Risk Asset Ratio- czyli Współczynnik Aktywów Trudn
Historia mojego życia. Przeczytaj chociaż tyle ile wrzuciłem. Jeśli Ci się spodoba to resztę doślę mailem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mama urodziła mnie pewnego październikowego poranka, dokładnie siedemnaście lat temu w miejskim szpitalu w Pradze. Nie wiem czemu akurat w Pradze, pewnie nie miała innego wyjścia. Właściwie to nigdy jej o to nie pytałem i pewnie nie spytam bo zapomnę. Jestem chyba jedynym człowiekiem który miewa problemy z zapamiętywaniem swoich danych personalnych. O moich imieninach dowiaduje się przeważnie dokładnie w dniu imienin. Nie wiem czemu tak się dzieje. W szkole zawsze byłem prymusem i nie miałem absolutnie żadnych problemów z zapamiętywaniem dat dziennych historycznych wydarzeń, a tu proszę, jedna jedyna data której nie byłem w stanie się nauczyć przez równe siedemnaście lat. Kiedyś kupię sobie brystol i kredki, posprzątam na biurku, spytam się mamy kiedy mam imieniny, narysuję sobie tą datę ciemnym kolorem na brystolu, usiądę do biurka i będę wkuwał. Na razie jednak jestem zmuszony odłożyć to na później bo postanowiłem opowiedzieć ci, Drogi Czytelniku, historię mojego życia. Bądź pewien, że gdyby nie było co opowiadać to na pewno nie marnowałbym twojego cennego czasu. Jeszcze nie będę zaczynał. Poczekam aż zrobisz sobie duży kubek kawy, pozbędziesz się natrętnych gości, usytuujesz się wygodnie w ulubionym fotelu wśród dźwięków kojącej muzyki zespołu Pink Floyd i postanowisz bez reszty oddać się porywającej lekturze. Jeżeli nie lubisz czytać słuchając muzyki to w ostateczności możesz sobie trochę skręcić volume. Wykonaj powyższe polecenia teraz bo już w następnym paragrafie zacznę swoją opowieść a wtedy będzie już za późno aby się od niej oderwać. Pewnie wszystko do tej pory sugeruje ci że jestem członkiem mafii. Tak, widzę że się nabrałeś. Otóż może to cię zaskoczy, ale ja nigdy nie należałem do „Rodziny”. Zapewniam cię- nic z tych rzeczy! Od dziecka byłem indywidualistą. Zawsze miałem mnóstwo zabawek ale żadną się nie bawiłem. Jakoś nie mogłem z nimi złapać kontaktu, nie umiałem współpracować. Moje zabawy polegały na udawaniu postaci z filmów. Zawsze kogoś tam sobie udawałem, „co obejrzałem to udawałem” można powiedzieć! Od dziecka też miałem to niesamowite poczucie humoru, którego ani moi rówieśnicy, ani dorośli, ani chyba nawet zwierzęta nie potrafiły zrozumieć. Może trochę przesadzam, bo tak naprawdę to nie gadałem ze wszystkimi. Mniejsza o to. Moje poczucie humoru to moja prywatna sprawa, więc jak ci się nie podoba to po prostu omijaj „Mało Śmieszne” fragmenty. Właściwie to niektórzy śmieją się z moich dowcipów, ale bynajmniej nie dlatego że są dla nich zabawne, wręcz przeciwnie! Bawi ich to że są (w ich mniemaniu oczywiście, tych ludzi) żałosne. Zupełny brak kultury powiedziałbym. Ale to wszystko jest naprawdę mało ważne więc jeśli zaczynasz czytać od tego momentu to bez obaw jedź dalej bo nic nie straciłeś. Ja wiem że nikt nie zaczyna czytać książki od końca trzeciego paragrafu, ale to właśnie była próbka tego mojego „Poczucia Humoru” więc jeśli cię to nie bawi to O.K. Widocznie jesteś tylko „Zwykłym Człowiekiem”. Mając lat czternaście (zauważ jak profesjonalnie zmieniłem temat z tego o „Poczuciu Humoru” na „Mając Lat Czternaście”) postanowiłem że dokonam skoku stulecia. Dokładnie to ten pomysł zaświecił mi w głowie w dniu moich urodzin, czyli trzy lata temu. Tylko jeszcze wtedy nie wiedziałem na co albo na kogo chcę zrobić ten skok. To jednak przyszło samo, z czasem. Otóż skok miał być duży, czyli na dużą kasę. To że tam gdzieś powiedziałem że „Stulecia” to tam miało tylko smaczku dodać bo w rzeczywistości to żaden tam z niego „Skok Stulecia” nie był. Nie jestem nawet pewien czy był to „Skok”. Wiesz już, Drogi(ga) Czytelniku(niczko), że nie jestem w mafii a jednak organizuje skoki na kasę. Czyli w twoich oczach wypadam jako taki super inteligentny młody człowiek który nie boi się ryzyka i ma pełne zaufanie do swoich umiejętności. Taki „Młody Gniewny” i jeszcze „Mądry”. Mhm, tak mnie właśnie postrzegasz. Ale znowu jestem zmuszony ciebie zaskoczyć, bo ci powiem że w cale nie jestem aż tak inteligentny jak ci się mogło do tej pory wydawać. To że mówię tutaj wzniosłe, mądre i trudne słowa nie powinno zamydlić ci oczu (jak się ma zamydlone oczy to nie można otworzyć bo szczypie, ale jak wodą przemyjesz to już będziesz mógł „Otworzyć Oczy”). Sorry, że tak głupio wyszło że tak się ten nawias rozbiegł na dwie strony ale inaczej chyba nie mogłem zrobić. W każdym bądź razie stworzyłeś już sobie w swojej wyobraźni mój skromny portret psychologiczny a więc możemy ruszyć dalej z tą wartką akcją. Pamiętam jak dziś, był listopad, dokładnie miesiąc po moich urodzinach kiedy postanowiłem że zrobię skok na członka rodziny. Szedłem sobie parkiem z psem (nie z moim tylko z koleżanki psem bo swojego jeszcze wtedy nie miałem pomimo tego iż dwa mi zdechły). No to tak idę przez ten park i spotykam wuja. -Cześć wuju- powiedziałem lekko speszony bo nie co dzień spotyka się wuja w parku jeszcze z nieswoim psem (ja byłem z nieswoim, on był sam) -O, cześć drogi chłopcze, masz nowego pieska?- spytał zaciekawiony o psa. Wiedziałem że to zrobi, zawsze żerował na słabszych. -Nie, nie…- próbowałem zachować twarz- To nie jest mój pies, ale pies mojej koleżanki z bloku…-skłamałem gdyż ona wcale nie mieszkała w bloku- Chciało mu się siku a koleżanka ma astmę- znowu kłamstwo…- i nie może wdychać pyłków topoli.- myślałem że to załatwi sprawę. -Hmmm…- wuj zamyślił się nie na żarty- Pyłki topoli? -Zapytał. Czułem jak serce podchodzi mi do gardła- W listopadzie?- czułem że zaraz pęknę i zacznę śpiewać jak mi zagra. -Nie wiem…- Odpowiedziałem, a pot lał mi się strumieniami mocno uderzając o brukowaną nawierzchnię miejsca w którym stałem razem z psem i wujem.- Muszę iść…- rzuciłem szorstko i zmuszając psa do galopu zmieniliśmy czym prędzej miejsce pobytu ale też w parku one się jeszcze znajdowało, krzaki to były. Tak wziąłem i przycupnąłem w tych krzakach, wujek coś tam jeszcze do mnie mówił ale ja i pies czuliśmy się już bezpiecznie. W końcu udało nam się pozbyć intruza. Wtedy właśnie poprzysiągłem na nim zemstę za to upokorzenie. To on miał już niebawem stać się ofiarą mojego skoku stulecia którego wizja dojrzewała w mojej głowie od czasu moich czternastych urodzin, czyli trzy lata temu jak to teraz piszę.
***
-Mamo!- Krzyknąłem niespodziewanie w kierunku pokoju w którym, według moich obliczeń, powinna znajdować się obecnie moja mama. -Co?!- Odparła szorstko mama. -Chodź na chwilę!- Zrewanżowałem się równie szorstkim i nieprzyjemnym odkrzyknięciem. -Sam chodź jak coś chcesz, ja prasuję!- Ten argument był nie do przekrzyczenia. W końcu to ja chciałem jej zadać pytanie a nie na odwrót. Zdałem się więc na wolę boską i poszedłem do niej przedzierając się przez dwa pokoje i kuchnię. -Mamo?- rzuciłem mimowolnie. -Co? -Jak myślisz, ile dziennie jest w stanie zarobić wujek na swoim hotelu?- miałem nadzieję że mama nic nie przeczuwa. Inaczej byłbym spalony. -Jego się spytaj, skąd ja mam wiedzieć? -Ale co, tak podejdę i się spytam „Cześć wuju, ile zarabiasz dziennie w swoim hotelu?”, trochę głupkowato to wyjdzie, nie? -A właściwie po co ci taka wiedza?- Podniosła oczy znad żelazka. Obawiałem się że może być to koniec mojego planu rewanżu, że wszystko spali na panewce. Starałem się zachować spokój pokerzysty. Musiałem wymyślić naprawdę niezły kit i sprawić żeby mama go łyknęła bez popijania. -A tak tylko pytam.- Wymyśliłem. -Nie wiem…- Chyba udało mi się zbić ją z tropu- Jakieś cztery tysiące… To mi wystarczyło. Więcej nie musiałem o nic pytać. Odparłem tylko: -Mhm…- i czym prędzej rzuciłem się w stronę drzwi wyjściowych. Kiedy wyszedłem na zewnątrz (pogoda tego dnia dopisywała) wziąłem swój rower i ruszyłem do mojego kolegi. Pomyślałem że on pomoże mi w zorganizowaniu skoku. Mieszkał niedaleko w związku z czym nie przebierałem się w dres jak to zwykle czynię przed przejażdżką rowerową. Teraz w wielkiej euforii nie myślałem nawet o przemyciu wilgotną szmatką moich bocznych lusterek zamocowanych na bokach kierownicy. Niczym rasowy kolarz opadłem w locie na pedały i pognałem ile sił w nogach, utrzymując pozycję stojącą aż do domu mego przyjaciela. Otworzyła mi jego mama. Miałem już sporą wprawę w kłamaniu a więc powiedziałem jej że tak tylko wpadłem. Dodatkowo spytałem się czy zastałem mojego dobrego kumpla. Odpowiedź była pozytywna. Aby nie wzbudzać podejrzeń zdjąłem buty już w korytarzu i powolnym krokiem udałem się na górę po schodach, gdzie mieścił się pokój mojego kolegi. -Cześć, to ja.- rzekłem chwilę po wciśnięciu złotej klamki. -Cześć, siadaj. Mam fajną grę.- odparł nie odrywając wzroku od monitora. -Jak się nazywa?- spytałem przysuwając sobie krzesło. -„Walka o Honor 2”. Taka strzelanka. Ale grafika fajna. Jedynka się nie umywa. Zabiłem już dwudziestu trzech Niemców. Kurde, tu gdzieś była apteczka… Dawno nie miałem czekpojntu i nie wiem kiedy był ostatni sejw więc muszę uważać. -O kurde, rzeczywiście fajna grafika. Poka na chwilę! Kumpel dał mi zagrać i tak się wciągnąłem że grałem przez dwie godziny i z rumieńcami na twarzy wyszedłem z jego pokoju a potem z jego domu. Po drodze przypomniałem sobie że ani słowem nie wspomniałem o moim nikczemnym planie. A potem to sobie pomyślałem że przecież się nie pali (nie spieszy znaczy) i przecież w każdej chwili mogę do niego zadzwonić. Wiem, że myślicie że wujek założył mi podsłuch na telefonie. Ale ja wiedziałem że tak nie było. Nie zrobiłby tego. To nie w jego stylu. Kiedy wróciłem do domu, zjadłem kolację. Często jem kolację jak wracam do domu. Po posiłku udałem się na zasłużony odpoczynek. Włączyłem telewizor, patrzę, a tam wujek rozmawia z panią…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil erick joe pizgacz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…