Rozmowa z Bogiem
Sekwencja scen będących sygnałem do fundamentalnych zmian w życiu bohatera.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mężczyzna kończył właśnie kolejną butelkę. Gorzki płyn nie powodował już grymasu na twarzy. Jego receptory czuciowe były przytłumione przez alkohol. Alkohol płynący żyłami już od wielu lat. Alkohol, będący tak częstym gościem w organizmie mężczyzny, że zyskał już miano lokatora. Butelka upadła na podłogę rozpryskując się na milion małych kawałków. Bezwładna głowa uderzyła o stół tak mocno, że pospadały z niego szklanki, sztućce i stary, nieużywany świecznik. Jedynie dłoń zwisająca prostopadle do blatu bujała się, jakby poruszana delikatnie podmuchami wiatru.
****
Obudziłem się, serce waliło w piersi jak oszalałe. Otaczały mnie idealnie białe ściany. Poza nimi w pokoju nie było nic. Panika powoli zakradała się do mojego umysłu. „Co się dzieje? Gdzie ja jestem?”. Obracałem się wokół własnej osi jak oszalały licząc, że zauważę jakiś szczegół, który pozwoli mi wyrwać się z tej celi. Nagle zauważyłem lekko uchylone drzwi, zza których biło mocne światło. Dzięki bogu. Ruszyłem w stronę szczeliny jakby trochę spokojniejszy. Wydawało mi się, że po przekroczeniu progu odnajdę odpowiedzi na dręczące mnie pytania, wypalające w moim umyśle bolesne blizny. Chwyciłem za klamkę i pchnąłem skrzydło drzwi energicznym ruchem. Światło oślepiło mnie. Przysłoniłem oczy, starając się dostrzec elementy otoczenia. Nagle usłyszałem brawa i krzyki, jakbym znajdował się na wielkim meczu. Światło zelżało. Stałem na scenie, w eleganckim garniturze, oryginalnych włoskich butach. Niewysoki mężczyzna podszedł do mnie i ściskając dłoń powiedział: - Czekają, żeby pana zobaczyć. Jest pan ulubieńcem publiczności. Niewiele rozumiejąc nieco chwiejnym krokiem ruszyłem za gospodarzem. Gdy znalazłem się przed mównicą tłum podniósł się z foteli i zaczął skandować moje imię. Skąd znali moje imię? Dlaczego darzyli mnie takim uwielbieniem? Niepewnie uniosłem prawą dłoń i pomachałem. Zobaczyłem kwiaty i pluszowe misie lecące w moją stronę, kobiety płaczące ze szczęścia. Dlaczego? Silna, męska dłoń chwyciła mnie boleśnie za ramię, jednocześnie usłyszałem szept: - Pana czas się skończył, proszę zejść ze sceny. Obróciłem się, by zobaczyć z czyich ust padły te słowa. Powoli cofałem się w stronę zejścia ze sceny, ale wciąż nie mogłem ustalić kim jest postać, która kazała mi odejść. Jak wygląda, ile ma lat. Nie potrafiłem odróżnić części ciała, zupełnie, jakby cały czas zmieniała formę. Jakby nie była człowiekiem. Ale przecież czułem. Czułem na mym ramieniu dłoń. To była dłoń. Ale czy na pewno? Potknąłem się. Upadek ze schodów był bardzo bolesny, ale nie przyniósł żadnych poważnych obrażeń. Jedynie parę siniaków i rozciętą wargę. Oparłem dłonie na asfalcie i dźwignąłem się. Zaraz… asfalt? Przecież…
Chciałem otrzepać rękawy marynarki z pyłu, ale zauważyłem, że elegancki strój zmienił się w stare, postrzępione łachmany. Miałem na sobie coś, co niegdyś przypominało buty, spodnie i kurtkę. Teraz były to jedynie skrawki szmat, szczelnie owijające moje zmarznięte ciało. Rozejrzałem się. W tunelu było ciemno. Jedynym źródłem światła była beczka, w której płonęły stare gazety, ulotki i niewielkie gałęzie. Wokół niej zebrali się ludzie. Wyciągali popękane od zimna dłonie przed siebie, żeby chociaż przez chwilę móc poczuć ciepło ognia. Wyglądali jak starcy, którzy wbrew prawom życia i śmierci pamiętają czasy, o których opowiada historia. A przecież nie byli jeszcze tak starzy… Poczułem głód. Okropny, wykręcający moje wnętrzności. Ból był okropny. Nie myślałem jednak o jedzeniu. Nie mogłem myśleć. Byłem skupiony tylko na jednym pytaniu: Co się tu, do cholery dzieje? Zacząłem biec. Wszystkie mięśnie rwały mnie, jakbym nie ruszał się od lat. Zignorowałem to i parłem przed siebie. Zimne krople deszczu rozbijały się na mojej twarzy, woda wpadała mi do oczu, powodowała łzawienie. Nie zatrzymywałem się. Nawet kiedy wpadłem na przydrożny śmietnik i wylądowałem w kałuży – nie zatrzymałem się.
Byłem wykończony. Nie mogłem już biec. Wszystkie siły – fizyczne i psychiczne zostały wyczerpane. Ujrzałem ławkę znajdującą się niebezpiecznie blisko rzeki. Ostatkiem woli doczołgałem się do niej i usiadłem na twardym drewnie, które stało się niezwykle wygodne. Miałem wrażenie, że oparcie pragnie czule mnie przytulić i pocieszyć. Oddałem się cały tej przyjemności i zamknąłem oczy. Nierówność szyn kolejowych wyrwała mnie z letargu. Czyjaś walizka spadła z półki i roztrzaskała się w przejściu. Być może nie byłoby to czymś niezwykłym, gdyby nie fakt, że cały wagon był pusty. Podniosłem się i rozejrzałem spokojnie. Ani śladu życia. Trzymając się poręczy ruszyłem na tył, żeby sprawdzić jak wygląda sytuacja w wagonie jadącym za moim. Złapałem za klamkę i mocno szarpnąłem za drzwi. Za mocno. Pęd powietrza wyciągnął mnie na zewnątrz. Nieświadomie udało mi się chwycić barierkę obiema rękami. Tylko dzięki temu nie spadałem jeszcze w otchłań roztaczającą się pod wąskim mostem, który przemierzaliśmy. Z całej siły podciągnąłem się, adrenalina i wola przetrwania zrobiły swoje. Udało mi się dostać do środka. Leżałem na ziemi oddychając głęboko. Wciąż byłem w szoku po tym, co się właśnie wydarzyło. Niczego nie rozumiałem. Nie pamiętałem nawet skąd wziąłem się w tym pociągu. Musiałem się dowiedzieć.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pinkfloydfan
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…