Prolog - ciekawość to pierwszy stopień do piekła
Opowiadanie ma już przynajmniej rok, ale nadal podoba mi się, jak wypadło. Co prawda tytuł to "Prolog", ale dalszych części nie będzie. Tytuł raczej odnosi się do tego, co można sobie wyobrazić po lekturze. Miłego czytania :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
PROLOG „CIEKAWOŚĆ TO PIERWSZY STOPIEŃ DO PIEKŁA”
Na środku stołu narysowałem śmiesznego, małego diabełka. Oczy miał skośne, zęby krzywe i ostre, rogi wyrastały mu nad uszami. Gdyby diabeł naprawdę tak wyglądał nie byłoby się czego bać. Cóż, to tylko moja wyobraźnia. Ja się nie boję. - Nie boisz się? – usłyszałem nad sobą. Podniosłem wzrok znad biurka. Byłem pewien, że ktoś nade mną stoi. Wzruszyłem ramionami. „To na pewno ze zmęczenia.” Była późna godzina nocna. Lampka na moim biurku była przyćmiona, niewiele więc widziałem. Cienie w pokoju były długie, gęste, czarne. W całym domu panowała cisza. Podpisałem rysunek „Lucyfer”. - Bardzo śmieszne. Wcale tak nie wyglądam. – usłyszałem znów ten głos. Słychać w nim było urazę. Poczułem, że ktoś nachyla się nade mną, ale gdy podniosłem głowę, by tego kogoś ujrzeć, nie zobaczyłem nic poza niewyraźnym zarysem czyjejś postaci. - Coś za jeden?! – wrzasnąłem natychmiast poprawiając lampkę. Teraz oświetlenie było ostre. - Nie krzycz tak – głos był szemrzący, przyjemny dla ucha. – Chciałem tylko zobaczyć, co wymyślisz. Zawiodłeś mnie. – dostrzegłem wyraźny ruch głową. Kogokolwiek miałem przed sobą, był on wyraźnie czymś rozczarowany. - Co takiego? - Wszyscy albo mnie rysują śmiesznego albo potwornego. No, sam przyznaj, czy ja tak wyglądam? W świetle lampki pojawiła się postać bardzo wysoka, ubrana w czarny, dobrze skrojony płaszcz i czarne spodnie. Mężczyzna ten miał włosy równie ciemne jak strój, długie do ramion, zaczesane do tyłu. Oczy jego były posępne, zielono-szare, błyszczące spod gęstych ciemnych brwi. Twarz miał wyrazistą i surową, groźną, lecz przystojną, częściowo ukrytą pod kilkudniowym zarostem. Zetknął opuszkami długie, szczupłe palce, uniósł gęste brwi i zerknął na mnie pytająco. - Kim… - zacząłem. - Przecież wiesz, kim jestem. Po co te zbędne pytania, Istoto Ludzka? Uśmiechnął się posępnie, ukazując białe zęby. Zdjął mnie strach tak ogromny, że zapomniałem wszystkiego. Zapomniałem, że żyję, jak się nazywam, że jestem człowiekiem, że rysuję, że jego nie powinno tu być… że Bóg… że religia… że wszystko… - Szatan…? - Witaj! – uśmiechnął się szerzej – Na pewno chcesz wiedzieć, co tu robię? Powiem ci – rozglądam się. Wy, Istoty Ludzkie, tak ciekawie żyjecie. Wiedziecie takie chaotyczne życie… - Mamy życie uporządkowane. – zaoponowałem, rozglądając się w miarę dyskretnie, ciekawy, czy bałagan w moim pokoju bardzo widać. Szatan rozejrzał się, po czym zwrócił swoją twarz w moją stronę z nikłym, przelotnym, niemal ojcowskim uśmieszkiem, który wcale nie rozjaśnił jego oblicza. - Widzę właśnie… Gdy strach już mnie odrobinę puścił, odetchnąłem głęboko i powiedziałem drżącym głosem: - Co ja widzę…? Dobrotliwy Lucyfer… - Nie próbuj być dowcipny, gdy tak bardzo się mnie boisz, Istoto Ludzka. Znów strach ścisnął mi serce. - Czego chcesz? - Uprzejmość u Was jest naprawdę bardzo nisko ceniona, Istoto Ludzka. Chciałem się tylko rozejrzeć i popatrzeć na twoje rysunki. Wybacz, że nie zapukałem, ale widzisz… Moja ciekawość czasem jest nie do powstrzymania. Sam przyznaj, że ty też często ulegasz pokusom… – dodał po chwili uśmiechając się znacząco. Patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami. Nie mogłem złapać tchu. Było mi na przemian zimno i gorąco. Zaschło mi w gardle. Strach zupełnie mną zawładnął. Jezu, to tylko rysunek, a ty mi zsyłasz Szatana na głowę… - Nie wzywaj Jezusa. To nie on mnie przysłał. Ja sam przychodzę i sam odchodzę. …który na dodatek czyta w moich myślach… - Czy to cię dziwi? Może martwi? Niepokoi? Ale dobrze, jeśli nie lubisz tego, nie będę czytał w twych myślach. Oczywiście, to nam nieco utrudni porozumiewanie się. Dyszałem, ale nic nie powiedziałem. Szatan kucnął na podłodze i wpatrywał się we mnie. Czekał, aż przejdzie mi atak strachu. Był spokojny, opanowany, aż mnie to drażniło. W końcu w pokoju nie było już słychać ani mojego oddechu ani niczego innego. On wciąż czekał. Minę miał zadumaną, może nieco smutną. Patrzył na mnie z niejaką ciekawością, jego przerażająco jasne oczy błyszczały diabelnym błyskiem. Trwaliśmy tak w milczeniu przez kilkadziesiąt minut. Może nawet godzinę…
***
- Masz na pewno mnóstwo pytań, Istoto Ludzka. Wy z natury jesteście bardzo ciekawscy… - Tak, mam jedno. - Pytaj, może odpowiem. - A mogę liczyć na szczerość? – zapytałem, chociaż znałem odpowiedź. Szatan uśmiechnął się pobłażliwie, po czym jego twarz znów przybrała kamienny wyraz. - Czy to jest twoje właściwe pytanie? Zaprzeczyłem ruchem głowy. Szatan zamyślił się na chwilę, potem spokojnym, nieco rozleniwionym tonem oznajmił: - Wyjątkowo tak – i już wiedziałem, że skłamie. – Co chcesz wiedzieć? - Czy Bóg istnieje? - Nie… Ale posłał mi porozumiewawcze spojrzenie. Jego oczy mówiły mi wszystko to, co chciał mi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil thingrodiel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…