Wróć do katalogu

Posłaniec

Chciałem zobaczyć jeszcze raz ziemie... Jeszcze raz być człowiekiem, ale czy było warto?

Żubr, opublikowano , 15 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prawie tysiąc lat temu, broniłem w krwawej bitwie mury muzułmańskiego miasta, Akka. Za ten czyn Bóg ustanowił mnie jednym z aniołów, jednym z tych, którzy mają mieć piecze nad wszystkimi ludźmi na ziemi. Stałem się niebieskim, nieśmiertelnym sługą jedynego sprawiedliwego, i byłem nim przez cały ten czas aż do tego pamiętnego dnia. Kiedy to poprosiłem Go o pozwolenie na zejście na zimie jako zwykły człowiek, wyraził zgodę, ale pod dwoma warunkami. Że ze wszystkich swoich sił, dobroci i szlachetności będę pomagał wierzącym zawsze wtedy, kiedy będą tego potrzebowali, i zachowam dla siebie trochę Boskiej mocy. Wtedy jeszcze nie rozumiałem, dlaczego o to mnie Poprosił, ale teraz wiem, że to było jego częścią planu, który znał za nim w ogóle, powstała jakaś idea. Więc w taki sposób z Krzyżowca, a potem z anioła, powstałem Ja, czyli "ten który nie powinien istnieć". Moja historia zaczyna się na przedmieściach Las Vegas, w roku 2008, dnia 23 marca. Obudziłem się w dość dobrze zadbanej sypialni...

Moja historia zaczyna się na przedmieściach Las Vegas, w roku 2008, dnia 23 marca. Obudziłem się około dziesiątej w nocy, w dość dobrze zadbanej sypialni. Leżałem na brzuchu, przykryty grubą i świeżą kołdrą, a za oknem słuchać było zgiełk nocnego życia. Gdy wstałem, zobaczyłem że mam na sobie niebiesko-jasne dzinsy, luźną koszule w szkocką kratę oraz niezmiennie takie same, długie blond-jasne włosy. Neone i reklamy świeciły przez okno, oświetlając półmrok w sypialni. W ten sposób mogłem dostrzec kilka foteli obitych skórą, barek z alkoholem, telewizor i stolik, na którym leżała karteczka. Stukając dziwnymi, długimi butami o twardej podeszwie, podszedłem do stolika i powoli przeczytałem uważnie treści wiadomości, napisanej najwyraźniej do mnie. Jutro wieczorem, czyli 24 marca o godzinie około 20,00 spotkaj się z Eldornem "posłańcem" aby otrzymać dodatkowe informacje o zadaniu jakie Cię czeka. Będzie czekał koło kina Paradais Lost, przy kasach. Jest to ulica St. Andre, a więc, miłego pobytu w świcie ludzi, Moje dziecko. Spojrzałem jeszcze raz na karteczkę i schowawszy ją do kieszeni sprawdziłem zawartość barku. Było tam wiele różnych alkoholi, o przeróżnych zapachach, ale żaden nie był podobny do tego, jaki piłem w świętym mieście przed atakiem niewiernych. Tak wiele lat upłynęło, tak wiele rzeczy się zmieniło, ale jedno zostaje to samo, uzależnienie. Wziąłem do ręki kieliszek i po troszeczku, dosłownie po kropelce zacząłem próbować każdego trunku z osobna. -Niesamowita gama smaków- wymruczałem do siebie. Po kilkunastu minutach i kilkudziesięciu kropelkach dosłownie wszystkiego, co można było znaleźć w barku, usiadłem wygodnie w fotelu i wziąłem do ręki pilot. Nacisnąłem dość spory czerwony guzik i moim oczom od razu ukazały się setki migoczących obrazów, tysiące emocji, miliony uczuć i nieskończona liczba cierpienia i kłamstw, jakie trawią ten świat. Przez tą krótką chwile dowiedziałem się, kto rządzi, kto usługuje, kto pomaga i kto zabija. Przez tą jedną chwilę, miałem ochotę zniszczyć tą całą ziemie, aby uratować przed zepsuciem resztki dobrych dusz, jakie jeszcze żyją na tym świecie. W końcu nie wytrzymałem i wyłączyłem ten zapychacz i tak krótkiego ludzkiego życia. Rozejrzałem, się jeszcze raz po sypialni i opuściwszy miękki skórzany fotel skierowałem swe głośne kroki do drzwi, które zaprowadziły mnie do kuchni. W środku, cienie rzucane przez miasto miały ten sam "smak" wszystko, zresztą wyglądało tak samo. Nie potrzebowałem nawet włączać światła gdyż było i tak wystarczająca jasno w środku abym mógł spokojnie rozejrzeć się po pomieszczeniu, w jakim się znajdowałem. Moją uwagę szybko przykuła lodówka, w której po chwili szperania znalazłem masę dziwacznie wyglądających opakowań, które po otwarciu okazały się nawet smaczny jedzeniem. -Jaka olbrzymia ilość smaków - zachwycałem się jak dziecko, lecz żadne z tego cud-żarcia, nie smakowało tak samo dobrze jak upieczony kawałek dziczyzny na wolnym ogniu, w czasach kiedy jedzenie trzeba było zdobyć samemu, polując w lesie. Teraz tylko wyciągałeś rękę w stronę lodówki i jadłeś kupioną kilka godzin wcześniej zapakowaną żywność. Problem polegał teraz tylko na tym, skąd znaleźć na jedzenie pieniądze, chociaż patrząc na to teraz oczami człowiek, teraz ten problem wystarczał aby komuś zabrakło żywności. Ta wizja spowodowała ze przestałem smakować tego wszystkiego i powolnym krokiem zacząłem maszerować ku wyjściu. Cienie miasta powoli odprowadzały mnie aż do drzwi wejściowych gdzie przekręciłem klucz w zamku i wyszedłem na korytarz, aby po kilku minutach wędrówki po schodach na dół, porozmawiać z człowiekiem, z XXI wieku... .

Schody były długie i skrzypiące, a obręcze ruszały się na wszystkie strony pod jakimkolwiek naciskiem. Gdy stanąłem na pierwszym piętrze zobaczyłem jak starsza osoba, ze złożonymi w modlitwie rękoma wpatruje się we mnie, jak w obraz. Jej pomarszczona twarz, miała wyraz bojaźni i uwielbienia, ale Ja za bardzo nie wiedziałem, dlaczego, przecież tak na dobrą sprawę nie wyglądałem inaczej niż przeciętny człowiek. Stała na progu drzwi od mieszkania i coś szepcząc do siebie nieustannie uśmiechała się do mnie. -Ciociu, ciociu ...- dobiegł mnie głos z mieszkania. -Mówiłam ci żebyś nie wychodziła sama na korytarz.. - Nagle w drzwiach pojawiła się młoda kobieta, która od razu otuliwszy starsza panią, schowała się w zamykanych drzwiach, puszczając tylko na chwile wzrok w moim kierunku. Była młoda i dość atrakcyjna, tylko takie wnioski nasuwały mi się po tych kilkunastu sekundach spojrzenia. Ale jej oczy, te ludzkie oczy...

Gdy byłem przy wyjściowych drzwiach z kamienicy, w której jak się okazuje, mieszkam od 20 lat, poczułem, że nie tylko karteczkę mam w kieszeni. Powolny ruchem ręki wyjąłem kluczyki do samochodu, które był zapewne, zaparkowany nieopodal. Teraz jednak liczyło się jedno, jak ten świat wygląda z pozycji człowieka i jakie to zadanie On mi powierzył w zamian za zamieszkanie na ziemi, jeszcze raz. Na te pytania, odpowiedz była okryta za tymi zamkniętymi drzwiami, które stanowią tylko sekundową przeszkodę w odpowiedzi. Dotknąłem dłonią zimną klamkę i powoli otworzyłem stare i lekko przeżarte "wrota", ukazując świat ludzi. Stanąwszy na chodniku, mój cień pojawiał się i znikał w świetle migoczących latarni i olbrzymich, oświetlonych bilbordów. Co chwile przejeżdżały jakieś samochody i co chwile ktoś w olbrzymim pośpiechu przechodził, zdyszany, zmęczony ale ciągle idący. Miałem całą noc i jeszcze trochę dnia, aby spotkać się z Eldornem "posłańcem", człowiekiem-aniołem. Który na swoją pełną anielskość i rangę Stróża musi zasłużyć poprzez służbę na ziemi. Taka służba, zależna od przeszłości człowieka może trwać od dziesięciu do nawet tysiąca lat, wszystko jest uwarunkowane tym, kim kandydat był w czasie, kiedy żył jako człowiek. Osobiście go nie znałem, ale jako Stróż słyszałem kilka razy o jego osobie i o jego zaangażowaniu. Podobno kiedyś chciał zostać nawet archaniołem, ale po jakimś niewytłumaczalnym zdarzeniu stał się zgorzkniały i smutny, dlatego dziwi mnie to iż właśnie z nim mam się spotkać. To wszystko w ogóle, wydaje się trochę dziwne... Rozejrzałem się za moim samochodem, który stał na połowie chodnika, zaparkowany oczywiście…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych