Poszukiwani cz. 4
Western, historia dwóch bohaterów, którzy szukają kogoś w swoim życiu. Kilkuczęściowe ćwiczenie literackie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Blondyn obudził się na łóżku, nie pamiętając, jak się na nim znalazł. Poruszał tylko oczami badając teren i wypatrzył na stoliczku u wezgłowia łóżka naczynie z wodą. Kiedy zaczął się podnosić, żeby po nie sięgnąć, poczuł, że kręci mu się w głowie. Pokój zaczął niebezpiecznie „wirować”, z jednej czarki nagle zrobiło się dziesięć i próba wybrania tej właściwej zaowocowała strąceniem pojemnika na podłogę. Na dźwięk stłuczonej miski drzwi do pokoju otworzył miejscowy lekarz. Uśmiechnął się na widok leżącego w łóżku mężczyzny, odwrócił głowę w głąb korytarza, kazał komuś przynieść nowe naczynie z wodą i wszedł do środka. Próbując opanować alkoholową dezorientację, nieznajomy mierzył figurę swego gościa zastanawiając się, czy to kwestia wielokrotnego obrazu, czy też facet rzeczywiście jest taki gruby. Prawdą było, że doktor miał solidną posturę, ale nigdy nie traktował tego poważnie, więc nie obraził się, kiedy blondyn ostentacyjnie wpatrywał się w jego wielki brzuch.
- Dzień dobry, panie rewolwerowcu. - przywitał się lekarz. - Piękny poranek, nieprawdaż? A raczej popołudnie, bo dochodzi czwarta. A pan tak patrzy, jakby mojego brzucha nie pamiętał. No to widać, że pan wczoraj przedobrzył. Poznaliśmy się w karczmie na dole. - powiedział z uśmiechem. - Nic nie szkodzi, mogę przedstawić się jeszcze raz: nazywam się Wilfredo Martinez. Jestem miejscowym lekarzem i zgodnie z obietnicą zjawiam się dzisiaj na kontrolne badanie.
Mężczyzna na łóżku wyglądał tak, jakby wszystko z zewnątrz do niego docierało, ale on nie potrafi na to zareagować. Powoli poruszył głową na prawo i lewo szukając wody. Rozległo się pukanie do drzwi, lekarz otworzył je i wziął od starej meksykanki wiaderko z wodą. Znów uśmiechnął się w stronę blondyna.
- Pewnie tego pan szuka, prawda? Proszę, to na pewno pomoże.
To mówiąc nabrał zanurzonym w wiadrze czerpakiem wody i ostrożnie zbliżył do ust leżącego mężczyzny. Ten wypił wszystko naraz. Doktor poczęstował go kolejną porcją, potem następną, aż blondyn nabrał pewności, że niczego nie zwróci, więc dorwał się do wiadra pijąc bezpośrednio z niego. Po ugaszeniu pragnienia położył kubeł na podłogę i zwalił się z powrotem na łóżko z zamkniętymi oczami.
Wilfredo Martinez nie do końca wiedział, czy gospodarz chce z nim rozmawiać. Ponieważ był człowiekiem słownym, postanowił dopełnić obietnicy złożonej wczorajszego wieczoru. Podszedł bliżej łóżka.
- Panie Williams... - zagadnął.
Na te słowa blondyn otworzył oczy i spojrzał z niedowierzaniem na doktora.
- Nie nazywam się Williams... - odpowiedział.
Wilfredo nieco się zmieszał.
- Proszę wybaczyć, ale wczoraj opowiadał nam pan o swoim bracie i przedstawił go jako Matthew Williamsa. Nie przedstawił się pan jednak, dlatego założyłem, że pan również nosi to nazwisko. Widać się myliłem. Jak zatem mam pana nazywać?
Nieznajomy trwał w bezruchu dalej patrząc tym samym otępiałym, nierozumnym wzrokiem. Entuzjazm opuścił doktora. Wydawało mu się, że podczas nocnego świętowania zyskał sobie życzliwego przyjaciela, ale doszedł do wniosku, iż serdeczność jego rozmówcy musiała wyparować razem z alkoholem.
- Dobrze, nie będę pana nijak nazywał, jeśli takie jest pańskie życzenie. - powiedział z wyczuwalną rezygnacją. - Nie zmienia to faktu, że jako lekarz i człowiek traktujący poważnie wszelkie obietnice, nie odstąpię, dopóki nie zbadam pańskich obrażeń.
Blondyn zrozumiał, że mimo pobłażliwego podejścia i swobody, z Martinezem nie ma żartów. Po jego słowach ustąpił i usiadł w łóżku. Doktor kazał mu podciągnąć koszulę, by zbadać wcześniej opatrzone rany na żebrach i boku. Wszystko goiło się jak należy. Nieznajomy nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że tak bardzo oberwał. Na szczęście żadna kula w pojedynku z Olsenami nie utkwiła w jego ciele, ani nie naruszyła żadnych narządów. Wszystkie obrażenia sprowadzały się jedynie do zadrapań i otarć. Lekarz pozwolił mu się ubrać i zbierając się do wyjścia powiedział:
- Już to mówiłem, ale mogę przypomnieć, jeśli pan nie pamięta: miał pan ogromne szczęście. Rany są powierzchowne, było dużo krwi, ale nic poważnego się nie stało. Gorszą krzywdę wyrządził pan sobie samemu. Proszę dużo dzisiaj odpoczywać i nie pić więcej whiskey. Wieczorem przyślę panią Chavez, żeby sprawdziła, czy doszedł pan do siebie.
Doktor stanął w drzwiach.
- Miło było pana poznać. Kimkolwiek pan jest, wydaje mi się, że porządny z pana gość. Ale zdecydowanie nie ma pan głowy do picia. - uśmiechnął się doktor. Wyraźnie polubił swojego nowego znajomego, choć żałował, że przyjaźń nie jest odwzajemniona. - Powodzenia w poszukiwaniach brata.
Drzwi do pokoju zamknęły się i podczas swojego pobytu w Aqua Chiquita Negra nieznajomy przybysz nie spotkał już więcej Wilfredo Martineza. Gdy kroki za drzwiami ucichły, blondyn patrząc przed siebie w zamyśleniu cicho powiedział:
- Z pana też jest porządny gość, panie Martinez.
Przez chwilę jeszcze siedział na próżno próbując przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego wieczora. W końcu zrezygnował i kładąc się do snu dodał:
- I ma pan rację – nie mam głowy do picia.
***
Zbudził się ze snu i trudno mu było ocenić, która jest godzina. Za oknem rozciągało się usłane gwiazdami niebo. Kac prawie minął, a mocne ssanie w żołądku widocznie stało się powodem przebudzenia. Już miał odwracać się w stronę drzwi, kiedy wyczuł za sobą delikatny ruch. Zamarł w bezruchu wpatrując się przed siebie. Cienie ustąpiły i światło z korytarza zarysowało sylwetkę na ścianie naprzeciwko. Ktoś po cichu wszedł do pokoju i nieznajomy pomyślał, że to zapowiadana przez doktora pani Chavez, ale zauważył, że postać zbliżająca się do niego trzyma jakiś cienki przedmiot w ręku. Poczuł zaniepokojenie, a gdy tylko intruz zbliżył się do wezgłowia łóżka, aby zlikwidować zagrożenie, wykonał gwałtowny ruch odwracając się i wymierzając w twarz napastnika solidny cios. Postać zwaliła się z hałasem na podłogę, a metalowy przedmiot zabrzęczał wypadając jej z ręki.
Na ten zgiełk rozległy się głosy ludzi biegnących po schodach na górę. Momentalnie w pokoju znalazła się meksykanka w średnim wieku i biały mężczyzna z siwym wąsem. Oboje trzymali po lampie i zbliżając je to do siedzącego na łóżku blondyna, to do postaci leżącej na podłodze, nie mogli dać wiary własnym oczom. Nieznajomy sam był zaskoczony całym zajściem, a gdy zobaczył, kogo obalił, zaraz poczuł wstyd i zakłopotanie. Na podłodze leżała nieprzytomna młodziutka meksykanka o włosach czarnych jak heban. Stojąca nad nią kobieta wzniosła raban na całą karczmę, krzycząc po hiszpańsku na blondyna.
- Chciała mnie zabić! - zaczął się tłumaczyć i wskazywać na leżące na podłodze narzędzie. - Proszę, tam jest nóż, którym chciała mnie dźgnąć.
Kobieta była głucha na te słowa, ale wąsaty mężczyzna spojrzał pod nogi i odezwał się po hiszpańsku do wrzeszczącej meksykanki. Ta spojrzała na podłogę, a kiedy zrozumiała, że leżąca na niej dziewczyna rzeczywiście weszła do pokoju z nożem, momentalnie zaprzestała dalszych
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Soldierski
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…