Skała, kamień, kamyczek.
Dedykuję je Tobie na trzeciego kwietnia 2007.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przed mymi oczami ukazała się droga. Mroczny, otoczony wykrzywionymi, spróchniałymi konarami trakt. Nie wiedziałem zupełnie, jak znalazłem się w tym dziwnym miejscu. Drzewa otaczały mnie z każdej strony, zasłaniały niebo, chmury, gwiazdy, które powinny być gdzieś nade mną. Przerażającą ciemność rozświetlał jedynie nikły blask dochodzący z drugiego końca drogi. Blask barwił gęstą mgłę na czerwono. Nie widząc innego wyjścia ruszyłem w stronę jedynego jasnego punktu, co chwila potykając się o nierówności na ziemi. Z każdym krokiem ogarniał mnie coraz dokuczliwszy chłód. Dreszcz przeszedł po moich plecach. Wokół panowała idealna cisza, przerywana jedynie szuraniem moich butów. Czym bliżej byłem tajemniczego światła, tym mgła robiła się gęstsza a zimno dokuczliwsze. Nie ustawałem jednak nawet na krok. Bez wyraźnego powodu zmierzałem do wyznaczonego wcześniej celu. W końcu dotarłem na miejsce. Mgła i chłód ustąpiły miejsca tajemniczemu widokowi. Oczom mym ukazał się posępny stary dom położony na delikatnym wzgórzu. Okna zabite deskami świadczyły o tym, że od dawna nikt w nim nie zamieszkiwał. Spróchniałe drewno trzeszczało przeraźliwie, gdy wiatr się wzmagał. Dziwny blask, który przyciągał moją uwagę dochodził ze szczelin w oknach i drzwiach. Rozświetlał czerwienią mrok naokoło domu. Stojąc i przyglądając się niecodziennemu widokowi poczułem czyjś wzrok na swoim karku. Odwróciłem się szybko i dostrzegłem spojrzenia utkwione we mnie z ciemności. Małe czerwone pary punktów. Ile ich dokładnie było, nie pamiętam. Jednak pomogły mi one podjąć decyzję. Podszedłem do wejścia. Pukanie do starych drewnianych drzwi zabrzmiało cicho i głucho. Nie doczekałem się żadnej odpowiedzi. Nie chcąc stać dłużej na zewnątrz, w towarzystwie niezidentyfikowanych istot nacisnąłem klamkę. Drzwi były otwarte. Wchodząc obejrzałem się raz jeszcze w stronę święcących w ciemności oczu. Dalej tam były. Patrzyły na mnie nieruchome. Wszedłem do środka. Wewnątrz roztoczył się przede mną szeroki korytarz. Na ścianach umieszczone były lampki błyszczące czerwonym światłem. Stary dywan do połowy zjedzony był przez mole. Na ścianach wisiały obrazy przedstawiające jeden tylko motyw. Dwóch mężczyzn mordujących się nawzajem. Jeden wbijał drugiemu siekierę w głowę, co zaowocowało obfitym potokiem krwi, tamten zaś obcinał pierwszemu nogę na wysokości kolana piłą mechaniczną. Krew występowała przy tym równie obficie. Obaj wyglądali przy tym identycznie. Byli bliźniaczo podobni. Po obu stronach korytarza dostrzegłem drzwi. Łącznie sześć. Podszedłem do najbliższych i spróbowałem otworzyć. Również były otwarte. Powoli wszedłem do środka. Ściany, dywan i umeblowanie w kolorze czerwieni wprawiło mnie w dziwnie spokojny nastrój. Na wielkim fotelu siedział mężczyzna. Gdy wszedłem podniósł na mnie wzrok. Wpatrywaliśmy się w siebie chyba kilka minut. Miał gęstą siwą brodę i rozwichrzone włosy. Przy skroniach dostrzegłem wyrastające z jego głowy małe rogi. Ubrany w długi płaszcz wyglądał jak mędrzec z filmów fantastycznych, Niemal jak mag Merlin. Patrzył na mnie spokojnym wzrokiem. Nie zauważyłem by choć raz mrugnął wpatrując się we mnie. Nie odczuwałem potrzeby odzywania się do niego pierwszy, więc cierpliwie czekałem. W końcu przemówił do mnie. - Kolejny strudzony wędrowiec w moim małym, opuszczonym przez życie domku. - Nie wiem jak się tu znalazłem. - Kolejny zagubiony śmiertelnik szukający schronienia. - Nie wiem też jak się stąd wydostać. Ten las był taki przerażający. - Kolejny raz wyczekiwanie na odpowiedź. - jego głos wciąż brzmiał spokojnie. Oczy wbite we mnie nieruchomo paraliżowały. - Wstań proszę i pójdź za mną. - Ale ja przecież stoję... - mówiąc to uświadomiłem sobie, że siedzę na drugim fotelu, tuż obok mego rozmówcy. Tylko kiedy ja usiadłem? Wstałem posłusznie i poszliśmy razem, powolnym krokiem zmierzając do drzwi po przeciwnej stronie korytarza.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Lukier
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…