Rozdarty
Wybory nie zawsze bywają łatwe tak też jest teraz w przypadku pewnego młodego małżeństwa... Co zrobi głowa rodziny postawiona pod ścianą?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
„Rozdarty”
Życie jest czymś niesamowitym. Jest to chyba największa zagadka i zarazem najpiękniejszy dar jaki tylko możemy sobie wyobrazić. Chyba nie ma nic równie pięknego jak możliwość oddychania, chodzenia, jedzenia, rozmawiania, kochania… Tego wszystkiego możemy doświadczyć jedynie żyjąc. Nikt na co dzień nie zwraca na to uwagi- wszystkim wydaje się to naturalne. Każdy mieszka w swoim domu, każdy je swoje ulubione dania, każdy pracuje, aby utrzymać rodzinę i nikt nawet przez chwile nie zastanawia się nad tym ile ma szczęścia, że jego serce nadal bije. Dzisiaj wiem, że życie to najpiękniejszy prezent, jaki możemy dostać od Boga.
Dlaczego twierdzę, że doceniam to dopiero dzisiaj? Przecież od zawsze wiedziałem, że mogę mówić, myśleć, oddychać. Rzeczywiście tak było od zawsze, ale dopiero od niedawna zrozumiałem jak ważny jest każdy oddech i jak cenne jest każde słowo.
Wszystko zaczęło się w miejscu, o którym zapewne nikt z was nie pomyślał. Siedziałem w długim, pustym korytarzu. Nie mam na myśli, tego że byłem tam całkiem sam. Dookoła było pełno ludzi, ale nikt z nich nie był w stanie wypełnić pustki w moim sercu, a ja nie byłem w stanie zauważyć ich obecności. Siedziały tam zapewne jakieś pary czekające na USG, albo babcie, które za chwile po raz pierwszy miały zobaczyć swoje wnuki na monitorach. Wśród ich radości nie było miejsca na mój smutek, żal i strach. Siedziałem tak chyba wieczność, kiedy nareszcie usłyszałem swoje nazwisko. Podskoczyłem jak oparzony i wolnym krokiem ruszyłem za lekarzem. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co mnie czeka.
-Proszę usiąść- usłyszałem i posłusznie wykonałem polecenie. Chciałem się odezwać, ale to nie miało sensu. Moje usta nie były w stanie wypowiedzieć tych wszystkich strasznych pytań, które kotłowały się w głowie. -Pana żona straciła dużo krwi- kontynuował lekarz, a ja momentalnie pobladłem. -Czy ona… -zacząłem, ale nie potrafiłem skończyć, mój głos zawisnął w powietrzu, gdzieś pomiędzy mną, a tym sympatycznym starszym człowiekiem. -Teraz jej stan jest stabilny, ale to dziecko... –usłyszałem i od razu poczułem uderzenie gorąca. Jak mogłem zapomnieć zapytać o dziecko? Myśl, że mógłbym stracić Ewelinę tak bardzo mnie przeraziła, że nie byłem w stanie trzeźwo myśleć. -Proszę pana, będę szczery. Pańska żona na razie nie straciła dziecka, ale jest duże prawdopodobieństwo, że ono niestety nigdy się nie urodzi. Co więcej jeżeli płód nadal będzie się rozwijał może bardzo poważnie zaszkodzić zdrowiu pana żony. –wszystkie słowa, które wypowiadał lekarz odbijały się ode mnie i ulatniały się, gdzieś w przestrzeń. Oniemiałem i poczułem złość. Sam nie wiem dlaczego, w końcu to nie była wina tego lekarza, a on był nawet uprzejmy. Oczywiście na tyle ile może być uprzejmy człowiek informujący o tym, że twoje życie się rozsypuje na kawałki. -Co pan radzi? –zapytałem zupełnie nie poznając brzmienia swojego głosu. Uczony milczał przez chwilę po czym ściszył głos. -Proponuję usunąć ciążę. I to jak najszybciej póki płód jest we wczesnej fazie rozwoju. Inaczej straci pan nie tylko dziecko, ale i żonę.
Po wyjściu z gabinetu zupełnie na oślep wybrałem się na salę, gdzie leżała Ewelina. Nie wpuszczono mnie tam, więc nogi poprowadziły mnie prosto do kapliczki szpitalnej na samym dole budynku. Zaciskałem powieki z trudem powstrzymując łzy, zaciskałem usta i z trudem powstrzymywałem przekleństwa. Czy tak zachowuje się prawdziwy katolik? Przyznaję, że bałem się jak na to wszystko zareaguje Ewelina oraz nie mogłem sobie wyobrazić naszego dalszego życia. Wiedziałem tylko tyle, że nie mogę stracić mojej ukochanej. W przyszłości moglibyśmy mieć inne dzieci…
Kiedy nareszcie dostaliśmy wypis ze szpitala i Ewelina dowiedziała się o wszystkim byłem pewny, że teraz może być tylko lepiej, jednak okazało się, że najgorsze było dopiero przed nami. Przez całą drogę moja żona nie odzywała się ani jednym słowem, ale oboje zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy o tym kiedyś porozmawiać. Zrobiłem herbatę i usiedliśmy przed domem. Zabawne, ale świat nadal był taki sam jak wcześniej. Nie mogłem uwierzyć, że Ziemia się kręci, a kwiaty nadal rozkwitają… -Jak się czujesz? –zapytałem spokojnie i pogładziłem jej dłoń. Ona wciąż milczała. –W przyszłym tygodniu mamy wizytę u lekarza… -zacząłem starając się popchnąć rozmowę do przodu. Chciałem to mieć już za sobą. Ewelina delikatnie rozchyliła usta zupełnie tak jakby chciała się odezwać, ale zamiast słów usłyszałem ciche westchnienie. Poczułem jak ziemia osuwa mi się pod nogami, ale mimo wszystko odnalazłem w sobie siłę, aby wstać i uchwycić ją w objęcia. -Dlaczego chcesz je zabić? –usłyszałem i poczułem drgawki na całym ciele. -Nie chce go zabić… -starałem się, aby mój głos brzmiał naturalnie, ale wszystkie emocje musiały jakoś znaleźć ujście. Łzy płynęły mi po policzkach, a ja nie wiedziałem jak to zatrzymać. Czy mogło być gorzej? Kiedy oboje się uspokoiliśmy nadszedł czas na prawdziwą rozmowę…
Ewelina z godnością uniosła głowę do góry. -Nie zabijemy tego dziecka -powiedziała konsekwentnie i patrzyła na mnie szeroko otwierając oczy. -Ale kochanie. Posłuchaj... -zacząłem, jednak wiedziałem, że nie da mi dokończyć myśli. Tak też się stało. -Nie! -powtórzyła trochę głośniej lecz spokojnie. Stwierdziłem, że dalsza dyskusja nie ma sensu, więc zamilkłem. Patrzyłem na żonę trochę bezradnie, a jednocześnie z szacunkiem. Zupełnie nie wiedziałem jak mam się zachować. Ewelina delikatnie ujęła moją dłoń i położyła sobie na brzuchu. Poczułem jakiś dziwny niepokój. Ona wpatrywała się w moją twarz swoimi błękitnymi oczami. -To nasze dziecko -powiedziała głębokim, ciepłym głosem. -Nie mamy prawa go zabijać... - byłem zdumiony. Skąd ją stać na taki spokój w tej całej sytuacji? -Nie chce go zabijać... Nigdy nie chciałem... Ale nie chce też stracić ciebie... - Nagle zrobiło się jakoś dziwnie gorąco, poczułem, że nie mam na to wszystko siły, ale to ja miałem być jej opiekunem i pocieszycielem… -Wiem jak się czujesz... Ale nie możemy odebrać mu szansy. Ono też chce żyć, iść do szkoły, zakochać się… -odrzekła z lekkim uśmiechem, ale mi wcale nie było wesoło. -Kocham cię... nasze dziecko też -tylko tyle udało mi się wydusić. Ewelina nachyliła się nade mną i delikatnie mnie pocałowała. Poczułem, że to wszystko jest cholernie niesprawiedliwe. Dlaczego niby mamy wybierać między życiem matki, a dziecka? Dlaczego nie możemy jak inne młode małżeństwa cieszyć się naszym pierwszym dzieckiem, drugim... -Obiecaj mi tylko jedno... -szeptała prawie nie otwierając ust. -Co takiego? -zapytałem ochrypłym głosem, uważnie obserwując jej delikatne ruchy. Ona oparła głowę na moim ramieniu. -Że zaopiekujesz się naszym dzieckiem najlepiej jak potrafisz... -po dłuższej chwili milczenia przerażającą ciszę zastąpił cichutki szloch. Nie... To nie Ewelina płakała...
Wydawało się, że decyzja została już podjęta. Ewelina uparła się, że urodzi dziecko chociażby miała poświęcić własne życie. Nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Dziecko miało być dopełnieniem naszego szczęścia, czynnikiem który sprawi, że staniemy się rodziną, a nie istotą, która miała odebrać mi ukochaną żonę. Bałem się, że nie będę potrafił go kochać.
-Nie rozumiem waszej decyzji –oznajmił lekarz i pokręcił głową z niedowierzaniem. –Przecież nie wiadomo czy dziecko urodzi się zdrowe. Co więcej nie wiadomo czy dziecko urodzi się żywe!…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Izatworzy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…