Słodkogorzkie cz.2
Ciąg dalszy... Cóż, po prostu przeczytajcie i sami oceńcie...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
III
O piątej trzydzieści w moim mieszkaniu rozległ się natarczywy dźwięk budzika. Był to znak, że jeśli nadal nie zmieniłam zdania i trwam przy swoim szalonym zamyśle co do wyjazdu – powinnam wstawać. Szybko wyskoczyłam z łóżka, jak porażona prądem i weszłam pod ciepły prysznic. Gorąca woda znakomicie pobudziła do życia wszystkie zaspane komórki mojego ciała. Właściwie tak naprawdę dopiero wtedy się obudziłam. Kiedy włożyłam na siebie moje białe szorty i lekki top wiązany na szyi było już wpół do siódmej. Jak zwykle zasiedziałam się w łazience. Kładłam do torby szczoteczkę do zębów, gdy usłyszałam trąbienie samochodu. Coś we mnie pękło. Za chwilę miałam zobaczyć Adriana. Tak po prostu. Zwyczajnie wsiąść do samochodu i podać mu rękę. Najlepiej jeszcze z przyklejonym do twarzy sztucznym uśmiechem. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Wiedziałam co to oznacza. Za chwilę miało okazać się, czy tamto młodzieńcze, bezsensowne uczucie mam już za sobą. Pomyślałam, że właściwie mogę wcale nie wychodzić, a jeśliby weszli na górę po prostu nie otworzę. Udam, że nie ma mnie w domu – tak jak to robiłam setki razy, gdy przychodzili niepożądani goście. Trąbienie samochodu powtórzyło się po raz kolejny. No tak. Rozległ się dzwonek do drzwi. Miałam ich nie otworzyć, ale… w ogóle ich nie zamknęłam i teraz w moim przedpokoju stał… Adrian. Nic się nie zmienił. Coś mokrego zaczęło mi wypływać spod rzęs. Trwało to chyba wieczność. Patrzył na mnie. Wiedziałam dlaczego. Szukał podobieństwa między moim dawnym wizerunkiem, a osobą która stała przed nim w tej chwili. Pewnie spodziewał się otyłej, żałosnej Ali, jaką pamiętał. W końcu przerwał to milczenie: - Witaj. Ile to lat… - i po przyjacielsku uścisnął moją wyciągniętą dłoń. Zbliżając twarz do mojej twarzy musiał zauważyć tę błąkającą się po policzku łzę, bo powiedział: - Chyba nie płaczesz? Przepraszam, że tak wparowałem, ale nie otwierałaś. Nacisnąłem na klamkę. Drzwi były otwarte, więc pomyślałem, że może coś ci się stało i wszedłem. Jeszcze raz przepraszam. – Nie szkodzi. Właśnie zbierałam te wszystkie bagaże – wyjaśniłam, odsuwając się na bezpieczną odległość. Czułam ogromną chęć, by zanurzyć rękę w jego niesfornych blond włosach i poprawić mu te zjeżdżające z nosa okulary albo choćby pogłaskać go po policzku – A moje zachowanie… to… to… wolałabym o tym nie mówić… - W porządku. O nic nie pytam – uśmiechnął się pokrzepiająco i wziął moje bagaże. Boże! Jaki on był przystojny! Jakimś cudem przemogłam się. Wyszłam za nim i nawet wykazałam się nadludzkimi umiejętnościami – nie zapominając z tego wszystkiego o zamknięciu drzwi na klucz. Na dole za kierownicą czekała już zdenerwowana Ewa, która na nasz widok momentalnie zmieniła wyraz twarzy. Odniosłam wrażenie, że to tylko maska, jakich miała tysiące. - Już myślałam, że winda się zepsuła – odpaliła na powitanie z „serdecznym” uśmiechem. Z tyłu siedział Piotrek. - Cześć. My się jeszcze nie znamy. Dla formalności jestem Piotrek. – tym razem nie miałam wątpliwości, że mam do czynienia z całkowicie szczerą sympatią. - Ala – zamiast podać dłoń jak to zwykle czynił Adrian, Piotrek pocałował mnie w policzek. A ja dałam się oczarować cudownemu zapachowi jego perfum. Jeszcze nigdy nie czułam czegoś podobnego i prawie uśpiło to moją czujność. Podchwyciłam w przednim lusterku spojrzenie Ewy i aż mi ciarki przeszły po plecach. To chyba miało być ostrzeżenie przed jakąkolwiek próbą zbliżenia się do Adriana. Zupełnie jakby znała moje myśli… Tymczasem włączyła radio i cały samochód wypełniła łagodna muzyka znanej kapeli, której nazwy akurat nie mogłam sobie przypomnieć. Jechaliśmy w milczeniu, ale bynajmniej nie kłopotliwym. Gdzieś w okolicach Torunia – Adrian zamienił się miejscami z Ewą i teraz to on prowadził. W pewnym momencie napotkałam jego spojrzenie w lusterku tak jak wcześniej Ewy. Było wręcz błagalne. Nie potrafię powiedzieć w jaki sposób mi to przekazał, ale w jednej chwili zrozumiałam, dlaczego Adrian tak bardzo upierał się przy zabraniu ze sobą znajomych. On po prostu jej już nie kochał. Nie chciał być z nią sam na sam. Ewa złowiła to nasze spojrzenie i postanowiła wrócić na fotel kierowcy. Byłam pewna, że robi to celowo. Powiedziała po prostu, że ma dość bezczynnego siedzenia i woli prowadzić. Dla świętego spokoju Adrian ponownie zamienił się z nią miejscami. Wiedziałam, że myśli dokładnie tak samo jak ja. Ciekawa byłam skąd wzięła się między nami taka nić porozumienia skoro kiedyś nawet mnie nie lubił. Za to Piotrek był zupełnie nieświadomy napiętej atmosfery i jechał uszczęśliwiony, wyglądając przez okno. W końcu zwątpiłam w swoje przypuszczenia. Może to tylko moja bujna wyobraźnia odczytuje wszystko tak, aby to Ewa była tą złą. Nie dane mi było jednak dalej tak rozmyślać, bo zatrzymaliśmy się na parkingu przed Mc Donald’s. - Pora na mały odpoczynek – powiedziała Ewa, a nikt nie miał nic przeciwko temu. Piotrek pogładził się po brzuchu. - To kto pójdzie zamówić coś do jedzenia? - Ja mogę – zaoferowałam się. Zajęliśmy miejsce na zewnątrz przy stoliku pod ogromnym, czerwonym parasolem z logo McDonald’s, a ja poszłam zamówić coś do jedzenia. Wróciłam obładowana trzema Big Macami, herbatą, dwoma kawami, surówką dietetyczną dla siebie i sokiem pomarańczowym. - Nareszcie – wyznał Piotrek i zabrał się do jedzenia. Adrian badawczo przyjrzał się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil ronnie
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…