Wróć do katalogu

Powrót, czyli Opowiesc Wigilijna

Coś na święta, będące wynikiem czytania powieści "Rose Madder" S. Kinga i ogólnie świątecznego klimatu.

Indyk, opublikowano , 21 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Powrót, czyli Opowieść Wigilijna”

Gdy zadzwonił dzwonek, siedziała właśnie w kuchni. Przygryzła lekko wargę i z niepokojem oczekiwała kolejnego sygnału, który zmusi ją do otworzenia drzwi. Nie wstanę- myślała.- będę tu siedziała, niech dobija się do zasranej śmierci! Obawiała się, że to komornik. Właściwie to była prawie pewna, że to on. Dwa dni temu otrzymała urzędowe pismo, które oznajmiało, że w przeciągu tygodnia może oczekiwać wizyty zawodowego rzeczoznawczy. Dzwonek rozbrzmiał ponownie. Podniosła się ciężko z krzesła i ruszyła do małego przedpokoju. Poczuła nieprzyjemne mrowienie w dłoni, gdy dotknęła klamki. -Błagam. Tylko nie dziś.- wyszeptała i uchyliła lekko drzwi. Od kiedy w jej rękach wylądowało urzędnicze pismo, starała się wyobrazić jak wygląda Komornik. W końcu doszła do wniosku, że musi to być niski, przysadzisty mężczyzna w szarym płaszczu i czarnym kapeluszu. Nie potrafiła myśleć o nim inaczej. Odetchnęła z ulgą, gdy za drzwiami zobaczyła, wysokiego mężczyznę, który zamiast płaszcza nosił wysłużoną kurtkę, a za kapelusz służyła mu brudna, wełniana czapka. Stał w cieniu wbijając wzrok w drewniany próg drzwi. Ty idiotko!- usłyszała w swojej głowie głos Edka, jej byłego męża.- Czy ty już do końca postradałaś resztki rozumu? Co się tak cieszysz? Pieprzony komornik może wyglądać jak chce! Kretynka! -Przepraszam.- zagadnął nieśmiało przybysz.- Nic pani nie jest? Oczy Ewy lekko się zaszkliły. Jak mogła myśleć, że poradzi sobie sama? Gdy odchodziła od Edka, wszystko zdawało się inne. Teraz, tuż przed kolacją wigilijną, stała przed komornikiem. Jej dzieci czekające na prezenty zobaczą, jak ten obcy mężczyzna wynosi im z domu lodówkę, telewizor, a może nawet i stół. Nie.- postanowiła, gdy poczuła jak strach zostaje wyparty przez złość- Nie dziś. Dała radę po dziesięciu latach odejść od Męża, to da radę także temu natrętowi. -Nie! Proszę stąd natychmiast wyjść! Nic pan mi dziś nie zabierze! Proszę przyjść za tydzień, nie dziś! Mężczyzna podniósł głowę. Ewa przyjrzała mu się uważnie. Był szczupły i stary Jego kości policzkowe rysowały się wyraźnie, pod napiętą skórą, pooraną długimi zmarszczkami. Policzki pokryte miał nieogolonym od paru dni śnieżnobiałym zarostem. Taką samą barwę miały, wystające spod jego czapki nieliczne, cienkie kosmyki włosów. Przypominał jej Clinta Eastwooda, takiego, jakim widziała go w najnowszym filmie. Jak on się nazywał? Za wszelką cenę.- przypomniała sobie po krótkim namyśle. Od hollywoodzkiego aktora odróżniały go oczy, były błękitne i ciepłe. -Nie chciałem pani denerwować.- powiedział wyraźnie zawiedziony.- Już pójdę... Odwrócił się, ale Ewa nie pozwoliła mu odejść. Złapała go za ramię i natychmiast poczuła, odór niezmienionych od paru dni ubrań. -Przepraszam. Pomyliłam pana z komornikiem.- oświadczyła ciepło.- Może zaczniemy jeszcze raz? Spojrzał na nią ciekawsko, po chwili jego wąskie wargi ułożyły się w coś na kształt uśmiechu. -Ja komornikiem? Proszę pani, ja stoję na pewno po drugiej stronie barykady. -Kim pan jest? Wzruszył ramionami, a potem na chwilę wypiął się z dumą. Ten jeden gest odjął mu co najmniej ćwierćwiecze. -Stanisław Drukarz.- Pomimo, że znowu się przygarbił, był o ponad głowę wyższy od Ewy.- Obecnie bezimienny bezdomny z dworca głównego.Byłem ciekaw, czy nie zaprosiłaby mnie pani na kolację. Westchnęła z ulgą. Jej obawy rozwiały się, a z serca spadł ogromny ciężar. Czemu nie pomyślała o tym wcześniej? Dziś przecież wigilia, a ona, jak co roku nakrywa stół również dla niezapowiedzianego gościa. Nagle w jej głowie ponownie rozległ się głos jej byłego męża. Co robisz ty głupia kurwo?- krzyczał na nią, tak jak co wieczór, nim się rozstali.- Nie wpuścisz przecież tego wszarza do domu? Pieprzony żebrak! Ewa odgoniła od siebie te głosy. Przecież Edka już tu nie było, nie mógł zrobić nic jej, ani dzieciom. Zwłaszcza dzieciom. -Przepraszam. Jestem strasznie roztargniona. Proszę wejść.- w oczach mężczyzny zabłysły iskierki nadziei.- Zapraszam do środka.- powtórzyła. Jeszcze przez chwilę przyglądał się jej zaciekawiony, a następnie schylił się i podniósł czarną torbę podróżną. -To moje rzeczy. Wszystkie moje rzeczy.- wyjaśnił nieśmiało, gdy spostrzegł badawcze spojrzenie Ewy.- Dziękuję! Nie wiem jak się pani odwdzięczę! -Na początek proszę wejść do środka i zamknąć drzwi, nim całkowicie wyziębi mi się mieszkanie!- serdecznie się roześmiała. Gdy tylko wszedł do przedsionka zamknęła za nim drzwi. -Mamo, kto to? -rozległ się cienki, dziewczęcy głosik, gdzieś z korytarza. Już po chwili w przedsionku pojawiła się mała dziewczynka, ubrana w dżinsy i czarny sweterek. Długie włosy miała zaplecione starannie w warkocz.- Mamo czy to anioł?- zapytała gdy zobaczyła niespodziewanego gościa. Oblicze pana Stanisława pojaśniało. Przez chwilę Ewie zdawało się, że promieniuje z niego jakaś energia, jednak równie szybko to niezwykłe wrażenie zniknęło. Dziewczynka natychmiast uścisnęła dłoń niespodziewanego gościa. -Pan z nami zostanie?- zapytała z nadzieją w głosie. -Tak na kolację.- odparła Ewa. Przez chwile patrzyła z niepokojem na swoją córeczkę ściskającą z ufnością dłoń bezdomnego. A jeżeli to psychopata? Przyszedł nas pozabijać? Coś w obliczu obcego odsunęło jednak te myśli.- A teraz zaprowadź pana do łazienki dobrze? Na pewno chce się trochę umyć. Bezdomny grzecznie skinął głową i pozwolił poprowadzić się małej dziewczynce. -Łukasz! Zobacz! Spotkałam anioła!- krzyczała mała do swojego braciszka. -Przepraszam za nią.- Ewa paliła się ze wstydu. Z pokoju wyszedł trzyletnie chłopiec. W ręce ściskał swojego ulubionego misia. Przez chwilę spoglądał nieufnie na gościa, a potem mały korytarzyk wypełnił się radosnym śmiechem dziecka. -Łanioł! Łanioł! Ewa przyjrzała się zaskoczona swoim dzieciom. Nigdy nie widziała żeby tak się zachowywały. Madzia, co prawda zawsze kleiła się do nowo poznanych ludzi i opowiadała im wymyślone przez siebie historie. Miała sześć lat i nieskrępowaną przez życie wyobraźnie. Ale Łukaszek.... Gdy była z nim w ciąży Edek zaczął pić. Przypomniała sobie jak wracała do domu, w otoczeniu alkoholowej aury. Pamiętała jak uderzył ją pierwszy raz, gdy nie chciała się z nim kochać. To był ósmy miesiąc ciąży, a on zgwałcił ja w małżeńskim łóżku. Potem było już tylko gorzej. Coraz częściej dłoń mężczyzny, który przyrzekł jej miłość aż do śmierci, lądowała ciężko na jej twarzy. Tłumaczyła sobie, że inne kobiety mają gorzej. Dla niej najważniejsze były dzieci i to, żeby miała siłę je wychować. Dziesiątki razy, chodziła po ulicach miasta, kryjąc za okularami podbite oko, tłumacząc ciekawskim, że wpadła na drzwi. Statystycznie wpadała na nie raz w tygodniu, czasem opuchlizna nie schodziła miesiącami. Pewnego wieczora, gdy mąż popił sobie z kolegami po pracy, wrócił do domu i uderzył Łukaszka, tak mocno, że z małej główki pociekła stróżka krwi. Zrobił to, dlatego że malec płaczem zagłuszał mu jakiś głupi serial w telewizji. To był chyba „Trzynasty Posterunek”, tak to na pewno to.- przypomniała sobie, a w jej oczach zaszkliły się łzy. Gdy chłopiec nie przestał łkać, próbował uderzyć go ponownie, ale wówczas stanęła mu na drodze.. Ty kurwo pieprzona!- krzyknął Edek i rzucił się na nią z pięściami. W telewizji ciągle leciał serial. Gdy lądowały na niej kolejne razy, Cezary Pazura wydurniał się na ekranie telewizora i raz za razem rozlegały się nagrane na taśmie salwy śmiechu. Wtedy pomyślała, że to z niej sobie szydzą. Była pewna, że widzi ją cała widownia, która śmieje się z każdego uderzenia. Cha, cha, cha!- patrzcie jak podbił jej oko! Cha, cha, cha!- teraz żebro! Sama tego chciałaś!- zdawał się krzyczeć ukryta gdzieś widownia.- Sama tego chciałaś! Bił ją tak długo, aż powstrzymała go wezwana przez sąsiadów policja. Przeszkadzała im grająca zbyt głośno telewizja. Ewa spędziła miesiąc w szpitalu, miała złamane żebro i przebite płuco. Pół roku walczyła w sądzie o swoje prawa, ostatecznie Edek poszedł siedzieć, a ona otrzymała mieszkanie i prawo opieki nad dziećmi. Tamtej nocy, Madzia nocowała u koleżanki i nie wiedziała, co się zdarzyło. Co innego Łukaszek, traumatyczne przeżycia i ponad miesięczne rozstanie z matką, skończyło się dla niego chorobą sierocą Teraz przytulał się do obcego mężczyzny i raz za razem krzyczał- Łanioł! Łanioł! Zrozumiała, że zaczęły się dla niej nowe czasy- czasy nadziei. Ewa poczuła jak zbiera jej się na płacz. Płacz ulgi. Uświadomiła sobie, że już nigdy więcej nie będzie musiała oglądać Edka. Zrozumiała, że już nigdy nikt nie będzie z niej szydził. Udało się jej. -Łazienka to tamte drzwi. Nie jest duża, ale starczy na wannę. -Dziękuję.- odparł starzec.- Za wszystko. -To ja dziękuję. Wybiegła do kuchni, żeby nie widział jej łez.

*

Magda kręciła się wokół niej, pomagając nosić potrawy na wigilijny stół. Dziewczynka wyraźnie się nad czymś zastanawiała. W końcu stanęła i podrapała się po głowie. -Mamo, a aniołowie przynoszą prezenty? Czy one są jak święty mikołaj? -A czemu uważasz, że nasz gość jest aniołem? -No, bo przecież jest.- stwierdziła Madzia, biorąc do reki trzy talerze do zupy. -Weź cztery. Dla wszystkich.- upomniała ją Ewa.- A gdzie twój brat? -Coś przy choince montuje. Ewa wzięła wazę z barszczem i postawiła ją na stole obok innych potraw. Nie było ich wiele. Udało jej się zrobić pierogi z grzybami i sałatkę warzywną. Był także karp w galarecie, którego za darmo ofiarował jej sąsiad. Rozejrzała się szukając swojego synka. Mały siedział przy sztucznej choince i potrząsał ciekawsko paczką. Wzięła go pod pachy i usadowiła przy najwyższym krześle. -No już siedzisz. -Łanioł? Kdzie Łanioł?- zapytał brzdąc. W odpowiedzi na jego pytanie, w pokoju pojawił się ich gość. Ewa prawie krzyknęła, z zaskoczenia, gdy go zobaczyła. Pomimo, że miał ubraną przydużą flanelową koszulę i dżinsy, których nogawki musiał parokrotnie zawijać, wyglądał znacznie młodziej. Teraz oceniłaby go maksymalnie na 50 lat. Nie garbił się i miał około dwóch metrów wzrostu. Proste, śnieżnobiałe włosy, sięgały mu do uszu i układały się w nienaganną fryzurę, zupełnie jakby dopiero przed chwilą opuścił salon fryzjerski. Zarost znikną z twarzy, chociaż Ewa nie przypominała sobie, żeby trzymała w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych