Przecinki pomiędzy kropkami
Nie ma początku, a koniec zdaje się być początkiem. Świat jest bardzo okrojony w swoim ogromie, a bohaterowie są... Właśnie, jacy? A... są jacyś?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przecinki między kropkami Karolina Będlin
Gdyby ktoś spojrzał... Gdyby ktoś potrafił zrozumieć... Pozostała próżnia, której nie da się wypełnić czymkolwiek. Nie da się, bo nie ma w niej powietrza. Nie ma czegoś co stanowi podstawę bytu. Nie można tworzyć czegoś na niczym. Po prostu nie można... - Czy życie jest wypełnioną próżnią bez powietrza? - zapytała, spoglądając na ceglany mur, brudny od kurzu i zwykłej starości. Rozpadał się, tak jak wszystko wokół. - To ludzie są próżnią bez powietrza. - odpowiedział, bawiąc się pudełkiem zapałek. Oboje powrócili do swoich myśli. Nie odezwali się już więcej. Nie potrafili rozmawiać. On zawsze nie wiele mówił, a ona nigdy nie lubiła trwać zbyt długo w rzeczywistości. Odchodzili do swoich marzeń, do swoich, wykreowanych światów. I mimo to, zawsze byli razem... Zaczęło padać. Zimny, ciężki deszcz zaczął wkraczać brutalnie do ich świadomości. Grube krople przezroczystej wody, spływały im po twarzach. Wkrótce byli przemoczeni do suchej nitki. Ale oni dalej siedzieli naprzeciwko ceglanego muru, patrząc w ten sam punkt, tak różnymi spojrzeniami. Zaczęło grzmieć. Właściwie było niemo w hałasie cywilizacji, który nie pozwalał się wkraść choć na ułamek sekundy dźwiękom przyrody. Ruchliwa jezdnia o rzut kamieniem od nich, roześmiani ludzie na chodniku, smętne, melancholijne muzyki sklepowe - po postu nie było miejsca. Każda linijka dźwięków była zajęta. Pierwsza błyskawica przecięła niebo. Zjawisko równie łatwe do przeoczenia... W blasku nie gasnących świateł cywilizacji, ono stawało się kolejnym, zamkniętym rozdziałem dla ludzkości. - Boję się... - szepnęła przed siebie. Nie wiedziała dokąd mają trafić te słowa. Sama ich nie potrafiła prawdziwie usłyszeć. Może ten stary, ceglany mur? On już tyle widział... Może też zachował jakieś ucho? Ale czy mur mógłby jej pomóc? Nagle jej dłoń otuliło jakieś wątłe ciepło. To nie był mur. To była druga dłoń, równie zmarznięta, równie mokra...Ale była. Chłopak na nią nie spojrzał. Może się też czegoś bał i nie chciał, aby ona to zobaczyła? A może zwyczajnie nie potrafił się jeszcze wyrwać do końca ze swojego świata? Teraz siedzieli obok siebie, zmoknięci, dygocący z zimna, skupieni na swoich, oddzielnych myślach, ale trzymający się za ręce. Nigdy nie zaznali fizycznej samotności... Byli razem od zawsze. Obudził ich szelest zamiatanych liści. Uniesienie zmęczonych powiek. Promienie bezdusznie wesołego słońca zabrały im resztki snu, postawiły w stan gotowości, a przecież zwyczajnie raziły w oczy. Sklepikarz pozbywał się mokrych liści z chodnika. Kilka metrów sześciennych, a tak wiele włożonego w to wysiłku, wywołującego u mężczyzny aż krople potu na czole. Spychał upadłe rośliny w szczelinę pomiędzy budynkami. Wpychał je tam, gdzie mieszkał stary, ceglany mur. - Idziemy? - zapytała z trudem opanowując drżenie, niemalże sinych warg. Chłopak skinął głową. Wstali i ruszyli wolnym, niepewnym krokiem naprzód. Naprzeciw ceglanego muru nie siedział już nikt. Tylko mokre liście niepewnie przytuliły się do ściany, chociaż i tak nie mogły tu znaleźć schronienia. Nie one... To nie ich miejsce... Ludzie pamiętają wiele, pamiętają wiele najgorszych i najboleśniejszych doświadczeń... Pamiętają zwyczajnie miraż swojej pragnącej cierpienia części ducha. Miraż, ponieważ, ból nigdy nie jest prawdziwy, jeśli człowiek oddziela go od szczęścia i pozwala sobie o nim zapomnieć. - Czy ludzie pamiętają tylko to co złe, nawet jeśli jest im dobrze? - zapytała, ocierając z czoła mokry kosmyk włosów. - Nic nie jest warte zapamiętania na tyle, na ile nie jest warte do zapomnienia. - rzucił niedbale, bez dłuższego zastanowienia. Dla niego wszystko była zawsze tak trudnie proste. Jeśli miał odpowiedzieć, odpowiadał. Był gotowy na każde jej pytanie, nie był za to gotowy na świat. Nie rozumiał go, mimo tak doskonałego postrzegania. Wciąż uczył się ludzi... Szło mu mozolnie, jednak ukrywał to bardzo dobrze. Ukrywał, albo zwyczajnie milczał. Stanęli koło piekarni. Tutaj zawsze można poczuć trochę ciepła...Zapachy, które nieśmiało wymykały się ze sklepu, wykorzystując każdą szczelinę w otwierających się nieustannie drzwiach, wzbudzały w nich poczucie głodu i chęć posiadania... żądzę. Jeden krok. Zatrzymał ją. Nie musiał nawet ruszyć ręką, nie musiał wydobyć z siebie głosu. Wystarczyło pogardliwe spojrzenie. Spuściła głowę w zawstydzeniu i zażenowaniu. Głód ustał. Drżenie także. Zwrócili się w kierunku południa. Szli po woli, w milczeniu, w zamknięciu spojrzeń, pozbawieni życia... Znów wkroczyli tam, gdzie wkraczali pojedynczo - do swoich myśli. - Jesteś...? - padło wolne i nasycone melancholią pytanie. Spojrzał na nią. Dzisiaj go zaskoczyła. Nigdy jej nie opuścił...Czemu miałby zrobić to teraz? Nie zdobyłby się na to, czy nie zdobyłby się na odrzucenie przyzwyczajenia? Czy ona była przyzwyczajeniem, czy była? Tak małe pytanie, a tak duże wątpliwości i szereg kolejnych niepewności...Zezłościł się wewnętrznie. Pierwszy raz nie potrafił odpowiedzieć... Musiał pozwolić sobie na chwilę zastanowienia... Chwilę zwlekania... Zaczęła cicho płakać. Łkała... Wiedziała, że już go nie ma, ale przecież wiedziała o tym doskonale! Głupia... Zadała pytanie, znając odpowiedź. Zraniła się bardziej, niż gdyby pozwoliła trwać milczeniu i ciszy...Ach, jakże infantylna...Chciała wierzyć, że usłyszy coś, czego nie mogła usłyszeć. Nigdy. - Czy to koniec? - zapytała zawstydzona. Nie śmiała na niego spojrzeć. Nie potrafiła... Tak bardzo żałowała, a jednocześnie czuła dziwną ulgę, która jednak zaczęła działać na nią jak narkotyk - chwilowe otumanienie, euforia od nabytej wolności, ale ona od razu wiedziała, że to nie będzie wieczne... Wkrótce zawitać miała dusząca pustka... bez niego. Zawsze była samotna, ale on nigdy nie pozwalał jej w to uwierzyć... Jego niezdecydowanie, tak krótkie, trwające sekundy, a jednak rezultaty zdążyły zaistnieć, rezultaty nieodwracalne i takie przejrzyste... takie trudne w swojej prostocie. - Nasz koniec nie będzie nigdy końcem. - powiedział, zachowując posągowy wyraz twarzy. Na to pytanie znał odpowiedź. Było mu z tym źle. Było mu źle ze swoją powłoką. Męczył się, pomału umierał w tym gryzącym rozsądku, ale wiedział, że bieg tych wydarzeń musi wyglądać dokładnie tak... Tylko dlaczego to pytanie? Dlaczego? I dlaczego on nie był na nie przygotowany? Dlaczego...? - Odejdziesz sam...? - jej głos był niewiarygodnie cichy. Schyliła się po czerwonego, suchego liści z naderwanym rogiem. Taki piękny, a jednak odrzucony... Nieudany, zepsuty, skrzywdzony... Nie ma miejsca w świecie cywilizacji na niedociągnięcia. Nie ma miejsca na nie-profesjonalizm. Nie ma miejsca na nieudolność. Świat dokonał wyboru, a ludzie musieli się podporządkować. Ugrzęźli w hierarchii skór. Nie znają wyjścia, nie potrafią go znaleźć. Właściwie nie potrafiliby złapać za klamkę... Tchórze. Przewodzący królują, bawią się świetnie. Wykiwali innych, żywią się ich błyszczącymi oczami - pustymi, a jednak tak bogatymi. Śmieją się i to oni będą się śmiać ostatni. Cwaniacy. Podporządkowani, cisi, nieśmiali w swoich poczynaniach, uduchowieni nigdy nie powstaną. Nie stać ich na to, tak jak nie stać liścia na powrót do drzewa... Ale to oni stanowią powietrze w próżni życia. Dzięki nim, świat może oddychać. - Odejdę sam. - potwierdził wolno wypowiadając słowa, których chciałby nie wypowiadać nigdy. Nie potrafił uzewnętrznić swoich uczuć. Nie chciał. Ale jego dusza płakała... Jedno pytanie bez odpowiedzi - czy tak wiele może zależeć od tak niewielu? Spojrzał na nią. Pozwolił sobie na tą rozkosz po raz ostatni. Nie miał zamiaru oceniać jej, zwyczajnie patrzył wzrokiem cierpiącym, ale kamiennym. On mógł zobaczyć wszystko - całą jej duszę, a ona nie widziała nawet jego oczu, jego prawdziwych oczu ze swoją głębią, a nie cudzą powłoką... Odwrócił się, plecami. Wziął ciężki, wolny oddech i poczuł jak nowe powietrze wypełnia jego płuca. Nowe. Nie minęła sekunda, a już tęsknił za starym, które zostało dla niej. Odszedł w ciszy i hałasie cywilizacji, która żyła swoim życiem, nie zwracając uwagi na przemiany zachodzące tuż pod jej skrzydłami. Ludzie śmiali się dalej, muzyka sklepowa grała. Ona stała sama z jedną, smutną łzą na policzku. Dopiero teraz zrozumiała samotność, która mieszkała w jej sercu od zawsze... Dopiero teraz Siedziała na wprost starego, ceglanego muru. To był jej jedyny zakątek, gdzie czuła się swojo, jeśli można tu mówić o jakimkolwiek jej przywiązaniu do tego świata. Patrzyła na strudzoną czasem ścianę. Była brzydka, ale mimo to, miała jakąś majestatyczność godną wielkich, marmurowych powierzchni... Aczkolwiek mogło to być jedynie zwyczajne złudzenie, które swój urok miało ukryty w przywiązaniu, w jej przywiązaniu do tego miejsca. To jest właśnie to - coś co jest tak trudne do opanowania, czy raczej do odczucia. - Patrzę i widzę mur. Mur byle jaki dla wszystkich, z wyjątkiem mnie... - szepnęła do siebie, nie słysząc co mówi. Ale ona to czuła i to było najważniejsze. Zamknęła oczy i odeszła w świat swoich myśli. Chciała odpocząć, chociaż wiedziała, że nie odpocznie już nigdy. Prawdziwy, bezpieczny sen przeszedł już do historii. Nie miała opiekuna, przez co musiała osobiście zająć to stanowisko by chronić siebie, ale opieka nad sobą jest czynem niemalże heroicznym, dlatego wiedziała i wybaczyła to sobie od razu, że dotknie twarzą jeszcze nie raz zimnej ziemi. Zrobiło jej się ciepło wokół serca. Była dla siebie miła, czego się nie spodziewała. A co ważniejsze postanowiła wstawać, ilekroć upadnie. Bała się jednak, że nie sprosta... Walka o siebie, walka z sobą, to jak wygrać całą wojnę z wszechrzeczą,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil BlooD
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…