Pustka
miłość? a może brak miłości
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Obudzilam się.... i co ujrzałam? Pustkę.... Poza nią wokól mnie nie bylo absolutnie nic.... Nie potrafilam walczyć z tą wolną przestrzenią, która zostala po Jego odejściu. Nie umialam, a może najzwyczajniej w świecie nie chcialam, gdyż byla ona stanem najbardziej mi odpowiadającym. Bo, po co toczyć boje z czymś, co pozwala żyć po swojemu, daje mozliwość calkowitego zachowania swojego wlasnego ja, a także daje niezwyklą możliwość kreowania swojego niezależnego obrazu rzeczywistości bez pytania kogokolwiek o zdanie, bez zastanawiania się czy komuś to przeszkadza i czy wyraża zgodę na egzystencję w takim a nie innym krajobrazie – bądź, co bądź stworzonym na potrzeby egoistycznego samozaspokojenia snobistycznych marzeń. A jednak dzialo się coś dziwnego w moim umyśle, w mojej duszy, w moim sercu. Był to stan bliżej nieokreślony medycznie – choroba duszy, na którą jeszcze żaden światowej sławy lekarz nie wymyślił skutecznego lekarstwa. Choć jest to najgroźniejszy i najłatwiej rozprzestrzeniający się wirus, jaki może zaatakować gatunek ludzki – wirus Strzały – nazwany od sposobu, w jaki można się nim zarazić. Niektórzy nawet uważają, że jest to specyficzny rodzaj broni chemicznej, gdyż krążą pogłoski, iż Strzała nasączona jest nektarem, który w sercu człowieczym wywołuje różnego typu reakcje chemiczne, których konsekwencją są dwie skrajności: ogromne szczęście, albo wielka rozpacz. Pomimo tego, że powikłania po przebytej chorobie mogą być niezwykle groźne, gdyż mogą nawet doprowadzić do obumarcia najważniejszej 21 gramowej części naszego istnienia – duszy, coraz więcej ludzi biernie poddaje się działaniu Strzały. Więc cóż się dziwić, że i mnie to dopadło.... nie mogłam się oprzeć urokowi osoby siedzącej obok mnie. Kilka spojrzeń, kilka niewinnych muśnięć naszych dłoni i podstępny, skrzydlaty roznosiciel śmiertelnego wirusa trafił moje serce strzałą zroszoną trucizną. Było za późno, aby się broni, za późno, aby cokolwiek powiedzieć, za późno by ratować swe życie i bezcenną duszę.... i mój umysł przestał racjonalnie działać – został całkowicie i ostatecznie skazany na dyktatorskie rządy skażonego serca. To był dzień mojej klęski – przestałam istnieć jako jednostka myśląca, a zaczęłam okres wegetacji opartej jedynie na nadziei, że i Jego uda mi się skazić. Moim jedynym sojusznikiem było moje serce, które starało się podsuwać mi liczne koncepcje na wspólne życie w tzw. „najbliższej przyszłości” i jak je zrealizować. Nie byłam w stanie w racjonalny sposób wytłumaczyć sobie na jakiej zasadzie moje działania się opierają. Może nie było takowej zasady. Nie wiedziałam czy to przyniesie jakiś efekt. Jednak nie protestowałam i robiłam wszystko według poleceń tyrana. Stale towarzyszyła mi obawa czy odniosę sukces. Przez czas trwania choroby nie wiedziałam czy uda mi się Go skutecznie zarazić, czy uda się doprowadzić do tego abyśmy byli kiedykolwiek razem. Jednak, aby infekcja nie postępowała i aby zminimalizować możliwe powikłania, poddałam się woli „dyktatora”. Biernie oczekiwałam na konsekwencje nieracjonalnych działań, których nie byłam w stanie kontrolować, a za które musiałam ponosić pełną odpowiedzialność. Niejednokrotnie trudno było wszystko wyjaśnić, coś naprawić, ale nie mogłam z tym walczyć – ta wewnętrzna siła prowadziła mnie w ślepy zaułek, z którego było tylko jedno wyjście. Jedynym ratunkiem dla mnie była Jego miłość. Nie miałam innej możliwości jak walczyć o nią do końca, do śmierci, aby odzyskać równowagę w chorobie, z której nic nie moglo mnie w pelni uleczyć. Po wielu miesiącach kolejnych niepowodzeń, kiedy już traciłam resztki nadziei, że mój ewentualny ratunek z tej śmiertelnej choroby kiedykolwiek nadejdzie i będzie mi dane uzyskać niezwykle drogie, a nawet bezcenne lekarstwo, wygrałam. Wreszcie zaczęliśmy spotykać się... W tym momencie spełniło się żądanie tyrana, który przez ostanie dni władał moim ciałem i duszą. Z racji tego, że układ odpornościowy każdego człowieka nie potrafi walczyć z wirusami Strzały, w końcu i Jego organizm zachorował. Może działanie nieco destrukcyjne i mało humanitarne no, ale co zrobić.... W momencie, kiedy chodzi o moje życie jestem najbardziej egoistyczną osobą, jaką można spotkać... Jednak chyba jak każdy, więc jestem w pełni usprawiedliwiona, bo chyba nikt nie byłby na tyle dobrotliwy, aby poświęcić swoje życie dla kogoś innego, a tym bardziej jeśli mamy świadomość tego, że to właśnie przez tę osobę nasze istnienie wygasa jak płomyk dopalonej świeczki. Kiedy jego serce rażone strzałą skrzydlatego roznosiciela zaczęło szukać potencjalnego kompana, nektary w naszych sercach rozpoczęły swoją destrukcyjną działalność. Między naszymi strutymi organizmami zaczęła się prawdziwa chemia. W wyniku skomplikowanych reakcji, którym biernie się musieliśmy poddać nasze odrębne państewka (nasze ciała) z dyktatorską władzą, na czele, postanowiły się połączyć w jedno silne państwo z dualistyczną władzą sprawowaną przez dwa organy, które przez swoje skażenie prowadziły niezdrową politykę. Nie rozumieliśmy jej ani trochę jednak dopóki nie wpływała ona destabilizująco na nasze życie i nie zakłócała naszej odrębności w szczególnie natarczywy sposób, godziliśmy się na wszystkie posunięcia tyranistycznych rządów. Poddawaliśmy się kiedy wymagano od nas ciągłego bycia ze sobą, gdyż cały czas nasze serca dawały nam do zrozumienia, że rządy, które są w separacji nie mogą rządzić w pełni sprawnie i z korzyścią dla obywateli – w tym wypadku dla mnie i dla Niego. Aby nie dawać możliwości na ewentualne represje, które mogłyby spaść na nas, gdyby skażonemu rządowi przyszedł do skażonej głowy pomysł, że można byłoby nas ukarać za utrudnianie jego pracy spędzaliśmy tyle czasu razem na ile było to tylko możliwe. Ciągle spacery, wspólne milczenie i rozmowy, wspólne smutki i radości. Nie mieliśmy nic co należało do mnie czy do Niego, wszystko było już tylko i wyłącznie nasze, wspólne. Od chwili kiedy stworzyliśmy jedno państwo stanowiliśmy jedną, nierozłączną całość, której nic nie było w stanie rozdzielić, gdyż było trzymane w silnych rękach. Wiedzieliśmy, że tę władzę może obalić tylko skuteczny sabotaż, który absolutnie w grę nie wchodził. Podporządkowani temu systemowi stawaliśmy się coraz bardziej ulegli i coraz bardziej obojętni na wprowadzanie coraz surowszych zasad, którymi musieliśmy się kierować, aby móc spokojnie żyć w stworzonym przez wirus ustroju. Dyktatorzy coraz bardziej ingerowali w nasze życie zagarniając kolejne jego części, a my pozwalaliśmy na to bez jakiegokolwiek sprzeciwu. Wbrew pozorom życie w dyktaturze podoba się wszystkim – nam również. Dzieje się tak, gdyż doskonale zdajemy sobie sprawę, że władca chce jak najlepiej dla państwa i cokolwiek robi nie doprowadzi do jego zniszczenia, gdyż to nie leży w jego własnym interesie. Dlatego też nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil martusiaczek
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…