Wróć do katalogu

Splot złych wydarzeń

nie ma tego złego ..........

Alicja L, opublikowano , 8 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Albo ja albo ona – usłyszałam za plecami histeryczny krzyk żony szefa, już wiedziałam to koniec mojej kilkuletniej pracy w firmie. Przez wiele lat starałam się unikać towarzystwa tej kobiety, nigdy nie chciałam, aby zwracała się do mnie po imieniu, nigdy też nie chciałam tak mówić do niej. Niestety nie miałam wielkiego wyboru i w końcu musiałam odpuścić, bo nie zarobiłabym tyle pieniędzy, aby zapłacić za każdą „pomyłkę” po użyciu zwrotu - pani Moniko - Czułam jednak, że to się źle skończy, no i nie pomyliłam się. Następnego dnia po niezłej awanturce, dyrektor zakochany po uszy w swojej żonie, wręczył mi wypowiedzenie z pracy. Kiedy wracałam samochodem do domu, niewiele myślałam o tym, że prowadzę pojazd. Mój umysł zaprzątały różne myśli w stylu – co będzie dalej, przecież nie tak łatwo znaleźć pracę, z czego będę żyła – i tak zamyślona nie zauważyłam, że drogę zajechał mi sportowy samochód. Ocknęłam się dopiero wtedy gdy potężnie potrząsnęło pojazdem i dotarł do mnie szczęk gniecionej blachy. Kiedy wyszłam z samochodu nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Moje auto przypominało zgniecioną puszkę po konserwie, a piękny czerwony samochód współuczestnika wypadku wyglądał jak bezkształtna masa na wysypisku śmieci. -Jak szybko jechaliśmy, że tak strasznie to wygląda – zdążyłam pomyśleć i osunęłam się na ziemię bez czucia. Nie wiem co dalej się działo, ocknęłam się w karetce pogotowia, kiedy lekarz lekko poklepywał mnie po twarzy. - No nareszcie wraca pani do życia, nawet się pani lekko zarumieniła- powiedział do mnie i ciepło się uśmiechnął. - Musimy panią zabrać do szpitala na badania - dodał po chwili - A co się stało z kierowcą tamtego samochodu ? - zapytałam - Proszę się nie martwić, tamten pan już jest pod dobrą opieką, myślę że też nic mu nie będzie – odpowiedział miły pan doktor Fakt nic nam nie było, bo po podstawowych badaniach lekarskich kazano nam wracać do domów. Kiedy przekroczyłam próg swojego mieszkania, czułam że to nie koniec „szczęścia” jakie mnie w tym dniu spotkało. Machinalnie zdjęłam płaszcz, wzięłam kluczyk do skrzynki na listy i tak jak co dzień zajrzałam do środka. Jest list, dość cienki, ale to na pewno list od niego, tylko dlaczego boję się tego listu. Zaczęłam płakać i drżącymi rękoma rozkleiłam kopertę, wypadła z niej pojedyncza kartka papieru a na niej tylko kilka słów, kilka słów pożegnania. - Boże przecież mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, więc dlaczego – zadałam sobie pytanie i nowa fala łez zalała mi twarz. Jednego dnia straciłam pracę, samochód i faceta, o którym myślałam, że zostanie ze mną na zawsze. Byłam blisko załamania nerwowego, nie wiedziałam co mam teraz zrobić, nie wiedziałam co będzie dalej, nie miałam po co żyć już nic mi nie zostało. Uspokoiłam się dopiero kiedy zaczęłam obmyślać sposób w jaki odejdę z tego świata, udałam się do kuchni. Nie wiem, nie pamiętam jak to było ale odkręciłam wszystkie kurki od gazu, usiadłam przy stole kuchennym i przed oczami zaczęły mi się przewijać obrazy z mojego dzieciństwa, z mojej młodości. Zobaczyłam twarze moich zmarłych rodziców i wtedy jak przez mgłę zobaczyłam twarz mężczyzny z dzisiejszego wypadku, potem słyszałam pisk jakieś syreny, aż pozostała tylko pustka. Kiedy otworzyłam oczy, nie bardzo wiedziałam gdzie się znajduję, zobaczyłam biały sufit, białe kafelki, mnóstwo kabelków i usłyszałam bicie własnego serca w szpitalnej maszynie. Pomału zaczęło do mnie docierać całe zło które mnie spotkało, czułam jak łzy płyną mi po policzkach, zrozumiałam że nie udało mi się skończyć ze sobą, spróbowałam poruszyć ręką, nie dało się , byłam przywiązana do łóżka. - Boją się, że spróbuję jeszcze raz – pomyślałam - ale nie, nie spróbuję, już mi nie wystarczy odwagi, nie zrobię tego drugi raz Zaczęłam rozglądać się po sali, łóżko obok mnie było świeżo zaścielone, więc nie ma w mojej sali więcej chorych, leżę tu sama. Usłyszałam, stuk…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych