Wróć do katalogu

SKRAWKI ŻYCIA

Zawsze na końcu... wraca się do początków... Historia,wspomnienia w zasadzie.Czegoś co było... i się skończyło... Teraz piszę, bo nie mam się do kogo odezwać.To forma rozmów sam ze sobą.Może komuś się spodoba...

BRUNO__83, opublikowano , 4 min czytania, 2,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

TO BYŁO W CZASACH SZKOLNYCH... URYWEK JEDNEGO DNIA... JAK SIĘ OKAZAŁO PO 4 LATACH PÓZNIEJ... BYŁ TO NAJWIĘKSZY BŁĄD W MOIM ŻYCIU...

Zimne przedpołudnie...

Bez słońca i pogody ducha oraz samotność doskwierała jak drzazga wbita w palec. Znudzony oglądaniem telewizji pomyślałem, iż lepiej było wstać rano i jednak pójść do szkoły. Ale jak to młody człowiek mądrością nie grzeszyłem. Wybrałem wagary w domu. Chwyciłem telefon komórkowy i wykręciłem numer do kolegi, mając nadzieję ze on także nie poszedł do szkoły. - Cześć. Jesteś w domu? - No... Jestem... - rzekł zaspany - Co ty śpisz jeszcze?! - Noooo... - To wstawaj bo wpadnę do ciebie za chwilę - No dobra. Ale za jakieś pół godziny dopiero,dobra? - Nie ma sprawy – odpowiedziałem ucieszony Rozłączyłem się i zapaliłem papierosa. Pomyślałem z radością o kilku godzinnej perspektywie spędzenia czasu przed komputerem,grając w co się da. Odłożyłem pilota od telewizora,wstałem i udałem się do kuchni zjeść coś. Idąc,mą głowę zaprzątały myśli, które coraz natarczywiej się zlatywały jak sępy, które tylko czekają na jakąś padlinę w postaci przygnębienia. Towarzyszące temu uczucia osamotnienia i bycia niepotrzebnym światu,narastało w miarę upływu dnia. A punkt kulminacyjny następował wieczorami, kiedy to kładąc się do łózka marzyłem o miłości i pięknej dziewczynie. A, że byłem bardzo nieśmiały, na owych marzeniach zawsze się kończyło. I tak było co dzień. Kiedy wychodziłem z domu około godziny jedenastej, nie przypuszczałem nawet, że ten dzień praktycznie odmieni moje życie... Dojście do domu kolegi zajęło mi niecałe dziesięć minut, kiedy stanąłem pod furtką wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem dając mu krótki sygnał że już jestem. Zanim się dowlókł do furtki, upłynęło następne dziesięć minut. Ale zanim to nastąpiło

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych