Wróć do katalogu

Prolog

Powracam do napisanej kiedyś historii, zaczynam od początku. Opowieść o 17 letniej Elizabeth, osadzona w Londynie, XVIII wiek, na tronie siedzi król Jerzy III.

xMarcelinax, opublikowano , 9 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nie pytajcie, czy wena mi powróciła. Sami najlepiej to ocenicie.

~~***~~

Nad Wielką Brytanią unosiły się ciężkie, jakby ołowiane, czarne chmury burzowe, a ich największe skupisko zebrało się nad stolicą. Londyn pogrążony był w całkowitych ciemnościach, pomimo tego ludzie nadal wędrowali ulicami w większym niż zazwyczaj pośpiechu, żeby tylko zdążyć załatwić wszystkie sprawy zanim na miasto spadnie wielka ulewa, na jaką zanosiło się już od ładnych paru dni. Rok 1796 nie różnił się od innych w sprawach politycznych, no może prezentował się nieco lepiej pod względem finansów. Za to pogodowo był nie do zniesienia. Rozpoczął się listopad i całe towarzystwo zaczęło wracać ze wsi do miasta. Tak samo robiła i Elizabeth Willson. Koła wielkiego, czarnego powozu z walizkami przywiązanymi z tyłu i na dachu, turkotały po brukowanej ulicy. Konie zaprzęgnięte do dyliżansu, słysząc zbliżające się grzmoty i błyski rżały niebezpiecznie, a zaledwie osiemnastoletni Stanley La’froid, który służył rodzinie Willson od kiedy ledwo ukończył dziesięć lat, próbował nad nimi zapanować i uspokoić je nieco. Świsnął batem nad nimi nakazując przyśpieszyć. Posłuszne zwierzęta spełniły natychmiastowo polecenie i pędzili pomiędzy rzędami kamienic, po opustoszałej drodze. Do domu mieszczącego się przy Farley Road pozostało tylko kilka przecznic. Gdzieś w dali uderzył piorun i głuche echo poniosło się między ulicami, odbijając od kamiennych ścian budynków. Wtedy z zasłanego chmurami nieba zaczęły spadać pierwsze krople deszczu. Dziewczyna będąca w środku powozu na wykładanych czerwonym aksamitem siedzeniach opierała się bladym policzkiem o framugę okna. Jej smutne szare oczy podążały za szybko spadającymi kropelkami deszczu, które rozbryzgiwały się po chodnikach. Witaj Londynie! Wtedy zawiał chłodny wiatr i blondynką wstrząsnął dreszcz. Zasłoniła kotarę na okno i usiadła na środku otulając się szczelniej miękkim kocem. Czuła jeszcze zapach świeżo skoszonej, polnej trawy. Tak bardzo nie chciała wracać do miasta. Ciągle musiała chodzić na bale ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy, niczym kobieta z maską na balu przebierańców. Była jak teatralna marionetka prowadzona przez ludzi, których kochała i ufała im. Musiała wykonywać wszystkie ich polecenia, kłaniać się, być taktowna, mówić to, co im się podoba, a z czym kompletnie się nie zgadza. Westchnęła ciężko i te resztki pozytywnej energii, które starała się w sobie wykrzesać pouciekały gdzieś między coraz bardziej rzęsisty deszcz. Coś zatrzęsło powozem i za kilka metrów stanął. Elizabeth rozejrzała się po ciemnym wnętrzu. Wtedy drzwi dyliżansu otworzyły się. Machinalnie oparła swoją bladą, zimna dłoń na tej podanej przez woźnicę i zgrabnym, szybkim ruchem wyszła z powozu. Rozejrzała się naokoło. Nic się tu nie zmieniło, od kiedy wyjechała z pierwszym, cieplejszym podmuchem kwietniowego powietrza. Wzdłuż ulicy ciągnęły się sporej wielkości domy z niewielkimi ogrodami. Latarnie stojące przy chodnikach powoli zaczynały się rozpalać. Kolejny grzmot, zaraz po nim błysk. Ulewa rozpętała się bez końca, a młoda panna Willson była już prawie przemoknięta do suchej nitki, pomimo tego, że na niezamkniętej przestrzeni stała dopiero kilka sekund. -Panienko… - zaczął nieśmiało Stanley. Dziewczyna odwróciła się do niego i uśmiechnęła lekko. -Ależ oczywiście, już idę. Chwyciła za swoją sukienkę podciągając ją nieco do góry i ruszyła przodem w stronę drzwi wejściowych, a młody służący szedł za nią krok w krok, jak niemy cień, taszcząc jej bagaże, których było wyjątkowo dużo. Elizabeth powoli, jednak stanowczo zaczęła wspinać się po mokrych i śliskich schodkach do domu. Jedną ręką opuściła szatę i smukłym palcem pianistki nacisnęła na przycisk dzwonka, którego dźwięczna melodia rozbrzmiała po całym domostwie. Uśmiechnęła się lekko i czekała. Wielkie pozłacane drzwi otworzyły się, a w nich stanęła siwiejąca już sprzątaczka i służka Mary. Widząc przemoczoną panienkę przeżegnała się znakiem krzyża i natychmiast ustąpiła przejścia młodej damie. -Ah, panienko proszę zaraz…- zaczęła Mary, jednak dziewczyna przerwała jej jednym ruchem ręki. -Dziękuję za troskę, jednak wszystko jest w porządku. Zanieście moje bagaże do sypialni. Po tym zdaniu oddaliła się w stronę pokoju gościnnego. Ubranie jej przesiąknięte było wodą, jakby całą drogę z Derby przeszła na pieszo. Mokre, blond loki kleiły się do jej twarzy, jednak zdawała się tego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych