REHABILITACJA: seria druga - Powrót na leżankę
rozdział szósty dalszych losów młodej pacjentki w gabinecie masażu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{font:verdana}{c:navy}{b}{u}REHABILITACJA, seria druga - Powrót na leżankę{/b} - kontynuacja{/u}
{u}rozdział 6{/u} tortury
Poranek czwartkowy. Moja dłoń nie szukała już środków uspokajających; zapomniałam o nich bezpowrotnie. Wszelkie moje powody do stresu zdawały się przejść już do historii. Zachłyśnięta świeżo odzyskaną wolnością, nie mogłam sobie odmówić rozmarzonego uśmiechu, cisnącego się bez przerwy na moją twarz. Przy dźwiękach muzyki z odtwarzacza CD oddałam się porannym ćwiczeniom, po których zafundowałam sobie cały zastaw łazienkowych przyjemności. Z miejsca udało mi się wprowadzić w błogostan. Jakże mi było teraz ze sobą dobrze! Wystarczyło po prostu, by z mojego życia zniknął Czarny Ksionżę, a błyskawicznie wróciłam do świata żywych. A poczucie winy zdawało się podążać w ślad za nim, jakby to ono było tym jego genialnym rumakiem. Tak wyluzowana, wybrałam się na swój dzisiejszy masaż. „Spróbuję jeszcze raz, nie ma co się tak do człowieka uprzedzać po jednej tylko wizycie”, postanowiłam sobie. Moje ogłupienie powoli zaczynało najwyraźniej ustępować miejsca racjonalnym zachowaniom, a przewrażliwienie - zdrowemu dystansowi. Po drodze, oczywiście, musiałam zahaczyć o przychodniany sklepik i zaopatrzyć się w swój obiadek pod postacią jogurtu. Soczku chwilowo wolałam unikać. Siedziałam już pod gabinetem i konsumowałam właśnie swój najważniejszy posiłek dnia, gdy kolega po fachu mojego masażysty pojawił się nagle tuż przede mną. Zauważył, że dumna z siebie jak paw pochłaniam przerażające ilości jogurtu, więc z miejsca mi się oberwało. - Wprawdzie nie powinno się jeść przed zabiegiem, ale życzę pani smacznego. - Poważnie? – zaskoczył mnie tym stwierdzeniem. To nie wolno było jeść przed masażem? Wprawdzie zauważyłam, że po jedzeniu gorzej się czuję na leżance, ale to akurat była moja tak zwana „pora karmienia” i musiałam coś zjeść. Najwyraźniej chciał, bym na długo zapamiętała tą lekcję, więc dorzucił jeszcze: - Ze względu jednak na pani rozległe znajomości w tej przychodni, nawet się nie ośmielę odmówić pani zabiegu. Ale tak naprawdę nie powinienem pani dzisiaj przyjąć. - Co takiego…? – wolałabym, żeby mnie słuch mylił. Tego było za wiele! Dlaczego tak się do mnie odnosił!? Ok., mogłam zrozumieć OPR za jedzenie przed zabiegiem, ale z tymi „znajomościami” grubo przesadził. Spojrzałam na niego jak niesłusznie ukarana ofiara i jęknęłam – Jakie znowu znajomości!? Ja tu praktycznie nikogo nie znam! - Jasne – odparł z powątpiewaniem. Ściągnięcie mnie z chmur poszło mu jak po maśle po prostu. - Byłam tu już wcześniej pacjentką, z kilkoma ludźmi polubiliśmy się i zakumplowali, to wszystko – tłumaczyłam, wchodząc do gabinetu. Zaczęłam się zastanawiać, czy może nieświadomie czegoś mu nie zrobiłam. Nic jednak nie przychodziło mi do głowy. Skoro w takim razie ze mną było wszystko w porządku, to z nim musiało coś być nie tak. Postanowiłam nawet już nie próbować silić się na uprzejmości; nie było sensu. Najwyraźniej go z jakichś powodów drażniłam. I nie mogłam na to nic poradzić, zwłaszcza, że nie miałam zamiaru udawać kogoś, kim nie byłam, tylko po to, by spojrzał na mnie łaskawszym okiem. - Skoro pani tak twierdzi – wciąż zdawał się mi nie wierzyć. A ja nie miałam zamiaru dłużej go do niczego przekonywać. - Nie lubię tej wycieraczki – rzuciłam, zauważywszy tą samą wycieraczkę, przez którą we wtorek o mały włos nie zaliczyłabym gleby. Weszłam do salki i spostrzegłam pojemnik z talkiem. Wzdrygnęłam się i dodałam – Ani talku. – A w myślach dodałam: „ani tym bardziej ciebie.” - Ja też nie lubię talku – zgodził się ze mną, ku mojemu zdziwieniu. Lecz już postanowiłam, że nie będę się bez wyraźnej potrzeby do niego odzywać i narażać na kolejne nieprzyjemności. W milczeniu więc przygotowałam się do zabiegu. On też się nie odzywał; chyba nie wiedział, jak ma traktować tą moją ciszę. Wgramoliłam się na leżankę, a on stanął obok i spytał: - To co będzie z tymi spodniami? - Nic. A co by miało niby być? – odparłam niewinnie, starając się ukryć wciąż narastające we mnie poirytowanie. - Nie rozepnie ich pani? Ja masuję tylko tyle, ile jest odsłonięte – drążył wczorajszy wątek. - Jakoś się nie zdecyduję – oświadczyłam ironicznym głosikiem. Czego się niby spodziewał? Mam mu goły tyłek pokazać, czy co? Ani mi się śniło! On natomiast nacisnął palcem na mój pośladek. Nieprzygotowana na taki atak, syknęłam; rzeczywiście, mięśnie moich pośladków wymagały gruntownego rozmasowania. - Wierzyć mi się nie chce, że to pani nie zabolało – stwierdził, czekając najwyraźniej, aż zmienię zdanie i przyznam się do błędu. Jeszcze czego! Uniesiona dumą, uparcie trwałam przy swoim. Mogło sobie boleć. W tym momencie mogłabym nawet być umierająca, a nie zwróciłabym się do niego o pomoc. Ileż pojawiło się we mnie agresji! - Jakoś przeżyję ten ból. - Ok., nie będę naciskał – usłyszałam w odpowiedzi. Chyba dotarło do niego, że mam nerwy. Jego kapitulacja trochę mnie uspokoiła. Jak ja nienawidziłam być do czegokolwiek przymuszana! Chłopak rozpiął mi stanik i w chwilę później zaczął się masaż. Zgodnie z moim postanowieniem, nie odzywałam się do niego wcale. Starałam się też hamować z wszelkimi innymi efektami specjalnymi pod postacią mruczenia, czy śmiania się; zmieniłam się w głaz. Trwało to już dość długo, gdy nagle stwierdził: - Nie odzywa się pani. Szok. Zastanawiał się, dlaczego nic nie mówię… Może dotarło do niego, że wystawił moją wrażliwość na bardzo poważną próbę? Obchodziło go moje samopoczucie? A może raczej chciał dbać o swoją opinię w oczach pacjentów? Zresztą, nie powinno mnie to interesować. Postanowiłam odwdzięczyć mu się pięknym za nadobne. A moja rozbrajająca szczerość nadawała się do tego wręcz idealnie. Z miejsca wypaliłam: - Do pana się boję odzywać. - A do swojego masażysty się pani nie bała? – był tak cudownie zaskoczony! Te zdezorientowane oczęta i pytający wyraz twarzy… Tak! Punkt dla mnie! Szłam więc za ciosem. - NIE. Nic nie odpowiedział. Wprawdzie nie widziałam po tym tekście jego twarzy, ale odniosłam nieodparte wrażenie, że nie spłynęło to po nim jak po kaczce. Chyba trochę przesadziłam. Mimo wszystko, robienie ludziom przykrości nie należało do tej części mojej natury, za którą bym jakoś przesadnie szalała. Ehh, ruszyło mnie to durne sumienie. - Po prostu nie wiem, o czym mam z panem rozmawiać – powiedziałam już łagodniej i tłumaczyłam – Z moim masażystą od razu złapaliśmy wspólny język, rozmowa jakoś sama się układała. A z panem czuję się inaczej. Ma pan zupełnie inny sposób bycia i nie wiem, jak mam pana odbierać. - Normalnie – odparł z westchnieniem. „Po prostu super”, pomyślałam w pierwszym odruchu. „A może by jednak spróbować raz jeszcze?”, przeszło mi przez myśl, bym w końcu postanowiła: „Ostatni raz.” Chłopak mnie zagadnął. – Więc uczy pani angielskiego? - Tak, angielskiego – przyznałam z dumą. Świetny temat! Jakby wiedział, co może tak błyskawicznie mnie otworzyć. W momencie zapomniałam o przykrościach, jakich dziś z jego strony doświadczyłam. Miał w końcu okazję poznać moje bardziej naturalne zachowanie. Z wszelkimi tego konsekwencjami. Hmmm, kiedy oboje trochę spuściliśmy z tonu, rozmowa zaczęła się układać. Ja sama też chyba znów za bardzo się rozluźniłam, bo na sam koniec zabiegu znów bezwiednie zaczęłam mruczeć. On się roześmiał. Lecz już nie był to złośliwy śmiech. - Niech pani już tak nie przeżywa – skomentował. - Niech pan nie zwraca uwagi – odbiłam piłeczkę. – U mnie to normalne, nie potrafię się tego pozbyć - dodałam. Przypomniał mi się zakład z moim masażystą podczas mojej pierwszej serii zabiegów i się roześmiałam - Już kiedyś próbowałam tego nie robić, ale nic z tego nie wyszło. Nic nie odpowiedział, nie rozumiejąc, o co mi chodziło. Wytarł mi plecy z oliwki i wyszedł umyć ręce. Zeszłam z leżanki i zaczęłam się ubierać. Wrócił po chwili i znów zaczął mi się przyglądać. - Pracoholizm ma pani wypisany na twarzy – zaczepił mnie. - Nie – zaprzeczyłam, potrząsając głową. – Po prostu nie miałabym co robić w wolnym czasie – usprawiedliwiałam się. Bo tak, oczywiście, wcale nie poczęstowałam go dziś wykładem na temat mojej pracy… Zawstydzona, postanowiłam się bronić – A tak, to się przynajmniej dokształcę, rozwinę zawodowo, odłoży się trochę grosza na wakacje… Same plusy. - A gdzie pani jeździ na wakacje? – spytał znienacka. Zaskoczył mnie tym pytaniem. Był miły! - Zwykle w jakieś górki – odparłam z uśmiechem. – Kocham góry. Odwzajemnił mój uśmiech. Dziwnie się poczułam. Jednakże ta idylla była zbyt piękna, by mogła trwać zbyt długo. Gdy już kierowałam się w stronę drzwi, nie mógł sobie odżałować jeszcze jednej uszczypliwości: - Powinna pani poważniej potraktować swoje zdrowie i zacząć się leczyć, zamiast tylko bawić się w masaże. - W nic się nie bawię – odparłam nadąsana. Co za bezczel! To był cios poniżej pasa. Dodałam przekornie – A o swoje zdrowie się troszczę,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AgnieszkaQ
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…