Słodkogorzkie cz.11
:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
XVIII
Wyszłam z gabinetu doktora Rosiewicza szczęśliwa. Ostatni raz byłam tam z mamą jako nastolatka. Przeżycie było bardzo stresujące, mimo że lekarz okazywał wobec mnie naprawdę ogromną cierpliwość. W sumie, jak na pierwszą wizytę u ginekologa nie było tak najgorzej. Tego dnia pojawiłam się tam po raz drugi w swym dwudziestoparoletnim życiu. Tylko, że bałam się o wiele bardziej niż wtedy. Tego, iż okaże się, iż… nie jestem w ciąży. Zdążyłam bowiem zupełnie oswoić się z tą myślą i pokochać maleństwo. Niepotrzebnie się zamartwiałam. Byłam w ciąży. Lekarz wszystko dokładnie mi wyjaśnił. Przez jakiś czas oczywiście, mogłam to ukrywać. Jednak liczyłam się z tym, że prędzej czy później będę musiała coś zrobić. Na razie nie chciałam o tym myśleć. W najbliższym czasie nie zamierzałam też z kimkolwiek dzielić się moją tajemnicą. Swoje kroki skierowałam do Galerii Łódzkiej. Nierozsądne było kupowanie teraz jakichkolwiek ubrań, ale po prostu nie potrafiłam się powstrzymać. Po wydaniu nieprzyzwoicie wysokiej sumy na – jakby to powiedziała moja mama – niewarty tej ceny kostium, poszłam do kawiarni i zamówiłam jedną z tych kaw w mikroskopijnych filiżankach i z rozkoszą wpatrywałam w siedzącą naprzeciwko kobietę z dzieckiem. Kiedy podszedł do niej mąż – jak się domyślałam – i zabrał z kolan dziecko, uświadomiłam sobie jak cudowne byłoby dzielenie z kimś radości z wychowywania małej, bezbronnej istotki. Właśnie wtedy stało się coś niezwykłego. Do mojego stolika dosiadła się wysoka, uśmiechnięta kobieta ubrana w bardzo krótką spódniczkę. Dopiero po paru sekundach rozpoznałam w niej Nukę. Doprawdy, gdybym się o tym naocznie nie przekonała, nigdy w życiu nie uwierzyłabym w to, że ta kobieta ma wnuczkę! Widać, babcie nie zawsze muszą robić na drutach, siedząc w bujanym fotelu. - Co ty tu robisz? – spytałam zszokowana. - Doglądam tych leni. Widzisz mój butik? Jest tam – spojrzałam we wskazanym przez nią kierunku. To był najdroższy sklep w całej galerii, o zakupach w których mogłam sobie pomarzyć. - Nie wiedziałam, że już wróciłaś – powiedziałam. - A jakże mogłabym inaczej? Tomasz zajął się pensjonatem, a ja… po prostu wiedziałam, że sobie beze mnie nie poradzisz. Choć po tym, jak nawet się ze mną nie pożegnałaś, miałam lekkie wątpliwości… – mówiła z udawanym oburzeniem. Roześmiałam się: - Naprawdę mi przykro, ale wyjechaliśmy tak nagle… - Nie ma sprawy. Przecież żartuję. Gdybym się gniewała, to by mnie teraz tutaj nie było, żeby ratować ci skórę. - Mówisz jakbym popełniła jakieś straszne przestępstwo. Tyle że, kompletna nieumiejętność w wyborze obiektu uczuć nie jest – o ile wiem – w Polsce karana. Tak więc, nie bardzo rozumiem, w czym chcesz mi pomóc. - W tym, z czym sama nie potrafisz sobie poradzić. - Obawiam się, że moja sytuacja jest tak beznadziejna, iż nie zdołasz nic zrobić, ale dziękuję za szczere chęci. Miło wiedzieć, że istnieje jeszcze na świecie ktoś, komu nie jestem całkiem obojętna. - Och, nawet nie wiesz jak się mylisz. W twojej sprawie jest jeszcze mnóstwo do zrobienia. Ale… mogę sobie mówić, a ty i tak patrzysz na mnie jak na wariatkę. Zróbmy tak… Jeśli Adrian jeszcze dziś ci się nie oświadczy i nie zerwie z Ewą to oddam ci mój sklep. - Słuuucham? – myślałam, że się przesłyszałam. - Spokojnie, jeszcze nie skończyłam. Ale jeżeli to zrobi, zostanę matką chrzestną twojej córeczki. - Cór.. córeczki? - No tak… O nie! Znowu się wygadałam. Jestem okropna. Przepraszam. - Nie szkodzi… - uspokoiłam się. Nie wiedzieć, czemu uwierzyłam w to, iż to będzie dziewczynka.
XIX
Nie mogłam się powstrzymać i przez cały wieczór jadłam Marsy. Wolałam nie myśleć o tym, jaką dietę będę musiała sobie zaserwować po urodzeniu dziecka, ani o tym jak będę wyglądać. Doskonale zdawałam sobie sprawę ze swojej skłonności do tycia, z którą walczyłam od niepamiętnych czasów. Siedziałam na kanapie w szlafroku i oglądałam stare odcinki „Przyjaciół” jeden po drugim. Kiedy zadzwonił dzwonek byłam przekonana, że to dostawca pizzy, ale spotkała mnie niespodzianka. Za drzwiami stał Piotr. - Miło cię widzieć, ale nie spodziewałam się ciebie… Wejdziesz? – zapytałam. - Wpadłem tak bez zapowiedzi… Powiedz, jeśli przeszkadzam. – spojrzał niepewnie na mój strój. - Nie, ależ skąd. Właśnie zamówiłam pizzę i pogrążam się w totalnej beznadziei swojego życia. Mam jeszcze tydzień urlopu, więc nie ujawniam szefowi, że już wróciłam. W redakcji jest mnóstwo pracy i zaraz znaleźliby mi jakieś zajęcie, skoro i tak siedzę w domu. - Ach, zapomniałbym… Mam tu tę dyskietkę, o którą prosiłaś. - O, dzięki. Szczerze mówiąc, sama o tym już nie pamiętałam. Nie musiałeś się specjalnie fatygować. Rozgość się, ja zaraz przyjdę, tylko coś na siebie włożę – gestem wskazałam na sofę i poszłam do łazienki. Narzuciłam na siebie cienką, białą sukienkę na ramiączka w wielkie, czerwone maki. Włosy spięłam klamrą i musnęłam usta błyszczykiem. Usłyszałam dzwonek. - Piotrek, otwórz! To pewnie moja pizza. Pieniądze leżą na szafce od butów – na samą myśl o peperoni, którego nie jadłam od lat, uśmiechnęłam się w duchu. Wyłoniłam się z łazienki w momencie, gdy za dostawcą zamykały się drzwi. Wzięłam pudełko od Piotrka i zaniosłam do kuchni. Zajadaliśmy się pizzą, oglądając telewizję, gdy wyjawił mi prawdziwy powód swojej wizyty. - Wiesz… Tak, szczerze mówiąc, to chciałem też sprawdzić, czy byłaś u lekarza… - Od razu wiedziałam. Możesz być spokojny. Byłam i wszystko jest w porządku. – chciałam go uspokoić, ale jednocześnie bałam się, że zacznie pytać o szczegóły. - Na pewno? – najwidoczniej nie dowierzał. - Teoretycznie tak… - uznałam, że muszę jednak komuś opowiedzieć o wszystkim, bo inaczej oszaleję. Piotrek wydał mi się najodpowiedniejszą osobą. Tak więc, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam: - Co prawda miałam o tym nikomu nie mówić, ale myślę, że tobie mogę zaufać… - potwierdził…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ronnie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…