Purpura.
Próba wytłumaczenia neurotycznych lęków i zachowań. Odrobina paranoji. I stały element całkowitej samotności z samym sobą i braku przywiązania do... świata?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nigdy nie chciałam pomieszkiwać w szafie. W zasadzie, szafy w ogóle były poza moimi zainteresowaniami. Wolałam regały, półki, szuflady. A szafa została po kilku... nastu razach. Nie twierdzę od razu, że szafa działa specjalnie kojąco na zmysły, ale lubiłam ten specyficzny zapach płynu do płukania, plastykowych wieszaków, zakurzonych ubrań i stert papierów. Później okazało się, że za pudełkami po ciastkach jest nawet gniazdko. Był, więc i prąd w mojej klaustrofobicznej dziurze. Z czasem nieźle się tam urządziłam, była pralka, kostkarka do lodu, kartony. Psie futro, niedojedzone wafle ryżowe. I wszyscy udawali, że nie mają pojęcia, że wychodzę. Do szafy. Szafa szafą, ale cuda były pod łóżkiem. Dość niskim, śmierdzącym spróchniałym drzewem. Pod nim było wesołe miasteczko. Dwa kucyki, druty, kilka linek. Latawce. Zero ciastek. Pod łóżko nikt nie miał ochoty zaglądać, panowała zasada, że podłóżkowia nie ma. Psia sierść bywała. Poza tym dwa krzesła, duży stół. Bo z duszą. I kolejne pudełka po ciastkach, na pierwszy rzut oka porozrzucane bez specjalnej uwagi, ale miały swoje własne miejsca. Z podłóżkowia było tajne przejście do biblioteczki. Było na niej niewiele książek. Za dużo czytałam. Obok metalowa kaźń książkowa, w której paliłam te przeczytane. Zatem półki się prześwitywały. Czasami myślałam, że są celami skazańców, którzy czekają na wyrok, żeby ich dobić. Ale ja tamte strony i oprawy spalałam z uczuciem. Przez wzgląd na serce. Patrząc na lewo, jest okno. Bo okna zawsze zostają gdzie były. Okno bez specjalnego polotu, stare, zimne. Termitami przejedzone drewno, szyba z milionami osób. Za nim kawałek drzew, które i tak nie mieszkały tam za długo. Zostały uwolnione. Bywałam na półce komody, tej z prawej, spod drzwi, na drugiej od dołu leżały łupiny po orzechach, folie aluminiowe, naklejki, pocztówki, wstążki, ołówki. Wszystkie niezbędne mi do życia śmiecie, które według Ciebie, byłyby odpadkami. Lubiłam ich towarzystwo, nie rozpychały się, nawet nie zabierały kołdry, nie przygniatały nóg. Prawdziwie niezobowiązujący romans jednego popołudnia, bez ckliwości. Nie chciały przed mną uciekać. Ale szafa. W niej było dziwnie za spokojnie, nie było słychać oddechu, szumu serca. Pare razy nawet się zamknęli wszyscy. Właśnie w mojej szafie. Powoli się od niej uzależniłam. Z szafą łączyło mnie coś silnie i dziwacznie. Niepojęta więź, taka, że gdyby się paliło to bym do niej weszła. Bo i tak nie umiałabym bez niej żyć. Taka była ciepła, zagracona. Nie-moja. I te stosy niepotrzebnych Wam rzeczy.
Wydaje mi się, że parę dni temu się zaczęło. Tydzień, miesiąc. Rok? W każdą bądź datę, Wtedy przestałam myśleć o tym, czego nie mogę objąć wzrokiem. Nie było tego dużo, raptem cztery równiny, które nachalnie przecinały mój łuk brwiowy. O zachodach i wschodach słońca, wszystko przyśpieszało i się kumulowało. Tak, to było wtedy. A więc, wpadłam na trop tamtych. Tyle, że oni nie zostawiają śladów, których nie można objąć wzrokiem. Zazwyczaj jak widzę potłuczone naczynia, obcięte włosy, albo przybywające zapisane bzdurami kartki. Znaki, że znów mieszali. Bezczelni i bezceremonialni, a przy tym tacy uroczy są, że tylko ich jeszcze nie znienawidziłam nimi. Bo moje myśli mieszkają w osobnych światach, jedne w domach, drugie w śmietnikach, jedna w skrzynce po mleku, a jakaś z tych ostatnich w nie piszącym długopisie.
I byłoby dobrze, mogłoby tak być naprawdę zaświadczam, ale popadliśmy wszyscy w konflikty niewytłumaczalne. To nie była zwykła paranoja. Każde z nas miało tamtej chwili inną chwilę. Inny plan, inny nieplan, bezczas, czas. Zgubiliśmy się w szarpaninie.
Rano znów w szafie, przytuliłam się mocniej do pralki. Pralka była wyjątkowo tandetna, ale zużywała mało wody i nie musiała mi prać. Wystarczyła mi świadomość jej obecności. Z kostarką do lodu była zupełnie inna historia, kostarka miała cele wyższe. Kruszyła owoce, ziemniaki, ciastka i landrynki. Być może to nawet nie była kostarka do lodu, ale gdy ją zobaczyłam kiedyś, na stercie śmieci pozornych pomyślałam, że tak musi wyglądać moja kostarka do lodu. I została nią wiernie i posłusznie.
Psie futro zaśmiecało moje życie od zawsze i zewsząd tylko, ż to był inny rodzaj śmieci. Nie były moje. Pies też nie był mój, był sam sobie. Spaliśmy w różnych pokojach. Chyba nie lubiliśmy się od nigdy. Konflikt charakterów i umysłów. Futrzasty był inteligentem dodatku bez dystansu do świata. Podejrzewam, że po wyjściu z domu wstydziliśmy się siebie wzajemnie. On wyzwolony umysłowo, bez zahamowań żadnych, a przy tym bezczelnie pewny tego co robi, gdziekolwiek by nie był. Z kolei ja najczęściej siedziałam pod drzewami ze stertą książek nie przeczytanych, które zażywały słońca. Od czasu do czasu ktoś taki jak Ty zagaił, zapytał, co u mnie, co myślę o plamach na słońcu, czy pies w rzece jest mój, po co noszę w walizce tyle książek... A ja nie lubiłam tych niezobowiązujących rozmów. Nie lubię być niezobowiązana do nie utkwienia w czyjeś myśli, temacie. Siłą rzeczy nie mogłam rozmawiać o rzeczach tak błahych i nieistotnie pustych. Ludzie szybko się zniechęcają, Ty pewnie też.
Wróćmy do rzeki. Futrzasty nie potrafił pływać. Ja także. Była to dla mnie umiejętność zbędna. Mogła mnie zaśmiecić. Ale on na złość zapewne, ciągle udawał topielca. Po trzydziestu razach przestałam zwracać uwagę. Przy trzydziestym drugim znów topiliśmy się razem. I nie była istotna pora roku, dnia albo nocy. Zawsze było tak samo, rutynowo i bez specjalnego wkładu wyobraźni z naszej strony, a jednak oboje wpadaliśmy w nasze pułapki. Jak ameby. Głupi rodzaj odpowiedzialności. Wieczorami rutyny nie było. Pies szedł do siebie, ja zaczynałam na jakiejś półce, przez podłóżkowie, zazwyczaj…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Hate
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…