Pył i Dym
Mój Debiut, proszę o wyrozumiałość. :))
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rysiek poprawił hełm, który zsunął mu się na oczy. Bliski wybuch obsypał go grudami ziemi. Obok niego upadła sporych rozmiarów szafka. - O żesz kurna! Jak by mi to spadło na łeb, to miałbym niezły ból głowy! – pomyślał. Wybuchy pocisków moździerzowych pokrywały całą ulicę przed nim. Dom, który stał po prawej, nagle stęknął i runął. Trafił w niego jakiś pocisk większego kalibru. Wybuchy zagłuszały serie karabinów maszynowych, ale Rysiek wiedział, że gdy przyjdzie rozkaz, by ruszyć do przodu, to znowu się odezwą. Bliska eksplozja poderwała go w górę i cisnęła o ziemię. Pocisk wybuchł tuż przed barykadą, za którą się ukrywali. Uniósł głowę, którą poprzednio wtulił w ramiona. Ku jego zdziwieniu, wszyscy byli na miejscu. Nikt nawet nie został ranny. Żołnierze byli mocno zszokowani i zdegustowani, ale wciąż cali. Obok niego rozpłaszczył się Staszek Matusiak. Rysiek spojrzał na młodszego od siebie kumpla. W kompanii wołali na niego „Dzidźka”. Ściskał swoją pepeszę i nerwowo rozglądał się wokoło. Dalej za nim na barykadzie, dopiero co zdobytej, rozłożyła się reszta 3. kompanii. Kompanii, która po dwóch dniach walki skurczyła się do rozmiarów plutonu. Za Dzidźką leżał Maciek Walszkiewicz, a jeszcze za nim kapral Micuga, przed godziną starszy szeregowy Micuga. Dalej kulił się Jan Tebiński, z racji niewysokiego gabarytu pionowego, skomponowanego z niezłym gabarytem poziomym zwany „Kulką”. Trzymał rękę na lufie diegietariewa, dbając, by do lufy nie naleciało piachu. Ostrzał moździerzowy zakończył się gwałtownie i uderzyła ich nagła cisza, z rzadka przerywana dalekimi seriami i odgłosami wybuchów artyleryjskich. Z tyłu podszedł w niskim zgięciu jedyny oficer pozostały w 3. kompanii, podporucznik Łażuk. Nikt nawet nie myślał o tym, by się uśmiechnąć na widok skulonego oficera chyłkiem idącego ku nim. Wyprostowana postawa dobra była na defiladzie, lecz tu, w tym piekielnym mieście, była to prośba o szybką i gwałtowną śmierć. Łażuk dotarł do nich. - Za 5 minut nasi zaczną walić w koniec ulicy. Szczególnie poprosiłem ich o to, by zajęli się tym przeklętym rzeźnikiem. – Podporucznik miał na myśli sklep rzeźniczy zamieniony w twierdzę. W oknach piwnic były stanowiska kaemów, które już dwa razy zmusiły ich do odwrotu. - Potem z Katowickiej przyjadą nasze „trzydziestkiczwórki”. – Dodał wskazawszy palcem. - Będziemy je osłaniać. Pomogą nam pokonać tę przeklętą ulicę. Żołnierze spojrzeli po sobie znacząco. Trzy ostatnie dni zrobiły z tych, którzy przeżyli, weteranów. Teraz było widać na ich twarzach wątpliwości. Łażuk widział to dokładnie. Miał za mało lat i za mało doświadczenia, ale nie było nikogo, kto mógłby go zastąpić. Spojrzał poważnie po twarzach swoich żołnierzy, po czym oddalił się do kamienicy odległej o dwadzieścia metrów, by odebrać ewentualne nowe rozkazy. Rysiek poprawił hełm, który znów zsunął mu się na oczy. Napotkał kpiące spojrzenie kaprala Micugi. - Ej, ty, Ryszek, nocnik ci zszunie na oczy i rąbnies jakegoś Nemca łbem zamiaszt go zaszczelić.- Zaśmiał się z niego Micuga. Kapral seplenił i mówił niewyraźnie od wczoraj, kiedy to zarobił kolbą w twarz od jakiegoś Niemca, podczas szturmu kolejnego budynku. Wtedy też poległ kapral Pitroszek i Micuga awansował. Staszek Pitroszek nie miał szczęścia; zginął, gdy budynek został już opanowany. Stanął na dachu po tym, jak zastrzelili ostatniego Niemca i dostał kulkę od snajpera w sam środek czoła. A Micuga dostał kolbą na schodach podczas wspinaczki na kolejne piętra. Chrupneło, posypały się zęby. Ktoś zastrzelił Niemca, który palnął kolbą Micugę na schodach i to było wszystko. Myśleli, że Kapral nie wstanie, ale ten podniósł się i chwiejnym krokiem zszedł po schodach na dół poszukać sanitariusza. Wieczorem, podczas odpoczynku po szturmie, w kompanii śmiano się, że Micuga „zarobił już tyle razy w gębę na wiejskich imprezach, że takie puknięcie to go nie rusza”. Sam zainteresowany tylko dziwnie się krzywił, prawdopodobnie próbował się uśmiechać. Inni złośliwcy dodawali, że lepiej, żeby teraz kapral się wzbogacił, „bo z taką mordą to już w ogóle niema szans żeby jakaś panienka na niego spojrzała”. Rysiek tylko uśmiechnął się słabo, strach zaczął ściskać mu żołądek. Otrzepał jedynie róg wojskowego płaszcza. Chciał powiedzieć coś mocnego, lecz nie zdążył, ponieważ od strony ulicy Katowickiej rozległy się klekot gąsienic i dudnienie czołgowych silników. Potem zaległa cisza. Chyłkiem podbiegł do nich Łażuk. - Przygotować się! – rzucił krótko. Podnieśli się lekko, sprawdzili broń. Dwóch cekaemistów przycupnęło za nimi, ciągnąc swojego maxima. Dołączył do nich trzeci, targający skrzynki z nabojami. Rysiek go znał. Uśmiechnął się do niego nieznacznie. Ten napotkał jego spojrzenie, również się uśmiechnął i lekko kiwnął głową. Nad głową przeleciał im pierwszy pocisk i wybuchł na środku ulicy. Za nim poszybował następne. Ciężkie pociski kalibru 152 mm padały gęsto na koniec ulicy. Domy waliły się jeden po drugim. Jeden z pocisków trafił bezpośrednio w rzeźnika. Kolejne eksplozje pokrywały ulicę, dym unosił się wysoko. Trwało to jakieś 10 minut po czym w niebo wzbiły się czerwone rakiety sygnalizacyjne. Nim ostatnie pociski zakończyły swój morderczy śpiew, ryknęły czołgowe silniki i pierwszy stalowy potwór wypełz z ulicy Katowickiej. - Naprzód!! – krzyknął za nimi podporucznik. Podnieśli się i przekroczyli barykadę. Gdy byli po drugiej stronie, druga „trzydziestkaczwórka” wyjechała z Katowickiej i ustawiła się za pierwszą; włazy miała szczelnie pozamykane. Niczym stalowy smok, czołg przetaczał się ulicą Piotrkowską, by nieść śmierć i zniszczenie. Osłaniali czołgi z obu stron ulicy, przemykając pod ścianami budynków. Gdy w końcu dym z przodu nieco się rozwiał, Rysiek spostrzegł, że w miejscu, gdzie stał rzeźnik, jest tylko kupa gruzu. Ulica Katowicka prowadziła do placu Wiltzera, będącego ich celem. Rysiek pomyślał, że tym razem się uda. - Artyleria otworzyła nam drogę – myślał. Mylił się. Prowadzący T-34 wpełzł powoli na plac. Gruz na końcu ulicy opóźniał już i tak powolną jazdę. Na placu panowała cisza. W momencie gdy drugi T-34 wjechał w ślad za pierwszym, plac ożył. Milczące dotąd karabiny maszynowe nagle otworzyły do nich ogień od czoła i z prawej strony. Piechurzy momentalnie padli na ziemię, ale dla niektórych było za późno; padli na ziemię już martwi. Rysiek widział, jak kula przebija stalowy hełm Matusiaka i ten powoli pada na kolana. Gęsta krew wypłynęła spod hełmu i zalała mu twarz. „Dzidźka” padł na bruk i więcej miał już się nie podnieść. Czołgi powoli obróciły wieże w stronę domu towarowego, z którego prowadzono najzajadlejszy ostrzał. Czołg stojący na przedzie oddał jeden strzał. Pocisk wybuchł przed domem towarowym wyrywając dziurę w jezdni. Chwilę potem maszyna eksplodowała w wielkiej chmurze ognia. Rysiek chowający się w leju spojrzał na lewo; dostrzegł dwóch Niemców w charakterystycznych spadachroniarskich hełmach, załadowujących powtórnie panzerschrecka. Podniósł karabin do strzału, wycelował i strzelił, lecz się spóźnił. Niemcy zdążyli wycelować i odpalić. Rakieta pomknęła w kierunku drugiego T-34 i trafiła go w pochyły bok pancerza na burcie pojazdu. Przez chwilę nic się nie działo, po czym z włazów buchnął płomień. Ze środka zaczęli wyskakiwać czołgiści. Kombinezony na nich płoneły. Wrzeszczeli nieludzko, paląc się żywcem. Smród palonego ciała dusił go; Rysiek strzelił ponownie, ale spadochroniarze zdążyli już zniknąć w pobliskim budynku. Zamiast nich z okna kamienicy wychyliła się lufa MG42 i plunęła na nich ogniem. Rysiek zdążył oddać strzał w stronę okna, jednak natychmiast musiał skulić się w leju, gdyż lufa kaemu skierowała się w jego stronę; nad lejem z gwizdem zaczęły przelatywać pociski.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Svarthofde5
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…