Wróć do katalogu

Romans w pracy czyli twardy kutas potrzebny od zar

Dowody na istnienie zjawiska seksu w miejscu pracy, poza tym porady dla poszukiwaczy i miejsca występowania.

mundek, opublikowano , 8 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Romans w pracy

W czasach mej wczesnej młodości, będąc zaledwie początkującym erotomanem. Posiadającym na rozkładzie jedynie osiedlową prostytutkę i kilka uczennic liceum ogólnokształcącego, przeczytałem w gazecie artykuł, w którym usiłowano dociec, czy romans w pracy jest możliwy, czy też jest on wymysłem scenarzystów przemysłu pornograficznego. Autor owego felietonu nie tylko nie znalazł rozpusty w miejscu pracy, ale ponad wszelką wątpliwość dowiódł, iż romanse w pracy zdarzają się tylko w filmach amerykańskich. Sprawę badałem wnikliwie na przełomie wieków i trzy lata temu wskutek perturbacji losowych odnalazłem wreszcie miejsce pracy, w którym romanse nie tylko okazały się możliwe, ale nawet pożądane i doceniane przez przełożonych.

Dom wariatów

Owym rozpustnym miejscem pracy okazał się dom wariatów, gdzie zatrudniono mnie jako opiekuna. Warto dodać, iż rzecz działa się w Anglii. Już po tygodniu wesołe pielęgniarki zaprosiły mnie na pożegnalną imprezę jednej z nich, która opuszczała ojczyznę na rzecz tułaczki po świecie. Zwiedziliśmy kilka barów, popiliśmy absyntu i z braku otwartych lokali wylądowaliśmy w moim mieszkaniu. My, czyli ja, pewien Żyd - fanatyk Tottenhamu Londyn oraz dwie urocze mężatki tuż po trzydziestce. Następnie z braku lepszych pomysłów na zakończenie wieczoru nastąpił zwyczajowy huragan zmysłów. Rankiem mężatka popędziła do męża zostawiając mi na pamiątkę satynowe stringi. Współlokatorzy byli zdziwieni, z rzadka czyniąc uwagi na temat mojej rozwiązłości. W miarę rozwijania się procesu aklimatyzacji w owym miejscu pracy, odkryłem iż moja przygoda erotyczna stała się głównym tematem plotek w zakładzie. Co jakiś czas dziewczęta wywoływały mnie na papierosa, żądając rozwiania palącej je ciekawości na temat zajścia, co zazwyczaj ucinałem twierdząc, z uczciwym wyrazem twarzy Słowianina, który kłamie, że jestem Katolikiem i nie uznaję seksu przed ślubem. W miesiąc później była kolejna impreza zakładowa, zdaje się bożonarodzeniowa. Uchlaliśmy się wszyscy w trupa w wykwintnym kompleksie wyścigów konnych, a skonsumowawszy darmowe drinki ruszyliśmy w miasto. Tak się jakoś złożyło, iż mężatka z poprzedniej imprezy była niedysponowana, toteż zostałem uwiedziony przez inną, tym razem samotną masażystkę terapeutyczną. I tak to szło. Z biegiem lat przeskakiwałem szczebelki wtajemniczenia. Okazywało się, iż nie byłem jedynym, któremu owe pielęgniarki oddawały co miały najlepszego. Mój menadżer, były żołnierz i uczestnik wojny o Falklandy wyznał mi, że i on kiedyś na nocce wychędożył pewną dwudziestolatkę. Warto dodać, że ona była zaręczona, on żonaty z dwójką dzieci. Każdy niemal mężczyzna w zakładzie witany był powłóczystymi spojrzeniami sióstr. Z czasem jeśli uznawany zostawał za wartego zachodu i zdolnego dochowania sekretu rozchylały się przed nim uda. Dzięki takiemu biegowi spraw morale pracowników było wysokie. Niemal każdy pragnął spędzać w pracy jak najwięcej czasu, oprócz kilku Polek, które sytuację uważały za niemoralną i obrzydliwą, oraz Polaków, których angielskie dziewczęta raczej nie lubiły ze względu na wysokie tendencje do zakochiwania się i czynienia głupich wyznań. Dzięki dużej rotacji pracowników stale dochodził ktoś nowy, więc nigdy nie bywało nudno. Nie był to jednak burdel. Każdy romans poprzedzały miesiące flirtów i oczekiwania dogodnego momentu. Ja miałem sprawę ułatwioną, gdyż dziewczęta które mnie już wykorzystały wystawiały nadzwyczaj wysokie noty za umiejętności i dyskrecję. Poza tym byłem dla nich człowiekiem egzotycznym, z dzikiego wschodu. Bardzo często jedynym obcokrajowcem, z którym miały kontakty seksualne. Po roku, wykorzystałem z wzajemnością sześć różnych pielęgniarek. Warto dodać, że z każdą poza oczywistą więzią cielesną łączyła mnie przyjaźń, co może wydać się dziwne, jednak zapewniam, jest możliwe pod warunkiem, że…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych