Wróć do katalogu

Raporty r.14

"człowiek człowiekowi wilkiem" - tak mówi przysłowie

mesueopublikowano 15 marca 202117 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

14 Raporty

Iga do klasztoru dotarła o zmierzchu. Kołatała do drzwi i kołatała,lecz w końcu zniechęcona przestała.Rozejrzała się. Było cicho i dziwnie pusto. Pomyślała, że może coś pomyliła i to nie ten klasztor. Zastukała ponownie i znowu nic. Wokół pustkowie, a do najbliższej miejscowości było ze dwadzieścia kilometrów. W bagażniku miała koc, ale nie uśmiechało się jej spędzić nocy w aucie. Zrezygnowana usiadła na ziemi. - A niech to! – zaklęła. - Nie klnij. Łomoczesz, jakby cały las się palił. Z tej strony teraz nie ma wejścia. Choć. - Mam nadzieję, że mnie nie zamordujesz. Przebyłam szmat drogi. Byłoby dziwne, że w samej końcówce umiera główna bohaterka. - Przyłóż dłoń. Zweryfikujemy ciebie. Teraz możesz wejść. - Dzięki łaskawco, bo już padam z nóg. - Twoja cela nr 2 czeka na ciebie. Otwiera się tylko z zewnątrz. Plecak daj do przechowalni. - Będę więźniem? Znowu? - Nie. Tak bezpieczniej. - A jeśli będzie pożar? - To uratuję ciebie. Śpij dobrze. - Tylko jak tu spać. Wygód to tutaj nie macie. - Ano nie. Na dzisiaj musi ci wystarczyć. Cela miała dwa metry na dwa. Pod jedną ścianą stała prycza, na której leżał tylko pled. - A gdzie poduszka? To mi dopiero raj. Z ubrania uformowała coś na kształt poduszki i przykryła się kocem. Była zmęczona i szybko zasnęła. Pobudkę miała o czwartej rano. Zjadła śniadanie, przebrała się w habit i welon, zakrywający twarz. Kiedy była gotowa zakonnik odprowadził ją do sali konferencyjnej. Wchodziła ostatnia. Usiadła na miejscu z literą I i włączyła ekritora. - Witam wszystkich. Zebraliśmy się tutaj w niepełnym komplecie. Dwoje naszych już nigdy nie wróci do nas. Ich miejsce na razie pozostanie puste. Wstańmy na chwilę, aby oddać im hołd. - Dziękuję. Usiądźcie. Troje jest poza naszym zasięgiem, ale żyją. Dołączą do nas innym razem. Na waszych ekranach wyświetli się mapa świata. Na czerwono zaznaczone są miejsca, które zagrażają pokojowi na świecie, na żółto są zaznaczone zjawiska, które zagrażają istnieniu Ziemi, na niebiesko miejsca, które mogą stać się zagrożeniem, a na zielono rzeczy, które zagrażały, ale zostały zniszczone. Zapoznajcie się z tymi faktami. Macie dziesięć minut. Trybun usiadł. Rozejrzał się po swoich uczniach. - Szkoliłem ich, hartowałem, ale nie ma wśród nich nikogo, kto by zajął moje miejsce. Może jeszcze Lea, może Wit, czy Jadwiga, ale czy zechcą żyć w cieniu, z dala od ludzi, od cywilizacji. Nie wydaje mi się, ale kto to wie. Zdolni są do największych poświęceń, ale czy w tym przypadku ktoś z nich poświęci się dla świata, który nigdy nie będzie rajem, ani oazą spokoju. Zawsze będą dobrzy i źli ludzie, skromni i żądni władzy i pieniędzy, chciwi i wielkoduszni, skromni i butni. Problem w tym, żeby zło nie przybrało wielkich rozmiarów, mających katastroficzne skutki dla świata. Kto z nich po mnie? Dobre pytanie. Mam jeszcze trochę czasu na wskazanie następcy, ale tylko już trochę, a czas nagli. Jestem coraz starszy – pomyślał Trybun i podniósł dłoń. - Za chwilę rozpoczniemy raportowanie. Każdy zna swoją kolejność. Na koniec raportu trzeba wpisać „koniec”. Po każdym będziecie mieli dziesięć minut, aby się z nim lepiej zapoznać. Nie możemy dyskutować nad raportami, tylko przyjąć je do wiadomości. Do złożenia jest siedem raportów. Proszę o krótkie i konkretne raporty, pozbawione jakiegokolwiek zabarwienia emocjonalnego. Zaczynamy. Raport numer jeden. Na ekranach zaczęły pojawiać się słowa. - Mieliśmy uwolnić dzieci z małej wyspy na Pacyfiku. Kupowano je w biednych krajach i odtransportowywano na wyspę. Mieszkały w bunkrach w małych, zamkniętych celach. Traktowano je jak zwierzęta hodowlane. Karmiono, myto, czasami wyprowadzano na spacer, ale nic więcej. Kiedy ich organy osiągały gotowość do przeszczepu szły pod nóż. Nie mieliśmy żadnego kontaktu z nikim od środka. To był trudny problem do rozpracowania, więc wykorzystaliśmy do tego dziecko. Brzmi to być może źle, ale nie było innej możliwości, aby dowiedzieć się czegokolwiek więcej na temat kolonii. Zyskaliśmy dzięki dziecku rozkład bunkra i jego położenie na wyspie. Później pomogli nam w tym walczący. Oni weszli od środka i zaatakowali personel. Strażnicy zostali zlikwidowani. Czujniki wyłączone. Poszło nam lepiej niż spodziewaliśmy się. Może dlatego, że byli zaskoczeni. Nie mniej jednak nie udało się nam przeprowadzić akcji bez strzelaniny. Troje z naszych zginęło. Kiedy otworzyliśmy cele, gdzie przechowywano dzieci zobaczyliśmy, że nie ma tam nikogo. Staliśmy i patrzyliśmy na puste cele i gdyby nie nasz mały agent nie odnaleźlibyśmy ich. Zawiadomił, że wszyscy siedzą w podziemiach. Na odnalezienie ich nie mieliśmy dużo czasu, gdyż grupa „O” podłożyła bombę i nie można było już tego cofnąć. Nasz mały agent zaprowadził nas do lochów. Starsze dzieci popychaliśmy do wyjścia, małe nieśliśmy na plecach. Były przerażone. Nic nie rozumiały, ale nie o to tutaj chodziło. Czas naglił. Ledwo zdążyliśmy. Bunkier został wysadzony w powietrze. Winnych oddaliśmy w ręce policji, która na miejsce jak zwykle dotarła ostatnia. Dzieci odtransportowano innym statkiem. Miały trafić do europejskich sierocińców i być oddane do adopcji. Trafiły tam – sami sprawdziliśmy. Naszego małego agenta schowaliśmy w bezpiecznym miejscu. Zlikwidowaliśmy jedno miejsce, w którym dzieci w wieku od 3 lat do 15 traktowano jak tuczniki. Taki precedens prawdopodobnie jest nawet intratniejszy niż handel kokainą. Nie sprawdzaliśmy. Myślimy, że takich miejsc jest więcej, i dlatego ten problem nie powinien być zamknięty. On dopiero się rozwija. KONIEC. Stefan odetchnął. Skończył. Trudno było mu w kilku zdaniach streścić dramaturgię wydarzeń na wyspie. Bicie serca powoli wracało do równowagi. Tylko kropelki potu na czole przypominały jeszcze o wzburzeniu, jakie towarzyszyło mu podczas pisania raportu. Nie otarł ich. Nikt i tak tego nie zauważył. Pod maską schował swoje emocje. - Raport numer dwa. To chyba ja – pomyślała Jadwiga i zaczęła pisać. Podróż upłynęła bez niespodzianek. Zadaniem było zniszczenie miejsca, w którym prowadzono badania nad krzyżowaniem gatunku ludzkiego ze zwierzętami. Ze zdobytych informacji wynikało, że precedens trwał już kilka lat. Nasi zwiadowcy zlokalizowali je na Saharze w okolicach gór Tibesti. Dotarliśmy tam w nocy. Od wewnątrz mieliśmy ukrytych swoich agentów, którzy mieli nam pomóc. Po zlikwidowaniu strażników przebraliśmy się w kostiumy laborantów i weszliśmy do środka. Jeden z pracowników tego laboratorium zauważył, że jest coś nie tak i chciał wszcząć alarm. Wtedy wpuściliśmy gaz obezwładniający. Poszliśmy dalej. Nasi czekali na nas w salonie. Jedna drużyna skierowała się do laboratorium, gdzie przechowywano próbki z nasieniem goryli, szympansów i trzymano w klatkach reproduktorów. Druga, gdzie trzymano kobiety, które miały służyć do rozpłodu. Ostania to sypialni pracowników. Dwoje ludzi stało na warcie. Zlikwidowaliśmy wszelkie notatki, zapisy na komputerze, próbki z nasieniem, opisy przeprowadzonych badań i wyników. Zabraliśmy trzy kobiety, które miały służyć do rozpłodu. Czwartej już nie daliśmy rady uratować. Umarła, Podpaliliśmy całe laboratorium. Śpiących pracowników powiązaliśmy i oddaliśmy w ręce władz. Reproduktory miały być odwiezione do zoo, a później do dżungli. Sami wycofaliśmy się do Libii, skąd każdy wrócił do swojego kraju. Istnieje jednak prawdopodobieństwo, że badania są przechowywane w innych miejscach, i że są inne laboratoria, do których jeszcze nie dotarliśmy. Nie ustaliliśmy kto, jaka organizacja za tym stoi. Na pewno nie ci, których tam zastaliśmy. Należałoby zbadać tę sprawę do końca. „KONIEC” - Raport numer trzy. - Na miejscu byliśmy o czasie. Miejsce niby nie zamieszkałe. Z lotu ptaka można tylko dostrzec szczyty gór i dolinę. Trudno było uwierzyć, że w dolinie pod ziemią jest zbudowana arena. Przykryto ją trawą i krzewinkami. Pomogło nam rozstawienie mikroprocesorów na arenie założonych przez naszego agenta. Nie wyczuwalne były przez ich elektroniczne systemy, gdyż przeszliśmy na system kryształkowy. Wiedzieliśmy, dzięki kryształkom, gdzie w środku są rozstawione straże,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych