyskusję z radiem.
O ich grabarzu krążył szereg dziwnych, dziwniejszych, mniej lub bardziej przerażających plotek i historii. Czy był szalony? Czy normalni ludzie zostają grabarzami? Ale to dobrze, jakby kiedyś coś – nie daj Boże - miało wyjść na jaw, to przecież nikt nie uwierzy wariatowi… Niespełniony filozof, wyrzucony ze studiów medycznych miał ponoć dokonywać eksperymentów na najbliższych. Marek zawsze do tego typu opowieści podchodził zupełnie sceptycznie, drwiąco uśmiechał się, a swym rozmówcom zadawał trudne pytania dotyczące istoty i sensu tych eksperymentów. I dziwnym trafem nikt nigdy mu nie potrafił udzielić na nie satysfakcjonującej odpowiedzi.
- Frankensteina? – niepewnie odpowiedział po chwili zadumy.
-To ten umarlak? Z tej bajki? – Jego kolega drwiąco się zaśmiał i podał gospodarzowi butelkę najtańszej wódki.
- On był alchemikiem… – sprostował intuicyjnie Marek i niepewnie spojrzał na grabarza opartego o framugę, z zafascynowaniem badającego otrzymaną zapłatę. Po chwili ruchem godnym wtajemniczonego kapłana odkręcił, powąchał i pociągnął solidny, mistyczny łyk, a na twarzy jego, pełnej figur geometrycznych, nieregularnych zmarszczek nie pojawił się ni cień skrzywienia. Szybko sięgnął za drzwi i podał koledze Marka szeleszczącą oskarżycielsko reklamówkę.
- Bajka, – ledwo dosłyszalnie wyszeptał grabarz. A z tyłu, gdzieś za ich plecami zmęczony opowieścią księżyc ukrył się za chmurami, by chwilę odpocząć. Stróż cmentarza podniósł głowę i wystarczyło jedno jego spojrzenie, by lampa uspokoiwszy swój świetlny alarm, przestała szaleńczo mrugać. W końcu zaintrygowany niespokojnie zapytał - Naprawdę myślicie, że ożywienie człowieka to bajka?
- My nie myślimy. – Westchnął kolega Marka, po czym nieśpiesznie odszedł w milknących krokach.
Marek postanowił chwilę go posłuchać. Przypomniał sobie jedną z tych wielu opowieści o eksperymentach grabarza. O jego żonie i dziecku. Córce. Podobno… Piękność wśród nagrobków. Ognistowłosa dama cmentarna. Niektórzy z wypiekami na twarzy opowiadali o tym, że wychowuje ją od urodzenia na cmentarzu. Krążyło szereg przechwałek, jak to ponoć widziano córkę grabarza leniwie przechadzającą się między rzędami grobów, niby dziecko na placu zabaw. Mówiono, że w jej oczach na zawsze zamieszkał obłęd, że jest chora, że jest chodzącym człowiekiem-warzywem. Wyłącznie ciałem, formą, foremką. Że jest wynikiem urojeń ojca, szalonego naukowca. Wskrzeszoną tuż po porodzie, kiedy to miała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil erazmus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…