Próba zemsty
Mam szanse naprawić swoje błędy, które popełniłam jako matka, przyjaciółka i władczyni. Po wielu wiekach świat zapomniał moje imię, ale ja nie zapomniałam tych którzy tym światem władają.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Prolog "Zza okien roztaczał się piękny widok na jezioro i park, gdzie jeszcze dotychczas bawiły się rozchichotane dzieci, lecz teraz woda była zabarwiona krwią a na powierzchni pływały ciała. Ogród mojego pałacu stał się ostatnim polem bitwy w tej wojnie. Nie miałam już, dokąd uciec, jedyne co mi zostało to czekać na mężczyznę, którego kocham, zabierze mnie do jakiegoś zgniłego lochu tylko po to by ograniczyć mnie zamiast miłosiernie zabić. Moje maleństwo nigdy mnie nie pozna, dom, który stworzyłam upadnie. -Oj głupiaś ty Pani, trzeba ci miłości od takiego- przypomniałam sobie to co powiedziała mi na samym początku moja służąca. Bogowie! Mam dopiero dwadzieścia dwa lata a przegrałam wojnę, zabiłam wielu niewinnych ludzi i pokochałam kogoś kogo nie powinnam". Nie potrafiłam napisać więcej, łzy które spadały na kartkę rozmazywały atrament. -Będziesz wieczny tak jak ja- pocałowałam kartkę, rzucając na nią zaklęcie. Może ktoś ją kiedyś znajdzie i załka nad losem głupiej dziewczyny. Złożyłam ją na pól, zalakowałam i wsadziłam do pierwszej lepszej książki na stoliku, ironiczny los chciał ze padło na jakieś romansidło. Spojrzałam przez okno, na horyzoncie dostrzegłam kształty, znieruchomiałam -Musiał wyruszyć jak tylko się dowiedział, że jego żołnierze zdobyli pałac. -powiedziałam do siebie, odwróciłam się na pięcie i wybiegłam z komnaty. -Jadą tu! Uciekajcie! - zaczęłam krzyczeć do służby, ci nieliczni co przeżyli szykowali się do opuszczenia mnie, ale nie byli przygotowani, że wróg pojawi się tak szybko. Wbiegłam do jednego z pokoi, gdzie trzymałam pieniądze i klejnoty, zabrałam, ile tylko mogłam pomieścić w rękach, kiedy znowu znalazłam się na korytarzu każdemu z służących rozdałam równą część. Za to co każdy dostał będzie mógł kupić malutką wioskę albo zapewnić byt nawet swoim wnukom. -Już wynocha, więcej ze sobą nie zabierzecie! - krzyczałam na młodych służących który łapczywie zabierali wszystko co wpadło mi w ręce. Złapałam za ramię małą córkę kucharki, która w zamieszaniu zgubiła mamę. -Rachel! Rachel! - za rogu wyszła zapłakana młoda matka -Córcia gdzieś ty była? - przytuliła córkę i wzięła na ręce. -Dziękuję Pani, dziękuję za wszystko! - kucharka ucałowała mnie w policzek i już miała odchodzić, kiedy Tosia przykleiła się do mojej szyi i zapłakana zapytała mnie czy jeszcze kiedyś pojeżdżę z nią konno. Nie potrafiłam powiedzieć słowa i jedyne co zrobiłam to zawiesiłam jej na szyi kolie, którą dostałam od mojej mamy. -Idźcie już- wyszeptałam. Rachel miała coś powiedzieć, ale powstrzymałam ją ruchem ręki, dziewczyna odwróciła się i zniknęła w innym korytarzu. Wzięłam głęboki wdech i usłyszałam wybuch otwierający główne bramy zamku.
Część pierwsza Wieczność spędzona pod ziemią w ciemnej jaskini, może wydawać się przerażająca, tym bardziej że możliwość wydostania się z niej jest nikła, ale bardziej realna od śmierci. Łańcuchy, którymi zostałam skuta już dawno pękły, suknia, którą miałam ubraną dawno zgniła, a ja jeszcze bardziej się wysuszyłam. Moje ciało wygląda jak przerażająca kukła, której nie wypchano sianem. Po prostu sama skóra i kości. Nie bardzo wiedziałam co obudziło mnie z mojego długiego snu, ale chyba to był huk i teraz na pewno raziło mnie w oczy. Otworzyłam je nie mogąc uwierzyć w to co widzę. Człowiek. Bogowie! Człowiek! Mały wychudzony chłopiec, może czternastoletni. To co właśnie zobaczył zrobiło na nim duże wrażenie, bo przecież nie codziennie trafia się na kryptę w samym sercu góry. Tylko co on tu robi, musiałam go o to zapytać. -Przepraszam chłopcze, czy mógłbyś tym czymś we mnie nie świecić? Trochę razi. Moje słowa bardziej przypominały warczenie niż ludzką mowę, ale odzwyczaiłam się i zaschło mi w ustach. Chłopak się przestraszył i poświecił w moją stronę, to światło naprawdę denerwowało. Chłopak, kiedy mnie usłyszał, krzykną i odsuną się do tyłu, lecz los tak chciał że upadł i wypuścił lampę, która potoczyła się pod moje nogi. Wstałam z miejsca i podniosłam ją, by bardziej się jej przyjrzeć. Źródło światła było inne niż to które znałam, źródłem były kamienie, jedne świeciły na złoto a drugie na zielono. Chłopak znowu krzyknął przerażony widokiem mojej twarzy. -Nie musisz tak krzyczeć, nie zrobię ci krzywdy. Kiedy to mówiłam dzieciak rzucił się nie mnie z nożem, mimo mojego stanu zdrowia odepchnęłam go - No wojownik to z ciebie nie będzie. Lepiej sobie daruj i grzecznie się przedstaw. Starałam się być miła, choć młody wytrącił mnie z równowagi. -Aaron mam na imię- zrozumiałam go, ale miałam z tym lekkie trudność, nie dość że mówił z obcym mi akcentem to jeszcze strasznie seplenił. - Mira, miło mi- wyciągnęłam dłoń na powitanie, ale chłopak nie odwzajemnił gestu- Racja, boisz się mnie. Wcale się tobie nie dziwię, sama byłabym przestraszona gdybym teraz się tutaj znalazła. Ale powiedz mi Aaronie jak tutaj trafiłeś? Aaron gapił się na mnie bez słowa, dopiero po dłuższej chwili udało mu się przezwyciężyć strach i odpowiedział. -Zbierałem kamienie- wskazał na lampę- mały jestem to mieszczę się w mniej dostępne miejsca, no i mogę znaleźć lepsze. A to czasami przyniosę do domu z pięć takich jak pięść. Przynajmniej pożytek ze mnie jakiś, bo do pola to ja się nie nadaje, chorowity jestem i siły nie mam, a łazić po jaskiniach to ja lubię i umiem. -Dobra, dobra a daleko stąd do wyjścia? I czy masz coś czym mogłabym się zasłonić? - musiałam przerwać jego słowotok. -Koc- zaczął grzebać w torbie przewieszonej przez ramie- zawsze mam go ze sobą, bo jak bym zabłądził czy co, a czasami to jak z tych jaskiń wychodzę to noc już jest, bo się za siedzę- wyciągnął z niej spory pled z wełny, wymieniliśmy się. Chłopak dostał z powrotem lampę, a ja koc, którym się obwinęłam tworząc coś na wzór togi. -Dziękuję, a czy pomożesz mi stąd wyjść? Oczywiście jeśli znasz drogę, trochę głupio było by utknąć tu razem -Taa, tak znam drogę. Drogę pokazują kamienie... przecież tak tutaj dotarłem- powiedział dumnie -Wybacz, że w ciebie zwątpiłam, mój wybawicielu- nie potrafiłam stłumić śmiechu.
Część druga Korytarze którymi prowadził mnie Aaron były przerażająco wąskie i czasami bardzo strome, chwilami wątpiłam, czy uda nam się nimi przecisnąć. Jednak chłopak zadziwiał mnie swoją zwinnością. Ściany w niektórych miejscach były pokryte kryształami, które na prawdę wskazywały drogę do wyjścia. Im byliśmy bliżej tym kamienie były mniejsze i słabiej się jarzyły. W końcu dotarliśmy do niedużej szczeliny, za która była wąska ścieżka w dół góry. Zaczynałam panikować. Bałam się tego co właśnie miałam zobaczyć. Nie miałam planu. Nie miałam pojęcia co zrobić z moim życiem. Nie miałam dokąd pójść. Wszyscy których znałam już dawno nie żyli, z resztą sama przypominałam żywego trupa. Majątek, który miałam już od wieków nie należał do mnie, nawet wątpię czy to co schowałam było dalej w tym samym miejscu. Chłopak już od dłuższej chwili stał w pełnym słońcu i czekał na mnie, a ja wciąż nie mogłam się decydować czy stąd wyjść czy może jednak się cofnąć do mojego grobu i zostać tam na wieki wieków. -Teraz ty się boisz, prawda? - chłopak usiadł na ziemi i popatrzył na mnie. Na szczęście mrok jaskini chował moją postać przed jego wzrokiem. -Jestem przerażona. Nie mam, gdzie pójść, a nawet jak gdzieś teraz pójdę to ludzie uciekną na mój widok. I pewnie spróbują zabić. Młodzieniec uśmiechnął się na te słowa. -Pewnie tak będzie. Długo tutaj byłaś Miro? Jak w ogóle tutaj się dostałaś i dlaczego?
-Długo by gadać- nagle zrobiło mi się ciężko na sercu, kiedy przypomniałam sobie powód mojego pobytu tutaj. - zacznijmy od tego, że jestem nieśmiertelna i jestem czarownicą. Aaron wybałuszył oczy -Czarownicą? Lepiej się nie przyznawać. Ludzie nie lubią takich jak ty. Dlaczego to nie wiem, ale może babka ci o tym opowie. Ona wie dużo rzeczy, czasami się śmiejemy że sama jest czarownicą. - chłopak podniósł z ziemi patyk i od niechcenia rzucił go w trawę, i chyba zdarzył zapomnieć o pozostałych pytaniach. -I może jeszcze powiesz, że mam do niej pójść i się zapytać o to? - nie mogłam się powstrzymać- Czy ty na prawdę nie rozumiesz, że nie mogę się tak pokazać. I po tych słowach wyszłam z ukrycia. Liczyłam że zrobię na chłopaku większe wrażenie, ale on tylko cmoknął i wyszczerzył się w szerokim uśmiechu -W tamtym roku znaleźli trupa kowala w rzece, wyglądał tak samo tylko był bardziej spuchnięty. -Nie wierzę- stałam nad nim jak kostucha i głupio gapiłam. - Czy uderzyłeś się kiedyś mocno w głowę, albo czy może matka cię upuściła, kiedy byłeś mały? Miało byś wrednie, a wyszło jak zawsze. -No może wyglądasz trochę inaczej od ludzi w wiosce, ale damy radę. Najlepiej pomoże ci Babka, ona nigdy nie pyta za dużo, więc spokojnie. Wydać cię to ludziom nie wyda. A jak wydobrzejesz to powiemy, że cię Babka w lesie znalazła, a ty nic nie pamiętasz. Młody nie przestawał się uśmiechać i patrzeć mi w oczy, nawet słońce mu nie przeszkadzało. -Nie spodziewałam się, że z ciebie taki dyplomata- chłopak się skrzywił -Kto? -Nikt. -Ale nie obrażasz? Bo to nie miłe by było...- znowu mu przerwałam -Nie, nie obrażam. A dyplomata to ktoś kto potrafi dobrze gadać z ludźmi. Dobra cecha. Powiedziałam od niechcenia -Aha, no dobra to o to- chłopak się lekko zarumienił i zaciął, nie dość że sepleni to jeszcze, od czasu do czasu się jąka. -To ja tutaj zostanę, a ty pójdziesz do Babki i z nią pogadasz. Wróć po mnie jak zrobi się ciemno, żeby mnie nikt z wioski nie zobaczył. -Skończyłam za niego. -Noo oo, dobra. To ja idę. Chłopak wstał z ziemi, znowu się do mnie uśmiechnął i zaczął odchodzić. -Aaron! -zawołałam za nim, a on się obrócił - Nie masz może czegoś do picia? -A racja. Tak, mam. Proszę- podał mi manierkę, która miał przyczepioną do paska spodni. -Dziękuję. Wzięłam ją od niego i pociągnęłam duży łyk, jak się okazało słodkiego, rozwodnionego wina. Kiedy się napiłam oddałam mu niemal pustą manierkę. Chłopak popatrzyła na mnie ostatni raz, odwrócił się i poszedł w stronę pobliskiego lasu.
Część trzecia Lodowaty wiatr wdzierał się pod koc, którym byłam okryta, choć było mi strasznie zimno nie potrafiłam narzekać z tego powodu. Zdążyłam stracić nadzieję na powrót Aarona, kiedy na skraju lasu zobaczyłam dwie postacie. Cofnęłam się w głąb szczeliny ciągle je obserwując, kiedy weszły na ścieżkę u podnóża góry, rozpoznałam Aarona. Osoby towarzyszącej mu nie potrafiłam odgadnąć. To jak szła świadczyło o kimś młodym, za to światło które padało na nią pokazywało wychudzoną i starą twarz kobiety. Aaron ją wyprzedził -Mira! Mira! - wolał mnie, rozglądając się, gdzie mogę być, nawet wszedł do jaskini, ale przez to że nie miał lampy nie mógł mnie dostrzec. Nie wiedziałam kim jest ta kobieta, choć domyślałam się, więc wolałam zostać w ukryciu. -Nie ma jej. Poszła gdzieś. - odezwał się do kobiety, która zatrzymała się koło niego. -Jest tutaj, w środku- powiedziała przepalonym głosem. -No nie ma jej, patrzyłem tam. Chłopak zaczął się wykłócać, ale ona go zignorowała. -Aaron niby ci mówił o mnie. Nazywają mnie Babką- powiedziała w moją stronę. - Młody bełkotał, że znalazł się w górze, kiedy kryształy zbierał. Żeś niby wiedźma. -na to się zaśmiała- Nie wierzę, czarownic już dawno tutaj nie ma. Umarły albo uciekły, a ty albo głupia albo kłamiesz. Chłopak prosił o jakieś ciuchy dla ciebie, więc masz, ubierz się i wyjdź. Aaron znowu wszedł do jaskini z wyciągniętą ręką, w której trzymał jakieś szmaty. -Teraz to się zachowujesz jak by cię coś miało zjeść- powiedziałam do chłopaka i zabrałam rzeczy które trzymał. On jak w zwyczaju niemal zszedł na zawał i krzyknął. - Dziękuję, że wróciłeś. -No obiecałem przecież, nie? - i wycofał się na zewnątrz. Babka dała mi luźną, długa sukienkę, przewiązywaną w tali. Ubrałam ją i dodatkowo zakryłam się kocem, nie chciałam rzucać się w oczy moja posturą. Wyszłam z ukrycia i stanęłam naprzeciwko babki. -Tyle krzepy w tak starym ciele możesz mieć tylko i wyłącznie dzięki czarom, więc nie oskarżaj mnie o kłamstwo, jeśli sama nie jesteś szczera. - wręcz syknęłam do kobiety. - Czuję smród twojej magii i gnijącego ciała Nekromantko. Babka zbladła, nie zauważyłam, kiedy wyciągnęła z pod płaszcza nóż i przyłożyła mi do gardła. -Nie wierzyłam chłopakowi, kiedy mówił co znalazł, tym bardziej że to coś twierdzi, że siedzi pod ziemią od wieków. - głos kobiety był pewny- Kim ty jesteś, że mnie rozpoznałaś? -Zabierz nóż z mojego gardła to ci wszystko opowiem. -Właśnie Babka! - szepnął Aaron, którego sparaliżował strach. Ale nie przestraszył się noża, tylko magii, którą czuł od dobrze znanej mu kobiety. Babka opuściła sztylet. -Ile lat temu zakończyła się wojna? - zapytałam -Zależy o którą pytasz? - pytaniem zbiłam z tropu Babkę. -O tą w której zginęli Strażnicy Lasu. -odpowiedziałam beznamiętnym głosem. -Chodzi ci o Wielką Wojnę. No to będzie z 1600 lat. -Jestem Arcyksiężna Mira, głupia i pokonana kobieta. Siedziałam w tej jaskini przez 1600 lat.
Cześć czwarta Dopiero po zejściu z niej przyjrzałam się okolicy. Las za którym była wioska, wydawał mi się olbrzymi, kiedy patrzyłam na niego z góry, za to po wejściu w niego okazał się marna pamiątka po tym który rósł tutaj od setek lat. Ludzie skrupulatnie wyrąbali gaj dla swoich potrzeb zostawiając część, którą przeczucie nie pozwalało im ruszyć. Bowiem z tego miejsca sączyła się mroczna i potężna energia. Już wiedziałam skąd Babka czerpie siły. Nie było to naturalne skupisko energii które tworzy się samo z siebie, tylko przepełnione bólem mieście nawiedzone przez ludzkie dusze. Szliśmy w ciszy, choć w promieniu kilkunastu metrów byliśmy tylko my, miałam wrażenie, że ktoś ciągle na nas patrz, pilnując każdego naszego ruchu. Popatrzyłam na Babkę, która szła przy moim prawym ramieniu, zrozumieliśmy się bez słów. Ona również czuła dziwną obecność, a na moje nieme pytanie odpowiedziała tylko wzruszeniem ramion. Szliśmy przez jakieś 10 min, zanim dotarliśmy do pierwszych zbudować wioski, które należały do starej nekromantki. Kamienna chatka z mocno pochyłym czerwonym dachem. Przy domu kobieta miała sporych rozmiarów ogród otoczony wysokim murem. Stanęliśmy przed wejściem o domu. -To ja już pójdę do domu, bo rodzice będą się denerwować, że szlajam się po nocy. Sam.- Aaron był w dalszym ciągu przestraszony tym co zobaczył, ale odwrócił się i poszedł w stronę wioski. Czekałyśmy aż chłopak zniknie nam z pola widzenia, kiedy to zrobił, Babka odezwała się pierwsza. -Mieszkam tutaj od przeszło 60 lat, a pierwszy raz czuję tą magię w lesie. - choć jej głos się nie zmienił w oczach mogłam dostrzec strach, a coś mi mówiło że ona dawno się nie bała. *
Minęły dwa księżyce od kąt znalazł mnie Aaron. Chłopak w tym czasie pokazał się tylko raz i to dlatego że matka kazała mu kupić ziołową maść, którą robiła stara nekromantka. Babka nie była zbytnio rozmowa, odzywała się tylko kiedy czegoś ode mnie potrzebowała. Do tego ciągle poiła mnie naparami które miały pomoc mi wrócić do dawnego wyglądu. Mimo jej odpychającego zachowania, czułam, że chce dla mnie jak najlepiej. Jednego wieczoru kobiecie wzięło się na rozmowy. Kładłam się już do łóżka, kiedy Babka zawołała mnie do kuchni. Na stole stały dwa kryształowe kieliszki i karafka z bordowym płynem. -Siadaj. Jesteś moim gościem od długie czasu a nic o tobie nie wiem- brzmiało to jak rozkaz. -To ty mnie zbywałaś, kiedy próbowałam z tobą rozmawiać. -odpowiedziałam siadając, kiedy to zrobiłam kobieta usiadła na przeciw mnie -Skąd to masz? - chodziło mi o karafkę i kielichy -Byłam kiedyś bogata, jeszcze za młodu mieszkałam w dworku mojego ojca. To ostatnie co po nim mi zostało- jej głos nadal był oschły, nawet jeśli mówiła o ojcu. -Co się stało, że już w nim nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil vAleksv
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…