Sny i Marzenia
Jedna z historii o rasie Dworwów i ich zamiłowaniu do bogactwa...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Regh w końcu wypełz z ciemności długiej studni. Oślepiająca jaskrawa zieleń poraziła jego oczy, ale gdy zdjął okulary nic nie ucieszyło go bardziej jak krajobraz przed nim. Oto stał na spalonym mrozem, kamienistym, szarym zboczu górskiego masywu, oddzielającego normalny świat, od piekła Śmiertelnego Uścisku. Mimo skrajnie niskiej temperatury i żwawego wiatru nie mógł sobie odmówić krótkiego spaceru. Tak zszedł pośpiesznie ku niewielkiej zaśnieżonej dolince otulonej ramionami wzniesień. I chociaż ciężar pakunków, obolałe plecy tudzież zmęczenie dawały mu znać, pierwszy raz zachwycił się jasnym błękitnym niebem górującym nad wyszczerbionymi granatowo-żółtymi zębami skalnymi, wystrzeliwującymi zadziornie od północy ze szczytu Dobrej Nowiny. Znalazłszy się na miejscu, cztery słońca schował za sobą, a długi cień jeszcze dłuższego wieczoru przypomniał mu iż czas powrócić do jamy z której wypełzł. Pod czerwonym niebem przygniatanym granatem nocy zatrzymał się nieopodal ściany, która niczym fala wyginała się kształtnie ku szczytowi. Z entuzjazmem postanowił sprawdzić sidła jakie założył kilka godzin temu. Były puste. Zawiódł się znowu, bynajmniej nie na inteligencji tutejszych stworzeń, raczej na swoim szczęściu, bowiem doskonale zdawał sobie sprawę że dzisiejszego dnia nic nie wypełznie z ciepłych nor, aczkolwiek naiwny zawsze miał nadzieję chociaż na małego nieroztropnego futrzaka. I to była jedyna znana mu słabość, która bardziej bawiła niż drażniła. Taka złośliwa igraszka losu, bo chociaż potrafił zdobywać bogactwa, to w życiu nie zabił niczego większego i smaczniejszego od Krzykacza. Dlatego też od razu zmienił taktykę zapominając o powrocie do tunelu. A mianowicie chciał zapolować na Buerna. Znaczy się nie tak naprawdę, tylko odnaleźć go. Jako że na tego niedźwiedzia się nie kłusowało. No może poza jedną rodziną "Szalonych' którą zwano tak od pokoleń, jak opowiadali znajomi Regha za młodu, a to zważywszy na historycznego dziada klanu imieniem Dzimarth, co to ponoć prawił się ochoczo na takie i gorsze bestyjki. Jednakże w takie bajeczki się nie wierzyło, tak jak w opowieści Hamaidów. Choć same niedźwiedzie istniały, były ogromne, silne i inteligentniejsze od Biesów z Dao. I mimo że futra skrzyły się złotem a zęby śnieżną bielą, to skarbem ich były koziorożce górskie. Buerny hodowały te pożywne, mniej inteligentne i płochliwe zwierzęta w taki sposób że broniły je oraz prowadzały na pastwiska poniżej wiecznej zmarzliny. W zamian za to, raz w miesiącu, kilka sztuk składało głowy na stół opiekuna. Co ciekawie całkiem dobrowolnie. Dlatego tak bardzo Regh pragnął odnaleźć tego ogromnego zabójcę, gdyż był on przepustką do domu. Zostawił torbę pod głazem, zakopawszy ją w zaspie. Sam zaś wziął jeno buławę, haki, lampkę, granat, sztylet i linę. Liczył na samice gdzieś w pobliżu, bo ino one miały stałe legowiska. Zmierzch miał się ku końcu gdy znalazł jaskinie w której mieszkała stara niedźwiedzica. Było to na północno-zachodnim stoku, gdzie zęby góry tworzyły liczne kamienne i lodowe mosty. Wytropienie jej było dość trudne, ale i tak szybko poszło. Widocznie staruszkę nie trapili wrogowie, więc i nie próbowała specjalnie się kryć. A była stara, Regh widział ją z daleka. Łatwo rozpoznać samice. Ta miała charakterystyczne dłuższe przednie kończyny i napuszony grzbiet, zaś futro prawie siwe, co zaraz zdradziło jej podeszły wiek. Jama była wąska, aż dziw że zmieścił by się tam tak ogromny stwór, jednak wnętrze rozszerzało się tworząc przytulne domostwo dla niedźwiedzia. Wiatr hulał wesoło to raz z północy, to z południowego-wschodu, obwieszczając wszem i wobec iż jutrzejszy dzień będzie pierwszym najcieplejszym dniem od miesięcy. Regh powoli wlazł do wnętrza, wiedział że niedźwiedź opuścił swe gniazdo jakiś czas temu, zapewne by sprawdzić stan swego stada. To dawało mu kilka godzin, może noc. Dworw schodził powoli i w miarę cicho z buzdyganem w lewej ręce. Mimo że te stworzenia miały kiepski słuch, to nawet jako młode oseski odstawione od mleka matki, były potencjalnym niebezpieczeństwem dla każdego nawet wprawionego woja, jako że cechowała je, jak i rodziców, niesamowita inteligencja ledwo ustępująca krwiożerczości. Tak bezpiecznie dotarł do cuchnącego lecz ciepłego legowiska Buerna. Stąpał lekko krusząc jakby lód pod sobą, jednak żadnego potworka nie znalazł. (Samica choć stara, mogła odchowywać osierocone młode innych ze swego gatunku, co często kończyło się śmiertelnym zdziwieniem wchodzącego gościa. Dlatego lepiej było się upewnić, zanim mała włochata bestyjka rozszarpała by wnętrzności). Regh rozejrzał się jeszcze raz, schował bron za specjalny do tego pas, zdjął binokle a zapalił lampkę. Teraz zrozumiał co tak chrupotało pod jego ciężkimi butami.. Kości. Wśród dywanu szkieletów koziorożców, krzykaczy i innych jaskiniowych stworzeń, krasnal dostrzegł coś w miejscu gdzie zapewne spała niedźwiedzica. Były to opasane sznurkami skóry okrywające jakąś rzecz. "- Prezent, który zrobiła sobie niedźwiedzica za młodu, gdy lubowała zabawy w podchody i kradzieże takich przedmiotów z ludzkich osad.. -" pomyślał z początku Regh, ale gdy przyjrzał się bliżej, dojrzał Hamaidzkie szczątki kilkuletniego dziecka. Dlaczego ludzkie szczątki? Bo żadne dziecię z jego plemienia nie zaginęło od ponad czterdziestu zim. Jednak nie po to przyszedł tutaj krasnolud. Jego celem było odkryć gdzie leżą złoża zapasów mięsa w stanie jeszcze żywym. Poza tym nie chciał grzebać przy kościach, bo gdyby znalazł jakie resztki innego Dworwa, co się mu też zdarzało nie raz (jakby na złość!), automatycznie byłby zobligowany do odprawienia chociażby małej ceremonii pożegnalnej. A że nie w smak mu to było, zwłaszcza po ostatnich przeżyciach z głową DzimReartha15.. to wrócił z ochotą do głównego zajęcia, starając się patrzeć ino przed siebie by czasem nie dostrzec jakiej krasno-kształtnej kości. Przyłożył wiec lampkę do ściany i powoli szukał skarbu stwora. Mijały długie minuty a obszerna komnata malała, gdy zrezygnowany dotarł znowu do szczątków dziecka. Chwile wpatrywał się w szkielet i skóry poczym przerzucił łup Buerna trochę dalej. - Jesteś! - szepnął triumfalnie. Na w miarę płaskiej, granitowej skale prostymi znakami wyżłobiona była mapa. Najtajemniejsza, najskrytsza wiedza ludu Niedźwiedzi. Gdyż właśnie intelekt pozwalał tym stworom tworzyć plany hodowli ich zwierząt. Jednak coś bardziej ważnego, w jego mniemaniu, przykuło mu wzrok. A mianowicie małe, ledwo widoczne zatarte rysunki, ludzi oraz zwierząt,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Jolein
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…