Wróć do katalogu

Rzecz o miłości i nocnych tramwajach

Dalszy ciąg losów nastoletniego chłopaka, który nie może się odnaleźć w dzisiejszym świecie...

Kot_behemot, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tytułem krótkiego wstępu: Zdaję sobie sprawę, że zrozumienie wszystkich wątków i aluzji zastosowanych w tym tekście dla wielu osób może być trudne. Opowiadanie zostało skopiowane z pewnego forum - stąd może jego nieco dziwna pisownia. Uważam jednak, że jest ono warte poznania, przez swoją jak najbardziej aktualną problematykę. Aby zachować ciągłość historii, polecam przeczytać jej 1wszą część, pt. "Przegrywam życie każdego dnia". Oba te opowiadania tworzą logiczną, bardzo poruszającą całość.

Mietek_spod_Wawy

Witam wszystkich po mojej długiej nieobecności! Przez pewien czas nie miałem możliwości pisać, ostatnio wreszcie udało mi się dostać do kompa. Niestety, z różnych zawiłych powodów, nie jest to mój komp, tylko pewnego starszego faceta, któremu musiałem zapłacić za możliwość surfowania po necie:o. Wali mi teraz przez to z pyska zdechłą rybą, ale zawsze pocieszam się, że lepiej z pyska, niż z dupy... W moim życiu wiele się przez ostatni rok zmieniło - nie powiem, że na lepsze, bo moje życie w dalszym ciągu można o kant dupy potłuc, ale zawsze jest inaczej. No, ale po kolei. Jeśli ktoś śledził mój pamiętnik na tym forum, skojarzy, że ostatnio byłem ścigany w moim mieście w związku z pewnym filmem ze zwierzętami:o Musiałem się przez to ukryć u pewnego gościa, żeby przeczekać nagonkę. Wiedziałem, że jest on pedałem i jakoś przetrzymałem jego bolec ładujący się w mój wyrobiony anus. W końcu chodziło tu o moje zdrowie, a może i życie. Potrzebowałem tej mety. Po pewnym czasie nawet zaczęło mi się to wszystko podobać[cool] Zbyszek ubierał mnie w latexową maskę i pończochy i je.bał mnie, aż podłoga oddawała. Szczerze mówiąc, przy tym, jak mnie życie wyje.bało, to było nic. Zbyszek co prawda za piękny nie był, skur.wiel miał prawie 5 dych na karku i ogólnie był oblesem, ale mogłem zawsze marzyć w trakcie o którymś moim koledze z ławki w szkole;). Pewnego razu zaproponowałem, że może dla odmiany teraz ja mu załaduję w wedla. Zbyszek uśmiechnął się, więc pomyślałem, że spodobał mu się pomysł. Ja również się wtedy uśmiechnąłem i nagle wyrwałem tak w paszczę, że aż się przewróciłem. - Trzymaj pysk, suko - usłyszałem przez huk w czaszce. Wtedy pierwszy raz mi błysnęło, że mój nowy znajomy może mieć zdrowo zryty beret - nawet bardziej niż ja - i że ta meta niekoniecznie musi być bezpieczna. Moje przypuszczenia się potwierdziły, kiedy na drugi dzień Zbyszek powiedział, że idzie do miasta kupić dwie maski przeciwgazowe - to jeszcze mały ch.uj - i gaśnicę. No, gaśnicy to już się przestraszyłem. Pomyślałem, że może kur.wa lepiej już wrócić do domu i niech się dzieje, co chce, niż skończyć z gaśnicą w jelicie:o. Kiedy więc tylko Zbyszek wybył z chaty, ubrałem się - bo kiedy był, kazał mi chodzić po domu w latexowej masce, staniku wypchanym watą i pończochach - i uciekłem z mieszkania. Naturalnie, ten zboczony skur.wy.syn zamknął dobrze drzwi, ale zszedłem po balkonach i długa[cool] Nie powiem, miałem pietra przed powrotem do tej meliny, którą nazywałem swoim domem. Jeśli zadzwonili ze szkoły po moich starych - co było pewniakiem - to tate już pewnie siedział upier.dolony jakąś tanią gołdą i czekał na mnie z kablem w ręce. Sądziłem, że będzie już na takim etapie upicia, iż pewnie nawet nie będzie wiedział, za co spuszcza mi łomot, ale i tak nie omieszka napier.dalać mnie, aż mu ręka omdleje:o. Zanim będę kontynuował tą chu.jnię, którą nazywam swoim życiem, muszę tutaj powiedzieć parę słów o moim tate. Jak uważni czytelnicy zapewne pamiętają, jest to mój ojczym, z którym mame żyje od jakiegoś czasu w konkubinacie. Utrzymujemy się z jego renty, a także pokaźnej emerytury po jego ojcu, byłym esbeku. Tate może nie jest złym człowiekiem, ale trochę za dużo pije. Z tego, co mi kiedyś powiedział po pijaku, wynika, że chociaż w jednym mi się w życiu upiekło. Kiedyś tate, naje.bany jak zwykle, zaczął mi spuszczać wpier.dol ot tak, żeby nie wyjść z wprawy. Leżałem na ziemi i piszczałem jak dziewczynka, okładany kablem od prodiża. I nagle tate się zreflektował, że coś mu się chyba pojebało, bo dziś nie ma mnie za co bić. Odłożył więc kabel i pomógł mi wstać z podłogi. - Masz szczęście, że jesteś już za stary i taki brzydki - powiedział do mnie (miałem wtedy 17 lat) - Masz szczęście, bo jakbyś byś młodszy, to je.bałbym cię równo, jak tą kur.wę, twoją matkę - dodał, prawie z rozmarzeniem. Nie wiem, czy myślał o mojej starej, czy o swojej byłej żonie. Prawdopodobnie o tej drugiej, bo zawsze po pijaku wołał na moją mame "Kryśka", chociaż ma ona na imię zupełnie inaczej:o Tak więc rozumiecie, czemu bałem się wtedy wracać do domu. No ale musiałem. Kiedy wkraczałem na palcach do mieszkania, było już późno, po dziesiątej. W domu panowała cisza, ale była ona bardziej złowieszcza od jakichkolwiek odgłosów libacji. Mame była w pracy na nocnej zmianie. Próbowałem się pocieszyć, że może tate tak się zniszczył, że śpi pod stołem, ale w głębi ducha w to nie wierzyłem. W kuchni paliło się światło. Był to zaje.biście zły znak... Musiałem minąć drzwi do kuchni, to było nieuniknione. Tate siedział przy stole, wpatrzony w wejście, tak jak się spodziewałem. Momentalnie nogi zrobiły mi się miękkie. Przed nim na stole leżało parę pustych butelek po winie i coś, na widok czego omal się nie zesrałem. Masywny pistolet, należący niegdyś do jego ojca, który był jednym z tych smutnych ludzi, pukających do drzwi prywatnych domostw za PRLu. Tate był w stanie permanentnego naje.bania, widziałem to w jego świńskich oczkach. Dawno już orbitował po jakichś wewnętrznych torach własnego mózgu. Wtem nagle zamrugał raptownie. - Stać!! - ryknął, porywając pistolet. Robiłem już odwrót w stronę drzwi wejściowych. Zamarłem, czego nie można powiedzieć o brązowej brei, wsiąkającej już w moje spodnie. - Siądzie!! - ryknął znów tate, strącając ze stołu butelki i wskazując mi miejsce naprzeciw siebie. Rany, pomyślałem, jak we śnie idąc w jego stronę. Odpier.doliło mu całkiem. Przepalił się ostatni bezpiecznik i kabel od prodiża już mu nie wystarczy... Siadłem naprzeciw niego, myśląc, że teraz już nie chodzi o moje przygody z zoofilią. Teraz to już jakaś prywatna projekcja jego zje.banej podświadomości. Widziałem czarny wylot lufy przed moją twarzą. Spociłem się jak świnia i czułem, że zaraz się rozpłaczę. A nie mogłem na to pozwolić, nie wtedy. - Cześć tato - zacząłem drżącym głosem. - Tatusiu... - Nazwisko!! - wydarł się, machając niebezpiecznie klamką. Podałem szybko imię i nazwisko. - Tato, to ja - dodałem już płaczliwie. - Kontakty, nazwiska, adresy, kur.wa! Jak na spowiedzi!! Tate był bardzo zapatrzony w swego ojca i sądzę, że odwaliło mu wtedy z podświadomego żalu, że to nie on wybijał ludziom zęby za Breżniewa. - Tato, jestem zmęczony, muszę się położyć spać - wydukałem i podniosłem się, myśląc, że jak zrobię to stanowczo, to dotrze do niego rzeczywistość. Nie zdążyłem się wyprostować, kiedy kula z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych