Wróć do katalogu

Rozdział I i II

Nawet z beznadziejnych i głupich sytuacji można wyjść obronną ręką... Nawet po cofnięciu się w czasie...?!

polasambor, opublikowano , 31 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Leżał sobie w łóżku, w swojej satynowej pościeli koloru czerwonego. Ubrany w swoją, jak zwykle elegancką pidżamę. Zresztą również czerwoną. Kompletnie mu ten kolor nie pasował, ale cóż uważał, że wygląda męsko i prawie jak torreador. Ale jak to w życiu bywa bardzo często- „Prawie robie ogromna różnice”. Jak zwykle czytał uważnie jakiś magazyn maklerski. Jedyna rozrywka czterdziesto letniego biznesmana- polityka i giełda. Zastanawiałam się jak to jest, że nie potrafię rozgryźć własnego faceta. Ja! Pani doktor psychologii i nie wiem co siedzi mu w głowie. Temu leżącemu w naszym „wspólnym” łóżku i czytającego o dwudziestej trzeciej gazetę mężczyźnie. Wykapałam się, ubrałam w seksowną koszulkę nocną. Wzburzyłam czarne loki i wyszłam z łazienki. Najpierw teatralnie oparłam się o drzwi, stukając zalotnie nogą o futrynę. Nic! Obeszłam łóżko dookoła, żeby poczuł moje najnowsze perfumy. Nic! Położyłam się obok niego. Zerknęłam przez jego ramie. -Co czytasz?- zapytałam. Ruszył głową! To już coś! Spojrzał na mnie kpiąco, -Od dwóch lat zawsze przed snem czytam ta gazetę, a ty zadajesz mi takie głupie pytanie ?! -No właśnie…-dodałam z przekąsem. Chyba bardziej cię podnieca dotyk papieru niż mój, pomyślałam. Poleżałam chwile .Ale szybko mi to się znudziło. -Jest już późno, może byśmy…-uśmiechnęłam się znacząco. Każdy mężczyzna wiedziałby z jakiego powodu się tak szczerze. -Masz racje…powinniśmy już spać! Zapomniałem że mam jutro bardzo ważne spotkanie. Nawet jakbym spadła z krzesła, nie miałabym takiej miny jak teraz. Musnął moje usta i zgasił lampę. Opadłam na satynowe poduszki. I pozostało mi jedynie spanie! Kolejna noc i nic!

Kiedy się obudziłam następnego dnia jego połowa była nienagannie pościelona. Wytoczyłam się z łóżka i ruszyłam do wanny. Pomyślałam, że gorąca kąpiel dobrze mi zrobi. Wlałam do wanny kilka kropel aromatycznego olejku i miałam zamiar nie wyłazić z niej do wieczora. Weszłam. Nie minęło pięć minut, usłyszałam dzwonek komórki. Jakoś dziwnie znajomy -Cholera jasna! Teraz?! Oskar nie wziął komórki i teraz pewnie dzwoni żeby mu ja przywieźć do biura. Więc musiałam wyjść z cieplutkiej wody i poszukać jego telefonu. Leżał na kuchennym stole. Ale na pewno nie dzwonił do niego nikt z biura. -Halo… Cisza. -Słucham!- powtórzyłam. -Chciałabym rozmawiać z panem Oskarem! Usłyszałam kobiecy, młodziutki głosik. -Pan Oskar jest teraz w pracy…zapomniał wziąć komórki, ale jeśli trzeba cos przekazać to z chęcią to zrobię! -odparłam przymilnie, chociaż poczułam coś dziwnego. -Och…-jęknęła moja rozmówczyni.- Pani jest pewnie jego sekretarką! Zamarłam. -Proszę mu w takim razie przekazać…że nie spotkamy się dzisiaj, ponieważ mam egzamin i nie będę miała głowy na…hmm…inne sprawy! -Yyyy…tak…przekaże…może być pani pewna…a pani godność jeśli można…-dodałam jak rasowa „sekretarka”. -Proszę mu przekazać, że jego… marcepanek dzwonił…na pewno będzie wiedział o kogo chodzi! Mam nadzieje, że zachowa pani dyskrecje?! -Ależ oczywiście…jak zawsze! Do widzenia! Wyłączyłam telefon i rzuciłam na stół. -Ja ci dam marcepanek…-krzyknęłam sama do siebie.-To dlatego nie chcesz ze mną spać… Po chwili złości przyszedł jednak smutek. To nie może się dziać naprawdę! Po czterech latach wspólnego życia. Mieszkania. Usiadłam w kuchni. Zaczęłam się zastanawiać co robie źle. Dlaczego do cholery zaczął mnie zdradzać! A może to tylko jego znajoma? Nie! Napewno, nie! Jestem psychologiem, potrafię ocenić ludzkie emocje. Ten głos był wyraźnie poufały, zdradzał pewna intymność. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Mężczyzna, któremu zaufałam, którego kochałam. Nigdy nie przepadałam za młodszymi mężczyznami czy za rówieśnikami, szukałam oparcia, zrozumienia, opieki, a nie bezsensownych zalotów i flirtów. Właśnie to zaoferował mi starszy o dziesięć lat Oskar. A jednak znalazła się kobieta, która dała mu coś czego ja mu nie dałam. Może jest ładniejsza, atrakcyjniejsza. Zaraz jednak przypomniałam sobie słowa podziwu wygłaszane przez Oskara nad moją urodą, ciałem. Zawsze powtarzał mi, że jestem najpiękniejsza że, tylko on potrafi mnie docenić, obudzić skrywany płomień i zmysłowość. Skrywany ze względu na odpowiedzialną prace. Pracując jako psycholog w wojsku nie można sobie pozwolić na odkrywanie swojej cielesności, czy pokazywanie temperamentu. Siedziałam tak dobre parę godzin i nie doszłam do żadnych sensownych wniosków. Pozostało mi jedynie poczekać na obiekt moich rozmyślań.

Aż w końcu zjawił się. Przed piętnastą . Wszedł do domu jakby nigdy nic. -Witaj! Zapomniałem telefonu…myślałem że się domyślisz i przywieziesz mi go do pracy. Spojrzał na mnie. -…ale ty, jak widzę, nadal w szlafroku! -dodał ironicznie. Ruszył w stronę łazienki. Zobaczył wannę pełną zimnej wody i zawrócił z powrotem. -Tyle razy ci powtarzam! Jeśli skończysz te swoje salony spa…to przynajmniej wypuść wodę z wanny! Potem pozostaje osad i nieestetycznie to wygląda! -Wiesz jakoś nie zdążyłam wypuścić wody bo akurat zadzwonił telefon…twój telefon i musiałam go odebrać! Żaden mięsień mu nie drgnął na twarzy gdy o tym mówiłam. -To nie jest żadne wytłumaczenie! Ale jak już wspomniałem, gdybyś wstała o przyzwoitej porze i przywiozła mi telefon do biura to wszystko byłoby dobrze! Więc nie patrz teraz na mnie w ten sposób! Zrelaksujesz się jutro! -Wszystko byłoby dobrze?! Ciekawe dla kogo? Dalej byś mnie okłamywał? -zapytałam w taki sposób jakbym pytała, która jest godzina. -Przestań, na boga! Robisz się nieznośna! Pewnie znowu była tu ta twoja przyjaciółeczka i nagadała ci jakiś głupot! A ty…jak na inteligentną kobietę, chłoniesz te dyrdymały nadzwyczaj łatwo! -Właśnie przed chwilą doszłam do wniosku, że moja inteligencja jest równa zeru w porównaniu z twoim sprytem i tupetem! Zrobił dziwna minę. Skrzywił się. -Nie rozumiem! Co cię dzisiaj napadło? -Nic mnie nie napadło…po prostu wczorajszy wieczór sprawił, że nie mogłam zasnąć zastanawiając się nad przyczyną twojego zachowania. Aż tu nagle dzisiaj dostałam odpowiedź! Opatrzność boża bywa niepojęta… -Jeśli mi nie powiesz co się stało, natychmiast idę wziąć prysznic!- pogroził mi palcem jak małemu dziecku.- I nie odczytuj tego jako lekceważenia! -Dzwoniła do ciebie kobieta…o bardzo ciekawym pseudonimie…marcepanek…-odparłam lekko, choć ledwo mogłam wydobyć głos. Nie płacz. Nie pokazuj złości, upominałam siebie w duchu. Chyba w końcu dotarł do niego sens słów. Zbladł. -Zadzwoniła? Kiwnęłam głową. Poczułam ciepłe strumienie na policzkach i wiedziałam, że jestem zgubiona. Zaraz się zacznie, wzajemne oskarżanie. Odsunął krzesło i usiadł. Patrząc mi w oczy. -Bo to twoja wina! -krzyknął nagle, aż zadrżałam. -Moja?! Rozmowa zaczęła zmieniać formę. Zawsze tak jest! Podniesiesz głos na drugą osobę, nie licz na to, że odpowie ci szeptem! -Tak! Nie interesujesz się mną…nie obchodzi cię gdzie wychodzę…z kim…po prostu mówię, że idę na spotkanie z kolegami z firmy a ty nic! Nie pytasz, gdzie i po co! -Wiesz…myślałam że wiążąc się z czterdziestoletnim, dojrzałym mężczyzną…nie będę musiała robić z siebie idiotki i wypytywać się gdzie byłeś i z kim! Chodzi ci o to, że nie jestem zazdrosna?- zapytałam. Niewyobrażalna rzecz. Jak kontrolujesz faceta to źle, jak mu popuścisz i zaufasz jeszcze gorzej! -Tak! Bo nie byłaś zazdrosna! Nie interesowałaś się mną…a kiedy poznałem…Olgę…zrozumiałem, że ja potrzebuje mocnej ręki! -Mocnej ręki? Moja złość i irytacja sięgnęła zenitu. -Ufałam ci! –wyszeptałam.-Wiedziałeś, że źle się dzieje…że zaczyna mnie to męczyć! Nie mogłeś mi powiedzieć wcześniej? Sam zawsze powtarzałeś mi, że najgorsza prawda jest lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo! -To co innego! Wiem, że mnie kochasz…nie miałem odwagi ci tego powiedzieć! Podniosłam ku niemu, zaszklone oczy. -Czy już mnie nie kochasz? Nie pragniesz? Czy stałam się odpychająca? Zmieniłam się? Przyjrzał mi się uważnie. -Największym błogosławieństwem jest dla mężczyzny posiadanie kobiety inteligentnej i pięknej…i taka jesteś. Nigdy to się nie zmieni. Sam Bóg wie, jak zabiegałem o to żebyś zechciała chociaż ze mną porozmawiać! Ale po czterech latach idealnego, harmonijnego związku…poczułem zadziwiająca chęć robienia rzeczy na które byś nigdy nie przystała. Na początku byłaś spontaniczna, pełna energii. Tłamsisz w sobie temperament, który masz…praca zmieniła twoje podejście i zachowanie. -Ty kompletnie zwariowałeś! Nagle zachciało Ci się, ostrej kobiety?! - Nie o to chodzi… -Kochasz ją? -wypaliłam. Modliłam się, żeby powiedział nie. -Tak. Bez słowa poszłam do sypialni. Wzięłam torebkę i kluczyki od samochodu. Ubrałam się pospiesznie w czarne legginsy i różowy golf. Ruszyłam w stronę wyjściowych drzwi. -Dziękuję, że rozumiesz! Odwróciłam się w jego stronę. -A czy to ma jakieś znaczenie? Nie robi to dla ciebie żadnej różnicy, skoro to nie ty zostajesz na lodzie… Otworzyłam drzwi. -Oby ona kiedyś nie usłyszała od ciebie tego co mi powiedziałeś dzisiaj. Być może za jakiś czas znowu zapragniesz życia w harmonii…ale do tego czasu…życzę szczęścia!- powiedziałam dławiąc łzy. Wsiadłam do mojego malutkiego Smarta koloru czarnego i ruszyłam tam gdzie przeważnie jadą zdradzone i porzucone dziewczyny…do mamy! Włączyłam radio, leciała akurat jakaś smętna, romantyczna piosenka. Ze złością wyłączyłam je z powrotem. Powoli smutek został zastąpiony złością, wręcz furią. Nie patrzyłam nawet na licznik. Nie obchodziło mnie to. -Jak on mógł mi to zrobić? -pytałam sama siebie, widząc załzawione oczy w lusterku wstecznym. Nagle, oślepił mnie ostry blask samochodowych lamp. Spanikowałam i skręciłam kierownicą mocno w stronę pobocza. Potem dostrzegłam wielki pień drzewa. Zaczęłam krzyczeć, poczułam ostry ból w klatce piersiowej a potem obraz się zamazał i pozostała już tylko ciemność.

-Cholera jasna! Usłyszałam własne mamrotanie. Nie mogłam się ruszyć. Z trudem uniosłam powieki. Coś wpadło mi do oka, więc znów musiałam je zamknąć. Padał deszcz. Czułam zimne krople na rozpalonej twarzy.. Co jakiś czas słyszałam własne pojękiwania. Musisz się wziąć w garść i spróbować się ruszyć. Powoli ruszyłam nogą, potem ręką. Czyli w miarę jestem sprawna. Nie skończę na wózku inwalidzkim. Uniosłam się, strasznie bolała mnie głowa. Obmacałam twarz i całą resztę. Oprócz kilku sporych siniaków mi nie było. Rozejrzałam się dookoła. Nigdzie nie było auta. Leżałam w środku rzadkiego lasu. Dłońmi wyczułam długą, gęsta, mokrą trawę. -Gdzie ja jestem? Wstałam chwiejnie i rozejrzałam się dookoła. Nie było samochodu, ani żadnej mojej rzeczy. Na przednim siedzeniu położyłam torebkę, więc powinna gdzieś wypaść. Zatoczyłam lekkie koło ale nic nie zauważyłam. Nie było nawet śladu ludzkiej stopy. Najmniejszy szmer nie zakłócał idealnej leśnej ciszy. Zrobiło mi się zimno. Raczej ze strachu, że wylądowałam na jakimś pustkowiu, niż z powodu chłodu i mokrego ubrania. -Pomocy!- krzyknęłam. Głos zadrżał i poniósł się echem. Nie będziesz płakać! Upomniałam sama siebie. Płacz nic nie pomoże. Trzeba się wziąć w garść i cos zrobić zanim zastanie mnie tu noc. Noc! Na sama myśl dostałam gęsiej skórki. W która stronę mam iść? -Dobra…nie ma co się zastanawiać! Ruszyłam przed siebie, w niewiadomym kierunku. Szłam i szłam i nic się nie zmieniało. Ani śladu drogi, żadnych hałasów, żadnych ludzi. Zaczynało się ściemniać. Nie wiedziałam co robić. Czy iść dalej, aż w końcu natknę się na kogoś kto mi pomoże, czy może zostać na noc w tym dzikim lesie i rano iść dalej. Być może ktoś widział wypadek i policja zacznie przeszukiwać okolicę. Zdecydowanie wolałam to pierwsze. Nagle, ku memu zaskoczeniu usłyszałam głosy. Dobiegały chyba zza niewielkiego wzniesienia tuż przede nią. Puściłam się biegiem. Głosy były coraz wyraźniejsze. Należały do kobiet. -Zbieraj te gałęzie spod drzew! -mówiła jedna do drugiej. -Co to za różnica, skoro wszystko jest mokre albo zawilgocone! -upierała się druga. -Pomocy!- krzyknęłam. Odwróciły się gwałtownie. Mniejsza kobieta, a raczej dziewczyna schowała się za nieco wyższą. Były równie przerażone jak ja. W każdej chwili mogły zacząć uciekać, a ja nie miałam siły aby za nimi biec w razie czego. -Proszę was…pomóżcie mi!- powoli podchodziłam do nich, patrząc w oczy tej wyższej.- Miałam wypadek…obudziłam się w tym lesie i nie wiem gdzie jestem! Nie zwracały uwagi na to co mówię. Lustrowały uważnie mój strój. Zrobiłam to samo. Spojrzałam na mokry golf i legginsy i spojrzałam na ich ubrania. Cos tu nie pasowało! Musiałam trafić na bardzo zacofaną okolicę. Obydwie miały na sobie długie, grube, szare peleryny. Sięgały niemal do kostek, ale dostrzegłam jeszcze mocno przybrudzą koronkę wystającą spod niej. Wyglądało to na jakąś śmieszną sukienkę. -Możecie mi powiedzieć gdzie jestem? -W Mansfield…-odpowiedziała mniejsza. -Co…? –krzyknęłam. Niemal podskoczyły ze strachu. -To jakieś nieporozumienie! Miałam wypadek, a teraz nie wiem gdzie jest nawet mój samochód… musze skontaktować się z bliskimi… Patrzyły na mnie jakby miała na czole napis „idiotka”. -Pani koń jest ranny? -zapytała z przejęciem mniejsza. -Mój koń? -powtórzyłam za nią tępo. -Możemy powiedzieć Olivierowi, weźmie Pitera i pojada poszukać pani wierzchowca! -Nie mam żadnego konia! -krzyknęłam poirytowana.- Robicie sobie ze mnie żarty?! Bo jeśli tak to…nie wiem co…ale gorzko tego pożałujecie! -Może pójdzie pani z nami…nasza ciocia zna się na zielarstwie, pomoże pani się uspokoić i wtedy przypomni pani sobie co się stało… -Pamiętam doskonale co się stało…chcę tylko skontaktować się z bliskimi… Poczułam mocny ból w skroniach. Złapałam się za głowę. -Źle się pani czuje? Podbiegły do mnie, a po chwili poczułam jak łapią mnie pod ramiona i prowadzą. -Małgorzato zaprowadźmy ją do domu…może uderzyła się w głowę? Miałam mgłę przed oczami. Zdałam się całkowicie na łaskę dwóch kobiet. Nieważne gdzie mnie prowadzą, bylebym mogła wyjaśnić tą farsę.

Po kilkunastu minutach marszu, poczułam pod stopami twardą ziemie. Musiałyśmy wyjść z lasu. Zapadł już zmrok. Dostrzegłam niewielką domek, oświetlony słabym światłem. Zatrzymałyśmy się. Usłyszałam delikatne pukanie, po czym drzwi się otworzyły z głośnym skrzypnięciem. -Co na Boga?- usłyszałam kobiecy głos. -Ciociu, ona potrzebuje pomocy, znalazłyśmy ja w lesie! -Do tego majaczy…nie mogłyśmy jej zostawić! -Ależ oczywiście… wnieście ją do salonu i posadźcie na sofie…ledwo trzyma się na nogach! Poczułam miękkość owej sofy. Ułożyły mnie wygodnie. -Trzeba ją przebrać jest cała przemoknięta! Amelio, przynieś swoją koszulę nocna i podomkę! Szybko dziewczyno! Bo umrze nam tu z zimna! Po chwili poczułam że ktoś mnie rozbiera. Potem poczuła. na ciele szorstki materiał. -Przykryjcie ją…Małgorzato daj trochę whisky z komody w kuchni…trzeba ja rozgrzać… W życiu nie piłam tak mocnego alkoholu. Zaczęłam się krztusić, ale wlewały go we mnie aż do samego dna. W końcu poczułam ciepło rozlewające się po całym ciele. Tak strasznie chciało mi się spać. Nie mogłam już opanować opadających powiek. Było mi tak dobrze i ciepło. Nie obchodziło mnie już zupełnie nic.

Rozdział II

-Mój boże, ciociu…jaka ona piękna! A widziałaś te włosy? -Amelio, na boga! Patrzysz na nią już z dobra godzinę! Jak się przebudzi to ją wystraszysz stojąc tam jak słup soli! Słowa docierały do mnie jakby z daleka. Czułam ciepło na policzkach, ale nie wiedziałam co jest jego źródłem. -Ciociu! Otwiera oczy! Poczułam zimną dłoń na czole. -Słyszy mnie panienka? Usłyszałam tuz przy swojej twarzy. -Proszę się postarać otworzyć oczy. Pomalutku…o tak…jeśli pani

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych