Przychodzi student do pracy... Jakiej?
Czy łatwo znaleźć zatrudnienie w Polsce, nie mając zbyt dużego doświadczenia? Dlaczego studenci studiują? I jakie to zatrudnienie jest?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czy łatwo znaleźć zatrudnienie w Polsce, nie mając zbyt dużego doświadczenia? Dlaczego studenci studiują? I jakie to zatrudnienie jest?
Odpowiadać na te pytania można bez końca, ponieważ zestawienie studiów i pracy to temat-rzeka, w którym najciekawszą częścią nie jest wcale uargumentowanie jakiejś tezy, lecz historie pojedynczych ludzi, czasami takich jak my, czasami trochę innych.
{b}Poszukiwania{/b}
Joanna studiuje socjologię w trybie teoretycznie wieczorowym – w rzeczywistości chodzi na zajęcia z dziennymi. Zajmuje się przede wszystkim wolontariatem. Ma kilkuletnie doświadczenie i zachwyca ją możliwość rozwijania się i poznawania nowych ludzi. Obecnie jest ratowniczką i uczestniczy w kształceniu – za darmo – innych ratowników. Wraz z grupą przyjaciół organizuje pokazy, uczestniczy na obstawach wielkich koncertów i gali dla niepełnosprawnych, a także zawodów sportowych.
Jej rodzice i inni członkowie starszego pokolenia mogli sobie na to pozwolić. Studia były wówczas znane jako czas kwitnącego życia towarzyskiego oraz największego lenistwa lub bezinteresownych działań. Zresztą po co komu było zarabianie pieniędzy, jeśli i tak nic nie można było kupić? Albo walka o zatrudnienie, skoro każdy miał jakąś pracę? Obecnie jednak czasy się zmieniły. Nie wystarczy być absolwentem wyższej uczelni, by zdobyć pracę zgodną z wykształceniem. Ponadto przywilej studiowania kosztuje. Nawet jeśli ma się to szczęście, że dostanie się na studia dzienne, i to w mieście, w którym się mieszka od urodzenia, trzeba jakoś zapłacić za podręczniki i za inne przyjemności, bez których student obejść się nie może. Rodziców często nie stać na zaspokojenie wszystkich potrzeb swych dorosłych dzieci, ponadto w pewnym wieku głupio brać od nich fundusze na wszystko: większą swobodę i więcej satysfakcji dają pieniądze zarobione przez siebie. Studenci opłacający czesne, a nierzadko i koszty mieszkania w mieście akademickim lub codziennych dojazdów na zajęcia, są znacznie bardziej zdeterminowani: oni muszą być już dorośli i zarabiać na siebie. Nic więc dziwnego, że większość studentów pracuje albo szuka pracy, mniej lub bardziej aktywnie.
*
Płatnej pracy Joanna szukała kilkakrotnie. Chciała odciążyć opłacającą studia rodzinę, uniezależnić się, kupić drogie podręczniki, bez których nie dało się obejść na zajęciach.
Za pierwszym razem Joannie poszło jak z płatka. Po prostu poszła do jednego z barów z kanapkami i zapytała o pracę. Już następnego dnia była na czterogodzinnym okresie próbnym: poradziła sobie i została przyjęta.
Równie łatwo poszło Weronice, studentce romanistyki. Z marszu dostała pracę przy stoisku z rękodziełami z jedwabiu. Znalazła ogłoszenie na www.gazeta.pl/praca, zadzwoniła i pracowała przez miesiąc – więcej nie chciała. Nie musiała koniecznie zarabiać, wolała skupić się na nauce: romanistyka nie była dla niej prostym kierunkiem.
Tymczasem jej koleżanka, Elżbieta dostała się na polonistykę: jeden z kierunków, które (jeśli chce się naprawdę uczyć) na pierwszym roku pochłaniają niemal cały wolny czas. Wiedziała, że w ciągu roku akademickiego nie będzie mogła podjąć żadnej pracy, więc zaczęła szukać zatrudnienia w czerwcu, żeby przepracować całe wakacje i w trzy miesiące zdobyć pieniądze, które wystarczyłyby jej na dalsze dziewięć. Tak jak Weronika, nie zdobyła wcześniej praktycznie żadnego doświadczenia.
- Rozesłałam życiorysy do wszystkich agencji prac czasowych, ale nikt nie odpisał. Próbowałam też skorzystać z pomocy Młodzieżowej Agencji Pracy. Mieli tylko kilka pasujących ofert, z których najbardziej spodobała mi się możliwość pracy w pubie, ale niestety wracałabym nocą przez bardzo nieciekawą okolicę i nie chciałam ryzykować. Inni pracodawcy, do których się zgłosiłam, już kogoś znaleźli.
Przez trzy miesiące Elżbieta została zaproszona tylko na jedną rozmowę kwalifikacyjną: w supermarkecie. Już na wstępie spotkała ją niespodzianka: kobieta, która przeprowadzała rekrutację, nie została powiadomiona o jej przyjściu, nie miała nawet aplikacji Elżbiety. Jednak zgodziła się na przeprowadzenie dodatkowej rozmowy.
- Przebiegała bardzo przyjemnie, wydawało się, że mam szansę na tę pracę, omówiłyśmy wszystkie kwestie – wspomina Elżbieta. – Jednakże pod sam koniec pani oznajmiła mi, że niestety, poszukują ludzi nie do tego sklepu, lecz do znajdującego się w innej dzielnicy, a ponadto wyłącznie na stałe. Wkurzyło mnie to, bo w ogłoszeniu o poszukiwaniu pracowników napisali wprost, że poszukują pracowników na lato i w to właśnie miejsce. Ta kobieta od początku wiedziała, jak długo chcę pracować, więc po co była cała ta rozmowa?
Rok akademicki Elżbieta zaczęła bez pieniędzy i z takim samym doświadczeniem zawodowym, jakie miała przed wakacjami, czyli żadnym.
*
Łatwiej jest dostać pracę, gdy studenta poleci przyjaciel lub członek rodziny.
Magda, studentka bibliotekoznawstwa, pracowała przez dwa tygodnie jako kelnerka. Była to jednak dość specyficzna praca: bez umowy i bez zapłaty gotówką. Natomiast zarobiła na wakacje: w ośrodku, w którym pracowała, kierowniczką była przyjaciółka jej mamy. Parę tygodni później mieszkała w nim jako wczasowiczka i nie musiała za nic płacić. – To była bardziej wymiana uprzejmości niż praca… – komentuje.
Także Monika znalazła pracę po znajomości – ale na dłużej. Gdy skończyła osiemnaście lat, zaczęła rozglądać się za jakimś zajęciem na wakacje: pracę poleciła jej ciocia, pracująca w firmie telefonicznej, która poszukiwała pracowników na lato. Monika nie musiała nawet przechodzić żadnej rozmowy kwalifikacyjnej.
- Przyszłam, zostałam zaprowadzona do szefa, a on zadzwonił po kontrolerkę z centrali – opowiada. – Zanim przyszła, chwilę porozmawialiśmy tak ogólnie - czy się w ogóle uczę itp. Przyszła kontrolerka, zabrała mnie na centralę i przydzieliła do takiego chłopaka, żeby mnie nauczył directów.
W następne wakacje pracowała w tym samym miejscu. – Tym razem miałam jedną rozmowę, taką prostą jak drut, i nic więcej – uśmiecha się.
Po skończeniu szkoły Monika wróciła na to samo stanowisko. Została na nim do tej pory, godząc pracę ze studiowaniem zaocznie politologii na drugim roku.
*
Jeśli pracodawca jest człowiekiem obcym, zdarza się, że okazuje studentom wyjątkowe lekceważenie.
Elżbieta podczas swojego wakacyjnego poszukiwania pracy udała się do biura zajmującego się zatrudnianiem pracowników w restauracjach jednej z sieci fast foodów.
- Bardzo miła pani poinformowała mnie z uśmiechem, że pracowników na lato potrzebują tylko w dwóch restauracjach i że obie są chyba zbyt daleko od mojego miejsca zamieszkania. Zapewniłam, że mogę dojeżdżać, a ona odparła, że na pewno zadzwonią pojutrze. Dodała, że w firmie szczycą się tym, że zawsze dzwonią, nawet z odpowiedzią odmowną. Nie zadzwonili.
Joannę również potraktowano lekceważąco. W listopadzie albo październiku została zaproszona na rozmowę o pracę w wypożyczalni kaset. Gdy już na nią jechała, zadzwonił do niej kadrowy i zaproponował przełożenie rozmowy na inny termin, który jej w ogóle nie pasował. Obiecał, że znajdzie inny – ale już nigdy się nie odezwał.
*
Zdarza się i tak, że to student podczas rozmowy mówi „nie”.
Monika chce zmienić pracę na jakąś, która pozwoliłaby jej się rozwijać zawodowo. Jak dotąd jednak nie znalazła niczego, co by jej odpowiadało. Wciąż przegląda ogłoszenia w portalach internetowych, ale tylko kilkakrotnie wysłała swoje CV.
- Raz zadzwonili po sześciu miesiącach i zaproponowali mi pracę w charakterze tłumacza we Francji, ale właśnie zaczynałam studia, wiec musiałam im odmówić. Potem z tej samej firmy zadzwonili jeszcze raz i nawet byłam na rozmowie, ale i wtedy nic z tego nie wyszło.
Joannie niedawno udało się dotrzeć na rozmowę kwalifikacyjną w firmie będącej producentem detergentów i środków czystości.
- Przyszłam elegancko ubrana, ale spotkałam kobietę bardzo młodzieżowo wystylizowaną. Miałam być konsultantką do spraw produktu w supermarkecie. Stałabym nie na promocji, ale na przykład w dziale z proszkami i doradzała odpowiedni produkt do plam.
Tym razem nawet zaproponowano jej podpisanie umowy – niestety, godziny pracy kolidowały z jej studiami.
To typowy problem, zwłaszcza wśród studentów dziennych i wieczorowych: wielu z nich powtarza, że byłoby im dużo łatwiej znaleźć pracę, gdyby byli dyspozycyjni.
- Znalazłam świetną ofertę, wprost stworzoną dla mnie – mówi wiele osób, po czym z żalem dodają, że niestety, nie byliby w stanie pogodzić jej ze studiami.
Niektórzy biorą urlopy dziekańskie specjalnie po to, aby przez rok popracować i zarobić niekiedy bardzo potrzebne pieniądze. Czasami szukają pracy w Polsce, często jednak wykorzystują okazję, by wyjechać za granicę. Zwykle w ramach programu Erasmus.
{b}Typowo studenckie prace{/b}
Pracami, które często kojarzy się ze studentami, są między innymi: ankietowanie ludzi na ulicach, stanie na promocji jako hostessa, wręczanie ulotek i bezpłatnych gazet przechodniom. Studentki często zajmują się opieką nad dziećmi. Wiele osób wyrabia książeczkę Sanepid i szuka pracy w barach szybkiej obsługi, pizzerniach, popularnych fastfoodach.
Agnieszka studiuje dziennie dwa kierunki: socjologię (zaczęła już pisać pracę magisterską) i polonistykę (jest obecnie na trzecim roku). Wolała wolny czas zainwestować w drugi fakultet niż mozolnie godzić studia z pracą, jednak i jej zdarzyło się parokrotnie przez jakiś czas pracować – na przykład jako ankieterka.
- Zobaczyłam ogłoszenie na stronie Uniwersytetu. Poszukiwali kogoś, kto zająłby się branżą bieliźnianą. W ogóle mnie to nie interesowało, ale spróbowałam.
Rozmowa kwalifikacyjna nie polegała na zadawaniu pytań w stylu „czy ma pani jakieś doświadczenie, dlaczego chce pani pracować w naszej firmie”. Agnieszka dostała po prostu polecenie zrobienia dwóch ankiet w godzinę. Zrobiła i została przyjęta. Zrezygnowała bardzo szybko: zaczepianie obcych ludzi rzeczywiście nie było pracą dla niej.
*
Również Justyna bez żadnych problemów znalazła zajęcie, do którego wcale się nie nadawała. Studiowała wieczorowo na pierwszym roku romanistyki oraz robiła dzienne studium z informatyki, gdy po raz pierwszy i ostatni zarabiała jako hostessa.
- Po prostu podeszłam do dziewczyny w supermarkecie i powiedziałam: Cześć, z jakiej jesteś agencji? Następnego dnia miałam pracę.
Okazało się jednak, że Justyna jest do niej zbyt uczciwa. Nie umiała zachwalać produktu, który sprzedawała, i wmawiać ludziom, że owszem, cała rodzina naje się maleńkim lodowym torcikiem za prawie trzydzieści złotych. Ponadto jej koleżanka wychodziła całe godziny wcześniej, a Justyna miała w razie czego mówić, że to tylko na dziesięć minut. Za trzy dni stania na promocji dostała sto sześćdziesiąt złotych. Więcej nie próbowała.
- Ale wcale nie jest powiedziane, że kiedyś nie spróbuję jeszcze raz – zastrzega.
Justyna jest jedną z osób, które mają języki (biegły francuski, dobry angielski), umiejętności (z przyjacielem stawia strony internetowe, o ile trafi się jakiś klient; ostatnio się nie trafiają), ale nie dysponują wolnym czasem. Mieszka poza Warszawą, dojazdy zajmują jej codziennie trzy godziny. W wolnych chwilach może tylko udzielać korepetycji z francuskiego oraz polskiego. Jest też konsultantką Oriflame’u, ale jeszcze nigdy nikomu nie sprzedała kosmetyków za inną cenę niż ta, za którą je kupuje od firmy. Zaczyna ją denerwować własna bezczynność: postanowiła, że od przyszłego semestru zacznie przeglądać na poważnie oferty dla informatyków w poszukiwaniu czegoś dla siebie, pod tym też kątem ułoży sobie plan zajęć.
*
Inną bardzo popularną wśród studentów pracą jest roznoszenie ulotek. Pewne doświadczenie w tej branży zdobyła Magda.
- Pracę z ulotkami zaczęłam na pierwszym roku studiów – nie potrzebowałam jakoś bardzo forsy, ale chciałam się poczuć bardziej niezależna i dorosła – śmieje się – tym bardziej, że miałam sporo starszego chłopaka. Ulotki roznosiłam przez dwa tygodnie i byłam bardzo zadowolona: mieli dość wysokie stawki, płacili mi od sztuki – za rozniesienie 5500 ulotek dostałam na rękę 150 zł.
Potem Magda podpisała z nimi drugą umowę, bardziej atrakcyjną: za rozniesienie 11000 lulotek miała otrzymać około 340 zł netto.
- Rozniosłam połowę i zrezygnowałam bo nie miałam siły. Oczywiście za tamtą połowę nie dostałam pieniędzy. Teraz najczęściej jeżdżę na jakiś bazarek i sprzedaje odrzuty z domowych porządków. Mama pozwala mi zachować te pieniądze dla siebie. Zarobione w ten sposób pieniądze przeznacza „na to, o co dzieci najczęściej proszą swoich rodziców”: ciuchy, kosmetyki, książki, piwo i papierosy.
Jednak najbardziej interesuje ją wypromowanie swoich prac plastycznych.
*
Natalia, będąc na pierwszym roku, nie pracowała. Gdy jednak liczba obowiązkowych zajęć skróciła się o połowę, rozesłała CV do różnych firm ogłaszających się w poniedziałkowych wydaniach „Gazety Praca”. Nikt jej nie odpowiedział. Gdy tydzień później wysłała kolejne zgłoszenia, została zaproszona na kilka rozmów kwalifikacyjnych przez ludzi szukających teleankieterek.
- Zadawali mi śmieszne pytania – mówi Natalia. – Na przykład kazali mi uargumentować, dlaczego trzydrzwiowe samochody są lepsze od pięciodrzwiowych. Chyba byłam przekonująca, bo w końcu dostałam tę pracę!
Natalia pracuje zaledwie dwa tygodnie, popołudniami. Na razie jest zadowolona.
Ostatnio zaczęli do niej dzwonić ludzie, do których wysłała CV za pierwszym razem. Odpowiada im z satysfakcją: „Niestety, to już nieaktualne”.
*
Elżbieta w końcu dostała pracę – jako opiekunka do dziecka. Zostawiła ogłoszenie w jednym z internetowych portali i po wielu miesiącach zadzwonił do niej jakiś mężczyzna. Szukał opiekunki w imieniu swojej znajomej. Praca miała być na kilka godzin przez cztery dni w tygodniu – od następnego dnia.
- Tego samego wieczoru skontaktowała się ze mną matka chłopca i powiedziała, że następnego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil BiałyKruk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…