Wróć do katalogu

Przejażdżka z Trupem

Śmierć podąża za nami krok w krok. Aż w końcu się poddamy.

Angii123, opublikowano , 13 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

,,Przejażdżka z Trupem’’

Dzisiejszy dzień w mieście był dość wyjątkowy. Mówiąc wyjątkowy mam jednak na myśli bardzo dziwny. Budynki jakby poszarzały i przesiąkły starością. Na ulicach nie było wielu ludzi, może z powodu deszczowej pogody, a może coś nie pozwalało im wyjść z domu. Mimo tego, że był środek lata, zrobiło się wyjątkowo zimno, przez co nieliczni przechodnie, mieli na sobie kurtki i płaszcze. Atmosfera była strasznie przygnębiająca. Właśnie w tej chwili jadę autobusem linii numer siedem, wydaje mi się, ze jadę gdzieś w ważnej sprawie, ale właściwie nie pamiętam gdzie i po co. Wokół mnie siedzi bardzo dużo ludzi, co trochę mi działa na nerwy. Większość z nich brzydko pachnie wilgocią, jakiś pies nie daleko mnie właśnie nasikał na podłogę. Ach… Jak ja nie lubię autobusów. Może jak wam opisze co robiłam przed tą nudną wycieczką przypomni mi się gdzie ja właściwie teraz jadę. Dziś jak zwykle w czwartki, zjadłam śniadanie ubrałam się w i wyszłam z domu by spotkać się z ciocią pracującą w sklepiku z antykami, na głównej ulicy obok ratusza. Twarze ludzi ,których mijałam były strasznie przygnębione. Zadawałam sobie pytanie. Dlaczego? Co im jest, że dziś zachowują się jak chodzące marionetki? Nawet teraz nie znam odpowiedzi. W drodze do sklepiku minęłam kilku mężczyzn, którzy rozwieszali plakaty. Był na nich jakiś chłopak, trochę się spieszyłam więc nie przyjrzałam się im dokładnie. Przeszłam krótką uliczką, cała już przesiąknięta kroplami deszczu, przez co było mi naprawdę zimno. Teraz już jest lepiej bo tutaj jest ogrzewanie. Więc wracając do tej uliczki, koło wielkiego kontenera na śmieci siedział mały chłopiec, zasłaniający twarz kolanami. Miał czarną czuprynę i widać było, że ma najwyżej dziesięć lat. Przeszłam koło niego, ale… w sumie ciocia mogła poczekać. Myślałam, że może się zgubił lub coś mu się stało. Ukucnęłam naprzeciw dziecka i powiedziałam- Ej coś się stało? Pomóc ci może?- Nie dostałam jednak żadnej odpowiedzi. Wyciągnęłam rękę i położyłam ją na ramieniu chłopczyka. Ten w jednej chwili złapał mój przegub w żelaznym uścisku, bolało jak diabli, nie mogłam nią ruszyć. Powoli podniósł głowę, miał zamknięte oczy, ciarki chodziły mi po plecach. Jednak wyglądał normalnie jak każde dziecko, miał okrągłą twarz i mały nos. Próbowałam wyrwać rękę, ale on jej nie puszczał. Oddech mi przyspieszył, dostałam nagłego przypływu adrenaliny, czułam, że coś tu jest nie tak.- Puszczaj mnie!- krzyknęłam, a dziecko tylko się uśmiechnęło, otworzyło oczy. To było najdziwniejsze i chyba najstraszniejsze co w życiu zobaczyłam. Tam gdzie powinny być tęczówki, widniała czysta biel. Zaczęłam się wyrywać jeszcze bardziej, chłopiec puścił moją rękę, a ja upadłam w błoto. Powoli się podniósł i zaczął iść w moją stronę upiornie się śmiejąc. Szybkim ruchem wstałam z ziemi i biegiem ruszyłam do sklepu cioci. Serce waliło mi jak szalone, miałam wrażenie jakby mi miało zaraz wyskoczyć z piersi. Mijałam kolejne uliczki, a głównej ulicy, jak nie było tak nie ma. Nie miałam już siły biec, ale udało mi się znaleźć w miejscu gdzie chodzili pojedynczy ludzie. Odwróciłam się, ale chłopczyka tam nie było, spojrzałam w alejki, ale tam też nie było tajemniczego dziecka. Trochę mnie to przerażało, a jednocześnie ciekawiło. Zastanawiałam się długi czas kim mógł być ten chłopiec, lub może lepiej czym? W końcu dotarłam do wymarzonej ulicy, gdzie czekała na mnie ciocia. Zachmurzenie wciąż nie przechodziło, a na ulicach wciąż prawie nie było ludzi. Światło z witryny sklepu z antykami o nazwie ,,Stary Dobry Badziew’’ , którego właścicielem była właśnie moja ciocia było widoczne już z daleka. Co najdziwniejsze, na najbardziej ruchliwej ulicy i to jeszcze w godzinach szczytu nie było ani jednego samochodu. Brnęłam zalanym przez deszcz chodnikiem, a woda sięgała mi do kostek. Buty już dawno przemiękły i spokojnie mogę stwierdzić, że jak wreszcie dowiem się gdzie ja właściwie zmierzam, będę musiała kupić nowe. W sumie chyba je zaraz zdejmę bo czuje jakbym miała w nich ocean. Ale może najpierw skończę opowiadać o kolejnym nudnym dniu. Po pięciu minutach marszu ustałam przed drzwiami sklepu, popchnęłam je do przodu zadowolona z tego, że odpocznę w suchym miejscu. Gdy weszłam do środka zadzwonił dzwonek oznajmiając, że do sklepu wszedł nowy klient. Moja ciocia, była ledwo bo trzydziestce i miała długie, proste, brązowe włosy. Trochę długi i cienki nos i małe zielone oczy. Siedziała właśnie na krześle czytając gazetę pod tytułem ,, Jak uchronić się przed samotnością i dzieleniem mieszkania z bandą kotów.’’ Opierała nogi o blat biurka, które służyło jako lada. Obok jej kowbojskich butów leżał kalkulator i kasetka z pieniędzmi. Za krzesłem wisiały dziesiątki zegarów z kukułką, większość ludzi uznała by je za złom i pozbyła się tego nawet dopłacając osobie, która zdecyduje się je zabrać. Jak dla mnie były brzydkie i zakurzone, jednak jak to mówiła zawsze ciocia : ,,Dla głupich ludzi może być to nie potrzebne, ale są wyrafinowane osoby, którzy z chęcią kupią moje antyki za majątek życia!’’ Mama mówiła jej tyle razy by zamknęła ten sklepik i wreszcie normalnie zarabiała pieniądze, jednak sama wzmianka o pozbyciu się tego chłamu jedynie wnerwiała ciotkę. Po za tym w sklepie były pierwsze telewizory, które nie miały już szans zadziałać. Stare, dziurawe sofy i fotele, rzeźbione w drewnie stołki. Gdzie nie gdzie stały stare porcelanowe lalki. Jedne z nich nie miały oczu, drugie rąk, a jeszcze inne pół twarzy. Gdybym mogła spaliła bym je w kominku i zakopała głęboko w nadziei, że nigdy nie wrócą. Jak na nie patrzyłam zaczynałam trząść się ze strachu, a potem przez parę dni śniły mi się po nocach. W sklepie były jeszcze inne niepotrzebne nikomu przedmioty takie jak porcelanowe i metalowe zwierzątka. Stare sztućce i przybory kuchenne. Przeszłam przez drewnianą podłogę, która była chyba tak samo stara jak te wszystkie antyki i ustałam przed ladą, starając się nie patrzeć na lalki. Ciocia spojrzała z nad gazety- Ach to ty kochana! Siadaj zaparzę ci herbatkę!- powiedziała energicznie i natychmiast poszła na zaplecze. Ja w tym czasie przysunęłam sobie do lady fotel, który nie miał bardzo dużej dziury i usiadłam rozkoszując się ciepłem panującym w sklepie. Pech chciał, że spojrzałam w stronę półki z lalkami. Jedna z nich…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych