przeznaczenie
Opowiadanie o życiu.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Część I:
- zrobimy wszystko, co w naszej mocy, słyszała od kolejnych lekarzy, Cały czas czekała, mijał dziewiąty rok jej nadziei. Wierzyła, że kiedyś w końcu musi się udać. Bo niby dlaczego by nie? Skoro ma prawidłowe wyniki, jest zdrowa, jeszcze młoda, dlaczego nie może jej się zdarzyć ten cud? Dlaczego nie może mieć dziecka? Mają z Romkiem dobre warunki materialne, przez 11 lat małżeństwa zdążyli dorobić się ładnego mieszkania i dosyć dobrej klasy samochodu. Dlaczego dzieci rodzą się tam, gdzie nie są oczekiwane ( w ogóle jak to możliwe, żeby nie cieszyć się na urodzenie własnego dziecka?),a nie tam, gdzie rodzina wprost nie może się ich doczekać. Co więcej- stanowią z Romkiem dobraną parę, są zgodny małżeństwem. Dziecko miałoby u nich dobrze. Czułoby się kochane, bezpieczne. Przecież Joanna nie prosiła chyba o zbyt wiele?! Była skłonna wiele znieść, żeby tylko urodzić dziecko. Zdawała sobie sprawę, że wychowanie i opieka nad dzieckiem to ciężkie zadanie, że trzeba wiele poświęceń, żeby wychować dobrego człowieka. Nie mogła zrozumieć, jak to możliwe, że nie jest jej dane przeżyć tego, czego tak bardzo pragnęła. Wiedziała jednak, że nigdy się nie podda- w końcu znajdzie lekarza, który oznajmi jej, że jest w ciąży. Roman wspominał co prawda o adopcji, ale Joanna jakoś nie była przekonana do tego pomysłu. Chciała być matką już od początku- przeżyć ciążowe mdłości i rosnący brzuch, bać się porodu i chodzić do szkoły rodzenia. Kupować dziecięce ubranka i zastanawiać się, czy będzie chłopiec, czy dziewczynka. Nie, Joanna nie mogła zdecydować się na adopcję dziecka. Ona czekała na swoje. Dobrze pamięta to lato: właśnie mieli z Romkiem wyjeżdżać na wakacje do Turcji, było chyba z 35 stopni ciepła, a ona czuła się bardzo źle. Miała zawroty głowy, czuła dziwny ucisk w żołądku, nie miała na nic ochoty i niemalże zaraz po powrocie z pracy kładła się spać- taka była zmęczona. Romek, jak zwykle przewrażliwiony na punkcie zdrowia żony, umówił ją na wizytę u lekarza. Jednym z pytań było pytanie o możliwość bycia przez Joannę w ciąży. Do tej pory bała się nawet o tym pomyśleć, bała się po raz kolejny wzbudzić w sobie nadzieję. Lekarz zaproponował zrobienie testu ciążowego i skierował ją do szpitalnego laboratorium. Poszła tam zaraz jak to tylko było możliwe: następnego dnia- taka była ciekawa. Oczywiście zaraz opowiedziała Romkowi o podejrzeniach lekarza, przed nim nigdy nie potrafiła dochować tajemnicy. Wynik miał być za dwie godziny. Spędziła ten czas, starając się nie denerwować. Wolała nie nastawiać się na powodzenie, żeby nie przeżyć kolejnego rozczarowania. Poszła do miasta, żeby czas oczekiwania szybciej jej przeleciał. Pielęgniarka wręczyła jej wynik. Hsg dodatnie przeczytała. Tylko co to oznacza? - przepraszam, czy....czy mogłaby pani zinterpretować ten wynik, poprosiła pielęgniarkę, - ciąża, kobieta nawet nie oderwała się od swoich obowiązków. Kolejne miesiące to dla Joanny czas nieustannej radości. Co prawda była częstą pacjentką swojego ginekologa, ale oznaczało to nie dolegliwości, ale nadmiar troski o prawidłowy rozwój dziecka. Po prostu chciała, żeby wszystko przebiegało prawidłowo, żeby nic nie zakłóciło wzrastania jej maleństwa. Sama czuła się bardzo dobrze, spokojnie. Przestała zamartwiać się głupstwami, dużo rozmyślała, planowała jak to będzie, kiedy dzidziuś już się urodzi, odpoczywała i jak „prawdziwa” mama zajmowała się robieniem na drutach. Wiedziała, że dopiero teraz znajduje się na swoim miejscu. Rosnący brzuch nie obciążał jej, ale powodował, że czuła się dziwnie lekko, radośnie. Romek robił wszystko, żeby jeszcze umocnić ich związek. Organizował romantyczne wyjścia do restauracji, kupował kwiaty i zabierał Joannę na spacery. Chodzili razem do szkoły rodzenia, postanowili, że Roman będzie z żoną podczas porodu. - już za kilka miesięcy będziemy pchali wózek, często wyobrażali sobie te chwile. Rodzina i znajomi cieszyli się razem z nimi. Po czasie Joanna może stwierdzić, że było po prostu sielankowo. Postanowili, że nie chcą znać płci dziecka, więc poród oznaczał dla nich podwójną ciekawość. Jakie ono będzie? Do kogo podobne? Kiedy nadchodził wyznaczony termin, przygotowali rzeczy, które należy zabrać dla Joanny i malucha, wybrali imię ( Ania albo Michał ) i czekali. Pokój dziecka już dawno został zrobiony. Wszystko szło według planu. Dzień narodzin Ani był wyjątkowo ciepły jak na koniec kwietnia. W powietrzu czuło się wiosnę i nadchodzący maj. Joanna odczuwała strach, niepewność i radość. Kiedy upewniła się, że to już, pojechali do szpitala. Dostali osobną salę i czekali. Na szczęście przychodzenie na świat Ani nie trwało długo. Już późnym popołudniem mogli cieszyć się śliczną córeczką. Mała miała duże niebieskie oczy i ciemne, długie jak na niemowlaka, włoski. Joannie wydawało się to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe: miała to, o czym od lat marzyła. Z jej pojawienia się na świecie cieszyła się cała rodzina. Babcie kupowały coraz to inne ubranka i zabawki. Siostra Joanny przyjeżdżała z drugiego końca miasta tylko po to, żeby zobaczyć Anię, sprawdzić, co zmieniło się od wczoraj. Jednak najbardziej „zwariowaną” na punkcie dziecka osobą okazał się Roman. Robił rzeczy, o które Joanna nigdy by go nie podejrzewała: wstawał do małej w nocy, żeby ją przykryć lub kiedy wydawało mu się, że płacze, czytał podręczniki mówiące o wychowaniu dzieci, wpatrywała się w córeczkę jak w obraz i będąc w domu, najchętniej nie odstępowałby od niej na krok. Kiedyś chętny do spotkań ze znajomymi i wypadów do pubów, stał się domatorem, zaczynającym rozmowę od „a wczoraj Ania...”. Ania szybko rosła. Była silnym dzieckiem. W zasadzie, oprócz kilku przeziębień, nie chorowała. Joanna nie wróciła po macierzyńskim do pracy- postanowiła być jak najdłużej z dzieckiem. Wydawało jej się, że nikt tak dobrze, jak ona nie zaopiekuje się małą. Joanna miała wrażenie, że cały czas powinna być przy córce, chronić ją żeby nic złego jej nie spotkało. Robiła to z przyjemnością matki zapatrzonej w dziecko. Była szczęśliwa patrząc na jej pierwszy krok, słuchając jej gaworzenia, obserwując jakie zabawne minki robi i jak dobrze się rozwija. Joanna dostała dar od losu, o nic więcej nie prosiła.
Część II:
- dzisiaj pójdziemy do ZOO, co ty na to Anusiu? Romek uśmiechnął się do córki, - do ZOO! Hurrrrrra, zobaczymy hipopotamy?! Ania była podekscytowana, - i lwy, żyrafy, tygrysy, małpki, słonie, - może sobie weźmiemy do domu małą małpkę, Ania marzyła o zwierzątku, - nie można zabierać zwierzątek z ZOO, to jest ich dom, - aha, ale możemy po drodze sobie kupić pieska, dziewczynka postanowiła iść za ciosem, - pomyślimy o piesku jak będziesz naprawdę bardzo grzeczna, - to kiedy? Ania nie dawała za wygraną, - jeśli będziesz grzeczna, to może św. Mikołaj przyniesie ci pieska, - aha, a skąd Mikołaj będzie go miał? Ania była dociekliwym dzieckiem, - św. Mikołaj ma swoje miejsca, skąd bierze prezenty dla grzecznych dzieci, - ale skąd? - daleko, daleko stąd, Roman zaczął swoją opowieść, - tak daleko, jak nad morze? Przerwała Ania, - dalej, dużo dalej. No więc tak bardzo, bardzo daleko mieszkają zaczarowane wróżki, które wyczarowują prezenty, które potem roznosi św. Mikołaj, - i mi też wyczarują pieska? - tylko jak będziesz baaaaardzo grzeczna. - aha, no to będę, Ania śmieje się radośnie. Joanna zauważyła, że wraz z urodzeniem dziecka, ich więź z mężem stała się jeszcze mocniejsza, trwalsza. Po prostu bardziej go kochała, to chyba najlepsze określenie tego, co było między nimi. Kiedyś, jeszcze przed urodzeniem Ani, częściej kłócili się o drobne, nieraz błahe sprawy. Joanna miała pretensje o jego wyjścia z kolegami, Roman niechętnie patrzył na jej, według niego za wysokie wydatki na stroje i kosmetyki. Teraz wszystko się zmieniło: Roman rzadziej szukał towarzystwa kolegów, Joanna myślała przede wszystkim o tym, co kupić małej (Ania musi mieć to, co najlepsze, co do tego byli zgodni). Zanim Ania przyszła na świat, Joanna często słyszała od koleżanek, że dziecko komplikuje życie. Ona zaś mogła z własnego doświadczenia powiedzieć, że jest wręcz odwrotnie. Co z tego, że trzeba więcej rzeczy przygotować i zrobić, że należy być zawsze do jego dyspozycji, skoro to właśnie dziecko powoduje, że człowiek staje się spokojniejszy, że ma cel w życiu, że łatwiej mu znosić przeciwności losu i nic już nie wydaje się tak trudne i skomplikowane, jak wtedy, kiedy go nie było. - no to idziemy! Ania wzięła pod pachę (zawsze w ten sposób nosiła zabawki) i ruszyli do samochodu. Joanna bardzo lubiła wspólne wycieczki, zarówno te bliższe, jak i te dalsze. Często wybierali się w różne miejsca. Byli w aquaparku, w wesołym miasteczku, w centrum zabaw dla dzieci. Zwiedzili okoliczne miejscowości, a ich ulubionym miejscem był las 10 km za miastem. Ania lubiła te ich wspólne podróże. Kiedy trochę podrosła, kupili jej rowerek, tak więc często wybierali się na rowerowe spacery. Ich córeczka była wytrwałym dzieckiem, nieczęsto marudziła, dawała się przekonać do „szalonych” pomysłów, była ciekawa świata. - taka jestem szczęśliwa! nieraz myślała Joanna. W ZOO spacerowało dużo par, rodzin z dziećmi. Maluchy podbiegały do klatek, a rodzice robili im zdjęcia, albo nakręcali filmy. Co jakiś czas przysiadali na ławkach, żeby odpocząć, albo szli do licznych barów i kawiarenek. Dzieci nudziły rodziców o lody i coca colę. Była piękna, słoneczna pogoda. - kiedy idziemy do misiów? Ania pociągnęła Joannę za rękaw, - jak tylko znajdziemy ich klatkę, obiecała. Weszli do pomieszczeń, gdzie znajdowały się terraria. Ania zaczęła się skarżyć na ból głowy. - to pewnie przez te zapachy, zauważył Roman. Rzeczywiście koło terrariów unosił się specyficzny, nieprzyjemny zapach. Wyszli na świeże powietrze. Ania zaczęła popłakiwać, że jest zmęczona. - chodźmy już do domu, chcę iść do domu, - ale przecież chciałaś zobaczyć misie, przypomniała Joanna, - ale już mi się nie chce, chcę się położyć do mojego łóżeczka. Joanna sprawdziła czoło Ani- było chłodne. - może odpoczniemy chwilę i potem odwiedzimy misie? zaproponował Roman. - Niiiiiiieeeeee, Ania zaczęła płakać, - dobrze córeczko, skoro jesteś zmęczona- wracamy, Joanna miała wątpliwości, czy ulegać kaprysom córki, ale uznała, że pewnie mała rzeczywiście jest zmęczona, a poza tym, odpukać- może „łapie” ją jakieś przeziębienie, - a po drodze do Mc Donald’sa? Roman wiedział, co lubi jego córeczka. Tym razem jednak Ania chciała jechać prosto do domu. Kiedy byli już na miejscu, zaczęła się skarżyć na ból głowy, a potem zasnęła podczas oglądania telewizji. Joanna sprawdziła jej temperaturę. Była prawidłowa. Tak było przez kolejne dni- poza zmęczeniem i sennością Ani nic nie dolegało. Nic jej nie bolało, nie była przeziębiona, tylko bardzo słaba. Joanna tłumaczyła sobie, że to pewnie przesilenie wiosenne, ale i tak bardzo się martwiła. Zamówiła nawet wizytę u lekarza, ale „ich” pani doktor stwierdziła, że wszystko jest w porządku, zapisała tylko witaminy. Tak minęło kilka kolejnych dni. Ania szybko się męczyła, częściej niż dotychczas marudziła, znowu zaczęła spać po południu, chociaż nie robiła tego już od prawie pół roku. Któregoś dnia, przed południem, kiedy były same w domu, Ania zaczęła się skarżyć, że kręci jej się w głowie. Joanna wyszła z pokoju, żeby zrobić jej coś do picia, a kiedy wróciła jej córeczka leżała na podłodze. Tego, co wtedy przeżyła Joanna, nie da się w żaden sposób opisać. Zadzwoniła po taksówkę i biegiem wybiegła z mieszkania, trzymając dziecko na rękach. Po kilku minutach były na pogotowiu. Lekarzom szybko udało się ocucić dziewczynkę. Powiedzieli, że było to zasłabnięcie i zdecydowali, że należy umieścić Anię na oddziale. Znalazły się w sali, gdzie każde łóżeczko było pomalowane na inny kolor, a na ścianach wisiały wesołe obrazki. - co się stało? - musimy trochę tutaj poleżeć, popatrz, jakie tu ładne obrazki na ścianach, Joanna starała się zachować spokój, - ale po co? dopytywała Ania, - pan doktor zbada cię, tak jak ostatnio „nasza” pani doktor, wszystko będzie dobrze, Joanna starała się mówić spokojnym, pogodnym głosem, - a kiedy pójdziemy do domu? - nie wiem, dzisiaj będziemy spały tutaj, - tatusiowi będzie za nami smutno, jak wróci do domu, - już do niego dzwoniłam i zaraz tu przyjedzie, - fajnie! Kiedy tylko Joanna do niego zadzwoniła, rzucił wszystko i przyjechał do szpitala. Stał przy łóżeczku Ani i nie mógł opanować drżenia głosu. - ale mnie przestraszyłaś córeczko, - nie martw się tatuś, mi się tu podoba, bo ja tu dzisiaj będę spała, Ania lubiła dużo mówić. Joanna dokładnie opowiadała, co się stało. Postanowili, że Roman zostanie z małą, a ona pójdzie do lekarza, dowiedzieć się o Anię. - cóż, na razie nic nie mogę powiedzieć, musimy zrobić badania. Czy córka ostatnio na coś chorowała? lekarzem, prowadzącym Anię był przystojny mężczyzna koło ’40, - nie, wszystko było w porządku, ale.....Joanna zawahała się, - ale....? - przez ostatnie kilka dni była jakaś taka osłabiona, dużo spała. Byłam u lekarza, ale pani doktor powiedziała, że to nic groźnego. Kazała podawać córce witaminy. - proszę iść do siostry, ona powie pani, jakie zasady panują na naszym oddziale, rozumiem że zostanie pani z córką?, - tak, tak, oczywiście, Joanna wyszła z gabinetu. Roman został z dzieckiem, a ona pojechała do domu zabrać niezbędne rzeczy. W końcu szpital przez najbliższe dni miał być ich „zastępczym” domem. Wzięła ulubioną przytulankę Ani, kilka jej zabawek, piżamkę, coś do przebrania dla siebie, kosmetyki, książkę. Kiedy wróciła na oddział ojciec z córką zaśmiewali się właśnie z jakiegoś żartu. - a pamiętasz tatuś, jak miś Yogi wskoczył do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ewolucja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…