Wróć do katalogu

Połączone naczynia

Z nutką filozofii w tle.

kamasznik50, opublikowano , 7 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Za oknem siarczysty mróz, wiatr popłakiwał, co chwila chłostał nagimi gałęziami zmrożone niebo. Słońce zawisło czerwoną kulą na horyzoncie. Wydawało się, że za chwilę spadnie z brzękiem tłuczonej lampki, gdzieś za widnokrąg. Łucja siedziała na bujanym fotelu. Wpatrzona w okno, wsłuchana w swój ból – przenikliwy, budzący niepokój. Wiatr znowu zajęczał, słońce zeszło niebezpiecznie nisko. Wiklinowy fotel zaskrzypiał gderliwie. Ból się nasilił. Wtedy kobieta pomyślała, że chyba nie urodzi swojego dziecka, prędzej umrze. Pokój wypełnił się cichym mrokiem, czujnym szeptem zza drzwi, okrągłym, rześkim zapachem pomarańczy. Skąd te pomarańcze? Słońce? – spadło. Ból przykleił się do krzyża, miażdżył kręgosłup, rozrywał. Wtedy narodziła się Marianna. - Stało się tak – pomyślała Łucja – że cały świat narodził się jeszcze raz. Załkała. Ze szczęścia i z poczucia wielkiego osamotnienia. Tak, jakby nie było przy niej męża, ani przyjaznej lekarki. Tak, jakby jej matka nie pytała co chwilę: Jak się czujesz córeczko? W tej chwili była tylko ona i jej maleńka Marianna.

Marianna była dziwnym dzieckiem. Cichym i łagodnym. Kiedy budziła się ze snu, szeroko otwierała granatowe oczka (które z każdym dniem stawały się coraz bardziej błękitne) i uśmiechała się leciutko, jakby znała wszystkie tajemnice świata. Nie dzieliła dnia, jak inne niemowlęta, na cząstki krzyku, zniecierpliwienia i snu. Pachniała ciepłym mlekiem i rumiankiem. Łucja nieraz przyglądała się córeczce, kiedy ta spała. Odczuwała wtedy zachwyt i niepokój. – Kiedyś byłam tylko ja, niepowtarzalna – myślała wówczas. - A teraz, ktoś tak maleńki i jeszcze daleki od doskonałości, ma moje oczy, usta, nos. Wtedy Marianna otwierała oczy, jakby w ogóle nie spała. Patrzyła na Łucję przenikliwie, surowo.

Czas szybko zmieniał kalendarze. Marianna nauczyła się siadać, stać, samodzielnie jeść łyżeczką. Zarysowała kredkami swój świat, stłoczony na powierzchni białych kartek. Wytańczyła wszystkie słyszane melodie. Łucja była dumna z tego, że jej córka tak pięknie się rozwija. Tylko jedna rzecz napawała ją niepokojem. Rówieśnicy Marianny wypowiadali pierwsze zdania, a ona milczała jak zaklęta. Psycholog powiedział, że dziecko kiedyś samo się odezwie. Przecież rozumie, co się do niego mówi, dobrze słyszy, nie ma wad narządu mowy. Pocieszył, że każde dziecko ma swój własny czas. Łucja postanowiła pielęgnować w sobie cierpliwość.

Marianna ciągle milczała. Jej rówieśnicy chodzili do przedszkola, potem do szkoły. Ona nauczyła się pisać, grać na fortepianie i nie wypowiedziała ani jednego słowa. – Powiedz coś wreszcie – prosiła Łucja. Czuła, że rozpacz odbiera jej mowę, słowa więzną gdzieś w gardle. – Dlaczego nie chcesz mówić? Jesteś jak nie z tego świata. Przecież jestem twoją matką! - Jestem – usłyszała w odpowiedzi. To nie było wyraźnie wypowiedziane słowo. Raczej szept, szelest. Czy to powiedziała Marianna? Łucja spojrzała badawczo na córkę. Ale jej usta były jak zwykle miękkie i nieruchome. Żadnego grymasu, ledwie widocznego drżenia warg, które by mogły odczuć membranę wypowiedzianych głosek.

Od tej pory, co rusz zdarzały się takie sytuacje, że Łucja nie wiedziała, co było złudzeniem, a co prawdą. Gdyby ktoś zapytał ją wprost, czy Marianna mówi, nie potrafiłaby jednoznacznie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych