ROZMOWA Z TRANSMISJĄ W TLE
Rozmowa z żoną
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wstał z łóżka obciągając pidżamę. Lubił pidżamy i nie wyobrażał spania w jakiejś przypadkowej koszuli, czy pomiętych gaciach. Spodnie zawsze prasował sam, układając równe kanty. Podszedł do okna i pociągnął za sznur od zasłon, które rozjechały się na boki wpuszczając do sypialni nieśmiałe, listopadowe słońce. Od strony przymkniętych drzwi kuchni, dobiegało postukiwanie talerzy, sztućców i pogwizdywanie pyzatego czajnika.
Spojrzał w okno. W dole ciągnęła się czteropasmowa ulica obsadzona wzdłuż niewielkimi drzewkami. Wiatr poruszał w porywach ich koronami, jak gdyby z uporem wytrząsając najbardziej ukryte i jeszcze nieopadłe, złociste liście. Samochody pojawiały się rzadko, czasem mijały się grupkami, jedne z lewej na prawo, inne z prawa na lewo. Przechodniów też było niewielu, bo to przecież niedziela, a większość mieszkańców odsypiała weekendowe harce.
- Elena – zawołał nie odrywając oczu od jakiejś pary, przebiegającej właśnie nieprzepisowo ulicę - Cholera, samochód ich potrąci! – powiedział ze złością - że takich policja w porę nie wyłapie. - Kogo, mój drogi? – padło od drzwi. Stanęła w nich niewysoka, starsza kobieta o siwych włosach upiętych w kok. Miała na sobie błękitny kostium, od pasa przewiązany białym fartuszkiem. - Tych co przebiegają jezdnię w miejscach niewyznaczonych. To zagrożenie dla nich i nieszczęście dla kierowcy, który ich potrąci – mówił, patrząc w okno. W głosie pojawiło się podekscytowanie - w takich miejscach powinna stać policja i łapać. A potem karać i karać! – potarł dłonie. Głos stał się bardziej piskliwy. - Kochanie, znowu się niepotrzebnie denerwujesz – kobieta weszła do sypialni i stanęła przy mężczyźnie patrzącym na ulicę. Była niższa o półtorej głowy. - Jak tu się nie denerwować? - Po prostu, chodź na śniadanie – powiedziała spokojnie biorą go pod ramię – postaraj się myśleć pozytywnie. - Jak tu myśleć pozytywnie widząc taką głupotę? - Nie masz na to wpływu. Tabletki wziąłeś? - Te żółte? - I tę czerwoną. - Oczywiście – skłamał. Postanowił do dzisiaj robić przerwy w przyjmowaniu, bo co raz bardziej odczuwał uzależnienie od pigułek. Nic się nie stanie, jak przez najbliższy tydzień nie łyknie, może odtruje się trochę i przestanie go boleć głowa.
W kuchni było cieplej niż w sypialni, rozpiął pidżamę pod szyją i rozchylił poły szlafroka. Podciągając spodnie pidżamy , usiadł na taborecie przykrytym kraciastą poduszką. Przysunął talerz i sztućce, starsze od niego samego, posrebrzane, o delikatnych zawijasach kończących się w miejscu trzymania ozdobionych monogramem. - Wiesz, czyj to monogram?- zapytał obracając w dłoni widelec. Kobieta odwróciła się od kuchenki i spojrzała. - Kogoś z Twojej rodziny? - Pewien pułkownik zakochał się w córce bogatego ziemianina, czyli bracie mojego dziadka i spłodził syna i mimo protestów, tuż przed udaniem na front ożenił się. Wybranką była Michalina Wolecka. - MW, jak dobrze odczytuję. - Dobrze odczytujesz. Michalina była moją daleką ciotką. - Skąd więc jej wyprawka u ciebie? - Zmarła w 1954 roku i zapisała mi w testamencie. - Ależ to piękne – powiedziała kobieta podając pokrojony chleb. Potem dostawiła półmisek z kilkoma plastrami wędliny. Nalała kawę najpierw sobie potem mężowi. - Byłem zaskoczony, uwierz mi – powiedział. Starsza pani wstała, odpięła fartuch, przygładziła spódnicę kostiumu i ruszyła w stronę salonu. - Włączę telewizor. W programie I z Warszawy jest sprawozdanie z uroczystości Stulecia Odzyskania Niepodległości przez Polskę. Chcę posłuchać przemowy prezydenta. On naprawdę jest uroczy. - Jeżeli tak myślisz? – zamruczał wstając. Zazdrość ukłuła. – Idę się umyć – dodał głośniej. - Nie zdążysz na główne uroczystości – zawołała usadawiając się w fotelu. Drugi postawiła Poszukała pilota do telewizora. Nacisnęła przycisk włącznika i ekran zaświecił się tłumem ludzi, flagami i wojskową muzyką. - Andy, pośpiesz się, naprawdę wiele tracisz – zawołała lekko podniecona. Uśmiechała się do parady wojskowej, do ludzi tłumnie witających maszerujących żołnierzy, prostych jak przysłowiowe struny i uderzających zdecydowanie butami o betonowe podłoże. Nagle zerwała się z fotela i podbiegła do komody wysuwając kolejne szuflady. - Gdzie to jest? – szeptała do siebie przerzucając ich wnętrza - przecież tu położyłam. O… - szepnęła z zachwytem – jest, jest. Szybko wróciła na fotel i rozwinęła niewielką, ale biało czerwoną flagę. Na białej części wymalowany był orzeł. Kupiła tę flagę kiedyś podczas spaceru po ogrodzie Saskim, a teraz przydała się jak nigdy. Wstała, gdy zaintonowano hymn, potem usiadła z radością wymachując własną, starą flagą, razem z ludźmi z ekranu telewizora, biła brawo, jak przemawiał ktoś z Rządu, siedziała cicho, gdy przemawiał Prezydent. Cieszyła się i śpiewała do wtóru z ludźmi nieznajomymi, ale po kilkunastu minutach transmisji zaczynała ich rozróżniać i ludzie z ekranu wydawali się co raz bardziej znajomi.
Wyszedł z łazienki wycierając twarz po goleniu. Poklepał policzki i stanął zaskoczony tuż za plecami Eleny. - Co tak machasz tą stara flagą? – zapytał wycierając ucho – podoba ci się ten piknik? - Podoba – odpowiedziała nie przerywając machania. Nagle zaintonowała razem z ludźmi z ekranu telewizora: - „My, Pierwsza Brygada, Strzelecka gromada, Na stos rzuciliśmy nasz życia los, Na stos, na stos.” Odwrócił się i wrócił do łazienki. Zamknął dokładnie drzwi, chociaż i tak docierał do uszu przytłumiony śpiew.
Wrócił do salonu ubrany w czystą koszulę i brązowe spodnie. Elena siedziała wpatrzona w ekran, po którym przesuwały się grupy ludzi w różnym wieku machający w kierunku kamer, kobiety i mężczyźni, młodzi ludzie, roześmiane dzieci i zmęczeni, starzy ludzie, pamietający zapewne lata walk o niepodległość. - Nie machaj tak tą flagą, bo jeszcze ktoś zauważy – powiedział z lekkim uśmiechem. - Nie lubisz jej? - Jest nieaktualna. Orzeł jest bez korony. - Zaraz mu dorysuję – powiedziała wstając. Na ekranie telewizora przemieszczały się grupy ludzi z dziećmi wywijając biało czerwonymi flagami, kamery co jakiś czas pokazywały trybunę, a na niej uśmiechniętego prezydenta i grupę zapewne rządową lub sejmową, Pokazywali sobie cos wzajemnie, dyskutowali i często bili brawo. Na tym samym ekranie pojawiały się też inne grupy, ubrane nienagannie kobiety, eleganccy mężczyźni, ale bardziej smutni niż ci z trybun, rozglądający się z pod pochylonych głów w kierunku mijających ich ludzi i nie pozdrawiali przy tym nikogo i nie machali flagami. - Spójrz Szejma, zobacz jak się nienawidzą. Zobacz na ich twarze, to pewnie rządzący, a tam opozycja, która wygląda jakby kazali im stać z odbezpieczonymi granatami w kieszeniach. Weszła do salonu
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil aft
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…