Wróć do katalogu

Sen odc.1

Opowieść Fantazy.

Niechciany, opublikowano , 22 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dwie postacie zeszły płynnym krokiem ze schodów a ich kroki rozbrzmiewały echem w całym lochu. Nad ich głowami unosiły się świetliki wędrujące za nimi krok w krok jak cienie. W lochu panowała sakramentalna ciemność i tylko one były dla nich źródłem światła. Jeden z nich niższy szedł pierwszy a zanim wyższy i szerszy w barach. Na lewych nadgarstkach nosili mieniące się platyną bransoletki z symbolami ich rodów. To znaczyło, że byli rycerzami. Sir Ash był tym niższym, który szedł z przodu. Niski smukły mężczyzna o blond włosach, iskrzących się zielenią w świetle świetlików oczach i przyjazną dla oka twarzą młodzieńcza. A skoro jest Ash to musi być też jego wierny i oddany towarzysz sir Lee. Wysoki barczysty mężczyzna o kasztanowych włosach i niebieskich oczach obdarzony był siłą tura i najbardziej niewyparzonym językiem w całym Terrum. Lee nosił elegancki struj skrojony na miarę przez najlepszego krawca w stolicy. Biała koszula, ciemna marynarka koloru zaschniętych liści, eleganckie jedwabne spodnie pasujące do kompletu kosztowały go fortunę i w żaden sposób nie pasowały do solidnych okutych butów jak i do sytuacji. Ash nosił coś, czego zniszczenie nikogo by nie zasmuciło. Workowate niedoprane spodnie z rozległymi plamami zaschniętej krwi i łatami świadczącymi o częstym i intensywnym użyciu. Zużyta koszula wyglądała jakby z psu gardła wydarta i na pewno od dawna niebyła biała. Skórzane rękawiczki po łokcie a na lewym nadgarstku bransoletka. Ash idący na przodzie milczał, kiedy jego przyjaciel obrzucał obelgami strażników. Kiedy zjawili się przed wejściem do lochu przekazali im list polecający upoważniający ich do zejścia na dół a oni wcisnęli im klucze i zniknęli szybciej niż Lee był w stanie powiedzieć pierwsze „kurwa”.Tym leniwym strażnikom nie chciało się ich nawet odprowadzić na dół!Lee był wściekły jak wszyscy diabli, ale Ash nie miał im tego za złe i rozumiał ich zachowanie w zupełności. To przecież byli zwykli strażnicy zarabiający dwadzieścia pierścieni za godzinę a nie wyszkoleni żołnierze.Ich sprawą jest pilnować a nie rozwiązywać problemy.Zresztą ich też nie. Są rycerzami a sprawy takie jak ta podlegają czerwonym szarfom.To oni opiekują się lochami i więzieniami i nie pozwalają wtrącać się w swoje sprawy. A tu proszę! Wchodzą na ich teren i to z samego rozkazu Króla. –Mówię ci Ash że tym strażnikom powinno się solidnie wygarbować skórę –Lee szedł tak blisko Ash’a że ten niemal czuł jego oddech na karku.–Co z tym światem? Żeby strażnik bał się wejść do więzienia. Ash pokręcił z uśmiechem głową. –Nie zapominaj, że oni mają tylko pilnować –upomniał go łagodnie. –To czerwone szarfy mają obowiązek strzec porządku w lochach i więzieniach. Lee błysną złośliwym uśmiechem, które Ash tak dobrze znał. –A skoro mowa o tych niedołęgach to jak myślisz? Czemu to my rycerze mamy schodzić do lochu a nie oni? Czyżby bali się ubrudzić swoje strasznie niemodne mundury ? Ash wywrócił oczami.Jego przyjaciel nie dość, że miał niewyparzony język to do tego materialnie nienawidził czerwony szarf. Dla niego to był banda oferm zgrywająca wielkich twardzieli. Ash też uważał, że więcej szczekają niż naprawdę potrafią, ale nie, nie lubił ich tak jak Lee. –Nie wiem stary druhu.Bardziej ciekawi mnie, czemu znowu my jesteśmy wysyłani do obskurnego miejsca jakby nie było innych rycerzy. –Ostatnio wysłano nas do bardzo przyjemnego miejsca nie sądzisz? Piekielne Kręgi. Ash zaczynał się pocić na samo brzmienie tego słowa. W ciągu miesiąca, jaki tam spędzili myślał, że zaraz wypoci całą wodę z ciała a mózg mu się ugotuje.To był najgorętszy miesiąc jego życia i prędzej popełni samobójstwo niż tam wróci.Tam temperatura nigdy nie jest mniejsza niż trzydzieści dwa stopnie a deszcz pada dwa razy w tygodniu. Dlatego nazywa się to miejsce Piekielne Kręgi. A oni byli tam jeszcze w lecie, kiedy nie dość, że gorąco to i duszno. –No nie była tam bardzo fajnie –stwierdził sarkastycznie Ash odpychając wspomnienia jak najdalej.–Szczególnie, kiedy dostałem udaru i spiekłem się na raka! Lee tam było nieprzyzwoicie gorąco. W lochach było znacznie przyjemniej.Było chłodno, ale niestety śmierdziało padliną. Łańcuchy przymocowane do ścian były pootwierane. Aktualnie nikt nie zamieszkiwał lochów. Tu trafiały tylko najgorsze przypadki, które sprawiały zagrożenie w zwykłym więzieniu. Ash cały czas rozglądał się, wokół kiedy szli korytarzami mijając puste cele. Ciągle był czujny jakby coś miało nagle z granicy mroku gdzie światło świetlików nie sięga na nich wyskoczyć. Lee był bardziej rozluźniony, ale też był czujny. Jego oczy rejestrowały najdrobniejszy ruch a słuch szmer. Rycerz nie daje się nigdy zaskoczyć! To wpajali im ich opiekunowie z zgromadzenia i kazali powtarzać jak mantrę. Jeżeli dasz się zaskoczyć to nie jesteś rycerzem. Przemierzali korytarze a im bardziej zagłębiali się wgłąb tym bardziej smród był dokuczliwy. Do odoru padliny dołączył smród zgnilizny i…. mułu rzecznego? Ash nagle się zatrzymał i jego towarzysz omal na niego nie wpadł. –Czujesz to?–Zapytał szybciej niż Lee zdążył się odezwać. Lee zmarszczył brwi i wciągną porządny haust powietrza. Chwile milczał doszukując się tego, co poczuł Ash.Po chwili zwęził oczy i sykną: – Gaggary! Ash przytakną. Gaggary to potwory rzeczne uwielbiające wilgoć i zapach padliny. Te stworzenia śmierdziały mułem rzecznym na kilometr i łatwo było je wyminąć albo zmylić. Te potwory były głupsze niż pies Lee a to był wyczyn. Niestety w dużej liczbie te stworzenia stawały się niebezpieczne dzięki truciźnie w ich szponiastych palcach.Im ich więcej tym większe ryzyko, że któryś cię trafi.Znając swoje szczęście Ash nie miał złudzeń. –Co robimy?–Spytał zaniepokojony Lee. Ash myślał. Zapewne jak pójdą przed siebie to po chwili natrafia na Gaggary i będą musieli walczyć. Smród mułu był dość słaby, więc byli jakieś dwadzieścia metrów przed nimi. Ash nie znał rozkładu lochu a mapa, jaką miał ze sobą Lee była beznadziejnie sporządzona. Jakiś krętym musiał ją rysować na kolanie i pewnie z pamięci.Nie, mapa odpada. A wiec, co? Musieli dojść do sali jadalnej a najszybciej było iść dalej przed siebie. Tylko, że przed sobą mieli te cholerne Gaggary! A to ambaras. –No–ponaglał go Lee gotów w każdej chwili przyzwać swój miecz i pójść przed siebie.–Myśl szybciej Ash. Mam dziś randkę i nie chce się spóźnić. To, dlatego się tak odstawiłeś! Ash jeszcze przez chwile się zastanawiał, ale nic lepszego mu nie przyszło do głowy. Mógł rzucić zaklęcie niewidzialność na siebie i Lee i przejść dalej niezauważony, ale później może być za słaby na walkę a kto wie, co tam na nich czeka. Wolał nie ryzykować.Miał siły na trzy zaklęcia i wolał ich nie marnować. Spojrzał w głąb ciemnego korytarza i nagle wpadł na kompletnie kretyński plan.Podjęcie się tego wymagało dużej ilości głupoty i brawury.Im nie brakowało żadnej z tych cech. W krótkich słowach przedstawił go Lee a ten na początku zaczął się śmiać a kiedy zobaczył że Ash się nie śmieje pojął że towarzysz mówi serio. Oczy mu się rozszerzyły z niedowierzania, kiedy patrzył na swojego przyjaciela. –Ty się dobrze czujesz? –Zapytał kładąc swoją dużą dłoń na czole Ash’a.–Nie gorączki nie masz –mrukną zabierając dłoń.– Ty naprawdę chcesz byśmy po ciemku poszli naprzód? Wiesz że to szaleństwo? Ależ oczywiście ze wiesz. A jak ty to sobie wyobrażasz? Jak twoim zdaniem przejdziemy dalej nie widząc siebie nawzajem ani drogi? Ash wzruszył ramionami, ale też wziął to wcześniej pod uwagę. Wiedział jak wielkie ryzyko się z tym wiąże, ale czy jest jakiś inny wybór? Gaggary mają kiepski wzrok, węch i słuch, więc to było dosyć rozsądne tylko, że i oni będą całkiem ślepi.Będą zdani na słuch, węch i rzecz jasna rycerski instynkt. Lee jeszcze chwile mierzył Ash’a spojrzeniem, ale w końcu się poddał mówiąc tylko: – To będzie szczyt szczęścia jak nam się uda. Zgasili swoje świetliki i trzymając się za rance poszli w głąb ciemnego korytarza. Wytężyli swój węch i słuch a na językach już mieli gotowa sekwencje przyzwania miecza. Nie modlili się w duchu oto by im się udało dojść żywym. Byli zbyt czujni by powierzyć swoją uwagę na coś tak trywialnego. Pochłonięci przez mrok stawiali każdy krok jakby stąpali po lodzie szczególnie, kiedy smród błota stawał się mocniejszy. Ash prowadził ich na samo wyczucie.Wychodził z założenie, że skoro i tak mieli iść prosto to da rade.Ale w mroku łatwo pogubić kierunki szczególnie, kiedy jest tak ciemno jak tutaj. W lochach mrok lubił płatać figle szczególnie, że do niego oczy nie mogą się przyzwyczaić. Nie ważne jak długo byś w nim siedział to i tak masz wrażenie że wpatrujesz się w studnie bez dna. Tym razem szczęście im jednak dopisało i nie pogubili kierunków.Od razu,kiedy zapach mułu znalazł się za nimi zapalili znowu swoje świetliki,które zapłonęły radośnie światłem.Po tak długim czasie w ciemnościach ich światło wręcz kuło w oczy.Chwila musiała minąć by znowu się przyzwyczaili. –Co w ogóle robiły tu te bestie?–Lee zadał pytanie, które dręczyło też Ash’a.–Ich tu nie powinno być.To lochy w użytku a nie jakieś opuszczone katakumby. Ash przyznał mu rację.To było dziwne.Te lochy były czyszczone dwa razy w miesiącu i Gaggar nie powinno tu być! Zresztą nie ważne, co one tu robią a to jak się tu dostały.Lochy były szczelnie zamknięte a wejścia pilnie strzeżone.Strażnicy to tchórze, ale swoją robotę potrafią wykonywać. Ash pokręcił w zamyśleniu głową.Zbyt wiele niewiadomych i pytań jak na proste zadanie. Ruszyli dalej zostawiając to bez odpowiedzi.Mieli zadanie i musieli je wykonać.Szli dalej aż trafili na miejsce gdzie droga rozwidla się w lewo i prawo tworząc literę T.Przed nimi na płaskiej ścianie znajdowały się dwuskrzydłowe wrota prowadzące do stołówki. Ash i Lee spojrzeli na siebie i oboje jednocześnie przyzwali swoje miecze.Bransoletki zabłysneły dobrym światłem uwydatniając ich herby. Lew –Lee a Feniks–Ash. Bransoletki spłynęły im do dłoni przekształcając się w ich rycerskie miecze. Obusieczny złoty miecz o imponujących rozmiarach był idealny do stylu walki Lee.Z czymś takim można wskoczyć w sam środek rozróby i wymachiwać nią siejąc zamęt w szeregach wroga. Rękojeść miecza była kunsztowna z głowicą w kształcie głowy lwa a na klindze widniał wyryty lwi ogon ciągnący się po sam czubek. Miecz Ash’ a był inny niż miecz Lee w każdym calu. Prosta rękojeść wzorowana na pióro feniksa iskrzyła się szkarłatem. Miecz był jednosieczny o złotej klindze i szkarłatnym ostrzu.Takim mieczem można toczyć z powodzeniem pojedynki,ale i z większą liczbą wrogów da radę.Takiego spustoszenia nie zrobi jak miecz Lee, ale daje całkiem duże możliwości strategiczne i jest bardziej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych