Wróć do katalogu

Reading - part I

Seria dziwnych zdarzeń w miasteczku na odludziu.

krzemowski, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Słońce zachodziło za linię horyzontu. Rozgrzane muzyką czerwcowe powietrze brzmiało wracającym ludziom z koncertu znanej grupy rockowej w uszach. Był piątek, za tydzień oficjalne zakończenie roku szkolnego, ale uczniowie miejscowej szkoły postanowili, że rozpoczną upragnione wakacje trochę wcześniej. Idealnym powodem do tego był koncert, który zgromadził prawie wszystkich mieszkańców, zostali tylko ci, którzy nie przepadają za muzyką, a takich było jak na lekarstwo, dlatego też większa część społeczności Reading cieszyła się na tę okoliczność. W Reading, rzadko, kiedy, odbywały się tego rodzaju imprezy. Miasto było raczej spokojnym miejscem, osadzonym na odludziu, trudno tutaj było o dobry zasięg telefoniczny, często były przerwy w dostawie prądu. Przebiegała tutaj tylko jedna trasa, ze wschodu w kierunku stolicy kraju, na zachód, w kierunku wybrzeża. Na terenie miasta była tylko jedna szkoła, która kształciła okoliczną młodzież, posterunek policji z jednym radiowozem, który miał już około dziesięć lat, remiza strażacka z równie przestarzałym sprzętem, jednak interwencje policji były rzadkością, jedynie czasami strażacy wyjeżdżali do pożarów lasów w wyniku utrzymującej się długo suszy, albo do zdjęcia kota z konarów wysokiego drzewa na terenie parku w centrum miasta. Opieka zdrowotna była tutaj prowadzona poprawnie, ludzie nieczęsto chorowali z powodu braku zanieczyszczenia środowiska, aktywnego trybu życia oraz spożywania pokarmów, których źródła były w lokalnym rolnictwie oraz hodowlach. Prężenie działał również ośrodek kulturalny, gdzie młode talenty spędzały miło czas, wyświetlano tam również filmy oraz wystawiano sztuki teatralne. Starsi ludzie odwiedzali, co niedziele XV-wieczny kościół zlokalizowany tuż przy głównym parku, gdzie w sobotnie, ciepłe popołudnia większość mieszkańców spędzała miło czas na rozmowie, dzieci grały w piłkę lub biegały z psami. Działał również klub sportowy, którego dumą była drużyna siatkarska. Miasto, gdzie mieszkało około pięć tysięcy osób na ogół tętniło życiem, zamknięte w swoim własnym otoczeniu, raczej odcięte od reszty kraju, otoczone było z każdej strony gęstymi lasami, które porastały niezbyt wysokie wzgórza. Piękny krajobraz o każdej porze roku. Przez miasto wiła się rzeka, która z każdym miesiącem wydawała się zmieniać swoją barwę, za jej początki uznawano pobliskie wzgórze. Malownicze wąwozy i doliny, w których powietrze wydawało się jakby nie, co gęstsze. Bardzo często nie uwzględniano Reading na mapach, co wyjaśniało małą liczbę turystów, mimo zapierających dech w piersiach widoków. Mogłoby się wydawać, że taki stan rzeczy, jest niezwykle dobry dla mieszkańców miasta, cisza, spokój. Idealna miejsce do życia, utopia. Jednak trwało to do pewnego czasu.

Dwójka przyjaciół, którzy wracali z koncertu do domu, a mieszkali trochę dalej od centrum postanowili wybrać się drogą przez niewielki zagajnik, w powietrzu unosił się zapach świeżo ściętej przez pracowników zakładu oczyszczania miasta trawy, na ulicach było już cicho, tylko w oddali było słychać jeszcze odgłosy wrzawy po skończonym koncercie. Zagajnik nie przylegał bezpośrednio do ulicy, należało zboczyć w wybrukowaną ścieżkę, aby przejść przez mały las. Było już późno, latarnie paliły się lekkim światłem, które ledwo, co oświetlało drogę i tylko światło księżyca pomagało w orientacji. W oddali nad łąką, gdzie rzeka rozlewała się po płaskim terenie unosiła się gęsta mgła. Uczniowie podążali w stronę ciemnego lasu, wilgotne powietrze osiadało im na twarzach i w postaci małych kropelek spływało wzdłuż policzków, po brodzie i szyi w kierunku klatki piersiowej. Słychać było odgłos poruszających się na lekkim, chłodnym wietrze, który dawał się odczuć na nieosłoniętych rękach, liści i drobnych gałęzi. - Boisz się? – Zapytał Pilson cichym, drżącym głosem idącą tuż obok niego młodą dziewczynę, koleżankę z klasy. - Nie, czego tutaj się można bać, przecież to jest totalne odludzie, nie ma tutaj żadnej żywej duszy. – April odpowiedziała mu tak cynicznym głosem, który rozległ się przed frontem lasu. – A może ty się boisz, co? – Dziewczyna dodała po chwili, wiedziała o tym, iż jej przyjaciel jest znany z tego, iż boi się ciemności. April była osobą władczą, było jej bardzo dobrze, kiedy czuła, że ma nad kimś władzę, ktoś jest pod jej wpływem uległy. - Ja? – Chłopak lekko się zawstydził, bo nie chciał pokazać swojego panicznego strachu przed ciemnością. – Nie boję się, tylko wiesz, jest trochę późno, tata pewnie się o mnie martwi, bo nigdy nie wracałem o tej porze do domu. – Dodał po chwili i podrapał się po głowie, żeby odwrócić uwagę April od tematu jego lęków. - Spokojnie, moja matka miała zadzwonić do twojego ojca i uprzedzić go o tym, że wrócimy później. – Powiedziała spokojnym głosem, aby lekko uspokoić nerwy i strach Pilsona. Jednak po chwili zauważyła, że chłopak drży. Zapytała go, czy wszystko z nim dobrze. Pilson wytłumaczył to, że jest mu trochę zimno, jednak sama dziewczyna nie czuła chłodu i wydało się jej to znów podstawą tego, aby stwierdzić, że chłopak się wyraźnie czegoś boi. - To może pójdziemy inną drogą, obok sklepu metalowego, tam są latarnie i droga jest oświetlona. – Zaproponowała po kilku chwilach milczenia i skierowała swoje zielone oczy na chłopaka. - Nie, nie! – Odrzekł szybko chłopak, w jego głosie było wyraźnie słychać zmieszanie. – Chodźmy już tędy, będzie szybciej. – Dopowiedział i wbił wzrok w chodnik. Tam, gdzie pojawiały się pierwsze krzewy i mniejsze drzewa chodnika już nie było, pojawiła się tylko zwykła, piaszczysta ścieżka. Dwójce trochę trudno było poruszać się po piaszczystej, ciemnej drodze, gdyż oboje mieli zwykłe trampki, April na dodatek były lekko porwane. Dziewczyna nie pochodziła z bogatej rodziny. Jej rodzicie prowadzili jedyną kwiaciarnię w mieście, gdzie popyt na kwiaty ozdobne nie był zbyt wielki. - Pilson, przyśpiesz trochę, bo do jutra nie wrócimy… - urwała w połowie zdania i zmarszczyła czoło. – Czujesz? – Dziewczyna spojrzała na Pilsona z typowym spojrzeniem, kiedy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych