Wróć do katalogu

„Równoległość”

Moje pierwsze opowiadanie w tym gatunku. "Równległość" pomyśl, czy czasem Ciebie nie może to spotkać...

Mateusz_s, opublikowano , 11 min czytania, 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„Równoległość”

Szarość miasta była przytłaczająca. Nagie mury zdobiły ulice, otulane promieniami popołudniowego słońca. Małe dzieciaki biegały wąskimi uliczkami, zdawało się jakby były uwięzione w wielkiej klatce. Brak w niej jakiejkolwiek zieleni, drzew, niekiedy można było spotkać zabłąkaną kępę trawy, z pewnością pominiętą przez Miejskie Służby Komunalne. Mariusz wracał z uniwersytetu, był wykładowcą. Przechodził przez zatłoczone ulice miasta, właśnie ludzka rzeka płynęła chodnikiem. Trącali go swoimi neseserami, torbami wypchanymi zakupami. Obserwował ich: „Cóż to za permanentny stan? Tempo życia tych ludzi sprawia, że trwają w ciągłym pośpiechu. Śpieszą się wszędzie: do pracy, hipermarketów, fabryk, mieszkań… Kto choć na chwilę przystanie, wypada z gry. Dzień w dzień ludzie nie zastanawiają się nad własną egzystencją, mijają lata w rutynowym życiu, dopóki śmierć nie wykluczy ich z tego wielkiego wyścigu.” Często nachodziły go takie dziwne myśli, chociaż jemu wydawały się całkiem normalne. Skierował się w stronę tłumu, a po chwili zniknął już w głębinie ludzkiego potoku.

Zmęczony z ulgą otworzył drzwi mieszkania, skierował swe kroki od razu do łazienki. „Co to za smród?” Zapytał siebie. Zrozumiał wreszcie, że to Iza, jego żona zapaliła kadzidełka. Nie przypominało mu to zapachu, uważał raczej, że jest to kombinacja aromatyczna, bawolich odchodów i liści herbaty. Zaśmiał się w myślach. – Cześć Iza – powitał ją, całując delikatnie w usta. – Musisz mnie męczyć tymi kadzidełkami? – Zdawał sobie sprawę, że zaraz wygłosi mu wykład na temat ich leczniczego działania. – Jesteś niedobry – zmarszczyła brwi. – Zamiast się odprężyć przy tym wspaniałym aromacie, ty znów narzekasz. – Pomyliłem się, nie wspomniałaś nic o właściwościach leczniczych… – Co mówisz? – Nie, nic tak sobie mruczę pod nosem. Po ciężkim dniu zawsze brał zimny prysznic, w tym momencie była to jego upragniona czynność. Struga wody działała orzeźwiająco i regeneracja sił nastąpiła natychmiastowo. Cicho zaczaił się do salonu. Spoglądał na Izę, siedziała na sofie ze zgiętymi nogami, jej zgrabna i jeszcze dziewczęca figura zawsze go pociągała. Pięcioletnia różnica wieku nie czyniła ich związku innym. Bawiła się swoją koronkową koszulą, słyszał cichy szelest jedwabiu. Jej ciało miało wspaniały zapach słodyczy. – Musisz oglądać te głupoty? – zaskoczona gwałtownie odwróciła się, jakby została złapana na złym uczynku. – Podglądasz mnie? – zapytała z zalotną iskierką w oczach. Nie czekała na odpowiedź. Przytuliła się do jego piersi. Czuł jej delikatny dotyk. Porównywał ją do nimfy o pięknej urodzie, czułej, a jednocześnie o silnym temperamencie. Ręcznik powoli zsunął się na podłogę, łaskocząc ją po udzie…

– Powiedz, czy ty mi ufasz? – Mariusz skierował słowa w stronę swego wiceprezesa firmy. Emanował od niego dziwny chłód. – Ufasz mi, czy nie Piotrze!? – wykrzyczał mu w twarz. – Ta..k – odpowiedział jąkając się, jego gardło ściskał strach. – Wiesz, że większość pracowników uważa mnie za despotę. Bezdusznego demiurga. – Ja tak nie uważam – wymówił niepewnie. – Wiesz, sam siebie określam jako pewną mutację boga. Misterium tremendum – tego straszliwego i siejącego grozę, i misterium fascinosum, któremu ludzie ufają bezgranicznie, aby powierzać mu swe życie. – Zatrzymał się na chwilę w swoim dialogu. Piotr patrzył na niego przerażonym wzrokiem. Po chwili ciągnął dalej: – I widzisz, ty jesteś też takim dziwnym zjawiskiem. – Zaśmiał się drwiąco. – Stoisz przede mną i mieszają się w tobie uczucia zachwytu i poniżenia. Uniżasz się, ale jednak chcesz mi dorównać. Mam rację? – Nie wiem – speszył się, jego twarz pobladła i przypominała skórę martwego. – Czy pan sądzi... – Ja nie sądzę, ja wiem – urwał. Chłód panujący w pomieszczeniu wzmógł się. – Błędem było, że mi ufałeś Piotrze. Ufność to pułapka… – zamilknął na moment i po chwili dodał: – Zwalniam cię. Moment sprawił, że Piotr poczuł straszne zimno, mrożące jego ruchy. Powstała prawdziwa burza lodowa. Zimno smagało go boleśnie po twarzy, w oczach swojego szefa widział przeraźliwy blask…

Mariusz obudził się nagle. Odruchowo spojrzał na zegarek, była 6.12. Na szczęście w sobotę nie chodził do pracy. „Nigdy nie miałem tak realistycznego snu. Nie rozumiałem, co mógł oznaczać. Ja jako jakiś boss firmy? Najgorsze było to, że widziałem tam swoje oczy beznamiętnie wpatrzone w lękającego się pracownika.” Nie mógł już zasnąć. Rozmyślał i analizował każde wypowiedziane w śnie słowo. Iza spała słodko, widocznie nie miała takiego problemu, co on. Chciał zrobić jej niespodziankę, jak wstanie rano. Poszedł do pobliskiego sklepu. Miasto dopiero się budziło, mijał niekiedy podchmielonych studentów wracających z nocnych imprez lub staruszki dźwigające torby wypchane świeżym pieczywem. – Dzień dobry – powitał młodą ekspedientkę. – Dzień dobry – odpowiedziała wesoło. – Pięć bułek – szybko podała na ladę. – Jeden ogórek – zamierzała podać. – Tylko ten większy – dodał, dziewczyna parsknęła leciutko śmiechem. Mariusz nie był już sobą. Sam nie wiedział, że zaraz tak zareaguje. Odczuwał jakby inna tożsamość…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych