Poświęcenie
Opowiadanie o kobiecie, która poświęciła wszystko o czym marzyła
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Poświęciła Jemu najpiękniejsze lata swoje życia. Poświęciła siebie, swój czas, swoje ciało, swoją przyszłość i swoją karierę. To pod Jego plany zaczęła organizować i zmieniać wszystkie marzenia. Te największe, o których marzyła od dziecka i te całkiem normalne, realistyczne. Szósta rano. Zaraz On wstanie, pójdzie do łazienki, włączy swoją elektryczną szczoteczkę do zębów i będzie nią wibrował przez dobre dziesięć minut. Później trzy razy odkręci kran podczas golenia i zakręci go z powrotem. Jak zawsze zapyta nie oczekując odpowiedzi, czy uszykowała mu czystą koszulę. Oczywiście, że tak. Przecież robiła to od dziewięciu lat, każdego dnia oprócz niedziel i dni świątecznych, kiedy nie wychodził do pracy. Następnie, kiedy On zacznie ubierać się w swoją koszulę, ona wstawi wodę na kawę. W tym czasie on pojawi się w kuchni, stanie przed nią, a ona zawiążę mu krawat. Żadne z siebie słowa nie wydobędzie, bo jest to już czysty mechanizm dnia codziennego. Żadnych słów- On od rana nie lubi rozmawiać, dlatego Ona od dziewięciu lat milczy. Dzisiaj już jej to nie przeszkadza. Jest jej to obojętne. Kiedy zaleje kawę zacznie szykować dwie bułki. Jedną z żółtym serem i pomidorem, drugą zaś z sałatą i szynką. Są to zawsze świeże bułki, po które wcześnie wstaje, bo jej mąż nie przepada za wczorajszym pieczywem. Zawsze stoi i czeka pod sklepem na sprzedawcę. Zawsze jest pierwsza i zawsze czeka dziesięć minut za tymi cholernymi bułkami. Zawsze też zapali, a następnie przeżuje pół paczki gum do żucia, bo Rafał nie lubi, kiedy czuje od niej zapach tytoniu. Nawet pomimo tego, że jej w ogóle od rana nie całuje. Zanim wyjdzie do pracy zwróci jej uwagę, żeby zrobiła porządek w mieszkaniu, bo zrobił się dziwny bałagan i że zadzwoni przed trzynastą z biura. Na koniec rzuci „Lucyna, będę wieczorem” i kiedy tylko zniknie za drewnianymi drzwiami, ona pójdzie budzić dzieci. Marta wstanie jak zawsze punktualnie, jednak młodszy syn Jaś, walczyć z nią będzie przez dobre piętnaście minut, co sprawi, że zawsze ledwo zdąży ich do szkoły wyprawić. W momencie, kiedy skończy się ten cały zgiełk, ona wróci do łóżka i poleży jeszcze z dwie godziny. W końcu należy jej się to. Kładzie się spać po pierwszej w nocy, a wstaje trochę po piątej. Jest w końcu żoną, matką i strażniczką domowego ogniska. Czasami siada przy kawie, włącza spokojną muzykę i relaksuje się przed tym, co jeszcze ją czeka w danym dniu. Niekiedy odbierze telefon- jak nie od niego, to od mamy, która do dziś wypomina jej, że mogła być dobrym lekarzem jak jej ojciec, a wybrała rodzenie, gotowanie, pranie i sprzątanie. Matka lubiła Rafała jak tylko Lucyna przyprowadziła go do domu. Miły, grzeczny, dobrze wychowany, pochodzący z dobrego domu. Ich rodzice znali się, bo zarówno ojciec Lucyny jak i ojciec Rafała, wspólnie pracowali w tym samym szpitalu. Nie było żadnych przeciwwskazań, żeby nie mogli się spotykać. On był wtedy już na wyższych studiach, ona dopiero zaczynała. Wybrała medycynę. Zawsze wiedziała, że chce być kiedyś lekarzem. Kiedy miała osiem lat podkradała ojcu strzykawki, napełniała je wodą i wciskała wszystkim swoim maskotkom, bo jak twierdziła, cierpiały na poważne zapalenie płuc, a niektóre nawet na poważną gruźlicę. W szkole podstawowej była prymusem. Zwłaszcza z przyrody, a później z biologii. Wakacje spędzała u dziadka na wsi, gdzie łapała żaby i przeprowadzała na nich operacje. Do czasu, kiedy sąsiadka dziadka jej na tym nie przyłapała. Złapała ją wtedy za szelki od rybaczek, podciągnęła do góry odrywając ją od ziemi i zbeształa od dziecka szatana i diabła wcielonego. Dziadkowi zaś powiedziała, że musi ze swoją wnusią porozmawiać, bo inaczej zamiast żab zacznie kroić psy, koty i skończy później na ludziach, a w odwecie za jej przyłapanie w ogródku, ona, czyli sąsiadka stanie się pierwszą ofiarą. Oczywiście dziadek wtedy nie posłuchał histeryczki z sąsiedztwa i jedyne, co Lucynie powiedział to, to żeby zawsze szła i robiła to, co chce. „Pamiętaj Lucynko... Idź zawsze tą drogą, którą uważasz za dobrą. Nie oglądaj się na innych, bo oni zawsze powiedzą, że źle robisz, jeśli będziesz to robić zgodnie ze sobą” Tamte wakacje były ostatnimi wakacjami. Dziadek trzy miesiące później w zimny listopadowy poranek zmarł. Chorował od dawna, jednak nikt mu pomóc nie mógł. Wtedy powiedziała sobie, że medycyna jest jej przeznaczeniem, że dzięki niej już nikt nigdy nie umrze. Później poszła do liceum. Nigdy nie żałowała. Była najlepsza. Wszystkie profesorki wróżyły jej karierę najlepszego lekarza w mieście. Wszystkie namawiały ją i powtarzały, że nikt inny jak tylko ona, może pójść na medycynę. Tak też zrobiła. Po skończonym liceum poszła na studia. Wtedy też zaczęła spotykać się z Rafałem. Życie wydawało się jej jeszcze piękniejsze niż mogła sobie wyobrazić. Wszyscy dookoła byli szczęśliwi i nikt chyba nie przeczuwał najgorszego. Po dwóch latach spotykania się z Rafałem, zaszła w ciążę. Ojciec chirurg skontaktował się z najlepszym ginekologiem w mieście. Razem z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Judkaaa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…