Wróć do katalogu

"Repetujmy życie od nowa"

Jak to jest kiedy wszystko trzeba zaczynać od nowa? [dół, dolina, depresja - lepszego nie umiałam napisać]

hermenegilda, opublikowano , 13 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny”

Obudziłam się w całkiem nieznanym mi pomieszczeniu. Biel ścian biła po oczach, a odpadający tynk wzbudzał przerażenie. Gdzie ja jestem? Leżałam na łóżku – było okropnie miękko... może nawet za miękko. Czułam jak cierpnie mi kość ogonowa, a ja nie mogłam wykonać jakiegokolwiek ruchu. Obok mojego łóżka stał mały metalowy stoliczek załadowany wielką ilością ciastek, ciasteczek i owoców. W rogu pokoju był biały telewizor, a pod nim jakieś dziwne urządzenie. Na jednej ścianie było olbrzymie okno. Przez nie widziałam tylko czubki wieżowców i jakichś wyższych bloków. Chętnie spojrzałabym przez nie dokładniej, ale nie mogłam się podnieść. Usłyszałam urywki jakiejś rozmowy, ale nie umiałam nic zrozumieć. Mówili bardzo niewyraźnie – po chwili do mojej sali wszedł korpulentny mężczyzna z jakimś zeszytem w dłoni. Kiedy zobaczył, że mam otwarte oczy od razu się roześmiał. -Dzień dobry pani. Milcząc czekałam na wyjaśnienia. Czekałam, aż ten facet mi wszystko wytłumaczy – miałam zbyt dużo pytań, by je teraz wszystkie zadać. -Pani Marta Lasocka, prawda? -Proszę?- zapytałam i podciągnęłam się wyżej na poduszce. -Marta Lasocka... zamieszkała w Krakowie przy ulicy Ko... -Ja?- rzuciłam nieśmiało przerywając mu. Pierwszy raz słyszałam nazwisko Lasocka, a już na pewno nie miałam na imię Marta. Odgarnęłam do tyłu włosy, które opadły mi na twarz. -A niby kto? -Nie wiem- odpowiedziałam głupio. -To pani imię i nazwisko. Nazywasz się Marta Lasocka.- zmienił formę zwracania się do mnie na „ty”. -Miałaś wypadek. Bardzo poważny. W głowie miałam totalną pustkę – nic nie pamiętałam. Z przerażenia ścisnęłam mocniej prześcieradło. -Twój mózg uległ uszkodzeniu- powiedział cicho lekarz. Po chwili do sali weszła wysoka kobieta o ostro zarysowanych kościach policzkowych. Miała wściekle niebieskie oczy i wąskie usta. Wyraz jej twarzy na początku był surowy, ale kiedy rzuciła się do łóżka, złapała mnie za rękę i usiadła na twardym stołeczku, twarz jej spogodniała. Ten ogień w oczach i pobłażliwe ustawienie warg... Chwilę potem jednak spięła brwi i nawet ten pobłażliwy uśmiech spełzł jej z twarzy. -Martuś... powiedz mi. Dlaczego to zrobiłaś?- w jej oku pojawiło się coś błyszczącego. Nic jej nie odpowiedziałam. Nie miałam pojęcia kim ona jest. Kim ona jest, ani co ja takiego zrobiłam... Z przerażeniem w oczach spojrzałam na mężczyznę w białym kitlu. Potem na niego spojrzała ona. Pokiwał głową przecząco. -Jednak potwierdziły się nasze domniemania... uszkodzony został płat mózgu przechowujący wspomnienia... miejmy nadzieję, że pamięć krótkotrwała jest nietknięta. Kobieta spojrzała smutno na lekarza i pojedyncza łza spłynęła jej po policzku. Szybko jednak ją otarła. Po chwili mężczyzna wyszedł. Zrobiło mi się okropnie smutno. Żal mi było tej kobiety. -Słonko... pamiętasz mnie chociaż troszkę?- zapytała nagle. -A kim pani jest? Głośno przełknęła ślinę. -Jestem twoją mamą, Martusiu- już łzy lały jej mimowolnie. Przytuliłam się do niej. Zupełnie nie kojarzyłam jej perfum, dotyku, czy barwy głosu. O sobie również nie wiedziałam nic. Nie pamiętałam jakiej muzyki słuchałam, czy lubiłam owoce, jakie książki czytałam, do jakiej szkoły chodziłam, ani tego, gdzie mieszkam. W pamięci miałam jedną wielką dziurę. -A tata?- zapytałam. -Marto, ty nie masz taty.- powiedziała cicho. Chyba pojęła, to, że wszystko będzie mi musiała wpajać od nowa. –Odszedł od nas, kiedy miałaś dwa latka... -A teraz ile mam?- znów twarz jej poczerwieniała. -Siedemnaście. Nastało milczenie. Ona tępo się we mnie wpatrywała, a ja uciekałam od jej spojrzenia. Słońce wpadające przez okno powoli zaczęło mnie razić. Nie było firanek, a w słońcu pomieszczenie wyglądało jeszcze bardziej przygnębiająco. -Marto, ja już musze jechać do pracy- pogładziła mnie po ręce, którą szybko porwałam. –Za niedługo przyjdą do ciebie przyjaciele... Wyszła. A ja znów zostałam sama. Odzyskałam już władzę w nogach. Zaczęłam szperać w metalowej szafce. Wyjęłam jakieś ciastka i sama zjadłam całą paczkę. Kiedy skończyłam ostatnie ciasteczko do sali weszło pięć osób na które wywaliłam gały. -Cześć kochana- podeszła do mnie drobna blondynka w zielonym sweterku. Przytuliła mnie delikatnie. –Jak się czujesz? Znów nic nie mówiłam. Powoli przywitałam się z wszystkimi osobami. Przystojnym chłopakiem o inteligentnym spojrzeniu, trochę przygrubawą rudą dziewczyną, wysokim łysym facetem i dość niską brunetką. -Nie wiem co powiedzieć- zaczęłam. –Ja was nie pamiętam... wiecie chyba że straciłam pamięć? Uśmiech również zszedł im z twarzy. -Wiemy- odpowiedzieli chórem. -Będziemy ci się musieli od nowa przedstawić...- powiedział wysoki łysy chłopak i cmoknął mnie w policzek. –A więc mówmy... Zaczęła blondynka. -Martuś... jestem Ania- uśmiechnęła się. –Jak to głupio brzmi... znamy się prawie od urodzenia – jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Wiem, że kochasz niebieski kolor i uwielbiasz malować... Potem na krzesełku usiadł rudzielec. -Ruda, jestem twoją najbardziej upierdliwą kumpelą z ławki. To mnie zamknęłaś w skrzyni przed WF, bo nie miałam stroju a Dziekański wpisywał jedynki... byłaby to moja trzecia. W domu miałabym przerąbane... -A ja jestem twoją drugą kumpelą z ławki... nie upierdliwą- wszyscy oprócz mnie buchnęli śmiechem. Tym razem mówiła brunetka. –Mam na imię Wikta. Wiem, że uwielbiasz matematykę, ale nienawidzisz Filarskiej, która jej uczy... należysz do kółka matematycznego i moja droga niedawno wygrałaś wojewódzki konkurs wiedzy matematycznej... Potem na krzesełku usiadł łysy chłopak. Drugi stał oparty o drzwi i z drwiącym uśmieszkiem patrzył na Rudą, która rozgryzała jak działa telefon na monety. -A ja jestem Filip... twój ukochany, pierwszy i jedyny chłopak. Kochasz włóczyć się po krakowskich plantach i pić piwo na rynku- chwycił mnie za rękę. Nie porwałam jej – przecież to był mój chłopak. Pierwszy i jedyny... jak to brzmi. Tylko problem w tym, że teraz do niego nic nie czułam. Jedynie obojętność... nie podobał mi się ani jego wygląd, ani pewny ton jego głosu. -A ty?- zapytałam przystojnego, wyraźnie starszego ode…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych