Wróć do katalogu

Raport doktora Pełzaka

Moje pierwsze opowiadanie sprzed wielu lat. Takie jakby SF. Uwaga, troszkę długie, jak zwykle...

PCScorpio, opublikowano , 31 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był to jasny, wiosenny dzień, a życie było piękne. Ech,do licha, życie zawsze jest piękne, kiedy jesteś młodym i ambitnym pracownikiem naukowym i nieźle zarabiasz jako asystent w Państwowym Instytucie Astronomii i Kosmologii. A jeszcze piękniej jest, gdy długi dzień pracy w Instytucie kończy się wcześniej niż zwykle, i możesz spotkać się ze swoją dziewczyną. Asystent Wacław Wiciowski myślał właśnie w ten sposób,kiedy około południa opuszczał Instytut i witał się z oczekującą go przy wejściu jego uroczą narzeczoną, Asią. - Pięknie dziś wyglądasz - przywitał się,jak zawsze elegancko. - Z ciebie też przystojniak. Cieszę się, że dziś wcześniej kończycie pracę. Pójdziemy popływać? Niestety,westchnął asystent.Nie zwolnili ich dzisiaj wcześniej bez powodu. Za kilkanaście minut w położonym niedaleko Instytutu głównym obserwatorium miała odbyć się, w ramach trwającego od kilku dni sympozjum kosmologicznego,wielka dyskusja na temat "Czy poza naszą planetą istnieje życie?". Uczestniczyły w niej najtęższe umysły z całego kraju, a także goście zagraniczni. Poza tym każdy zainteresowany tym tematem mógł przyjść i posłuchać. Wiciowski nie chcąc stracić u szefów Instytutu reputacji jako młody i ciekawy świata umysł, też powininien tam być i brać udział w dyskusji. - Na pewno będzie to nie mniej ciekawe niż pływanie - zapewniał - Najlepiej chodź ze mną. To niecodzienna okazja usłyszeć coś za darmo od takich facetów. - Przypuszczam.Ale popływać byłoby mimo wszystko fajniej... Do obserwatorium ściągali już małymi grupkami ciekawscy. Gdy Wacław i Asia szli główną ulicą, dopędził ich Maks Stentor, kolega asystenta. - Sie masz,Wicek - klepnął go na powitanie. - Prosiłem cię,żebyś mnie tak nie nazywał. Jak już, to Wacek. - E tam ! Coś ty taki sztywny? To wgapianie się w przestrzeń musiało cię nieźle przybić. Pod bramą obserwatorium spotkali dwóch kolejnych znajomych.Byli to Tomasz Orzęsek i Jeremy macGerm,który był właśnie jednym z członków zagranicznej delegacji przybyłej na sympozjum.Orzęsek był tłumaczem macGerma i miał za zadanie oprowadzać go i pokazywać miasto. - Asiu Sporowicz, prześlicznie pani dziś wygląda ! - przywitał się mrugając rzęsami, które doskonale pasowały do jego nazwiska.Obecność Maksa i Wiciowskiego, jak to się popularnie mówi, olał. - Pan musi być asystentem tego słynnego doktora Pełzaka - odezwał się z kolei do Wiciowskiego macGerm.Radził sobie z językiem całkiem dobrze,co chyba nie było zasługą Orzęska - Słyszałem o panu. - Doprawdy? - spytał asystent. Jeśli to Orzęsek mu o nim opowiadał,to można się spodziewać wszystkiego. Licho wiedziało, kim teraz Wiciowski mógł być w oczach obcokrajowca... - Owszem. Na pewno zna pan jakieś szczegóły raportu,który doktor ma dzisiaj przedstawić. - Niestety... Mój szef zawsze trzyma wszystko w ścisłej tajemnicy. Nawet nie mam dostępu do jego archiwum - Wacław odetchnął z ulgą. Orzęsek chyba tym razem nie fantazjował. - Och,szkoda... Myślałem, że może pan mi coś niecoś zdradzi.Strasznie chciałbym wiedzieć coś bliżej o metodach, którymi pracuje dr Pełzaka.Podobno są bardzo nowatorskie. No proszę,coś jednak było ! Mają go za szpiega,czy co? Tam do licha z tym Orzęskiem... - Jeśli pan chce,to mogę dla pana skombinować coś z wyposażenia Pełzaka - rzucił Maks Stentor - W Instytucie słabo pilnują.Ostatnio wyniosłem stamtąd nowiutki cyklotron. - Gdzie ty znalazłeś tego faceta? - spytał Orzęsek patrząc z niechęcią na Maksa. Nie było czasu tego wyjaśniać,gdyż byli już w sali konferencyjnej. Panował tu nieziemski zamęt, znaczna część uczestników dyskusji biegała tu i tam bez ładu i składu. Przyjaciele dostrzegli jednak swojego znajomego, Sebastiana Nukleowskiego. Orzęsek na szczęście zniknął, zmuszony do odprowadzenia macGerma do stołu, za którym spoczywała pozostała część zagranicznej delegacji: doktor Jean-Paul de Microbe i Iwan Radiolariow. Zasępiony Hans Zytoplasmann pogrążony był w myślach, a Alberto Vorticelli gapił się na obecne na sali panienki. Przy katedrze na środku można zaś było dostrzec samego Jego Magnificencję rektora Planktonowicza z Uniwersytetu Stylonychiańskiego, który skakał pieniąc się tu i tam i tłumaczył różnym osobnikom, że tablica ma stać tu,a nie tam i że dokumenty winny być ułożone tak,a nie inaczej. Cały rektor... Wiciowski z uśmiechem wspomniał czasy - zaledwie rok,a wydaje się,że całe wieki temu - kiedy studiował na starym, dobrym uniwerku. No, ale teraz był już kimś,był pracownikiem Instytutu i... - I znowu przyszedłeś się wymądrzać? - spytał na przywitanie Sebo Nukleowski. - Gadanie ! Sam na pewno będziesz rzucać w czasie dyskusji głodne kawałki,które przeczytałeś sam nawet nie wiesz gdzie,Nukleus ! - odparował zamiast Wacka Maks - Zaraz, a co tu robi ten klecha?... Za jednym z pierwszych stołów siedział ksiądz Pantofelek, jak zawsze różowy i tłuściutki. Pomachał im nawet na powitanie. - Może chcą go rzucić na pożarcie tym geniuszom,gdy ich zanadto rozwścieczy dyskusja. - W porządku,w porządku ! Proszę wszystkich o spokój i zajęcie swoich miejsc ! - rozbrzmiał pod kopułą obserwatorium głos kierownika Instytutu i przewodniczącego sympozjum, profesora Protozoi. Tłum naukowców w sali i gapiów zgromadzonych na balkonach umilkł. Wszyscy zaczęli zajmować swoje miejsca za stołami.Profesor stojąc na katedrze czekał,aż tumult się uspokoi. - Witam wszystkich przybyłych i zapraszam do zorganizowanej w ramach trwającego od paru dni sympozjum dyskusji pod hasłem "Czy poza naszą planetą istnieje życie?" ! - oznajmił gromkim głosem Protozoa - Zanim zaczniemy dyskusję, jeden z czołowych pracowników naszego Instytutu Astronomii i Kosmologii, doktor Pełzak, przedstawi w tej sprawie swój raport, będący owocem prowadzonego przezeń od kilku lat programu badań kosmologicznych. Panie i panowie - doktor Atanazy Pełzak !! Wszyscy zaczęli bić brawo,a następnie na katedrze pojawiła się wychudła postać szefa asystenta Wiciowskiego,samego doktora Atanazego Pełzaky. - Badania moje - zaczął ,gdy na sali zapanowała wreszcie cisza - które prowadzę od lat gwoli ścisłości trzech, miały na celu wyjaśnienie jednego z odwiecznych problemów naszej cywilizacji - czy poza planetą naszą istnieje życie? Czy istnieją w kosmosie istoty inne, może potężniejsze od nas? I czy może,jak uważali niektórzy twórcy science-fiction,obserwują nas one,zagrażają nam,żyjemy na ich łasce? Otóż odpowiedź na te pytania, moi państwo, brzmi z całą pewnością - NIE ! Pełzak podszedł do tablicy i zaczął na niej wyrysowywać przeróżne wzory. Nie przerywał mówienia ani na sekundę. - Łatwo to obliczyć ze wzorów Virignona, a po nim i inni sławni matematycy,fizycy i astronomowie wykazali to niezbicie: w kosmosie NIE MA innych planet podobnych do naszej,na których mogłoby powstać życie. Powiedzmy to sobie wyraźnie, panowie: życie poza naszą planetą jest całkowicie niemożliwe ! Na wielkim ekranie za plecami doktora ukazywały się przeróżne zdjęcia i filmy zarejestrowane przez obserwatoria,wykresy,rysunki.Pełzak rozdał też siedzącym przy stołach masę różnych notatek,zdjęć,wykresów i wydruków,które podawano sobie nawzajem.A sam mówił,mówił i mówił,ponad piętnaście minut - A gdyby nawet było to możliwe i gdyby - powtarzam,GDYBY,ci mieszkańcy innych planet nie tylko istnieli,ale nawet opanowali technologię konieczną do przemieszczania się pomiędzy planetami,czyż nie napotkaliby na niemożliwe do przezwyciężenia trudności? Czy nie udowodniono ponad wszelką wątpliwość,że poruszanie się poza obrębem planety jest całkowicie niemożliwe? Że niemożliwe jest przeżycie, z powodu braku środowiska koniecznego do życia, które jest niemożliwe do sztucznego odtworzenia poza planetą?? Kolejne długie minuty mijały,a Pełzak mówił i mówił,wykładał i dowodził,powiedzmy sobie wprost - ględził.Wiciowski udawał,że z zainteresowaniem ogląda kolejne zdjęcia i dokumenty przewijające się przed jego wzrokiem,ale prawdę mówiąc wszystko to już wiedział. Przecież to, że poza planetą życie nie może istnieć,wiadomo było z dawien dawna. Mimo to wszyscy na sali słuchali pilnie, lub udawali, że to robią, bardzo pilnie.Wiciowski ziewnął jednak, a po nim Asia. Uroczo wyglądała,gdy to robiła.Vorticelli z delegacji też chyba tak uważał, bo wgapiał się w nią przez dziesięć minut,by potem przenieść wzrok na jedną z asystentek Protozoi. Zytoplasmann patrzył w zasępieniu na Pełzakę, a ksiądz Pantofelek odmawiał dla zabicia czasu różaniec. - Są oczywiście fantastyczne relacje nielicznych świadków, którzy utrzymują, że widzieli istoty spoza planety lub niezwykłe zdarzenia przypisywane ich działaniu. Można śmiało stwierdzić,że 90% tych tak zwanych świadków to narkomani, wariaci lub osobnicy żądni sławy.W pozostałych przypadkach,kiedy można przyjąć, że dana osoba rzeczywiście COŚ widziała,jest to wynikiem refleksów świetlnych na niebie, złudzenia optycznego, stresu, i tak dalej.Nadzwyczajne te rewelacje możemy więc,koledzy,włożyć między bajki. - A zatem,czy ktoś na sali ma coś do powiedzenia w temacie istnienia życia poza naszą planetą? - spytał doktor,gdy po jeszcze pięciu minutach mówienia zakończył wywód - Czy ktoś może nie zgadza się ze mną? Przez chwilę panowało milczenie.Potem profesor Bacillus chrząknął i poprosił o głos. - Osobiście zgadzam się z moim szanownym kolegą.Już w moich studenckich latach napisałem pracę magisterską,która udowadniała niezbicie,że na innych planetach życie istnieć nie może,gdyż nie znalazłoby tam odpowiednich warunków. - To prawda - zgodził się Protozoa - Tylko na naszej planecie,i nigdzie poza nią, występuje woda konieczna do życia. - Moim zdaniem - wypowiedział się Iwan Radiolariow - towarzysz Pełzak ma rację co do poruszania się poza obrębem planety.Jest to całkowicie nierealne. Już wiele lat temu w moim kraju prowadziliśmy badania z wystrzeliwaniem żyjących istot w kosmos. Żaden z ochotników tego nie przeżył. - Ach, więc przyznajecie się do tego? - zainteresował się Jerry macGerm - Przez ostatnie kilkadziesiąt lat mówiliście co innego. - To nie należy do tematu - wtrącił Protozoa - Proszę o wypowiedzi w kwestii kosmosu. - Jeśli mogę coś powiedzieć,to zgadzam się co do nierealności tych niezwykłych relacji ze spotkań z istotami z kosmosu - rzekł Nukleowski - Sam mam znajomych,którzy twierdzą,że widzieli jakieś dziwne zjawiska,ale wszyscy oni to fantaści lub narkomani z marginesu społecznego,i brak im na poparcie tych tez jakichkolwiek dowodów. - Ma pan rację - rzekł Jean-Paul de Microbe - Według mnie,trzeba być,nie przymierzając, idiotą lub, za przeproszeniem, kretynem,żeby wierzyć w istnienie życia na innych planetach. Czy nie mam racji,Alberto? - Do licha,nie jest nawet pewne,czy wogóle poza naszą planetą istnieją inne - zauważył jego kolega - Nigdy żadnej nie widzieliśmy dokładnie. - O czym my wogóle rozmawiamy? - burknął ponurym głosem Hans Zytoplasmann - Według teorii reprezentowanej przez mnie i moją uczelnię, kosmos nie istnieje. Jest tylko złudzeniem optycznym, dowiódł tego jeden z naszych filozofów. Poza naszym światem nie istnieje nic. - Mogę się z tym zgodzić - rzekł ksiądz - Kosmos to iluzja stworzona przez Boga. - Bóg też nie istnieje - wtrącił Wiciowski,chcąc powiedzieć coś mądrego. - To nie należy do tematu - przerwał Protozoa - A zatem... Czy ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia? - Może są na sali tacy,co uważają, że życie poza naszym światem istnieje? - zadowcipkował Pełzak,co niezbyt było w jego stylu. Na sali zabrzmiał śmiech. - Nie, zdecydowanie nie istnieje. - To niemożliwe.Nonsens ! - rzekł rektor Planktonowicz. - Oczywiście,wszyscy się z tym zgadzamy - przytaknął profesor Bacillus. - No więc po co organizować dyskusję? - syknął Maks Stentor. - Ja się nie zgadzam ! - zawołał nagle czyjś głos. Wszyscy rozejrzeli się. Z ostatnich rzędów wybiegali w strone katedry jacyś widzowie. - Rany - jęknął Maks - To Śruba ze swoimi szurniętymi kumplami ! Istotnie,był to on,a szurnięty kumpel był przynajmniej jeden.Śrubowiec i Gronkowiecki byli studentami ostatniego roku na wydziale Kosmologii i Astronomii Uniwersytetu. Śrubowiec studiował poza tym filozofię i mitologię różnych kultur,a Gronkowiecki znany był jako zapalony domorosły astronom. Twierdził, że wynalazł nowy typ teleskopu który pozwalał widzieć dalej niż najlepsze dotychczasowe przyrządy, ale uczelnia nie potwierdzała tych rewelacji. - Proszę proszę ! Gronkowiecki i Śrubowiec ! - przywitał ich surowym głosem rektor - Sprowadza was chęć kawału? - Z całym szacunkiem,Magnificencjo,chcemy wziąć udział w dyskusji - zawołał student Śrubowiec. - I z pewnością będziecie to robić bardzo poważnie,biorąc pod uwagę to,co przed chwilą powiedziałeś. Lepiej stąd znikajcie ! - Nic podobnego. Proszę posłuchać, drodzy zgromadzeni ! - krzyknął wszem i wobec Śrubowiec - Śmiem twierdzić,że nie zgadzam się z teorią, jakoby poza naszą planetą nie istniało życie ! - Nawet cieszę się, że przyszli - powiedział Wiciowski, gdy sala rozbrzmiała śmiechem - Umierałem tu z nudów. - Co daje ci, młodzieńcze,podstawę do takiej potwarzy dla naszej inteligencji? - zapytał surowo profesor Protozoa. - To nie potwarz,lecz naukowe twierdzenie. Studiując pilnie zapomniane mitologie... - Wybaczą państwo,ja nie będę słuchać takich... - oświadczył deMicrobe wstając, ale student uciszył go fuknięciem, aż doktora zatkało z oburzenia. - ...studiując pilnie,nietrudno zauważyć,że w każdej,KAŻDEJ kulturze występują bóstwa, wyższe istoty. Istoty te stworzyły nasz świat,i któż to może wiedzieć,być może przez cały czas obserwują nas z góry, z kosmosu. - Ależ...przecież to zahacza o pogaństwo - obruszył się wielebny Pantofelek. - W wielu religiach - kontynuował niezrażony Śrubowiec - istnieje też motyw końca świata. I kto wie,czy te wyższe istoty,które żyją ponad nami,po stworzeniu nas,nie zechcą nas zniszczyć ! - Nauka dowiodła,że wyższe istoty nie istnieją,towarzyszu studencie - zauważył Radiolariow - Świat,o ile nam wiadomo, powstał z Wielkiego Wybuchu, kiedy to materia ukształtowała naszą planetę, a potem w zalewającej ją wodzie pojawiło się życie, z którego wyewoluowaliśmy my, wszyscy tu obecni. - A może kolega Śrubowiec utrzymuje,że nie powstał w ten sposób? - zapytał żartem rektor - Może sam wywodzisz się od wyższych istot, Śrubowiec? - Nie, panie rektorze,nie ! - krzyknął Śrubowiec przekrzykując śmiech - Utrzymuję tylko, że poza naszym światem istnieją bardziej od nas rozwinięte stworzenia, o wiele od nas potężniejsze ! Docent Dezoksy Ryba wykazał, że... - Ryba? Już samo nazwisko brzmi jak nazwa jakiegoś "bardziej od nas rozwiniętego" stwora - zakpił Vorticelli. Śmiechy brzmiały coraz głośniej. - Wszystko to bardzo ciekawe,mój młody kolego - rzekł macGerm - Ale czy chcesz powiedzieć,że negujesz dotychczasową teorię powstania świata? Sam jego obraz? - Nie, ale... - Właśnie ! - naskoczył Zytoplasmann,który uwielbiał rozwodzić się nad obrazem świata,w którym żył i dowodzić,że poza nim nie ma nic - Czy planeta nasza nie jest okrągła? - I wypełniona w większości wodą,co umożliwia nam życie? - Czy nie bywa raz jasno,raz ciemno,co przyzwyczailiśmy się nazywać nocą i dniem? - pytał ironicznie deMicrobe. Podobne pretensje nadlatywały zewsząd. Biedny student był coraz bardziej zły. - Dobra ! Już dobrze,dobrze ! - krzyknął wściekle…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych