Rozmawiająca z Aniołami
Dziewiętnastoletnia dziewczyna musi stoczyć najpierw wewnętrzną walkę z sama sobą, a zaraz potem wziąć udział w walce Dobra ze Złem...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Cztery ściany jak każde inne – oznajmiłam nieco podwyższonym tonem parze sprzedawców, którzy usiłowali mi wmówić, że ich dom jest szczytem moich marzeń. Popatrzyłam na nich z niesmakiem. - Jesteście naiwni, jeżeli myślicie, że kupię tę, pożal się Boże, chałupę, nie oglądając przedtem innych – pomyślałam, po czym rzekłam, że rozważę ich ofertę i ewentualnie się z nimi skontaktuję. Wsiadłam w samochód i odjechałam. Nie miałam już siły na kolejne negocjacje, więc udałam się do hotelu, będącego moim tymczasowym miejscem zamieszkania. Zaparkowałam auto, poprosiłam recepcjonistkę o klucze i udałam się na górę, do swojego pokoju. Zmęczona zdjęłam pantofle i skierowałam się w stronę łazienki. Stanęłam przed lustrem, zmyłam makijaż i ponownie weszłam do niedużego pomieszczenia, które było dla mnie jednocześnie sypialnią, pokojem gościnnym i własnym kątem, w którym mogłam się schować, by nikt mnie nie zobaczył. Teraz pokoik posłużył mi za sypialnię. Zasłoniłam okno i rzuciłam się na średniej wielkości łóżko, przykryte błękitną pościelą. To był jedyny z mebli hotelowych, który naprawdę przypadł mi do gustu. Był ładny i całkiem wygodny. Po niedługim czasie bezsensownego leżenia i wpatrywania się w sufit udało mi się zasnąć. Następnego dnia wstałam dość wcześnie, żeby zdążyć obejrzeć kilkanaście domów położonych w różnych częściach miasta. Ostatecznie zdecydowałam się na ten, jak to określili sprzedawcy, wyśniony dla młodej, samotnej kobiety. Umówiłam się co do wysokości rat, obiecałam dbać o ogród i pożegnałam poprzednich właścicieli. Jeszcze tego samego dnia wprowadziłam się. Przeprowadzka nie zajęła mi zbyt dużo czasu, bo prawie nie miałam bagażu, który trzeba by było rozpakować. Moim zamierzeniem było rozpoczęcie życia na nowo, a starocie niewiele by mi w tym pomogły. Pierwszą noc w nowym domu spędziłam więc na karimacie. Na mojej liście wydatków pozycję numer jeden zajmowało łóżko. Wiedziałam, że niedługo będę musiała się o nie postarać. Postanowiłam jednak nie zaprzątać sobie głowy takimi „szczegółami”. Ważne było, że w końcu udało mi się wyrwać spod skrzydeł rodziców i że nikt mnie tu nie znał. Wbrew pozorom, stanowiło to dla mnie ogromny plus. Dzień po tym, jak się wprowadziłam, postanowiłam zwiedzić okolicę. Przeszłam więc niemalże całe miasto w poszukiwaniu czegoś, co przykułoby moją uwagę. Niczego takiego jednak nie udało mi się spostrzec, a wieczorem zastała mnie burza. Szybko nałożyłam na głowę kaptur i pobiegłam w stronę osiedla, na którym teraz mieszkałam. Co jakiś czas spoglądałam za siebie i miałam okazję ujrzeć niesamowite pioruny i usłyszeć grzmoty. Tego wieczoru wszystko stawało się niezwykłe – począwszy od mojego nastroju, a na wyglądzie świata skończywszy. Nigdy jeszcze nie widziałam czegoś podobnego. Niebo skryło się w jakby fioletowej poświacie, której pochodzenia nie byłam w stanie wytłumaczyć. Niczym płaszcze otuliły drzewa ich własne cienie. Linia zetknięcia się nieba z Ziemią została zatarta. Nic nie było takie jak dawniej. Wszystko wyglądało niecodziennie, ale jednocześnie pięknie. Dobiegłam do domu. Po całej twarzy spływała mi woda. Dotknęłam ręką policzków. Miałam na nich rozmazany tusz. Pobiegłam do łazienki, żeby zmyć to paskudztwo, zanim zacznie spływać mi po ustach. Wróciłam i nabrałam ochoty na herbatę i ciasteczka. Miałam ciężki dzień, należało mi się. Zagotowałam wodę i przyrządziłam aromatyczny napar. Z torebki wyjęłam niewielkie pudełko ciastek. Zjadłam wszystkie. Grzmoty nie ustawały. Co jakiś czas widać było również błyskawice. Sama się sobie dziwiłam, że nie zaczęłam histeryzować, jak to miałam w zwyczaju. - Złego licho nie bierze – powiedziałam na głos ze szczeniackim uśmiechem karykaturalnie rysującym się na mojej twarzy. I nagle poczułam się dziwnie silna. Odniosłam wrażenie, że zstępuje na mnie jakaś moc. To działo się obok mnie. Nie potrafiłam temu zapobiec. Ale też, z drugiej strony, nie byłam pewna, czy chcę temu zapobiec. Moja głowa zrobiła się nienaturalnie ciężka. Przed oczami miałam wizję z przeszłości. Wizja czegoś, o czym do tej pory nie wiedziałam, a co bezpośrednio mnie dotyczyło. Ujrzałam mianowicie moją matkę rozmawiającą z jakimś dziwnie wyglądającym mężczyzną. Mówił dość nieskładnie, ale można było zrozumieć, o co mu chodzi. Słowa, które mnie uderzyły, dotyczyły właśnie mnie. Ten nieznany mi człowiek bardzo poważnie stwierdził, że będę Zła. I nie chodziło mu bynajmniej o fakt, że mama napotka na swojej drodze problemy wychowawcze. To byłoby zbyt proste i banalne. Miał na myśli Zło pisane wielką literą. Twierdził, że jeszcze przed moim narodzeniem rodzice obiecali mnie jakiemuś Przywódcy, przez co będę musiała mu służyć. To prawie jak zaprzedanie duszy diabłu – pomyślałam. Z początku podchodziłam do tego wszystkiego z powątpiewaniem, trochę później – sceptycznie, ale po jakimś czasie dotarło do mnie, że może rzeczywiście cos w tym wszystkim jest. Bo niby skąd tajemnicza moc? Musiałam znaleźć tego całego Przywódcę i wyjaśnić mu, że jestem wolna i nikomu nie mam zamiaru służyć tylko dlatego, że moi rodzice kilkanaście lat temu coś komuś obiecali. Tym bardziej, że oni już nie żyją. Umowa powinna więc wygasnąć. Miałam jeszcze długa listę argumentów potrzebnych do rozmowy z nawiedzonym kolesiem, który ubzdurał sobie, że w jakimś stopniu jestem jego własnością. Pozostało mi go jedynie znaleźć, co, jak się potem okazało, wcale nie było takie proste. Czekałam…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dytka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…