Wróć do katalogu

Siewca (cz.III)

Po paskudnej przygodzie na szlaku, Alia i Lekan kontynuują podróż na wschód do miasta Rydool...

morgon87, opublikowano , 19 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Aldwin był słownym człowiekiem, co raz powiedział obracał w czyn, o czym Ravan przekonał się poprzedniego wieczora przy okazji kolacji. Nazajutrz było podobnie. Obiecano mu przeniesienie i do innej celi i w istocie przyszło trzech strażników, którzy wyprowadzili go na korytarz. Już wtedy wypełniała go nadzieja, że dokądkolwiek nie pójdzie, nowe miejsce okaże się lepsze od celi pełnej rynsztokowej mieszanki, którą zostawił za plecami. Wspięli się po schodach na wyższą kondygnację i minęli kilka cel częściowo obsadzonymi więźniami. Ponownie dostał ostatni lokal na końcu długiego korytarza, jednak na tej wysokości smród rynsztoka zdawał się być prawie nie wyczuwalny. Za małym zakratowanym oknem rozciągał się widok na szeroką ulicę, pełną przeróżnych przechodniów w kolorowych strojach. Zostawili go w celi i bez słowa odeszli. Po chwili zjawił się gruby kucharz dzielący sprawiedliwie po chochli wodnistej zupy każdemu więźniowi. Pogwizdując podszedł do Ravana. Zatrzymał wózek z garem parującej potrawy przed celą i nagarnął z dna standardową porcję. - Nowy? – zapytał wygłodniałego Mygrofa, gdy ten stojąc przy kracie, pożądliwym wzrokiem gapił się na miskę. - Nie – odpowiedział więzień kręcąc głową. – Ale już dawno mnie tu nie było – przyznał. - Masz – kucharz przecisnął miskę pod kratami i podał Ravanowi drewnianą łyżkę. – Masz z dna, taki prezent powitalny. – Mrugnął porozumiewawczo do nowego lokatora celi. - Dziękuję – powiedział Ravan łapczywie wyjadając zawartość miski. - Jashat Magretewor-Roth – przedstawił się kucharz salutując chochlą – do usług. - Ravan Mygrof – więzień uścisnął wyciągniętą dłoń Jashata. – Nie boisz się? Nie wiesz za co siedzę – Kucharz słysząc te słowa głośno się zaśmiał. - A kto by ci wieczorem michę przyniósł? – wyjaśnił i wykręcił wózek w kierunku korytarza. Odebrał od Ravana pustą już miskę i ruszył w drogę powrotną zbierając miski od pozostałych więźniów, wybuchając co chwilę salwą śmiechu. Po długiej nocy spędzonej w czymś na wzór wygódki podmytej przez rzekę, w nowej celi Ravan wreszcie mógł odpocząć. Położył się w rogu świeżo wyścielanym słomą i myślał o tym, co zeszłego wieczora powiedział mu Aldwin. Zastanawiał się, co też mogło być w nim tak wyjątkowego, że sam Siewca osobiście, zapewne wykonując polecenie Władcy Wichrów ochronił go na polu bitwy, a potem kazał więzić w zamku Kyrtos. Więzienie zapewne też miało mu zapewnić ochronę, ale przed czym? Nie miał na tyle potężnych wrogów, żeby nie mógł sobie samemu z nimi poradzić. Nie posiadał też nic cennego, a ściślej mówiąc, nie miał nic. Nie wiedział czego może chcieć od niego Siewca, ale choćby nawet myliła się co do niego, to i tak wypatrywał w sytuacji szansy dla siebie i tej myśli trzymał się kurczowo zanim nie zapadł w sen. Nie spał zbyt długo. Mimo, że był strasznie zmęczony, obudził go jakiś dźwięk. Gwar przechodniów ciągle był dobrze słyszalny, mimo, że słońce już dawno zaszło ustępując miejsca księżycowi, który w całej okazałości lśnił na niebie. Dźwięk okazał się potokiem słów wylewanym przez jedną osobę. Z pewnością głos należał do kobiety. Znał ją i choć nie rozumiał słów odbijających się echem od kamiennych ścian, domyślał się czego dotyczą. Najmłodsza córka króla Aldwina imieniem Sefina próbowała przekupić strażnika, by wpuścił ja do więzienia. Chwilę później klucz szczęknął w zamku, a otwierana krata zaskrzypiała żałośnie. Przed celą stanął strażnik, otworzył ją i bez słowa wpuścił do środka dziewczynę. Stała tak nieruchomo niczym słup soli z włosami piaskowego koloru rozrzuconymi luźno na ramionach. Ravan nie widział jej twarzy skrytej w mroku celi. Na sobie miała prostą, jak na księżniczkę białą suknię luźno zasznurowaną troczkami i przepasaną pasem w talii. Czekała aż strażnik zamknie celę pozostawiając ją sam na sam z więźniem, a następnie słysząc zamykaną główną kratę postąpiła nieśmiało krok w kierunku rozłożonego w dalszym ciągu na słomianym łóżku Ravana. Ten podparł się ramieniem i dźwignął do pozycji siedzącej. Kucnęła przed nim nie odzywając się ni słowem. On też nic nie milczał. Nie czuł potrzeby wydobywania z siebie żadnych myśli poprzez słowa, wszystko co musiało zostać powiedziane wyrażały ich ciała, postawy i gesty. Dobrze wiedział, że wpadł w poważne kłopoty przez aferę z Siewcą, a tym postępkiem mógł sobie jedynie zaszkodzić, ale nie dbał o to. Pochylił się do przodu i objął ją ramionami, zasypując przy tym gradem namiętnych pocałunków. Dłonie po chwili powróciły do przodu, by zająć się troczkami sukni. Dziewczyna przed wejściem poluzowała skomplikowane wiązanie, by nie tracić cennego czasu na rozwiązywanie węzełków, gdy już będzie na miejscu. Pomysł okazał się nad wyraz trafny, bo już po chwili sprawne ręce złodzieja doszły do porozumienia z suknią i ta swobodnie opadła na wyścielaną słomą podłogę, uwalniając jędrne piersi dwudziestolatki. Ravan odkleił się na chwilę od jej ust, by przyjrzeć się nienagannym kształtom dziewczyny. Następnie usatysfakcjonowany przekręcił Sefinę na plecy, aż ta syknęła, gdy świeża słoma wbiła się w delikatne ciało, ale grymas bólu szybko znikł z jej twarzy ustępując miejsca rozkoszy, gdy mężczyzna ściągnął z niej całkiem suknię i delikatnie zakradł się między nogi.

Alia obudziła się o świcie i pomyślała, że wydarzenia poprzedniego dnia były jedynie koszmarnym snem, dopóki rozrywający ból nie przeszył jej ciała, gdy próbowała się poruszyć. W ustach nadal czuła smród kawałka materiału, którym stłumiono jej krzyk. Splunęła chcąc się go pozbyć. Świadomość z wolna powracała, przynosząc wspomnienia bólu i wstydu. Starając się nie poruszać gwałtownie uniosła głowę i podciągnęła się, opierając o pień, na którym pierwszy raz zobaczyła swojego oprawcę. Poprawiła zakrwawioną sukienkę naciągając ją na odsłonięte uda. Truchło bandyty leżało na skraju obozowiska. Pozostałych napastników, ani ich ciał, nie widziała. Nie było ich dobytku, jak i jej towarzysza. Siedziała sama. Wielki Siewca zgwałcony przez bandytę. Zwykłego koniokrada. Znów poczerwieniała i zalała ją gorąca fala wstydu. Ognisko dawno już wygasło, z grubego konara sączyła się strużka dymu. Był wczesny świt, a na odległym o kilkadziesiąt kroków trakcie już zatętniło życie i liczni kupcy spieszyli ze swoimi towarami do wschodnich miast Raghatanu, albo i dalej do Lacji. W oddali pozostali wygaszali swoje ogniska i też szykowali się do drogi, by przebyć jak najdłuższy odcinek, nim słońce zacznie porządnie doskwierać. Nie zwracali uwagi na pobojowisko jakie zostawili po sobie bandyci, które na pewno było widoczne z drogi. Być może nie chcieli patrzeć, współczując jedynie w duchu ofiarom, że tej nocy trafiło na nich. Z gąszczu drzew i krzewów, który porastał brzeg rzeki Mętnej wyszedł Lekan niosąc ich juki. Podał kobiecie bukłak z wodą. - Jak się czujesz? – zapytał. - A jak myślisz?- odpowiedziała kąśliwie. - Przepraszam, powinienem był cię obronić – powiedział ze szczerym żalem i złością w oczach. – Zaskoczyli mnie… - Nie jestem małą dziewczynką, której trzeba zapewnić troskliwą opiekę – wycedziła. – Nie o to jestem na ciebie zła, ale o to, że miast podróżować dumnie jak przystało na Siewców, to ukrywamy się jak myszy. Przed czym na szczury Hogrogu?! Przecież nie chcesz mi powiedzieć, że obawiasz się zemsty Saldimema tu, w zachodnim Raghatanie?! - Ja… - Lekan chciał coś powiedzieć, ale rozżalona Alia jeszcze nie skończyła. - Na siewcę każdy bał by się nawet krzywo spojrzeć, a ten tutaj wziął mnie jak jakąś wiejską dziewkę. Nie miałam miecza, fakt, mój błąd. Jednak ktoś mnie blokował nie pozwalając użyć magii, a ponieważ tylko ty wiedziałeś, że mam takie zdolności, to powiedz mi dlaczego to zrobiłeś? – Ostatnie słowa zlały się w krzyk, gdy znów próbowała się poruszyć. Lekan usiadł naprzeciwko, starając się nie spuszczać wzroku na zakrwawioną sukienkę. Chwilę patrzył jej w oczy, po czym zabrał się za rozpakowywanie juków. - Nie mogę ci powiedzieć przed kim, czy przed czym się ukrywamy, ale masz rację, nie ma to wiele wspólnego z Lacją, a raczej ma związek z twoim odkryciem – powiedział, gdy Alia już myślała, że znów zignoruje jej pytanie. - Tylko tyle masz mi do powiedzenia?! Spójrz na mnie psi synu! – rozkazała. Siewca podniósł wzrok. Spojrzał w oczy dziewczyny. Oczy pełne łez. – Straciłam wianek z nim! – wskazała ciało bandyty. - A czy on, no wiesz…? – zapytał niespodziewanie Lekan. Alia dopiero po chwili zrozumiała o co mu chodzi. - Nie. – Pokręciła głową i zaczęła szlochać, zakrywając twarz brudnymi dłońmi. – Chyba nie zdążył. Dłuższy czas milczeli. Lekan zbierał ich ocalałe rzeczy i wkładał do tobołków przygotowując się do wymarszu. Znalazł ich miecze. Alii przytroczony do sakwy odczepionej od siodła, a swój nad rzeką w trawie. Dziewczyna wstała i z towarzyszącym jej palącym bólem w kroku poszła nad rzekę, by tam obmyć się i przebrać. Na powrót założyła starannie wykonaną przez siebie ciemnozieloną sukienkę, którą jeszcze poprzedniego dnia nosiła z dumą. Dziś wyeksponowane dużym dekoltem piersi przypominały jedynie o dramatycznym zdarzeniu i w oczach Alii, miały jedynie zachęcać kolejnych śmiałków, do zgłębiania jej intymnych miejsc. Krew na sukience zdążyła zaschnąć i nie było sposobu by całkowicie usunąć ją z materiału. Mimo to powiesiła ją na gałęzi drzewa, by tam wyschła, gdyż nie miała niczego innego co mogłaby na siebie włożyć. - Co się właściwie wydarzyło? Gdzie byłeś tyle czasu? – zapytała już spokojnie, gdy wróciła do obozowiska.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych