Ratując w biegu...
Nim przeczytacie państwo to opowiadanie, zastanówcie się, ile możecie zrobić dla bliskiej wam osoby.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ratując w biegu...
Nim przeczytacie państwo to opowiadanie, zastanówcie się, ile możecie zrobić dla bliskiej wam osoby. Czy jesteście zdolni do wszelkich poświęceń? Do olbrzymiego wysiłku? Czy jesteście zdolni, pozbawić kogoś życia, by uratować kochaną przez was osobę?
Akcja opowiadania ma miejsce między 14:50 a 17:30
Albert Vits był zwykłym mężczyzną po trzydziestce. Nie palił, pił alkohol tylko w święta i w czasie urodzin swoich bliskich. Był redaktorem naczelnym gazety jednego z wielu wychodzących w River City dzienników. Właśnie pił kawę w oczekiwaniu na swoją narzeczoną, Juliet Connor. Albert bardzo się cieszył, że się z nią spotka. Juliet była piękną kobietą, stworzoną dla Alberta. Miła, sympatyczna, pracowita, a co najważniejsze, kochała Alberta. Za trzy miesiące mieli się pobrać. Można powiedzieć, że Albert był najszczęśliwszym mężczyzną w mieście. Dochodziła godzina piętnasta. Albert wybrał numer do swojej oblubienicy. "Abonent jest czasowo niedostępny, proszę spróbować później". Albert trochę sie denerwował. Położył telefon, na blacie stolika, po czym poprosił kelnera o następną kawę. Przez chwilę bawił się aparatem. Może utknęła w korku, i telefon jej się rozładował. -Pan Vits?- Spytał młody człowiek, noszący strój kuriera. Albert odpowiedział skinieniem głowy.- Mam list do pana, oraz przesyłkę. Proszę podpisać.- Gdy Albert wziął kopertę, podpisał sie w podanym miejscu. Mężczyzna w tym czasie położył mały pakunek na blacie stołu. Albert dał chłopakowi 30 dolarów napiwku. Gdy kurier się oddalił, Albert najpierw otworzył małą paczuszkę. W środku znajdowała się pozytywka z małą figurką baleriny. Zabawka wygrywała smutną melodię, która wypełniała przestrzeń wokół Alberta. Mężczyzna otworzył kopertę. W środku znajdowała się malutka karteczka. "Pozbądź się nogi, nie jest do niczego potrzebna." Albert potrząsnął głową. Cały czar prysł. Pozbądź się nogi? Cóż za dziwactwo. Po chwili zastanowienia, Albert chwycił pozytywkę, zapłacił za kawę, po czym wyszedł z restauracji. Było piętnaście po trzeciej. Juliet trochę się spóźnia, poczekam na nią w samochodzie, pomyślał Albert. Gdy siedział w aucie, z pozytywką na kolanach, rozmyślał o wiadomości. Przeanalizował ją kilkukrotnie, zawsze dochodząc do tego samego wniosku. Nie zastanawiając się dłużej, chwycił ciałko baleriny prawą ręką, a lewa złapała za nogę postaci. Przez moment Albert miał wyrzuty sumienia, przed tym co chciał zrobić. Zamknął oczy. Przekręcił lewą dłoń. Trzask przerwał melodię. W samochodzie nastała cisza. Albert otworzył oczy. Okazało się, że noga baleriny jest wydrążona. W środku znajdowała się malutka karteczka. Mężczyzna delikatnie wyjął zwitek, po czym odczytał napis na nim zamieszczony. "Maleros Place, 42" Przecież to mój adres, zdziwił się Albert. Położył wszystko na sąsiednie siedzenie. Odpalił wóz po czym ruszył w kierunku swojego miejsca zamieszkania. Po drodze próbował dodzwonić sie do Juliet, jednak bez skutku. Wpół do czwartej był już pod swoim domem. Ale nie wysiadł od razu. Rozejrzał się, czy nikogo nie ma na ulicy. Nie musiał tego robić, jednak coś mu kazało to zrobić. Ulica, o dziwo, była pusta. Zabrał telefon, pozostawiając pozytywkę i liściki w samochodzie, po czym wyszedł z auta. Podszedł do swoich drzwi. Nacisnął klamkę, jednak drzwi sie nie otworzyły. Poszukał kluczy w kieszeni. Znalazł je. Po chwili był w środku. Nie miał pojęcia, czemu jest taki rozkojarzony. To jakiś dowcip Juliet, pomyślał. Chce mnie nastraszyć, albo coś w tym stylu. Rozejrzał się po domu. Nie było żadnych oznak włamania, kradzieży. Ogólnie rzecz biorąc, jego dom wyglądał tak samo jak w chwili wychodzenia do pracy. Albert dla rozluźnienia atmosfery włączył radio. Nowy utwór zespołu Outlandish wypełniał cały dom. Mężczyzna skierował się do kuchni. W restauracji wypiłem tylko kawę, pomyślał Albert. Trzeba wrzucić cos na ruszt. Otworzył lodówkę, po czym zamarł. Cała lodówka, od góry do dołu, po brzegi, była wypełniona kartonami z mlekiem. Prawie sto litrów mleka. Sam fakt wyglądałby jak głupi żart, jednak to co wcześniej przytrafiło się Albertowi w połączeniu z tym, nie było wcale śmieszne. Mężczyzna dostrzegł białą karteczkę, podobną do znalezionych wcześniej. "Szukaj jej w mleku." Jakiej Jej? -Juliet, jesteś tu?!- Krzyknął Albert.- To wcale nie jest śmieszne! Wyjdź proszę.- Jednak nikt nie wyszedł. Cholera, pomyślał Albert. Co to za głupia gra? Kogo mam szukać? Albert miał już tego powyżej uszu. Otworzył pierwszy karton, po czym wylał zawartość do zlewu. To samo stało się z następnym i następnym. Przy dwudziestym z rzędu kartonie, przerwana została dziwna rutyna. W czasie wylewania mleka, z kartonu wypadła mała, szczelnie zamknięta saszetka. Albert natychmiastowo sięgnął po pakuneczek. Wytarł mokre dłonie, po czym otworzył saszetkę. Znowu karteczka. "Komputer, Zdjęcie.rar, hasło to twoje imię" Albert ruszył po schodach na górę. W swoim pokoju znajdował się komputer, z którego często korzystał. Uruchomił urządzenie. Po kilku minutach, gdy system Windows zdążył się załadować, Albert od razu znalazł mieszczący się na pulpicie plik "Zdjęcie. Rar." Przed wypakowaniem pliku, program spytał o hasło. Tu Albert musiał chwilę pomyśleć. Hasło to twoje imię. Wpisał "Twoje imie". Złe. Ponownie musiał wydać polecenie wypakowania pliku. Tym razem wpisał swoje imię. Albert. Po sekundzie na pulpicie pojawiły się dwa nowe pliki. Plik tekstowy i plik graficzny. "Przeczytaj najpierw to" oraz "Obrazek 1". Albert nie wiedząc czemu, postąpił zgodnie z instrukcją.
"Drogi Albercie! Gdy czytasz ten plik, twoja narzeczona siedzi w ciemnej piwnicy, z workiem na głowie, zakneblowana i związana. Gdy ty na nią czekałeś w restauracji, moi ludzie przygotowywali dla ciebie niespodzianki które masz już za sobą, oraz te które są przed tobą. Jeśli nie wierzysz, otwórz plik graficzny, który zapewne wypakowałeś na swój komputer."
Albert przerwał czytanie pliku. Szybko kliknął na ikonę pliku. Po kilku sekundach, na ekranie komputera Albert zobaczył swoją ukochaną Juliet, siedzącą w ciemnym pomieszczeniu z płóciennym workiem na głowie. Rozpoznał ją po jej ulubionych spodniach, i małej, srebrnej bransolecie na lewej ręce. Na zdjęciu widniała data. 15.10.06. 15:05. Zlany potem, ze łzami w oczach powrócił do pliku tekstowego.
"Szokujące prawda? Jest możliwość, abyś uratował swoją ukochaną, jednak będziesz musiał dotrzymać tajemnicy. Nie możesz się nią z nikim podzielić. Gdy policja dowie się o tym, Juliet zginie. Udaj się natychmiast do budki telefonicznej na rogu Clinton Road i River Ave. Dotrzesz tam w ciągu 15 minut biegiem. Tylko biegiem, nie możesz używać samochodu. Ani swojego, ani taksówki. O godzinie 16:05 zadzwoni telefon. Dostaniesz dalsze wskazówki.
Troublemaker."
Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Jego narzeczona została porwana. W jego rękach jest jej życie. Albert nawet nie wyłączył komputera, tylko od razu zbiegł po schodach. Zamknął drzwi z hukiem i ruszył przed siebie. W college'u był dobry w biegach, szczególnie na długie dystanse. Trochę wyszedł z wprawy, jednak po chwili złapał odpowiedni, wyuczony rytm. Wdech, wydech, wdech, wydech. Niech no dopadnę tego, co nam to zrobił, myślał Albert. Ja się okazało, Troublemaker miał rację. Dobiegnięcie do budki zajęło mu niecałe 13 minut. Dochodziła godzina czwarta. Albert rozejrzał sie po ulicy. Było względnie spokojnie jak na O równej szesnastej zadzwonił telefon. Albert szybko odebrał słuchawkę. -Jestem! -Stacja metra Blackpound, na piechotę, za 10 minut.- Odpowiedział chrapliwy, jakby modyfikowany komputerowo głos. Połączenie zostało przerwane. Albert nie miał możliwości zapytać się o zdrowie żony. Położył słuchawkę na widelcu, i pognał prędko ulicą. Mijał mężczyzn i kobiety, dzieci i staruszków. Wszyscy trochę dziwnie przypatrywali się gnającemu chodnikiem dorosłemu mężczyźnie. Pot zaczął lać się po czole Alberta. Jeśli porywacz będzie kazał mu biegać po mieście, to czy starczy mu sił?
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dr.Agon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…