Skradziony gołąb
Kto go ukradł?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kucharka Barbaree krążyła wciąż niespokojnie po korytarzu Oddziału Deliryków, próbując z wyrazu twarzy pacjentów odczytać nerwowe drganie ich mięśni, zdradzające niewątpliwie winę żarłocznego rzezimieszka. Ale nie, żaden z nich nie wygląda na autora tego okrutnego żartu, wskutek którego Chrapiący Gronde pozbawiony został chwilowo pożywienia. Przeciwnie, wszyscy wydają się całym wydarzeniem wstrząśnięci. Na czele zadziwionych mieszkańców szpitalnych piżam nadal dzielnie stoi Barbaree, skrzekliwym głosem wyrażając swoje oburzenie. - Nie no, ja już, kurwa, z nimi nie mogę! Jedzenie nawet sobie kradną. Okradziony z posiłku Chrapiący Gronde interesuje się sytuacją jeszcze mniej niż kolorem bielizny terapeuty prowadzącego program motywacyjny. Znacznie ciekawsze wydaje mu się zestawienie dolnej połowy ściany koloru zielonego z białym sufitem. Ktoś musiał starannie nad tym myśleć, ktoś chciał chyba uspokoić pacjentów i wymyślał przez długie, bezsenne noce kompozycję barw scenografii Oddziału Deliryków. Chociaż nie, jeśli nie podawali mu olbrzymich ilości relanium i hydroksyzyny, niezawodnych likwidatorów postalkoholowych psychoz, mógł na to wpaść w ciągu kilku sekund. To rozwiązanie jest chyba zupełnie proste. Barbaree widzi doskonale obojętny stosunek Chrapiącego Gronde do czynności jedzenia, nie chce jednak przyznać się do porażki, oznaczającej utratę władzy nad korytarzem. Trzymając w wymownym geście ręce na biodrach nadal przeczesuje otoczenie w poszukiwaniu drobnego szczegółu, który pozwoli jej ustalić, kto zjadł przed chwilą ponadplanowego gołąbka wraz z towarzyszącymi mu fragmentami ziemniaków. - No co, nikt się teraz nie przyzna? – ciągnęła swoje zawodzenie niestrudzona kucharka – Zjeść to łatwo, ale może chociaż się przyznacie?! - Ja raczej tego nie zrobiłem – odparł Polarny Niedźwiedź, wywołując tym wybuch śmiechu całego Oddziału Deliryków, nawet otępiałego Lizaforcha, ledwo pamiętającego swą zrzędzącą żonę. Rzeczywiście, posądzenie Polarnego Niedźwiedzia o tą zbrodnię byłoby najbardziej absurdalną myślą, byłoby na poziomie psychotycznych bredni opowiadanych przez pacjentów, którzy przebywali w pijackiej śpiączce dłużej niż dwie doby. Polarny Niedźwiedź bowiem w trakcie całego swojego ciągu, w trakcie podróży przez oceany morelowej wódki, morza winopodobnych napojów w cenie kilku pudełek zapałek i rzeki moczu wylewające się bezwiednie z jego nogawek, w trakcie całej tej przejażdżki nie jadł zupełnie nic. Tak, był to człowiek, który nie potrzebował zupełnie ogólnie rozumianych posiłków, wszystkie swoje kalorie spożywając w postaci alkoholu. Ostatnim normalnym posiłkiem, który przeszedł przez jego trzewia, był wigilijny śledź, spożyty jako zakąska do trzeciego kieliszka wódki wypitego wraz z teściem, który nie dożył nawet sylwestrowej zabawy. Od tego czasu aż do tej strasznej wrześniowej nocy, kiedy karetka pogotowia dowodzona przez perwersyjną Marthę przywiozła go na oddział intensywnej terapii, Polarny Niedźwiedź nie uznawał pobierania pokarmu jako jednego z koniecznych elementów życia ssaków, skupiając całą swoją życiową witalność na niedopuszczeniu, by ilość etanolu we krwi spadła poniżej trzech promili. Pielęgniarki błyskawicznie zorientowały się, że jego żołądek zupełnie odzwyczaił się od pełnienia swej roli, buntując się przy każdej okazji, przy której próbowano go wykorzystać. Wyrzucał z siebie nawet życiodajne tabletki z magnezem i witaminami B, nie przyjmował nawet uśmierzającej ból hydroksyzyny, oddając wszystko zewnętrznej rzeczywistości wraz z płynną substancją pochodzącą z wątroby. Jednym rozwiązaniem stało się zatem podłączenie Polarnego Niedźwiedzia pod kroplówkę, z której do jego ciała wpływały niezbędne substancje do życia, zarówno w sensie fizycznym jak i psychicznym, nie dopuszczając do popełnienia samobójstwa, gdy każda komórka ciała wyje z bólu, błagając o kolejne krople alkoholu. Dopiero miesiąc temu Długonoga Pani Psycholog o imieniu, którego nikt nie mógł zapamiętać, postanowiła, że żołądek Polarnego Niedźwiedzia jest już na tyle zregenerowany, że można przeprowadzić eksperyment, polegający na serwowanie mu normalnych posiłków w postaci kleików. Na początku szło ciężko, zwłaszcza, że Długonoga Pani Psycholog nakazała wykonywanie owych posiłków Ciotce Wandzie, tej, co lubi w nocy nie spać. Wszystkie pozostałe potrawy przygotowywała oczywiście kucharka Barbaree, ale jako, że Ciotka Wanda znalazła się na Oddziale Deliryków po raz siódmy, postanowiono ukarać ją dla przykładu. Ponieważ jednak Ciotka Wanda, paradująca wiecznie w różowym szlafroku, również nie należała do smakoszy, kleiki w jej wykonaniu przypominały dokładnie to, co wydobywało się wcześniej z trzewi Polarnego Niedźwiedzia, nic więc dziwnego, że proces przyzwyczajania żołądka do nowej funkcji był niezwykle powolny, kończąc się wieloma klęskami, wieloma zmianami prześcieradeł splugawionych w czasie ataku postkleikowych torsji. Długonoga Pani Psycholog wiedziała jednak lepiej od Polarnego Niedźwiedzia, do czego zdolny jest jego żołądek. Po napisaniu doskonałej pracy dyplomowej, w której wnikliwie opisała działanie amfetaminy na ludzką psychikę, była przekonana, że posiadła wszelką wiedzę na temat wszystkich roślin, leków, substancji nielegalnych oraz obwieszonych narodową tradycją trunków, które w jakikolwiek sposób wpływają na myślenie człowieka. Widocznie nie myliła się zbyt wiele, gdyż zgodnie z jej przypuszczeniami, po dwóch tygodniach Polarny Niedźwiedź był w stanie zjeść cały kleik, a następnie przetrawić go zgodnie z obowiązującym organicznym schematem. Wprawdzie kleik to jedyne, co na razie mogła uzyskać, ale i tak po pierwszym posiłku, po którym nie trzeba było zmieniać pościeli, chodziła rozpromieniona przez kilka dni, prowadząc nawet terapię z większym zaangażowaniem. Nadal jednak nie wiadomo było, kto ukradł pechowego gołąbka. Mniejsza już o ziemniaki, ale gołąbek stanowił prawdziwy skarb na Oddziale Deliryków, gołąbki były wyliczone co do jednego, więc fakt kradzieży oznaczał, że Chrapiący Gronde nie dostanie swej porcji energii, niezbędnej w zwalczaniu nałogu, a przynajmniej w procesie podejmowania takiej próby. Ciotka Wanda również nie wchodziła w rachubę, właściwie to można było sporządzić listę powodów, dla których udział Ciotki Wandy w kradzieży był niemożliwy. Wprawdzie jej żołądek był w nieco lepszym stanie, niż u Polarnego Niedźwiedzia, jednakże również nie zaliczała się do osób, których potrzeby kulinarne w ogóle istnieją. Poza tym, jak każda rasowa alkoholiczka, jak każda alkoholiczka, która była kiedyś damą, miała zapewne swoje zasady, które mówią jasno, że kradzież jest czynem damy niegodnej, zwłaszcza, gdy idzie o rzecz tak cenną, jak gołąbek w kapuście. Były też inne powody, ale Kucharka nie chciała się już nad tym rozwodzić, szukając winowajców wśród innych twarzy, patrzących na nią ciekawie. - No i co się tak śmiejecie, Lizaforche? – zapytała, zirytowana głupkowatym wyrazem twarzy najdziwniejszego z pacjentów. - Jak się wypije flaszkę w kiblu, to śmiech sam wchodzi na usta. Na dźwięk tych słów fala wspomnień rozeszła się po umysłach obecnych na korytarzu ludzi, każdy na dźwięk słowa „flaszka” wyobraził sobie palący smak trunku, jego ostry zapach i ulgę, którą przynosi na skołataną psychikę. - Co wy bredzicie, Lizaforche? – kucharka próbowała przywrócić porządek w głowach wszystkich, oburzona poruszeniem tematu, o jakim nie powinno się na tym oddziale mówić. - Mówię prawdę, dlaczego mi pani nie wierzy? Gdyby powiedział to inny z pacjentów, od razu zaciągnięto by go do ostatniego pokoiku na piętrze, w którym znajdował się złowieszczy alkomat. Jednak w kwestii Lizaforcha kucharka Barbaree miała zdanie wyrobione już od pierwszej nocy, kiedy, zgodnie z jej przewidywaniami popartymi długoletnią praktyką, zaczął zwierzać jej się z przyczyn swego picia. Każdy pacjent prędzej bądź później zwierzał się kucharce z przyczyn swego picia, mogła napisać już leksykon przyczyn nałogowego picia alkoholu przez człowieka, jednak historia Lizaforcha zaskoczyła ją najbardziej ze wszystkich, jakie kiedykolwiek słyszała.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Idsele
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…