Wróć do katalogu

Śluz odc. 2

"Jesteśmy pokoleniem eksperymentalnie zażywającym nowe leki. Pokoleniem królików doświadczalnych. Wychowano nas w strachu przed chorobami nowej cywilizacji. Teraz mam na imię Maggie." Chce pokazać Wam prawdę. Chce abyście otworzyli oczy

MTuora, opublikowano , 13 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jesteśmy pokoleniem eksperymentalnie zażywającym nowe leki. Pokoleniem królików doświadczalnych. Wychowano nas w strachu przed chorobami nowej cywilizacji. Kiedy dziecko jest niespokojne na pewno ma ADHD. Mam 10 lat kiedy moja nadpobudliwość i ciekawość świata przestaje być słodka i doprowadza moją mamę do szału. Jeszcze wtedy nazywam się Anett.

– Anett, proszę cię, uspokój się – podnosi głos moja zażenowana mama, kiedy biegam i zaczepiam ludzi w kolejce do rodzinnego lekarza – czy nie możesz usiedzieć chociaż 5 minut w spokoju?

Nie mogę mamo. Nigdy nie mogłam. Już od małego roznosiła mnie energia. Jeśli nie biegałam musiałam gadać. Jedyny sposób, aby mnie uspokoić to mówić do mnie, ale to działa tylko, jeśli mówisz do mnie coś interesującego. Moje nauczycielki i nauczyciele zupełnie sobie z tym nie radzą. Nudzi mnie matematyka i dodawanie na palcach. Nauka tabliczki mnożenia. Nie interesuje mnie historia, biologia i fizyka. Rozumiem to czego chcą mnie nauczyć, ale wydaje mi się to mało ważne. Jestem przepychana z klasy do klasy na siłę. Jestem balastem i trudnym dzieckiem podawanym sobie co roku w ręce innych nauczycieli. „Jest piekielnie inteligentna, ale ma problem z koncentracją”, tak mówią ci którym zależy. „Rozwala lekcję, nie może się skupić, trzeba coś z tym zrobić, to dziecko jest niewychowane.”, to słowa tych którzy są tutaj tylko dla wypłaty. Tak czy inaczej mama nie ma wyjścia. Dzieci nie powinny być takim jarzmem. Zwłaszcza dla samotnej matki. Tatuś zostawił nas jak miałam dwa latka. Po prostu nie dał rady między byciem w pracy, a byciem mężem i ojcem. Mężczyźni są słabi, tak tłumaczy to moja mama, ale ja go nie pamiętam i przynajmniej na razie nic mnie to nie obchodzi. Ciężko jest przeżywać ból i płakać, kiedy jest się w wiecznym ruchu.

– Anett, siadaj! – mamie coraz częściej zdarza się krzyczeć.

Ludzie z kolejki patrzą na mnie i na mamę, która szarpiąc mnie za rękawek siłą usadza mnie na krzesełku. Są chorzy, zmęczeni, przyszli tutaj po zwolnienie z pracy, a może po to aby usłyszeć, że niedługo umrą, a to dziecko, ten bachor, nie daje im godnie umierać.

Czekając na naszą kolej majtam nogami w powietrzu. Udaje, że biegnę. Kiedy jest się w biegu nie trzeba się bać. To szkolny psycholog powiedział mamie, żeby zabrała mnie do lekarza. Że „to się leczy”. W mojej karcie szkolnej wpisane jest „dziecko nadpobudliwe”. Określają nas nasze choroby. Na każdego coś się przecież znajdzie. Depresja, nadpobudliwość, cukrzyca, alkoholizm, depersonalizacja. Coś wpisane w twoją medyczną kartę jest świetnym usprawiedliwieniem twojego nieszczęścia i skopanego życia. A mała Anett za chwilę dostanie takie usprawiedliwienie i jeśli tylko będzie chciała to, to jedno zdanie będzie ją określało już zawsze:

– Pani dziecko ma typowe objawy ADHD. Zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi…

– O boże! – mama wpada w histeryczny szloch, a ja biegam po dużym, pomalowanym na biało gabinecie, w którym poustawiane na półkach są wielkie książki. Na ścianach wisi plakat przekroju ludzkiego mózgu. Przyglądam mu się przez chwilę, przekręcając głowę w bok niczym pies, a potem ruszam, aby przebiec kolejną rundkę wokół biurka lekarza przy którym płaczem zanosi się moja mama.

– Proszę się nie martwić. Żyjemy w pięknych czasach. Przepisze pani lekki dla córki, po nich powinno być w porządku.

Mama wyciera zapłakane oczy w których pojawia się nadzieja. Robię czwarte kółko wokół biurka doktora. Mama już nie krzyczy. Wyleczą mnie.

Tabletki są strasznie gorzkie i nie mają nawet wytłoczonych na nich zwierzątek, tak jak słodkie witaminy które biorę codziennie rano. Proszki nie starają się nawet udawać, że są przeznaczone dla dzieci. Mam po nich strasznie mało siły. Ciągle ziewam. Nie mam siły biegać. Leżenie i siedzenie jest teraz błogosławieństwem, ponieważ słaniam się na nogach. Ale mama jest zadowolona, nauczyciele też mimo, że moje oceny są jeszcze gorsze ponieważ nie jestem w stanie nie zasypiać na lekcjach. Dalej przekazują mnie z klasy do klasy. Z rąk do rąk. Dalej jestem trudnym dzieckiem, ale jestem usprawiedliwiona. – Co za nieszczęście spotkało tę dziewczynkę. – Mała, chora Anett bez tatusia. – Dzielne dziecko. Płacze po kątach tylko czasami. Płacze, bo kiedy przestajesz biegać, kiedy zwalniasz, zauważasz jak życie jest straszne. Zaczynasz się bać. Tęsknić.

– Tatuuuusiuuuu…. chce do taty.

– Biedne dziecko. Boże dlaczego wystawiasz ją na taką próbę? Ale przynajmniej daje mamie w nocy spać. Mimo ataków płaczu i histerii, mama może pójść ze mną na zakupy. Wozi mnie w sklepowym koszyku w którym usypiam. Dzieci nie są po to, aby być szczęśliwe. Dzieci są po to, aby szczęśliwi byli ich rodzice. Chore dziecko to wielkie brzemię – to nowa karta przetargowa mojej mamy.

*

Teraz mam na imię Maggie. Oddycham spokojnie, słuchając głośno elektronicznego warkotu muzyki. Adrenalina rozbudza mnie tak bardzo, że chce mi się znowu biegać. Chce mi się tańczyć. Wybieram na ekranie komputera numer recepcji. Numer widnieje na stronie „kontakty” firmy T-mind. Może mieć go każdy. Rozglądam się jeszcze raz po starym, nieczynnym peronie metra upewniając się, że jestem sama i wtedy ktoś odbiera telefon po drugiej stronie. Wkładam do ucha słuchawkę wyciszając muzykę, przybliżam do ust mikrofon i sprawdzam na ekranie netbooka czy program szyfruje połączenie. Tu-dum. Tu-dum. Tu-Dum. Wdech. Teraz mam na imię Christina. Pracuje dla T-mind.

– T-mind. Clair Ross, w czym mogę pomóc?

– Cześć Clair, z tej strony Christina. Twój wewnętrzny nie działa?

Słyszę jak recepcjonistka sprawdza drugi telefon przerzucając sterty papierów walających się na jej biurku.

– Nie. Wydaje mi się, że wszystko w porządku.

– Och. Dziwne, próbuje połączyć się z tobą od rana. Dzwonie w sprawie wakacji na Barbados… – mimo miliona impulsów, które szaleją po moim mózgu, staram się mówić powoli i płynnie. Uśmiecham się przy tym szeroko.

– Wakacji? Barbados? – Clair zapomina o tym, że powinnyśmy rozmawiać przez linie wewnętrzną. Sekretarki nie przechodzą szkoleń z zakresu bezpieczeństwa. Pewnie przeszkodziłam jej w grze w pasjansa.

– No tak – udaje podekscytowaną – zazdroszczę. Twój wniosek urlopowy przeszedł. Składałaś wniosek o dwu tygodniowy urlop w ramach wakacji na Barbados? Wszystko już załatwione. T-mind zarezerwował ci hotel i to pięciogwiazdkowy…

– Ale ja… ja nie składałam…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych