Wróć do katalogu

Salon dla pięknych pań

Dlaczego spośród tylu kobiet mijanych codziennie nagle wybieramy jedną, na widok której serce zaczyna nam mocniej bić? Czy jej serce równie mocno bije?

Palilia, opublikowano , 18 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Któż mógłby być dzisiaj dumny z tego, że nosi imię króla, który oklaskiwał niegdyś spektakle Moliera albo tego, który nie rozumiał dlaczego ścinają mu głowę? Nikt. Dzisiaj, żeby zupełnie nie mieć kompleksów, trzeba się nazywać Kewin albo przynajmniej Dylan. Można by przymknąć oko na staroświecki charakter imienia jeśli się jakoś wygląda. Ale Ludwik ze swoim metr pięćdziesiąt osiem nie wyglądal. To prawda, że miał piękne orzechowe oczy ocienione długimi czarnymi rzęsami i ciemne bujne włosy, dzięki którym wszystkie kobiety padałyby mu do stóp, gdyby miał o kilka centymetrów więcej. O, nie był bardzo wymagający w tej kwestii: dziesięć lub maksymalnie dwadzieścia by mu wystarczyło. Jeżeli chodzi o piękne dziewczyny, Ludwik je uwielbiał. I to nie byle jakie. Musiały mieć jasne włosy i musiały być wysokie, bardzo wysokie. Od dawna uwielbiał Marilyn Monroe, mimo iż nie była wysoka. Tak, ale ona była wielka. W jego małym mieszkanku było pełno zdjęć aktorki, tak samo jak było pełno brudnych skarpetek, szklanek i puszek, które walały się tu i ówdzie. Nie znaczy to, że Ludwik był niechlujny, ale mieszkał sam i sprzątanie nie było jego ulubionym zajęciem. Robił to, kiedy zaczynało brakować miejsca w garsonierze. Zresztą poblażliwy uśmiech Marilyn z łatwością mu wybaczał, a dzięki niej jego mieszkanie miało dużo uroku nawet wtedy, gdy panował w nim bałagan. Marilyn była ikoną daleką i niedosiężną. Miała swoje niepodważalne miejsce, ale na co dzień Ludwik wolał dziewczyny z krwi i kości, wraz z ich śmiechem, mimiką i tym, co mu opowiadały. A najbardziej uwielbiał ich włosy. Ludwik lubił kino, znał całkiem sporo słów w esperanto i bardzo był ciekawy czy astronauci amerykańscy naprawdę chodzili po księżycu w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego tysiąclecia. Mógł zrobić karierę w niejednej dziedzinie, ale wolał być blisko nich. Dlatego właśnie został fryzjerem. Od trzech lat pracował w „Raju włosa”, którego właścicielkami były dwie ładne i wysokie dziewczyny: Inka i Marina. Obie były brunetkami, ale Ludwik je wybrał specjalnie właśnie takie: koleżanki z pracy nie mogły za bardzo przypominać obiektów jego westchnień. Ludwik uważał, że są doskonałe. Wysokie blondynki widział w roli klientek i właśnie kilka tego rodzaju boginek odwiedzało salon Inki i Mariny. Wszystkie były fałszywymi blondynkami, co Ludwikowi doskonale odpowiadało, gdyż pojawiające się dosyć szybko ciemniejsze odrosty zmuszały je do częstych wizyt. Ludwik zajmował się nimi osobiście, nie żałując czasu, by je godnie przyjąć. Były to szczodre klientki, nikt więc nie kontestowal postawy Ludwika, który dzięki temu mógł delektować się ich obecnością tak długo jak to było możliwe. Nie zjawiały się nigdy równocześnie albo jedna po drugiej, by każda z osobna czuła się gwiazdą salonu. Obok notesu, w którym zapisywano wizyty leżał zawsze czerwony długopis: jeżeli któreś z tych nieziemskich stworzeń dzwoniło (Inka i Marina były doskonale poinformowane), pojawiało się w planingu Ludwika L jak Lolita, co miało oznaczać, że całe przedpołudnie lub popołudnie będzie zarezerwowane. Innej Lolicie proponowano spotkanie innego dnia na podobnej zasadzie. Ludwik uwielbiał swoje Lolity. Mył im włosy długo i dokładnie, zachwalając zbawienny wpływ procedury, po czym serwował im całą serię kremów i maseczek, chwaląc ich wartości odżywcze i upiększające, a wszystko po to, by jego palce pozostały jak najdłużej w kontakcie z ich przepięknymi czaszkami. Kiedy w końcu udało im się ustalić o ile centymetrów będzie można skrócić włosy (a wszystkim zależało na długich) i gdy zakończyły się negocjacje dotyczące wyboru fryzury, Ludwik zamieniał się w słuch. Nadchodziła ich kolej, zaczynały mówić. Uwielbiały mu opowiadać o sobie. I wszystkie opowiadały to samo. Były więc zakochane przez tydzień, a w następnym tygodniu cierpiały z powodu nieszczęśliwej miłości albo zakochiwały się w kimś innym. Wszystkie były modelkami i ich kariera profesjonalna ocierała się o różne rodzaje kastingów, gdyż oprócz tego, że były piękne, wszystkie były ambitne i marzyły o tym, że zostaną aktorkami. Ludwik był przekonany, że im się to uda, gdyż uważał, że są wspaniałe. Zafascynowany tymi anielskimi pięknościami, nie zaniedbywał bynajmniej innych klientek. Miał dobry kontakt ze starszymi paniami, które opowiadały mu o swoich kotach i chorobach. Ludwik był miły i z każdym potrafił nawiązać kontakt. Kobiety go lubiły.

Pewnego dnia robiąc zakupy w znajdującym sie niedaleko jego miejsca zamieszkania supermarkecie, gdzie udawał się raz w tygodniu, Ludwik zauważył niebiańską istotę. Instynkt zawodowy podpowiedział mu, że jest to naturalna blondynka. Towarzyszyła jej inna dziewczyna, dużo niższa i nie tak ładna. Przyglądały się półkom rozmawiając w obcym języku. Ludwik pomyślał, że nie może przepuścić takiej okazji, która mogłaby się już nie powtórzyć. - Czy mógłbym paniom w czymś pomóc? – zapytał. Ładniejsza powiedziała coś, czego Ludwik nie zrozumiał. Jej koleżanka roześmiała się, po czym zasłoniła usta ręką, zawstydzona. - Są tu rzeczy, których nie znamy, gdyż nie jesteśmy stąd – wyjaśniła wyższa mówiąc ze słowiańskim akcentem, po czym wskazując na półlki dorzuciła – pan zna z pewnością lepiej od nas wszystkie te produkty. Przechadzali się razem wzdłuż półek, Ludwik zachwalał niektóre marki, inne krytykował. Dowiedział się, że dziewczyny są we Francji od kilku miesięcy. Wyższa miała na imię Monika, a jej koleżanka nazywała się Ela. Po odejściu od kasy porozmawiali jeszcze przez chwilę przed sklepem, ale ponieważ wszyscy kupili mrożonki, byli zmuszeni wkrótce się pożegnać. Ludwik zaproponował im spotkanie następnego dnia w pobliskiej kawiarni. Chętnie się zgodziły. Jak tylko pochował zakupy, wziął się za sprzątanie. Wyrzucił wszystkie puszki, umył naczynia, zrobił pranie i na koniec odkurzył. W końcu usiadł na kanapie z puszką piwa, podziwiając czystość własnego lokum. Usmiechnął się do Marilyn i miał wrażenie, że ona puściła do niego oczko. Ludwik był z siebie dumny. Na drugi dzień zjawił się w kawiarni piętnaście minut przed umówionym spotkaniem. Pięć minut później pojawiła sie Monika. Ludwik wstrzymał oddech. Wydała mu się jeszcze piękniejsza niż poprzedniego dnia. Szukała go wzrokiem i jak tylko go dostrzegła, posłała mu piękny uśmiech. - Jestem sama – usprawiedliwiła się – Ela nie mogła przyjść. - Czego się pani napije ? – zapytał Ludwik próbując ukryć swoje zadowolenie. Zamówiła miętowe diabolo, które sączyła powoli. Przez kilka minut rozmawiali o wszystkim i o niczym, po czym Monika, nieco skrępowana, wyznała Ludwikowi, że nie ma gdzie mieszkać. - Mieszkamy w garsonierze razem z Elą, ale do niej co wieczór przychodzi facet, najczęściej pijany i zazwyczaj zostaje na noc. Płacimy po połowie za mieszkanie, widzi pan, to niesprawiedliwe... Ludwik również uważał, że to niesprawiedliwe i postanowił pomóc swojej nowej przyjaciółce. Zaprosił ją do siebie. - Miło tu u ciebie – wykrzyknęła Monika po obejrzeniu pokoiku i kuchenki. Ludwik przygotował kolację, do której zaproponował czerwone wino. Monika wypiła zaledwie połowę niewielkiej szklanki, a Ludwik wypił resztę. Miał nawet ochotę otworzyć następną butelkę, ale pomyślał, że to nie wypada. Poza tym być pijanym w towarzystwie tak wspaniałej dziewczyny jak Monika byłoby niewybaczalnym marnotrawstwem. - Możesz spać na kanapie jeśli nie masz ochoty wracać do siebie – zaproponował Ludwik po uprzątnięciu ze stołu – mam dmuchany materac, mogę spać na ziemi. Jak tylko przygotował łóżko, Monika zaraz się położyła. Złapała go za rękę i pociągnęła lekko ku sobie. - Chodź do mnie – powiedziała słodkim głosem – samej będzie mi zimno.

Monika stała się racją bytu Ludwika. Rano wstawał i przyglądał się jej przez kilka minut. Potem pod prysznicem i przy śniadaniu jej obraz mu towarzyszył. Wychodził po cichutku, by jej nie obudzić. W salonie jak zwykle był rozmowny i zajmował się tak jak trzeba klientkami, ale obraz jego „śpiącej królewny” go nie opuszczał. Z dużą przyjemnością obsługiwał swoje lolity, ale to już nie było to samo, gdyż teraz miał Jedną tylko dla siebie. Zamykał oczy myjąc im włosy i marzył o niej. W południe zapraszał Monikę do restauracji, trochę być może dla niego za drogiej, ale przecież takie dziewczyny jak ona nie mogą jadać w Mac Donaldzie. W każdym razie Ludwik nie ośmieliłby się jej tam zaprosić. - Nie nudzisz się sama u mnie? – niepokoił się Ludwik. - Nie, nie mam czasu, wstaję późno – odpowiedziała Monika śmiejąc się – dzisiaj rano spieszyłam się, żeby się nie spóźnić. - A co będziesz robić po południu? - Przejdę się trochę, pooglądam telewizję i będę czekać na ciebie – odpowiedziała dziewczyna uśmiechając się uroczo. Uśmiech ten towarzyszył Ludwikowi do wieczora. W weekendy zabierał ją do Paryża i okolic: pokazał jej wieżę Eiffla, Wersal, zamek w Vincennes. I butiki. Monika uwielbiała butiki. Zrobił jej kilka prezentów. To było oczywiste: jak tylko założyła jakąś sukienkę czy bluzkę, wyglądała w niej prześlicznie, Ludwik nie mógł jej odmówić.

Pewnego

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych