Rękawiczki
Siedziała ocierając łzy kapiące na rękawiczki. Kręciło jej się głowie, nie wiedziała nawet gdzie teraz iść – była tu przecież pierwszy raz w życiu! Skąd, do cholery, mogła wiedzieć, gdzie w Katowicach są jakieś szpitale! Nawet w Krakowie tr
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Siedziała ocierając łzy kapiące na rękawiczki. Kręciło jej się głowie, nie wiedziała nawet gdzie teraz iść – była tu przecież pierwszy raz w życiu! Skąd, do cholery, mogła wiedzieć, gdzie w Katowicach są jakieś szpitale! Nawet w Krakowie trudno jej było trafić, a tutaj? Musiała jednak coś zrobić, w końcu po to przyjechała – mimo zakazu rodziców, braku pieniędzy, sprawdzianu z ruskiego… Nie zrezygnuje przecież tylko dlatego, że nie potrafi znaleźć adresu i ulicy na mapie…! Stanęła obok dworcowego kiosku i wyciągnęła telefon komórkowy, aby jeszcze raz przeczytać smsa z nazwą pogotowia. - Przepraszam… - zwróciła się do mężczyzny siedzącego na ławce – Nie wie pan może… - Ja nie mam czasu…! – obruszył się i odszedł ciągnąc za sobą ciężką walizkę. Przecież nie będzie rozmawiał z nieznajomymi! Na pewno chciała jakieś pieniądze, albo rozdawała ulotki! „O tak! Przez takie jak ta rozpadło się małżeństwo jego syna. Podeszła taka jedna na ulicy, zagadała i została do końca. A Magdusią i małym Kamilkiem niech się rodzice zajmą kochani rodzice! Młody jest, musi się wyszaleć, ale jakiś umiar zachować powinien mimo wszystko… Że też akurat teraz ciotka Matylda musiała się rozchorować… I oczywiście to on, głowa rodziny, musi tam pojechać i zająć się nią – chusteczki, herbatki, obiadki, termoforki – skaranie boskie z ta epidemią grypy… A syn by nie mógł?! W końcu ma taką młodą, nową, nie zaszkodziłoby jej obcowanie ze starszymi… Tak jak tej tutaj, zapłakanej całej…” Odwrócił się szukając wzrokiem młodej dziewczyny, ale po chwili zrezygnował i zniknął gdzieś w tłumie. „…and if I ever needed you would you be there…?” The Streets, Too late Nabrała powietrza do płuc i powoli je wypuściła. Nie pamiętał innych sposobów na powstrzymanie płaczu. Teraz, po 18 latach życia, zrozumiała, że od początku do końca była, jest i będzie sama. Nikt jej nie pomoże, jeśli ona sama tego nie wymusi. Nikt jej nie zauważy, jeśli nie będzie zwracać na siebie uwagi. Dlaczego więc tu była? Po co w ogóle przyjeżdżała, zadając sobie tyle trudu? Na co w ogóle liczyła wsiadając do pociągu…?! Ile razy prosiła, żeby nie jeździł na kacu, niewyspany… że nie musi się śpieszyć, zwłaszcza jeśli jest lód na drodze i ostre słońce świecące prosto w oczy. Ale on oczywiście MUSIAŁ być mądrzejszy! Efektem była zaistniała sytuacja – po 3 tygodniach ich znajomość miała się brutalnie zakończyć. I to przez taką głupotę… Właściwie nieważne przez co, ważne, że! Otarła pojedyncze łzy i weszła do kiosku w poszukiwaniu mapy. - 6,50 albo nie wolno rozpakować! – rzuciła nieprzyjemnie ekspedientka. „Co się będę starać, skoro i tak dziś rzucam niewolniczą harówkę u tego bydlaka. Syn wyszedł z więzienia, stary dostał pracę… teraz wszystko się ułoży. A ten bandyta… „inwestor” od siedmiu boleści, to może sobie od jutra kogoś innego wykorzystywać, nie mnie…!” - Przepraszam, może mi pani powiedzieć, gdzie jest ulica Powstańców? Albo ta druga… - Źle się pani czuje? Osobiście zrezygnowałabym z tego miejsca, tam więcej ludzi umiera, niż się ich ratuje – sięgnęła po mapę i wytłumaczyła drogę. - Dziękuję bardzo. – wydukała. - Proszę… - westchnęła ekspedientka – Stać taką na prywatna klinikę, a nawet nie wie gdzie iść… Przeszła przez brudny dworzec, wyszła na zewnątrz i złapała taksówkę. Tak najszybciej, chociaż nie najtaniej. Mijając kolejne skrzyżowania przypominała sobie wszystko: poznali się na imprezie. Niby normalka, ale w jej przypadku utrzymywanie kontaktu po takim początku było dość nietypowe. Zwłaszcza, że mieszkali w różnych miastach. Zwłaszcza, że był 4 lata starszy. Zwłaszcza, że co taki chłopak jak on może widzieć w niej…?! Wracał do siebie od rodziców. Mógł jechać zupełnie inną drogą, mógł w ogóle ominąć cały Śląsk, ale chciał wpaść chociaż na chwilę do niej. Tak. To wszystko było jej winą – gdyby nie zachcianka zobaczenia się przez 5 minut, może nie doszłoby do tego… Może nie miałby wypadku, może… Nie, nie można tak myśleć. Nie można tak w ogóle, nawet przez sekundę gdybać, bo to i tak nic nie da. - To coś poważnego? – spytał taksówkarz patrząc raz po raz do lusterka. - Nie wiem. Nic nie wiem. Boję się. – odparła cicho. - Niech się pani nie martwi, na pewno wszystko się ułoży, w końcu musi, prawda? - „Szczęście nigdy nie daje, ono tylko pożycza”, słyszał pan o tym? Mnie się właśnie wydaje, że przyszło z komornikiem. - Rodzina…? - Chłopak. – odpowiedziała szybko, bez zastanowienia. Cholera… nie powinna tak go nazywać, przecież jeszcze nie byli oficjalnie razem… „jeszcze”? Chyba „już nigdy”… - A długo jesteście razem… jeśli można spytać oczywiście? – nie dawał za wygraną – Bo wie pani, im bardziej jest się z kimś związanym, tym bardziej boli… - Znamy się dokładnie 3 tygodnie. Dla mnie to wystarczająco dużo, żeby bolało. Ile płacę? - Uznajmy, że na koszt firmy, skoro i tak wisi nad panią komornik. – „Biedna mała. Tylko co ona tu robi, skoro ledwie go zna? Ja nie wiem czy Halinka po 20 latach małżeństwa przyjechałaby mnie odwiedzić w szpitalu, a co dopiero na jakimś pogotowiu…” Przeszła niepewnie przez szklane drzwi podeszła do jakiejś pseudo-recepcji i nieśmiało spojrzała przez szybę na pielęgniarkę. - Czego chce? – spytała nieuprzejmie siostra, nie siląc się nawet na jedno spojrzenie. - Podobno leży tutaj… - Odsunąć się! Proszę dzwonić natychmiast po doktora Nowaka, ciężki uraz klatki i czaszki… - przez korytarz przebiegło kilka osób, drzwi z trzaskiem otworzyły się, wrzaski, dużo krwi… Zacisnęła rękę na poręczy i próbowała nie panikować. Jeżeli leżał tu 3 godziny temu, nie przywiozą go znowu… Nie zobaczy wystających kości, ani narządów wewnętrznych wypływających z brzucha… - No to czego chciała? – pielęgniarka ponowiła pytanie zupełnie ignorując całe zamieszanie. – Niech się nie sili z nazwiskiem, kiedy przywieźli? - Nie wiem… - „takie rzeczy trzeba wiedzieć?” - A wie przynajmniej czy żyje?! Skaranie boskie z wami! Nic nam nie płacą, a wymagają! NIE MA! Rozumie? Nie prowadzimy spisu powszechnego! Tu książka jest… - rzuciła wielkim tomiskiem rozlatującego się brulionu, pożółkłe kartki zdawały się ledwie trzymać kupy - … w niej nazwiska wszystkich pacjentów, proszę, niech sobie poszuka, jak taka mądra… - drżącymi rękami przekładała strony w poszukiwaniu znajomego nazwiska. - To on… - wskazała w końcu. Siostra spojrzała lekko zniesmaczona. - A. No to trzeba było tak od razu. – uśmiechnęła się przyjaźnie. – Niech pójdzie schodami na drugie piętro i tam po lewej stronie, pokój nr 205. – „Tacy mili rodzice chłopaka. Szkoda, że tak skończył. A to pewnie jakaś koleżanka, widać że raczej nie miejscowa. Biedny chłopak. Tak skończyć. A podobno dobrze jeździł… nie na nartach… na tym snowboardzie… czy jak to tam ci młodzi nazywają… Na obiad chyba mielone zrobię, wszyscy lubią. I mizerię, może poproszę Natalię o pomoc, wieczorem mają przyjść Andrzejowie z góry…” „I'm going in crazy in love for you baby I'm going down like a stone in the sea Yeah, no one can rescue me” Sugababes, Too lost in you Posłusznie weszła na drugie piętro, zobaczyła rzędy identycznych drzwi. „Co ja tu robię…?!” Jakby na to nie patrzeć, faktycznie nie wiadomo co tu robiła. Nie odwiedza się zwykłych znajomych na OIOMie… W końcu korytarza dostrzegła trzy osoby, kobietę i dwóch mężczyzn. Jeden obejmował ramieniem kobietę, prawdopodobnie swoją żonę, drugi zaciągał się papierosem patrząc w okno. Wszyscy w tych zielonych, szpitalnych płaszczach… Całkiem jak na filmach… Mijając kolejne numerki na drzwiach czuła jak serce podchodzi jej coraz bardziej do gardła. Nie ma w zwyczaju uciekać, ale teraz dałaby wszystko, żeby móc tak po prostu odwrócić się i wyjść. Bała się szpitali. Była w nich ze trzy razy, za każdym tuż przed śmiercią odwiedzanego. Szpitale kojarzyły jej się z końcem, Łódzkim pogotowiem, przekrętami pieniężnymi i drogimi lekami, których kasa chorych nie refunduje. Jednym słowem – same przyjemności. Mężczyzna palący papierosa stał na balkonie, dopiero teraz to zauważyła. Akurat wyrzucał peta i odwrócił się, przez chwilę patrząc jej w oczy. Ona natomiast zatrzymała się przed pokojem 205. Bała się tam wejść. Bała się tego, co zobaczy za drzwiami. - Kasia…? – usłyszała swoje imię i zaskoczona odwróciła wzrok od cyferek, które wypalały jej oczy. - Taaaak… - odparła cicho z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil podniecona_zakonnica
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…