Rzeka życia cz. 1
Oprwanie trzech chłopców przez Francuską mafię cz. 1
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1.Tono wpada
Ciemnymi uliczkami Rennes przemknęła jakaś postać w czarnym kapturze. Lampy nie zdążyły uchwycić, kto to był, bowiem poruszał się niemalże z prędkością światła. Nagle, ten ktoś zatrzymał się. -Tono!- ktoś szepnął zza rogu. Identyczna postać, w czarnym kapturze. -Euga! Bracie!- czarny kaptur numer jeden wyciągnął dłoń w stronę drugiego Uścisnęli ręce i poszli w stronę mostu. Tam dopiero zdjęli kaptury. Tono, odsłonił białe jak śnieg włosy do ramion, bladą twarz i piegi, Euga zaś ujawnił swe oblicze w postaci ciemniejszej skóry, rudych, długich włosów i zgrabnego nosa. -Jak miło cię widzieć-szepnął Euga gładząc Tono po włosach. Pocałował go w policzek i uśmiechnął się szarmancko. Chłopcy poszli dalej ciemna uliczkę trzymając się za ręce. Nie, nie byli gejami. Ostatecznością nazwałoby się całowanie, ale ich łączyła zwykła więź przyjacielska. -Wiesz, nigdy nie zdawało mi się, żebyśmy po tylu tygodniach uziemienia w domu jeszcze się spotkali, po tej całej akcji z Teylą- szepnął Euga siadając na jednej z ławek nad jeziorem Tremb. Tono ułożywszy głowę wygodnie na kolanach Eugi zaczął nucić jakąś melodie. Szybko usnął. Euga delikatnie głaskał go po policzku i powoli raz po razie odgarniał białe kosmyki jego włosów. Siedzieli tak przez najbliższe 2 godziny, dopóki słońce nie zaczęło wschodzić. Wtedy wstali, i całując się w policzek, pożegnali, po czym każdy z nich poszedł w swoją stronę. Słońce świeciło jasno, kiedy Tono wracał rano do domu. Cichutko otworzył drzwi, aby nikt nie usłyszał i z wielką nadzieją w sercu, że nikt go nie zauważy, zakradł się do swojego pokoju. W domu było całkowicie opustoszale, przez 15 pierwszych sekund miał wrażenie, że nie ma tu nikogo. Powoli zdjął z siebie kurtkę, buty, koszulkę i skarpetki, po czym bezszelestnie wślizgnął się do łóżka. Leżał niemalże starając się nie oddychać, i myślał o tym, jakże wspaniale by było spędzić tę noc ze swoim bratem i wiernym kompanem, Eugą Del Heig. Nie mógł zasnąć aż do rana, kiedy to powoli ześlizgnął się z łóżka i spojrzał w lustro. To co zobaczył, a raczej to, kogo tam zobaczył, wydawało mu się niezgodne z prawdą. To nie mógł być on. Czuł się, jakby tysiące motyli powoli związywało go linkami i przy okazji łaskotało wszędzie, gdy tylko pierwsze spojrzenie padło na odbicie w lustrze. Wysoki chłopak, z czarnymi włosami i delikatnymi rysami twarzy patrzył na niego czule i troskliwie, jakby chciał oddać swoją duszę właśnie w ręce Tono. Chłopak otrząsnął się i znów ujrzał swoje przeciętne odbicie. Podkrążone oczy, spierzchnięte usta, blade policzki. -Cały ja-mruknął sam do siebie, wykrzywiając usta w grymasie. Odszedł od lustra i oparł się rękami o biurko. Czuł się słabo, był zmęczony, głodny i wyziębnięty. …przecież to tylko jedna noc…pomyślał. Powoli odchodząc od biurka, ale stale się chwiejąc, doszedł do drzwi swojego pokoju. Otworzył je leniwie i ujrzał za nimi właśnie ojca, który bez koszulki wychodził z sypialni rodziców. -Tono? Tak wcześnie? Idź spać synu, ja mam dzisiaj do załatwienia ważne sprawy-mruknął ojciec. Jego ojciec nazywał się Tregeld Złoty, nazwisko odziedziczył po prababce Gimeldzie Złotej, gdyż Tregeld był bękartem, którego „matka” uciekła w nieznane i w tej chwili był bezsilny, i nawet nie śnił o tym, aby kiedykolwiek jego matka się odnalazła. Był dość potężnym mężczyzną, potrafiącym łatwo kogoś pobić, czy chociażby swoimi ogromnymi dłońmi wyrządzić najmniejszą krzywdę. Tono spojrzał się na ojca bezradnym wzrokiem, po czym pomaszerował na dół. W kuchni wpadł na pomysł, aby o tak wczesnej godzinie, jaką była 4:46 rano, przyrządzić sobie śniadanie. No tak, w końcu były wakacje, można było robić sobie co się tylko chciało. Po plecach przebiegł go dziwny dreszcz. Odwrócił się. Ujrzał ojca. Wyjmował coś dużego i długiego z szafy. -Tato, co to jest?- spytał, kiedy nagle ojciec, jak gdyby nigdy nic, wyciągnął olbrzymi karabin. -To ty takie rzeczy trzymasz w szafie?- spytał zaskoczony Tono, upuszczając łyżkę, którą jeszcze nie dawno mieszkał cukier i mleko. -Cicho, mama nie wie, jak się wyda, to będziesz uziemiony, młody mężczyzno- powiedział ojciec ostrym tonem. Tono ucichł, kiedy na górze rozległ się głośny huk. Obaj z ojcem popędzili na górę, by zobaczyć, co się stało. Wpadli jak z procy na poddasze. -Tregeld kochanie!- to matka Tono, szykowała właśnie obrazy na wystawę. -Hiemina! Tak wcześnie?! Kiedy wstałaś?!- Tregeld był bardzo zaskoczony widokiem swojej żony, ubranej w koszule nocną i targającą obrazy z jednego końca pokoju do drugiego. -Nie słyszałem, jak wychodziłaś z sypialni, mamo-powiedział Tono, a na jego twarzy pojawił się lekki rumieniec. Wiedział, że nigdy mu nie było wolno wspominać o sypialni rodziców. Było to ich prywatne miejsce. Zresztą, oni pokój Tono trzymali w zupełnym odizolowaniu od otoczenia. -Tak, tak moi drodzy, zadzwonił do mnie szef i powiedział, że przełożyli czas rozpoczęcia wystawy. Rozpocznie się o ósmej. Muszę się wyszykować, zrobić włosy, manicure i się umalować, Tono kochanie, nie widziałeś przypadkiem mojej lokówki do włosów?- Tono wolał raczej uciekać, gdzie pieprz rośnie, kiedy jego matka zaczynała przygotowania do wystaw. Była ona znaną malarką, tak…Hemina Złota była wyjątkowo utalentowaną i sławną artystką. Spędziła dzieciństwo szukając tego, co by sprawiało jej przyjemność-malarstwo. Tono zamknął drzwi od swojego pokoju. Nie chciał, aby rodzice widzieli, co jest za drzwiami. Lubił być tajemniczy. Nie chciał, aby wszyscy widzieli, to co on starał się ukryć. Dlatego kolegów przyjmował w pokoju gościnnym. Pokój od ponad dwóch lat, był odwiedzany tylko przez Tono.
2.Blask ziemi
Chłopak obudził się następnego dnia okropnie zmęczony. Czoło paliło go jak nigdy dotąd, a na skórze zdawały się wybuchać małe wulkany ciepła. Było ponad 30 stopni, a Tono leżał zakryty po uszy kołdrą. Twarz miał czerwoną, na policzkach odciśnięte wzorki od poduszki. Nogi wydawały się jakby z ołowiu, kiedy usilnie próbował wstać i zobaczyć swoje odbicie w lustrze. Czuł, że coś z jego ciałem jest nie tak. Kiedy tylko przetarł oczy, usłyszał dźwięk tłuczonego szkła. -Chodźcie na dół!- krzyknęła matka Tono z dołu, budząc ojca, który był i tak wściekły od wczorajszego wieczoru. Matka Tono wróciła późno w nocy do domu i ojciec oskarżył ją o to, że ma kogoś innego, a wystawy to tylko alibi. Tono natychmiast zareagował, pędem zbiegł ze schodów by po chwili potknąć się o próg i wylądować z hukiem na podłodze dużego pokoju. -Słuchaj Tono! Twoja matka otrzymała nagrodę Blue Berry 2009 roku! Za obraz pod tytułem „Ja nikim jestem”. Wiesz, to ten, na którym były te paciaje i bazgroły, w środku tego wszystkiego siedział skulony człowiek, którego ty, drogi synku uznałeś za wygasłe ognisko…” -No to gratuluję ci mamo…-powiedział Tono i już wyciągnął ramiona do matki, aby ją uściskać, kiedy do pokoju wpadł ojciec. -Zbieramy się! Ludzie mówią, że chuligani z Montéu tu idą!- krzyknął. -Kochanie!- Hiemina zawołała za mężem, ale ten już był dawno na górze. Cała trójka zaczęła się pakować. Najcenniejsze rzeczy, czyli ubrania, sprzęt elektroniczny, porcelanę. Ów chuligani z Montéu byli gangiem 27 mężczyzn i chłopców, którzy od dawna prześladowali mieszkańców Francji. Mieli oni na celu porwanie jak największej liczby osób, aby wykonywać na nich różnorakie eksperymenty i badania. Porywali też nastolatki, i małe dziewczynki lub kobiety. Najbardziej podejrzane było to, że nigdy nie brali ludzi starszych niż…15 lat. A Tono miał dokładnie 14…
3.Dno wieczka
Cała trójka pospiesznie pakowała rzeczy. Tono spakował wszystkie ubrania oraz wszystkie książki, nie wspominając już nawet o pamiątkach rodzinnych, przez co potem walizka nie chciała się zapiąć. Widać było przez okno, jak we wszystkich mieszkaniach wszyscy biegali w tę i powrotem, pakując się i szykując, do opuszczenia domu raz na zawsze…
***
Tono poczuł, jak łza spływa po jego policzku. Już raz wynosił się z powodu chuliganów. Nie chciał robić tego jeszcze raz. „Przecież ich nie powstrzymam…muszę jak najszybciej powiadomić Eugę..” pomyślał i wyjął w kieszeni telefon. Wykręcił numer do Eugi. -Euga? Słuchaj! Chuligani z Montéu tu idą! Nie wiem co mam zrobić! Kochany! Już się nie zobaczymy, jeżeli natychmiast czegoś nie wymyślimy! -Spotkajmy się koło rzeźby Edwigi Holdrich, na placu Trojanów- odpowiedział po drugiej stronie Euga. -Dobrze, będę!- krzyknął Tono i się rozłączył słyszał jak motory i samochody już jadą. Podobno chuligani mieli w furgonetkach sprzęt medyczny, kraty i różne maszyny do robienia eksperymentów. Ale nikt nie wiedział, gdzie naprawdę znajduje się ich kryjówka. Podobno jest olbrzymia, bo tak dziadek (już nieżyjący) opowiadał Tono. Tak, tak, chuligani grasowali za czasów jego dziadka, czyli pół wieku temu…
Posłuchaj mnie proszę….chciałbym, abyś tu został…NIE ODCHODŹ! Nie…proszę powiedz…czemu…nie! Milcz proszę, bo tego nie zniosę…musisz to ze mnie wydobyć…ale zostaw to we mnie, bo wtedy czuję ulgę…nie płacz…bo to nic nie da, najlepiej jest milczeć… Ale nie teraz…teraz nie możemy milczeć! Cicho! Nie mów nic proszę…nie płacz, nie ruszaj się…prymitywne to wszystko dookoła jest, to nas zniszczy…uciekaj! Bardzo bym chciał…abyś nigdy nie był przy mnie, ale jesteś! Zostań! Odejdź!... Nie dotykaj mnie…to zbyt wiele dla mnie do zniesienia…powtarzaj te słowa…kocham cię kocham cię kocham cię…nigdy nie przestawaj…powtarzać tych słów.
Gdyby ująć te myśli, które kłębiły się w głowie Tono, byłoby ich nieskończenie wiele. Euga na pewno już na niego czekał. Postanowił więc wziąć swoje rzeczy i ukradkiem wyjść z domu. Zrobił to bardzo cicho, tak ,że rodzice porwani w wirze pracy jaką było pakowanie wszystkiego nie dostrzegli jego nieobecności. Biegł wzdłuż alei Mokotowa, aby tam radośnie wbiec na plac Trojanów i paść w ramiona ukochanego Eugi. -Nawet sobie sprawy nie zdajesz, jak bardzo się martwiłem, kochany-powiedział Euga i pocałował Tono w policzek, na co ten odwzajemnił gest. Usiedli na ławce, wcześniej oczywiście stawiając walizkę Tono na ziemi. Nie martwiąc się niczym, nawet chuliganami przytuleni do siebie, zasnęli….
4. Generacja much
Obudziwszy się następnego ranka, nie zastali nikogo oprócz siebie. Całe miasto było opustoszałe. Tono przetarł oczy i wyprostował kark, który zdrętwiał od opierania głowy na ramieniu Eugi. -Hmm…to już?...już jesteśmy w niebie? -spytał śpiącym głosem Euga, wyprostowując się do normalnej pozycji siedzącej. -Nikogo tu nie ma…-stwierdził Tono. Faktycznie, całe miasto spowite było we mgle, i ani śladu jednego człowieka, prócz nich-zdezorientowanych i zagubionych 14 letnich chłopców. -Musieliśmy mocno spać, skoro się nie obudziliśmy, kiedy wtargnęli na teren miasta…-powiedział Euga. -I musieli też nas przeoczyć…-dodał Tono. Siedzieli w dość widocznym miejscu, ale wśród zamętu i paniki chuligani musieli nie dostrzec ich śpiących na ławce w samym środku rynku. -To co śpimy dalej?- zaproponował Euga, przeciągając się. -Nie. Musimy jak najprędzej stąd uciekać. Oni mogą tu wrócić lada chwila. A poza…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Meckie13
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…