śniadanie na trawie
...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Deszcz przestał padać. Czułem to wyraźnie. Przez chwilę jeszcze wpatrywałem się w obraz Lotreca i skierowałem się ku bocznemu wyjściu z National Galery. Zastanawiam się, dlaczego spędzam przy nim zawsze tyle chwil. Dziewczyna, źle czuła się w pałacu. Po upojnej nocy spędzonej ze mną błąkała się po nieskończonych schodach ukrytych we wnętrzu zaprojektowanej na moje zlecenie budowli. Minąłem wiecznie znudzone portierki, by ukryć się we wnętrzu luksusowego Rolce-Royse’a. Kierowca zawsze nazywa się Jan. Dziś trudno o wykwalifikowanych Anglików czy Szkotów, więc tym razem jest to Jean Paul – francuz. Poprzednio był nim Polak. Oczywiście Jan. Miły, ale mówił zbyt dużo. Ja nie lubię jak ktoś zakłóca mi poranne spacery. Poprosiłem agencję o innego. - Tu proszę, Pani. Milord niedługo wróci. Poszła za nim bez słowa skargi. Kąpiel była gotowa. Zamknęła się, a po zrzuceniu ubrania zanurzyła w wielkiej wannie. Piana pachniała kwiatami. To był mój ulubiony zapach. Poruszaliśmy się dostojnie po znanych mi ulicach Londynu. Jean Paul prowadził płynnie sunącą niczym królewski jacht limuzynę. Dobrze, że nie mówi nic nie pytany. Ludzie mówiący zbyt wiele bywają bardzo niebezpieczni. Mogą przez przypadek wyjawić największe tajemnice. A mój sekrecik wart był dyskrecji. Wyszła. - Proszę za mną. – stary służący ceremonialnie pokazał jej drogę. - To portret starego hrabiego. Nie uważa Pani, że sir Robert jest do niego uderzająco podobny. - Tak. Niesamowite podobieństwo. - Sir Robert będzie za chwilę. Polecił, aby przygotować baraninę w sosie miętowym. Czy Pani, życzy sobie to samo, czy ma Pani raczej ochotę na jakiś inny specjał. - Nigdy nie jadłam baraniny w sosie miętowym, więc chętnie skosztuję. - Jakąś przekąskę. - Nie, dziękuję. Poczekam na sir Roberta. - Dlaczego przyjechałeś do Londynu – spytałem Jean Paula. - Ciekawość milordzie. Człowiek zawsze szuka przygody. - Czy we Francji również byłeś kierowcą. - Nie pracowałem jako dziennikarz. - A teraz? - Skończyłem z tym. Zbierałem materiały o jednym z ważnych polityków i próbowano mnie zastrzelić. Ja przeżyłem, ale moja narzeczona zginęła. Potem, już wszystko nie maiło sensu. Uśmiechnąłem się. Znam ten typ. Kiedyś będzie znowu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil nihil
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…